Reklama

O zaorywaniu dróg i romansach w naturze

Trzemeszno, RIO, drogi, radni, komisja rewizyjna
     O zaorywaniu dróg i romansach w naturze
    - Z moją żoną lubię romanse na naturze. I czy ja nie mam prawa wziąć rowerek, moją piękną Zosienkę i jechać na spacer drogą śródpolną, gdzie mi przeleci szczurek, myszka, jaskółeczka, wróbelek, skowronek? - pytał radnych autor skargi Marek Walczak.

     Z RIO DO RADY
     23 maja radni z komisji rewizyjnej Rady Miejskiej w Trzemesznie rozpatrywali skargę złożoną na burmistrza Krzysztofa Derezińskiego przez mieszkańca Ostrowitego Marka Walczaka. Skargę skierował on najpierw do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Poznaniu. Prosił w niej o podjęcie działań kontrolnych w celu wyjaśnienia jego zarzutów wobec burmistrza. Informował w niej, że burmistrz bez przetargu wydzierżawił w Ostrowitem 33 ha gminnej ziemi firmie Mero-Merkur za 6.000 zł rocznie oraz grunty w Popielewie, gdy tymczasem firma ta wydzierżawia swoje grunty okolicznym rolnikom za 2.800 zł za jeden hektar. Mieszkaniec Ostrowitego szacuje, że przez takie działanie burmistrza gmina mogła rocznie stracić około 140.000 zł.
     Poinformował on również RIO, że firma będąca dzierżawcą gruntów, ma takie układy z burmistrzem, że na drodze gminnej pobudowano bramę oraz zajmowane są drogi gminne będące drogami dojazdowymi do pól.
     Regionalna Izba Obrachunkowa nie chciała się jednak zajmować tą sprawą i 1 kwietnia przekazała skargę do przewodniczącego Rady Miejskiej Wiesława Pokorskiego. Rada Miejska skargę skierowała do rozpatrzenia do komisji rewizyjnej.
     GMINA POSIADACZEM, ALE NIE WŁAŚCICIELEM
     Burmistrz Krzysztof Dereziński podczas rozpatrywania skargi stwierdził, że najpoważniejszy dla niego zarzut dotyczy tego, iż według mieszkańca Ostrowitego gmina straciła ponad 130.000 zł.
     Składając wyjaśnienia w tej sprawie Alina Skrzypczak z UMiG informowała, że grunty w Ostrowitem, których dotyczy skarga, gmina chciała przejąć na własność w drodze komunalizacji. Grunty te wcześniej były użytkowane przez Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną i były to grunty Skarbu Państwa. Wojewoda wielkopolski 22 grudnia 2010 r. odmówił jednak stwierdzenia przez gminę Trzemeszno nabycia tych gruntów. Gmina odwołała się od tej decyzji do Ministra Rolnictwa 4 stycznia 2011 r. W związku z tym, że ziemie te były dotąd użytkowane przez RSP Lubiń, gmina zawarła z firmą Mero Merkur umowę dzierżawy na 1 rok i 4 miesiące. Umowę podpisano ze względu na niezałatwioną komunalizację tych gruntów. Liczono także na szybkie załatwienie tej sprawy. Do umowy dzierżawy zostały zastosowane stawki czynszy za dzierżawę gruntu zgodnie z zarządzeniem burmistrza z 14 stycznia 2010 r. Czynsz wynosi 74,04 kwintala pszenicy rocznie. Później Minister Rolnictwa uchylił zaskarżoną przez gminę decyzję i przekazał ją do ponownego rozpatrzenia przez wojewodę. Dzierżawę w Ostrowitem traktowano więc tymczasowo, bo liczono na szybsze załatwienie sprawy. Brano też pod uwagę konieczność zwrotu przez gminę pobranego czynszu. 16 września 2013 r. zaciągnięto opinię kancelarii prawnej, która upewniła gminę w słuszności postępowania. Jak wyjaśniała Alina Skrzypczak, przetarg na grunty mógłby być organizowany, gdyby gmina była właścicielem gruntów, wpisanym w księdze wieczystej, a gmina jest na razie tylko posiadaczami tego gruntu.
     MOGŁA LEŻEĆ ODŁOGIEM
     - Chciałam także zaznaczyć, że gmina nie preferowała tutaj żadnych stawek, żadnych ulg dla firmy „Mero Merkur” tylko firma została po prostu potraktowana tak, jak pozostali rolnicy - mówiła Alina Skrzypczak.
     Burmistrz Dereziński podkreślił, że w jego przekonaniu uczyniono słusznie, bo ta ziemia mogła leżeć odłogiem.
     Radca prawny Matylda Pawłowicz wyjaśniła, że w tym przypadku gmina mogła przeprowadzić przetarg, ale nie miała takiego obowiązku. Marek Walczak słysząc wszystkie wyjaśnienia zapewnił, że skieruje sprawę do prokuratury. Dopytywał także o grunty dzierżawione w Popielewie.
     Alina Skrzypczak odpowiadała, że w Popielewie sytuacja wygląda podobnie, jak w Ostrowitem, bo w tym przypadku gmina także wystąpiła do wojewody o komunalizację i czeka na rozstrzygnięcie tej sprawy.
     PODORYWANIE DRÓG JEST WSZĘDZIE
     Co do drugiej części zarzutów formułowanych przez Marka Walczaka, dotyczących tego, iż firma będąca dzierżawcą gruntów ma takie układy z burmistrzem, że na drodze gminnej pobudowano bramę oraz zajmowane są drogi gminne będące drogami dojazdowymi do pól, głos zabierali burmistrz, kierownik referatu inwestycyjnego Paweł Piechowiak i Norbert Dombek odpowiedzialny w trzemeszeńskim ratuszu za drogi.
     Burmistrz zaznaczył, że pominie wątek układów, bo stwierdził, iż to nie powinno mieć miejsca w tej skardze.
     - To jest kolejna sugestia i kolejne zachowanie nie fair pana Walczaka, bo sugeruje tutaj wiadomo co i nie będę tego wątku rozwijał - mówił burmistrz.
     Paweł Piechowiak zwracał uwagę, że problem podorywania dróg dotyczy całej gminy i nie ma takiego sołectwa, gdzie ten problem by nie występował. Uzasadniał, że aby udowodnić podorywanie, gmina musiałaby ponieść wysokie koszty związane z odtworzeniem pasa drogowego. Zapewnił, że odtworzenia będą robione tylko tam, gdzie będą realizowane modernizacje i przebudowy dróg.
     Norbert Dombek wyjaśniał, że jeśli chodzi o podorywanie dróg w Ostrowitem, to częściowo jest to zaszłość sprzed wielu lat, z czasów istnienia RSP Lubiń, ale przyznał, że firma, która przejęła grunty po RSP, także dopuściła się podorywania pasa drogowego.
     Z ŻONKĄ W NATURĘ
     Marek Walczak informował podczas obrad, że w sprawie dróg wydeptał już ścieżkę do Pawła Piechowiaka. Mówił, że w 2012 r. było spotkanie, w którym uczestniczył. Byli na nim też niektórzy urzędnicy i sołtys i po tym spotkaniu został pomówiony o to, że użył sformułowania niemieckie świnie i miał później sprawę w sądzie. Opowiadał również, iż na drodze śródpolnej do Trzemżala firma Mero Merkur miała usunąć wierzby i topole, a gdy jeden z mieszkańców na swoim polu wyciął wierzbę o grubości 15 cm, to natychmiast dostał mandat w wysokości 150 zł. - Jednemu wolno, drugiemu nie? - pytał mieszkaniec Ostrowitego.
     Przekazywał również, że firma Mero Merkur kosi siano na drodze gminnej, na drugiej i trzeciej sieje kukurydzę.
     - A ja przepraszam bardzo, panie przewodniczący, za taki dyskretny żart. Z moją żoną lubię romanse na naturze. I czy ja nie mam prawa wziąć rowerek, moją piękną Zosieńkę i jechać na spacer drogą śródpolną, gdzie mi przeleci szczurek, myszka, jaskółeczka, wróbelek, skowronek? Mam do tego prawo. I nikt nie ma prawa zaorywać, bo nie jest to dozwolone ani prawem, że to jest jego pole i może robić tak co chce - uzasadniał Marek Walczak.
     SKARGA ODDALONA
     Komisja rewizyjna ustaliła, że postanawia oddalić skargę Marka Walczaka, gdyż wniesienie przez skarżącego wątpliwości, co do zbyt niskich stawek przyjętych w umowach dzierżawy nie znalazło udokumentowanie w przedstawionych materiałach dowodowych, a zastosowane w umowach dzierżawy stawki są zgodne z uchwałami Rady Miejskiej.
     Co do zawierania umów bez przetargu komisja stwierdziła, że nie było przeszkód prawnych do zawarcia przez gminę takich umów w drodze przetargu. W związku z tym komisja wniosła, aby w przypadku zawierania kolejnych umów na dzierżawę ogłaszać przetargi w celu uzyskania wyższych dochodów. W sprawie nieuprawnionego zajmowania gruntów gminnych, komisja wniosła o wyeliminowanie nieprawidłowości w tym zakresie.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1163 (22/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości