Bogdan Brzewiński wbiega na metę 21. Biegu im. Kilińskiego w Trzemesznie trzymając się za rękę z inną zawodniczką. W drugiej ręce trzyma numer startowy.
fot. Iwona Nowicka
Mogilno, Trzemeszno, Wiceburmistrz, Jankowski, wizerunek, bieg, zawody, oszustwo
Nie wystartował, ale finiszował
Bogdan Brzewiński wyskoczył z krzaków gdzieś na 13 km trasy. Czołowi biegacze, którzy zostawili całą stawkę daleko z tyłu byli zaskoczeni, że nagle jak spod ziemi wyrósł starszy pan z brzuszkiem. Biegacz z Kozłowa nie widzi w tym nic złego. Po zakończeniu zawodów został uhonorowany za udział we wszystkich dotychczasowych biegach im. Kilińskiego. Wiceburmistrz Jankowski wręczając mu nagrodę stwierdził, że Bogdan Brzewiński jest dla niego wzorem biegacza.
TO WZÓR BIEGACZA
W czwartek 3 maja odbyła się 21. edycja Ogólnopolskiego Biegu im. Jana Kilińskiego na dystansie 21,1 km, z Mogilna do Trzemeszna (o wynikach piszemy w rubryce sportowej). Na mecie tego biegu na stadionie miejskim w Trzemesznie brawami witany był także 70-letni Bogdan Brzewiński z Kozłowa (gm. Trzemeszno). Jest on dość znaną postacią, nie tylko w gminie Trzemeszno. Od wielu lat bierze udział w różnorodnych biegach długodystansowych na terenie całego kraju. Był ławnikiem sądowym i sołtysem Kozłowa. Jest również działaczem lewicy. Pełni funkcję przewodniczącego gminnego koła Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Trzemesznie oraz jest członkiem rady powiatowej SLD w Gnieźnie.
Po zakończeniu biegu, podczas ceremonii wręczenia nagród i wyróżnień Bogdan Brzewiński uhonorowany został za udział we wszystkich edycjach Ogólnopolskiego Biegu im. Jana Kilińskiego. Otrzymał za to nagrodę książkową i stanął na podium, gdzie pozował do zdjęć wspólnie z członkami swojej rodziny. Przewodniczący komitetu organizacyjnego biegu, wiceburmistrz Trzemeszna Dariusz Jankowski wręczając mu nagrodę stwierdził, że Bogdan Brzewiński jest dla niego wzorem biegacza.
NIE BYŁO GO NA STARCIE
Okazuje się jednak, że Bogdan Brzewiński, aby zaliczyć kolejny udział w biegu Kilińskiego, posunął się do oszustwa. Prawdopodobnie nie wyszłoby ono na jaw, gdyby nie postawa Grzegorza Wasyla Grabowskiego, pochodzącego z Trzemeszna a mieszkającego obecnie w Warszawie biegacza i promotora biegów długodystansowych. Nie mógł się on pogodzić z zachowaniem biegacza z Kozłowa oraz postawą wiceburmistrza Jankowskiego, który odmówił zainteresowania się tą sprawą. Dlatego też chętnie o sprawie opowiedział reporterowi Pałuk.
Grzegorz Grabowski również wziął udział w biegu. Jak nam powiedział, Bogdana Brzewińskiego widział na rozpoczęciu biegu w Trzemesznie, ale na pewno nie było go podczas startu na rynku w Mogilnie. Biegacze z Trzemeszna do Mogilna zostali dowiezieni autobusem.
Dlatego Grzegorz Grabowski bardzo zdziwił się, gdy wyprzedził Brzewińskiego na około 16. kilometrze trasy, przed Popielewem, a więc praktycznie już pod koniec biegu.
Grzegorz Grabowski przybiegł na metę na 173. miejscu z czasem 1 godzina 50 minut i 26 sekund.
Po zakończeniu biegu, gdy już wracał do Warszawy, zadzwonił do osoby z firmy, która prowadziła pomiary czasów. I dowiedział się, że zawodnik z Kozłowa ani nie wystartował w Mogilnie, ani też nie przebiegał przez punkt kontrolny na 10. kilometrze biegu.
Bogdan Brzewiński po zakończeniu 21. Biegu im. Kilińskiego, w którym nie wystartował, został na stadionie w Trzemesznie uhonorowany nagrodami za udział we wszystkich dotychczasowych 21 biegach jako jedyny taki biegacz długodystansowiec w Polsce. Na zdjęciu na podium w otoczeniu bliskich prezentuje się kibicom zebranym na stadionie miejskim.
fot. Damian Podedworny
SCHOWANY W KRZAKACH
Po usłyszeniu tej informacji Grzegorz Grabowski zdenerwował się, że mimo tego Brzewiński biegł na trasie, przekroczył metę i otrzymał nagrodę za wzięcie udziału we wszystkich biegach im. Kilińskiego. Dlatego zadzwonił do zajmującego się biegiem wiceburmistrza Jankowskiego i poprosił go, żeby wyjaśnić sprawę, bo wygląda na to, że Bogdan Brzewiński oszukał i nie przebiegł całego dystansu biegu. Jednak, jak nam powiedział, wiceburmistrz stwierdził, że nie będzie drążył tej sprawy, bo może to negatywnie wpłynąć na wizerunek biegu i na kolejne edycje biegów.
Grzegorz Grabowski powiedział nam także, że jego znajomi robili dużo zdjęć na trasie biegu, dzięki czemu można w przybliżeniu określić, od którego miejsca na trasie pojawił się Bogdan Brzewiński. Jak twierdzi, musiał to być 13. kilometr biegu, czyli zawodnik z Kozłowa zamiast 21 km przebiegł tylko 8 km. Jak dodaje, potwierdza to relacja jego kolegi, który jechał rowerem i miał widzieć Brzewińskiego schowanego w krzakach przy drodze na około 13. kilometrze.
ZAMIEŚĆ POD DYWAN
Wasyl zaskoczony jest także tym, że Bogdan Brzewiński włączył się do biegu w dość mało rozsądnym momencie, akurat wtedy, gdy biegli zawodnicy walczący o najlepsze wyniki. Jak mówi, z ich relacji wynika, że byli oni zaskoczeni, iż nagle między nimi wyrósł jak spod ziemi wolno biegnący, starszy mężczyzna z brzuszkiem.
- Mogę jeszcze zrozumieć, że kogoś nie stać na zapłacenie wpisowego, biegnie więc bez numeru startowego, korzysta ze świadczeń na trasie, takich jak picie i jedzenie, a później odbiera medal i je posiłek. Chowanie się jednak w krzakach na trasie biegu i oszukiwanie samego siebie jest nie do przyjęcia. Bogdan zrobił to cynicznie, nie zapinając numeru startowego. Trzymał go w ręku. Później, jak gdyby nigdy nic, odebrał nagrodę za ukończenie wszystkich edycji biegu. Całkowitym jednak zaskoczeniem dla mnie był fakt braku reakcji pana Jankowskiego na zgłoszony przeze mnie fakt oszustwa. „Nie będziemy tego nagłaśniać, bo psuje to wizerunek biegu” jest myśleniem infantylnym, które przypomina mi klasyczne „zamiatanie pod dywan”. Pytanie mam jedno. Dlaczego, skoro Bogdana Brzewińskiego nie było w wynikach końcowych biegu, został wywołany na podium i dlaczego wręczono mu nagrodę za przebiegnięcie wszystkich edycji biegu Kilińskiego? - zastanawia się Grzegorz Grabowski.
Według niego jedynym pocieszeniem w tej sytuacji jest to, że teraz nie będzie już nikogo, kto przebiegł wszystkie edycje biegu i dzięki temu zwiększy się budżet w kolejnym roku właśnie o wartość tej nagrody.
CZAS NIEZNANY
Bogdan Brzewiński wbiegł na metę biegu trzymając się za rękę z Anetą Pluskotą z MSICS Poznań. Zawodniczka ta ukończyła bieg na 309. miejscu z czasem 2 godziny i 11 minut. Jaki czas miał zawodnik z Kozłowa? Tego nikt nie wie. Nie został on sklasyfikowany na liście wyników, mimo że ukończył bieg. Żeby jednak być sklasyfikowanym, trzeba było też rozpocząć bieg na starcie w Mogilnie. Czas każdego biegacza był automatycznie rejestrowany i odczytywany za pomocą specjalnego chipa, który przyczepiony był do zewnętrznej części numerka umieszczonego na koszulce. Numerki z chipami wręczane były zawodnikom przed rozpoczęciem biegu. Numerek pobrał także Bogdan Brzewiński. Wpisowego wynoszącego 30 zł lub też 40 zł, jeśli było płacone krótko przed biegiem, mieszkaniec Kozłowa nie opłacił, gdyż został z tego zwolniony jako weteran biegów Kilińskiego.
Jego czas nie mógł zostać jednak zarejestrowany przez aparaturę pomiarową, jeśli nie przebiegł on przez specjalną matę umieszczoną na starcie. Dlatego też czas biegu nie mógł zostać później ustalony na mecie.
Marek Zieliński z firmy Datasport, prowadzącej pomiary czasów podczas biegu Kilińskiego, potwierdził, iż Bogdan Brzewiński nie wystartował z linii startu w Mogilnie. Jak powiedział Pałukom, nie wie w ogóle, na jakich zasadach biegł ten zawodnik i poprosił, żeby na ten temat rozmawiać z organizatorami biegu.
NIE WARTO PISAĆ
- Czy to warto o tym pisać, jak ja nie mam o to do nikogo pretensji? - powiedział Bogdan Brzewiński podczas rozmowy z Pałukami, jakby nie rozumiał, że oszukał nie tylko organizatorów biegu, ale przede wszystkim kibiców.
Potwierdził, że nie wystartował do biegu na rynku w Mogilnie. Jak twierdzi, ktoś podwiózł go samochodem i później dołączył on do biegaczy już na trasie. Wskazuje jednak inne miejsce włączenia się do biegu, niż to podane przez Grzegorza Grabowskiego. Mieszkaniec Kozłowa utrzymuje, że wszedł na trasę w Żabnie, czyli kilka kilometrów za startem.
Jak twierdzi, uzgodnił to z Dariuszem Jankowskim oraz z sędzią zawodów. Z wiceburmistrzem miał też uzgadniać, że nie będzie klasyfikowany, a jedynie będzie miał zaliczony udział w biegu. Według Bogdana Brzewińskiego, podczas biegów jest normalną rzeczą, iż np. starsze osoby są puszczane na trasę wcześniej niż pozostali zawodnicy, a on właśnie w taki sposób zrozumiał taką możliwość, więc nie widzi niczego złego w swojej postawie. Zapewnił również, że jeśli Grzegorz Grabowski chce robić jakąś aferę w tej sprawie, to on może mu oddać nagrodę za udział we wszystkich biegach Kilińskiego.
TO NIE BYŁO W INTERESIE ORGANIZATORA
Przewodniczący komitetu organizacyjnego biegu, wiceburmistrz Dariusz Jankowski zaprzecza jednak słowom Brzewińskiego. Wyjaśnia, że zawodnik z Kozłowa mówił mu tylko przed biegiem, że będzie próbował wcześniej wystartować, więc poradził mu, żeby porozmawiał o tym na starcie w Mogilnie. Wiceburmistrz podkreśla jednak, że mając na myśli wcześniejszy start chodziło o wcześniejsze rozpoczęcie biegu na starcie w Mogilnie, a nie włączenie się do zmagań gdzieś na trasie i tym samym skrócenie dystansu biegu. Zaprzecza także temu, że były uzgodnienia, iż Bogdan Brzewiński nie ma być w ogóle klasyfikowany.
Dariusz Jankowski potwierdza, iż po biegu Grzegorz Grabowski informował go telefonicznie o nieprawidłowościach, jakich miał dopuścić się mieszkaniec Kozłowa. Przyznaje, że nie chciał jednak nagłaśniać tej sprawy. - Stwierdziłem, że nie będę tego drążył. Nie było to w moim interesie jako organizatora biegu - tłumaczy wiceburmistrz Trzemeszna. Dodaje, że nie rozmawiał jeszcze na ten temat z Brzewińskim, ale jeśli informacje się potwierdzą, to powinien on zostać zdyskwalifikowany.
Zapytaliśmy także wiceburmistrza, czy nadal uważa Bogdana Brzewińskiego za wzór biegacza.
- Jeżeli rzeczywiście nie pokonał całej strasy i wprowadził w błąd, to jest to nieetyczne postępowanie. Nadużył mojego zaufania - twierdzi wiceburmistrz Jankowski.
BĘDZIE DYSKWALIFIKACJA?
Sędzia biegu Edmund Łukomski potwierdza, że Brzewiński uzgadniał z nim przed biegiem, że chce wystartować wcześniej, ale jednak na starcie w Mogilnie nie pojawił się do wcześniejszego startu. Sędzia zawodów przyznaje, że podczas biegów wypuszcza się szybciej ze startu zawodników, którzy mogą wolniej pokonać trasę, aby zawody nie były nadmiernie przedłużane w oczekiwaniu na ich przybycie na metę. W biegu Kilińskiego również tak zrobiono i wcześniej niż inni wystartowała starsza zawodniczka Janina Rosińska z AZS Łódź, która dotarła na metę na ostatnim, 361. miejscu.
Edmund Łukomski przyznaje, że nie wiedział, iż zawodnik z Kozłowa skrócił sobie trasę biegu, ale jeśli to się potwierdzi, to powinien zostać zdyskwalifikowany.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1056 (19/2012)
Z listów
Przepraszam za moje zachowanie
„Złe wspomnienie jest trudniej usunąć niż atrament” - Anita Loos.
Nawiązując do największego majowego wydarzenia sportowego, którym był XXI Bieg im. Jana Kilińskiego oraz artykuł, jaki ukazał się w gazecie Pałuki „Nie wystartował a finiszował”, dotyczący mojego zachowania, pragnę na łamach gazety przeprosić organizatorów i zawodników biegu.
Tylko człowiek świadomy swoich działań ma szansę osiągnąć sukces i zrealizować założony cel. Działania bezmyślne czy nie do końca przemyślane, wyrządzają zwykle więcej szkody, niż pożytku. Te nieprzemyślane działania były niestety moim udziałem i chciałbym za nie serdecznie przeprosić wszystkich organizatorów, zawodniczki i zawodników XXI Biegu im. Jana Kilińskiego za moje niestosowne i niesportowe zachowanie dotyczące skrócenia biegu, przyjęcia nagrody i nadużycia zaufania. Jednocześnie informuję, że otrzymaną nagrodę osobiście zwróciłem Panu burmistrzowi Dariuszowi Jankowskiemu, którego moje zachowanie najbardziej dotknęło - raz jeszcze przepraszam.
Swoje zachowanie tłumaczę chwilą słabości, która niestety dotknęła mnie w tym biegu, lecz sposób, w jaki ją wykorzystałem, nie jest i nie może być dla mnie usprawiedliwieniem. W biegu brałem udział na własną odpowiedzialność, jak z resztą wszyscy pozostali uczestnicy. Nie byłem zainteresowany rywalizacją czasową i walką o miejsce.
Mam nadzieję, że w sportowej rodzinie biegaczy moje słowa przeprosin zostaną przyjęte, a swoim kolejnym biegiem zatrę choć w części to niefortunne wydarzenie, które i dla mnie jest bardzo przykre.
ze sportowym pozdrowieniem
Bogdan Brzewiński
Kozłowo, 22 czerwca 2012 r.
Więcej informacji:
Dyskwalifikacja niemożliwa
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze