Mieszkanki pałacu Agnieszka Kurek i Paulina Kochan stoją przy drewnianej barykadzie, która znajduje się na drodze gminnej prowadzącej do hydroforni. O postawienie tego płotu mieszkańcy oskarżają Reginę Grzegorek.
fot. Damian Stawski
Kłótnia, donos, władza, służby, Żabno, mieszkańcy
Nie zawsze można trzepać dywany
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego rozpatruje właśnie legalność postawienia szop, garaży i budynków gospodarczych w otoczeniu pałacu w Żabnie. Ratusz mogileński rozstrzyga zaś, czy wydać jednej z mieszkanek zgodę na wydzierżawienie części drogi gminnej prowadzącej od pałacu do jeziora i hydroforni. Poza tym mieszkańcy donoszą na siebie do różnych instytucji i kłócą się właściwie o wszystko - także o sprawy błahe, jak to, kto odciął od ściany linkę do wieszania prania.
WSPÓLNOTA OD 10 LAT
Pod adresem Żabno 24 znajduje się przedwojenny pałac. Dziś jest to mienie komunalne zarządzane przez zakład budżetowy Mogileńskie Domy. Od 10 lat, od 2005 r. funkcjonuje tam Wspólnota Mieszkaniowa, zamieszkana przez 11 rodzin. 4 rodziny wykupiły mieszkania na własność, 7 rodzin nie jest właścicielami mieszkań. W imieniu tych drugich w zebraniach Wspólnoty Mieszkaniowej uczestniczy właściciel, czyli Mogileńskie Domy.
Jest to jeden z tych komunalnych budynków w gminie Mogilno, gdzie od wielu miesięcy między mieszkańcami dochodzi do ostrych konfliktów, gdzie nieraz w przeszłości musiała interweniować Policja i Straż Miejska. Do ratusza miejskiego, do nadzoru budowlanego i do zarządcy budynku dyrektora Mogileńskich Domów Jerzego Padoła ciągle wpływają pisma od różnych stron konfliktu.
MAIL DO REDAKCJI
1 sierpnia do naszej redakcji wpłynął mail od Piotra Grzegorka, syna jednej z mieszkanek pałacu w Żabnie. Przedstawił on w liście sytuację we Wspólnocie Mieszkaniowej pałacu i opowiedział o konfliktach sąsiedzkich i patologiach, jakie - jego zdaniem - mają tam miejsce.
Dochodzi w tej Wspólnocie do licznych samowoli budowlanych, nielegalnych przyłączy elektrycznych, zaniedbań na poziomie administracyjnym. Mieszkańcy dokonują tej samowoli, gdyż zarządca nie ma nad tymi osobami żadnej kontroli. Te osoby, które chcą żyć zgodnie z prawem, są karane przez pozostałych poprzez zniszczenia mienia i innego rodzaju akty agresji. Mimo wielokrotnych interwencji Policji sprawa pozostaje nierozwiązana przez władze - czytamy w mailu.
Piotr Grzegorek zwraca również uwagę na zaniedbania budowlane i porządkowe w samym pałacu i na terenie przyległym. Przypomina, że budynek ten został zaopatrzony w kanalizację dopiero kilkanaście lat temu, do tego czasu mieszkańcy korzystali z własnych toalet umieszczonych na zewnątrz budynku.
Nie muszę opisywać panu szczegółów, bo domyśla się pan, jak to wyglądało. W związku z tym, iż budynek to wiekowy pałac, wymaga licznych remontów. Skala zaniedbań wewnątrz jest przerażająca. Stare aluminiowe instalacje elektryczne, przewody elektryczne montowane natynkowo i mocowane zwykłymi gwoździami do ścian. W budynku brak centralnego ogrzewania, dostępne są jedynie piece kaflowe o niepewnej sprawności. Jedynie część mieszkańców posiada bezpieczne wkłady kominowe ze stali żaroodpornej, a reszta to prowizoryczne kominy, które są popękane, stanowią ogromne zagrożenie zatrucia czadem. Klatki schodowe przypominają bardziej budynek gospodarczy niż dom wielorodzinny. Pamięta pan zapewne ostatni pożar w Strzelnie, gdzie kilkadziesiąt osób pozostało bez dachu nad głową. Brak oświetlenia wspólnego z wyłącznikiem czasowym wewnątrz i na zewnątrz budynku co przy ostatniej zimowej wizycie Pogotowia Ratunkowego w późnych godzinach wieczornych spowodowało, iż lekarka odmówiła wejścia z powodu obawy o własne życie. Wszystkie szopy i garaże nielegalnie wybudowane przypominają raczej fawele w Rio de Janeiro niż użyteczne, estetyczne pomieszczenia gospodarcze. Niektórzy mieszkańcy korzystają również z terenu wokół budynku, a nienależącego do Wspólnoty Mieszkaniowej, bez uzgodnienia z właścicielem, czyli gminą Mogilno (nie posiadają żadnych umów a administracja „przymyka oko”) - pisze Piotr Grzegorek w mailu do redakcji Pałuk.
Zwraca również uwagę na nieudolność zarządcy Jerzego Padoła.
Sam nie pilnuje tego, aby użytkownicy płacili stosowne czynsze i należności chociażby z umów dzierżawy, które powinny być zawarte z osobami korzystającymi z gruntu gminnego. Część osób posiada tytuł prawny do lokalu, który uzyskali poprzez ich kupno wraz z procentowym udziałem w gruncie pod budynkiem, natomiast większość to tylko najemcy lokali komunalnych, dochodzi tu do absurdalnych sytuacji, w których lokatorzy korzystają z działek należących do wspólnoty, a część właścicieli nie ma do tego dostępu - zwracał uwagę.
Były mieszkaniec w dalszej części swojego pisma wymienia także zaniedbania na terenie Żabna i występki ze strony mieszkańców, którzy nie dbają o cudze i własne mienie.
Teren nad jeziorem jest zaśmiecany przez niektórych mieszkańców odpadami budowlanym oraz biodegradowalnymi mimo posiadania (po wejściu nowej ustawy o gospodarce odpadami) stosownych pojemników i worków na śmieci. Psy zamykane na terenie działki jednego z lokatorów żyją w skandalicznych warunkach wygłodniałe i chodzące we własnych ekstrementach (mimo interwencji Straży Miejskiej i licznych mandatów sytuacja się nie zmieniła). Wokół jeziora pozostało niewiele drzew, oprócz tych, których się nie dało wyciąć, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Używane są do palenia w piecach bez znaczenia czy to jest jesion, dąb, pseudo-akacja, brzoza. Nie pamiętam, ile razy interweniowała Policja z powodu kradzieży dokonywanych na nieruchomościach sąsiednich. Nawet teren parku dworskiego w Żabnie i postawionej tam przez burmistrza altany został okradziony z instalacji elektrycznej, która została wypalona i sprzedana w punkcie skupu metali kolorowych - pisze pan Piotr.
Zwraca uwagę, że niedługo Żabno będzie przypominało największe kryminalne miasta w Polsce. Rzuca oskarżenie, że niektórzy mieszkańcy przechowują w szopach dopalacze i inne substancje psychoaktywne.
Niestety część mieszkańców powiększa policyjne statystyki. Miejscowość ta zacznie za chwilę przypominać Pruszków albo Wołomin - kończy list mailowy Piotr Grzegorek.
W rozmowie telefonicznej Piotr Grzegorek tłumaczył, że nie chodzi mu o to, by zaogniać konflikt między sąsiadami, ale tylko o to, żeby wszystko wokół pałacu wyglądało estetycznie. Największe pretensje miał do zarządcy Jerzego Padoła, który - jego zdaniem - nie potrafi rozwiązać tej sprawy.
WIZYTA MIESZKANEK W REDAKCJI
Pięć dni później, 5 sierpnia mogileńską redakcję Pałuk odwiedziły dwie lokatorki pałacu.
Joanna Błażejewska oraz Paulina Kochan zwróciły uwagę reporterowi na nasilający się konflikt, jaki panuje w tamtejszej Wspólnocie Mieszkaniowej między - jak twierdziły - 10 rodzinami mieszkającymi w pałacu a Reginą Grzegorek, matką Piotra Grzegorka. Mieszkanki twierdziły, że próbuje ona ustawiać życie wszystkich pozostałych mieszkańców pałacu. Żaliły się, że wystarczy jedno jej pismo i dyrektor Jerzy Padoł podejmując decyzje podporządkowuje się jej.
Między innymi kością niezgody była ostatnio lampa z czujnikiem czasowym zamontowana na ścianie zewnętrznej budynku pod oknem lokalu Reginy Grzegorek. Lampa według właścicieli oraz najemców lokali miała oślepiać i utrudniać użytkowanie lokali poniżej, czyli na parterze. Domagali się oni od pani Reginy demontażu lampy.
Mieszkanki przedstawiły reporterowi protokół z rocznego zebrania Wspólnoty Mieszkaniowej 9 lipca w siedzibie Mogileńskich Domów. Na zebraniu ustalono m.in., że na umieszczanie anten, lamp, uchwytów itp. na ścianach zewnętrznych budynku pałacu każdorazowo trzeba uzyskać zgodę Wspólnoty Mieszkaniowej.
REPORTER JEDZIE DO PAŁACU
7 sierpnia reporter spotkał się z lokatorami przy pałacu w Żabnie. Na spotkanie przyszły m.in.: Agnieszka Kurek, Karolina Furmańczyk, Paulina Kochan, Halina Koperska oraz Joanna Błażejewska i inni mieszkańcy, którzy chcieli pozostać anonimowi.
Mieszkanki pokazały reporterowi drewniane ogrodzenie, ulokowane w poprzek drogi między dwoma budynkami gospodarczymi, z których jeden należał do rodziny Grzegorków. Jak się okazało, przegrodzona droga należy do gminy i prowadzi do jeziora. Nią można się także dostać do hydroforni. - Tam jest hydrant pożarowy, gdyby coś się stało, nikt tam nie przejedzie - zwracała uwagę Joanna Błażejewska.
Mieszkańcy twierdzili, że to właśnie Regina Grzegorek samowolnie zagrodziła gminną drogę.
Inna mieszkanka, Agnieszka Kurek żaliła się, że Regina Grzegorek miała właśnie tego dnia, 7 sierpnia odciąć jej od ściany linkę od prania. Mieszkańcy zwracali również uwagę, że Regina Grzegorek w swoim mieszkaniu ma nielegalną instalację cieplną oraz, że wystawia swój kosz na odpady komunalne tuż przy bramie wjazdowej do pałacu.
- Sąsiadka ma 70 lat i potrafi wyprowadzić kosz 100 m, a ona nie potrafi, to jest żałosne - mówił jeden z mieszkańców, który w pałacu mieszka od ponad 50 lat.
PRETENSJE DO PADOŁA
Wiele zastrzeżeń mieszkańcy mieli również do zarządcy, dyrektora Jerzego Padoła. Ich zdaniem, miał on wydawać decyzje, które nie służyły mieszkańcom, a były skierowane przeciwko nim. Mówili na przykład o zjeżdżalni dla dzieci, która służyła im kilkadziesiąt lat i została zlikwidowana. Mówili, że po jednej ze stron budynku pałacu mają zostać wycięte drzewka (rosnące pod oknem Reginy Grzegorek).
Jeden z mieszkańców zwracał też uwagę na jeden z punktów w regulaminie porządku domowego Wspólnoty Mieszkaniowej Żabno 24, który brzmi: Wykonywanie prania (uruchomienie pralek) oraz trzepanie dywanów może odbywać się w miejscach na ten cel przeznaczonych w godzinach od 8:00 do 12:00 oraz od 15:00 do 18:00 z wyjątkiem niedzieli i dni świątecznych.
Oburzony był tym jeden z mieszkańców: - Powinien się wstydzić ten, który podpisał taki regulamin, to jest ingerowanie w nasze życie i zawężenie naszych praw.
DONIEŚLI DO INSPEKTORA
Co ciekawe, gdy nasz reporter rozmawiał z mieszkańcami, z pałacu wyszedł inspektor nadzoru budowlanego Marek Kaczan. Mieszkańcy twierdzili, że był u Reginy Grzegorek w sprawie nielegalnej instalacji, konkretnie pieca CO.
Regina Grzegorek, gdy weszliśmy do jej mieszkania, była roztrzęsiona. - Wiedziałam, że pan przyjdzie - powitała reportera. Zwracała uwagę, że pozostali mieszkańcy pałacu nie dają jej żyć: - Strach jest wyjść z domu. Reporter pytał o wizytę inspektora nadzoru budowlanego. - Sąsiedzi donieśli na mnie, że mam nielegalne centralne ogrzewanie i nielegalnie założoną lampę pod oknem. Inspektor stwierdził, że przy piecu jest dość niewielkie uchybienie, z którym nie trzeba nic robić, o założeniu lampy to pochwalił mnie, bo poprawia bezpieczeństwo - mówiła mieszkanka. Reporter pytał się, od kiedy tak naprawdę trwa konflikt. Regina Grzegorek twierdzi, że poszło o ścieżkę prowadzącą do jeziora. Mieszkańcy mają pretensję, że drogą nie mogą się przedostać, ponieważ jest zagrodzona.
- To nie ja to zagrodziłam, nie wiem czemu oni mi to przypisują - dziwiła się.
Zwróciła uwagę, że jej teściowie użytkowali budynek inwentarski, od 40 lat tak było, dlatego wystąpiła do Urzędu Gminy w Mogilnie o wydzierżawienie odcinka drogi gminnej przebiegającej przy jej działce, ponieważ jej zdaniem droga nie spełnia już swojej pierwotnej roli.
- Nie wiem, o co robią problem, to moja działka i mogę robić co mi się podoba, jak chcą to z boku jest przejście na jezioro, ja mam im to jeszcze wykosić? No nie - dziwiła się Regina Grzegorek.
PADOŁ: - BRAKUJE ZROZUMIENIA
Zarządca budynku Jerzy Padoł, mówi, że konflikt w tej Wspólnocie Mieszkaniowej jest dosyć poważny. Najpierw Jerzy Padoł przedstawił sytuację Reginy Grzegorek, z którą tak zawzięcie walczą pozostali lokatorzy.
Regina Grzegorek wprowadziła się tam razem z mężem i dziećmi w 2005 r., a mieszkanie oraz działki zostały im na okres 10 lat wydzierżawione. Wcześniej mieszkał tam Alfons Grzegorek, teść pani Reginy, który ciężko chorował, a opiekował się nim jego syn Mirosław, który otrzymał tytuł prawny do posiadania jego mienia.
Z chwilą, kiedy powstała Wspólnota Mieszkaniowa, powstała też droga gminna. Jak mówi Jerzy Padoł, nie było tak jak opowiadała Regina Grzegorek. Jego zdaniem, przegrodzenia drogi wcześniej nie było, a rodzina Grzegorków zrobiła to teraz bezprawnie. Dyrektor Padoł tłumaczył, że Mogileńskie Domy zwróciły się do gminy w czerwcu o wydzierżawienie pewnego odcinka drogi gminnej przez Reginę Grzegorek. Na razie jednak nie ma decyzji w tej sprawie.
Po prawej stronie pałacu jest duża działka należąca do Wspólnoty. Aby uniknąć konfliktu Jerzy Padoł chce podzielić tę działkę między mieszkańcami po równo, aby nie dochodziło do sprzeczek, że ktoś zajmuje czyjeś terytorium.
Dyrektor uznał także, że zamontowanie lampy nie było uzgodnione ze Wspólnotą, dlatego pani Regina została poproszona o zdemontowanie lampy, co uczyniła 10 sierpnia.
Jerzy Padoł tłumaczył, że w najbliższym czasie zostaną w budynku i na zewnątrz zamontowane lampy z czasowym czujnikiem - dwie lampy mają być zamontowane przy wejściach do budynku, dwie na klatce w pałacu, a jedna w piwnicy.
Jerzy Padoł tłumaczył, że w pałacu i na terenie przyległym gmina wykonała bardzo dużo prac. Między 2004 a 2005 rokiem na tym terenie znajdowały się ogromne hałdy śmieci, a do ich wywiezienia potrzebne było kilkanaście jelczy. - Śmieci były ładowane koparkami - mówi. Oprócz tego mieszkańcom pałacu została wybudowana przydomowa oczyszczalnia ścieków i wszyscy lokatorzy zostali do niej podłączeni. Mieszkańcy zrobili sobie łazienki, a były też osoby starsze, które nie mogły przeprowadzić remontu we własnym zakresie, dlatego Mogileńskie Domu pomogły w tym remoncie wydzielając chociażby WC. Mieszkańcy otrzymali też pod dzierżawę pojemniki V-110.
Jerzy Padoł zdementował obawy mieszkanek, jakoby miał zamiar wycinać drzewka. Wyciąć natomiast chce świerk, który rośnie po południowo-wschodniej części budynku, gdyż zahacza i niszczy dach pałacu.
Reporter zwrócił też uwagę na kosz na śmieci, który Regina Grzegorek ma postawiony przy wjeździe na teren pałacu, a na który narzekają mieszkańcy.
- Pani Regina Grzegorek twierdzi, że kosz jest tam pozostawiony ze względu na jej stan zdrowia. Inicjatywa z tak bliskim postawienie kosza jest dobra, ale nie w tym przypadku, kiedy nie ma wyznaczonego tam miejsca na stawianie koszy. Stary boks za garażem na kosze nie nadaje się do użytku, dlatego wyznaczyliśmy teren bliżej wjazdu, w którym postawimy nowy boks - tłumaczył Jerzy Padoł.
Jerzy Padoł odniósł się też do regulaminu, na który zwracał uwagę jeden z mieszkańców pałacu.
- Ten regulamin był przedyskutowany z wieloma Wspólnotami Mieszkaniowymi i wszystkie na niego przystały. Nie może być tak, że cisza nocna jest od 22:00 do 6:00 i co? 6:01 to mogę pralkę włączyć nie zważając na to czy inni już nie śpią? Zawsze znajdzie się osoba, której się coś nie będzie podobać - tłumaczył Jerzy Padoł.
Całą sytuację mieszkańców Wspólnoty Mieszkaniowej Żabno 24 Jerzy Padoł podsumował słowami: - Staramy się łagodzić tą sytuację, ale brakuje wzajemnego zrozumienia.
DWA PISMA DO URZĘDU
Jak ustaliliśmy, 3 sierpnia wpłynęły do mogileńskiego ratusza dwa pisma jednej z mieszkanek pałacu w Żabnie. Pisma dotyczyły sprawdzenia legalności postawienia stojących niedaleko pałacu budynków gospodarczych oraz ogrodzenia jednej z działek (nie mylić z zagrodzeniem gminnej drogi).
18 sierpnia dyrektor wydziału gospodarki przestrzennej Arkadiusz Grobelski powiedział, że prawdopodobnie nie będzie zgody na wyłączenie odcinka drogi prowadzącej do jeziora z użytkowania. Pod Urzędem Miejskim spotkaliśmy także burmistrza Leszka Duszyńskiego. Gdy usłyszał, o co chodzi machnął ręką i powiedział: - Pałac w Żabnie? Szkoda słów... .
INSPEKTOR WYCIĄGNĄŁ PAPIEROSA
Rozmawialiśmy także z powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego w Mogilnie Maciejem Matuszkiewiczem. Gdy inspektor dowiedział się, że chodzi o pałac w Żabnie, wyciągnął od razu papierosa i zapalił. Po chwili poprosił do siebie dwóch innych inspektorów. - Jednym tematem zajmuje się jeden inspektor, inny drugim - tłumaczył.
Jak się okazało, 3 sierpnia do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego wpłynęło pismo Reginy Grzegorek w sprawie nielegalnie stojących szop, budynków gospodarczych i garaży postawionych przez innych mieszkańców pałacu. Regina Grzegorek swoje pismo skierowała również do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Bydgoszczy i 17 sierpnia do powiatowego inspektora przyszło pismo, aby zajął się tą sprawą. 11 sierpnia odbyła się już pierwsza kontrola, w której uczestniczyli m.in. Jerzy Padoł i Regina Grzegorek.
13 lipca wpłynęła natomiast do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego skarga mieszkańców pałacu w sprawie niezgodnego z projektem pieca CO w mieszkaniu Reginy Grzegorek. Jak mówił inspektor Marek Kaczan, nie było nieprawidłowości, ani w sprawie pieca, ani w sprawie instalacji elektrycznej lampy. Regina Grzegorek pokazała inspektorowi Markowi Kaczanowi zgodę na przebudowę instalacji elektrycznej. 28 czerwca weszła nowelizacja ustawy prawo budowlane, która pozwalało Reginie Grzegorek zamontowanie takiej lampy. Czym innym jest natomiast pozwolenie zarządcy na umieszczenie lamp na budynku, a takiej zgody pani Regina nie miała.
Jeśli chodzi natomiast o nielegalnie postawione szopy, sprawa jest w toku. - Jesteśmy na etapie badania sprawy - mówił Maciej Matuszkiewicz. Inspektor Barbara Napierała mówiła z kolei, że można powiedzieć, że mamy w tym przypadku do czynienia z samowolą budowlaną. Albo szopy trzeba będzie przygotować teraz do legalizacji, albo je po prostu rozebrać. Decyzji jeszcze nie ma.
OBSZAR ZNANY PREWENCJI
O sytuacji mieszkańców budynku Żabno 24 porozmawialiśmy także z komendantem Straży Miejskiej Mirosławem Kussem, który zwracał uwagę na dość częste interwencje w tamtym rewirze. Ostatnie interwencje dotyczą 30 lipca. - Wiem, że na tym terenie angażuje się też policja i prokuratura - mówił Mirosław Kuss.
Rzecznik powiatowej policji w Mogilnie przekazał, że teren ten jest dobrze znany funkcjonariuszom i miały tam miejsce liczne kradzieże oraz przypadki związane z narkotykami, tak jak pisał w mailu Piotr Grzegorek.
Jeden z mieszkańców Żabna, mieszkający kilkaset metrów od pałacu mówi: - Policja to jest tam na porządku dziennym. Tam nie ma konfliktu między 10 rodzinami a 1, tam każdy robi sobie pod górkę i wzajemnie na siebie donoszą.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1227 (33/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze