Mogilno, sesja, Rada Miejska, oświadczenie, mandat
Nie widzieli podstaw
19 radnych przyjęło tekst oświadczenia, że nie widzą podstaw. 1 radny Karol Nawrot wstrzymał się od głosu.
Na wczorajszej sesji Rady Miejskiej, w środę 15 lutego radni przegłosowali oświadczenie, w którym stwierdzili, że nie widzą podstaw do podjęcia uchwały w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego PO Waldemara Krystkowiaka.
Przypomnijmy, że to Pałuki ujawniły przypadki łamania przez radnego tzw. ustawy antykorupcyjnej. Radny prowadził zajęcia w Mogileńskim Domu Kultury, zajęcia z zespołem Kalina w Chabsku oraz warsztaty perkusyjne w harcówce. Każdorazowo jego firma Kontrapunkt wystawiała faktury, które dyrektor MDK Jan Szymański realizował.
Przez kilka miesięcy mogileńscy radni pomimo artykułów nie zajęli się sprawą. Dopiero zmusiła ich do tego interwencja wojewody kujawsko-pomorskiego Ewy Mes. Radni mieli sprawę wyjaśnić i o efektach powiadomić wojewodę.
Radni otrzymali na piśmie wyjaśnienia w tej sprawie m.in. od dyrektora Szymańskiego oraz od radnego Krystkowiaka.
Napisał on: „W związku z zaistniałą sytuacją uważam, że w moim przypadku nie doszło do złamania ustawy antykorupcyjnej. Jako radny starałem się dalej służyć swoją wiedzą, umiejętnościami, zaangażowaniem i dlatego zorganizowałem warsztaty perkusyjne dla dzieci i młodzieży pod hasłem „Stop używkom i cyberprzemocy”, korzystając z sali harcówki, a prowadząc zespół śpiewaczy „Kalina” trudno stwierdzić, czy doszło do złamania ustawy bowiem zajęcia, śpiewy, imprezy odbywały się poza świetlicą wiejską w Chabsku, głównie na wolnym powietrzu. Za zaistniałą sytuację przepraszam”.
Radni uznali, że radny Krystkowiak nie prowadził działalności gospodarczej bezpośrednio na mieniu gminnym, tylko na mieniu, które gmina przekazała w użyczenie, w tym przypadku dla MDK. A zdaniem radnych gminą nie miała wpływu na to, w jaki sposób jej mienie jest dysponowane, poza trym radny nie miał z gmina Mogilno zawartych żadnych umów. Radnym zostały zaprezentowane w tej sprawie orzeczenia sądów administracyjnych.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1044 (7/2011)
Komentarz
Postawy i podstawy
Sprawa przyszłości mandatu radnego Waldemara Krystkowiaka z PO, który cały czas wisi na włosku i w tej chwili jest w rękach pani wojewody pokazuje jak na dłoni różne postawy.
Najpierw kilka słów o postawie radnych. Dopuszczam do siebie taką oto myśl, że radni bronią kolegę nie patrząc na nic, na żadne argumenty. Tutaj mniej więcej mieliśmy z tym do czynienia. 19 radnych było przeciwnych temu, by uchylić mandat radnemu. Z różnych powodów. Źle pojmowanej solidarności zawodowej, bo każdemu może się przytrafić. Jednego tylko nie rozumiem. Jak to się dzieje, że radnym jest zupełnie obojętne to co robił radny Krystkowiak, sposób przydzielania mu pieniędzy na warsztaty przez komisję rozwiązywania problemów alkoholowych, wreszcie wynajmowanie sali za darmo w Domu Kultury przez firmę radnego Kontrapunkt i wystawianie przez MDK faktur radnemu za prowadzenie zajęć. Żaden radny nie zadał ani jednego pytania. Nikogo w tej sprawie nic nie interesuje, zawracanie głowy.
Muszę kilka słów napisać także o postawie politycznej. W mogileńskiej Radzie Miejskiej PSL i SLD mają 11 radnych, PO 10. Każdy głos się liczy. Radny Krystkowiak nie musiał nic mówić (a często mówił wystarczająco głośno), by wszyscy usłyszeli, że jest języczkiem u wagi.
Jest też postawa zrzucania odpowiedzialności na innych. Powszechne były głosy w tej radzie, mówiące, że skoro radny ma stracić mandat, niech to zrobi pani wojewoda. Po co radni mają zabierać mandat koledze.
O wyjaśnieniu złożonym na piśmie przez radnego Krystkowiaka nie powinienem nic powiedzieć. To jest dopiero kpina z radnych i brak szacunku dla całego postępowania, brak szacunku dla urzędu wojewody kujawsko-pomorskiego. Radny pisze, że to całe zamieszanie jest nie na temat, bo on przeprowadza próby z zespołem Kalina z Chabska na świeżym powietrzu przy muzeum. Radny nie wyjaśnia właściwie nic. Ale przeprasza, tylko nie wiadomo za co, skoro nie widzi u siebie żadnych błędów. I skoro pani wojewoda domagała się przeprowadzenia przez Radę Miejską postępowania wyjaśniającego całą sytuację - to dla mnie próby wyjaśnienia tej sprawy przez radnych nie było. Była to raczej postawa ręka rękę myje.
Radny Krystkowiak do tej pory na sesjach i komisjach milczał jak zaklęty. Raz tylko chciał być szefem komisji oświaty i całe szczęście, że nim nie został. Prowadząc obrady coś trzeba mieć jednak do powiedzenia. Pismem wyjaśniającym swój udział w łamaniu ustawy antykorupcyjnej radny pokazał, że nie ma nic do powiedzenia.
Dla radnych: nie było nigdy sprawy Krystkowiaka; radny nie jest szefem firmy Kontrapunkt; dyrektor Szymański nigdy nie wynajmował lokalu za darmo radnemu; nigdy też nie regulował radnemu wystawianych przez niego rachunków; mienie gminne zajmowane przez MDK nie jest mieniem gminnym; radny z Kaliną miał tylko próby pod ścianą muzeum; pani wojewoda nigdy nie prosiła radnych o wyjaśnienie sytuacji; w Polsce nie ma czegoś takiego jak ustawa antykorupcyjna.
Radni zaprezentowali postawę, taką jak ujęli w treści oświadczenia - NIE WIDZĄ PODSTAW.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1044 (7/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze