Gmina Mogilno, mieszkania, Spółdzielnia Mieszkaniowa, burmistrz
Niedługo minie 10 lat od uwięzienia 16 mieszkań
Radny Przemysław Majcherkiewicz (wiceburmistrz w tamtym okresie), dziś jest zatroskany o przyszłość tych 16 mieszkań komunalnych, które cały czas są własnością Spółdzielni Mieszkaniowej. Rozlicza burmistrza Duszyńskiego z tego, co zrobił, by mieszkania wróciły na majątek gminy. Swój udział w sprawie sprzed 10 lat wybiela i marginalizuje. Przyznaje się publicznie, że nie wiedział i nie miał wpływu na to, co robił w tej sprawie jego ówczesny przełożony, burmistrz Jacek Kraśny.
KLUCZEM JEST TREŚĆ UMOWY
Dokładnie 11 lipca 2013 r. minie dekada od podpisania przez ówczesnego burmistrza Mogilna Jacka Kraśnego umowy ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Mogilnie na wybudowanie dla gminy 16 lokali w 36-rodzinnym bloku SM w Świerkówcu.
Mieszkania zostały przez gminę zasiedlone. Problem, jak na razie nierozwiązywalny, polega na tym, że pomimo wydania z budżetu gminy 1.172.413,70 zł, mieszkania do dziś nie są własnością gminy. W zawartej umowie były prezes SM Jan Guzik zobowiązał się do przeniesienia prawa własności lokali na gminę, do dzisiejszego dnia to się nie stało.
Już Jacek Kraśny do końca swej kadencji, do roku 2006 nie mógł założyć ksiąg wieczystych na lokale, ponieważ nieuregulowane były sprawy własności gruntów. Doszło do takiej kuriozalnej sytuacji, że gmina po przepisaniu na nią lokali, jako właściciel gruntu pod blokiem stałaby się jednocześnie wieczystym dzierżawcą tego samego gruntu. Gdyby Sąd Rejonowy w Mogilnie przepisał mieszkania na własność gminy, tym samym przepisałby udział w wieczystym użytkowaniu dla gminy. A według polskiego prawa, ten sam podmiot nie może być jednocześnie właścicielem i wieczystym użytkownikiem tego samego gruntu.
Gdy burmistrzem został Leszek Duszyński, Spółdzielnia Mieszkaniowa stała się właścicielem gruntu. Wydawało się wtedy, że przeszkody do przekazania mieszkań zostały usunięte.
Przeszkód jednak nie usunięto. Pojawiła się kolejna i to o wiele poważniejsza, która do dzisiejszego dnia blokuje możliwość odzyskania ze Spółdzielni Mieszkaniowej swojej własności.
5 lat temu, 12 grudnia 2007 r. u mogileńskiego notariusza Janusza Radomskiego, gdy formalnie miało już nastąpić przepisanie prawa własności, okazało się, że już od kwietnia 2004 r. na wszystkie lokale w bloku, w tym na 16 lokali komunalnych założona jest hipoteka. Dlatego, że ówczesny zarząd SM wziął kredyt na budowę bloku w wysokości 1.396.500 zł w Banku Gospodarstwa Krajowego. Gmina mogła wtedy notarialnie zostać właścicielem wszystkich 16 lokali, ale z hipoteką. Leszek Duszyński nie zgodził się na takie rozwiązanie.
Poprzedni prezes SM Jan Guzik proponował nawet wtedy burmistrzowi, by to gmina Mogilno poręczyła ten kredyt spółdzielni, wtedy BGK zwolni mieszkania gminne z hipoteki. Temu rozwiązaniu także sprzeciwił się burmistrz Leszek Duszyński, gdyż uznał, że zarząd spółdzielni wystarczająco nadużył zaufania gminy nie wywiązując się ze zobowiązań przyjętych umową.
ZATROSKANY O MAJĄTEK
Niespodziewanie na sesji 19 grudnia o stan prawny tych 16 lokali komunalnych zapytał radny Przemysław Majcherkiewicz. - To jest majątek komunalny, w który żeśmy włożyli grube pieniądze i nie jesteśmy właścicielami tych mieszkań - mówił radny.
Burmistrz Duszyński miał tylko jedno pytanie do radnego.
- A kto był wówczas zastępcą burmistrza - pytał i przypomniał wszystkim - pan Przemysław Majcherkiewicz.
- To panie Majcherkiewicz, gdzie pan był wtedy? Gdzie pan był wtedy, kiedy SM dokonała takiej operacji. Może pan był wtedy oddelegowany do innego ważnego zadania - dopytywał go Duszyński.
Jednocześnie ujawnił, że w styczniu 2013 r. planuje z nowym prezesem SM Wojciechem Baranem pojechać do szefostwa Banku Gospodarstwa Krajowego, by rozmawiać o odłączeniu części komunalnej. Na dzień dzisiejszy pozostała jeszcze do spłaty kwota kredytu w wysokości 670.000 zł, natomiast wartość bloku według operatu szacunkowego wynosi 2.700.000 zł.
- Odpowiem panu gdzie byłem, gdy budowano blok wspólny ze Spółdzielnią Mieszkaniową. No byłem na tym samym miejscu i w tym samym pomieszczeniu co pana zastępca i miałem taki sam wpływ na działania, jaki ma pana zastępca obecnie. Ja taki sam wpływ miałem poprzednio. I powiem to publicznie, nie po to, by atakować mojego byłego chlebodawcę. Ja nawet nie wiedziałem, że burmistrz (Jacek Kraśny, przyp. mah) pojechał zawrzeć akt notarialny w tej sprawie, do Torunia czy do Bydgoszczy - tłumaczył się publicznie ze swoich rządów radny Majcherkiewicz.
Wiceburmistrza Ciesielskiego przed publicznie stawianymi sugestiami bronił radny Grzegorz Stochliński.
- Muszę się odnieść do słów pana Majcherkiewicza, który powiedział, że pan burmistrz Jarosław Ciesielski robi to samo dzisiaj, co on robił za czasów Jacka Kraśnego. Tak, on jest w tym samym miejscu. Tylko, że dzisiaj obaj panowie współpracują w sposób idealny. To jest praca organiczna od podstaw, to jest bardzo ciężka praca dla gminy. Na pewno w tym samym miejscu co pan, nie redaguje „Rozmaitości Mogileńskich”. Tym się na pewno nie zajmuje. Tu jest część pracowników, którzy pamiętają, co pan robił za czasów burmistrza Łaganowskiego, za czasów Kraśnego i za czasów nadburmistrza (tak mówiono o szefie wydziału promocji Rafale Lukstaedzie za czasów Kraśnego, przyp. mah). Dzisiaj wytykanie komuś, że robi to samo, co robił pan, jest grubym nieporozumieniem - twierdził radny Stochliński.
Bronił za to rządzących poprzedników najmłodszy radny z PSL Karol Nawrot: - Na pewno jest wielu ludzi, którzy pamiętają, ile dobrego zrobił burmistrz Łaganowski, burmistrz Kraśny, czy też pan Przemysław Majcherkiewicz.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1089 (52/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze