Ratusz w Mogilnie
Odwołał się od wyroku i przykuł do ogrodzenia
Bezdomny Jerzy R. kpi sobie z działań miejskich strażników i działań organów ścigania. Za nic ma także - negatywne w przeważającej większości - opinie mieszkańców na temat swego protestu.
Tydzień temu napisaliśmy, że bezdomny Jerzy R. został skazany przez mogileński Sąd Rejonowy na tydzień pracy społecznej w Mogileńskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej. Ma odpracować tam 40 godzin nieodpłatnie.
Taki wyrok zapadł 18 marca, po tym jak pismo do sądu skierowała 12 lutego Straż Miejska w Mogilnie. Dokumenty wysłane do sądu oparły się o przesłuchanie dwóch strażników i jednej z mieszkanek Mogilna. Przypomnijmy, co zeznała ona 8 lutego miejskim strażnikom: - Ta osoba przykuwa się łańcuchami od jakiegoś czasu. Budzi to we mnie zdenerwowanie i niepokój. Również spojrzenie pana R. jest groźne i ja się boję tego pana. Wiem również, że inne osoby odczuwają podobnie jak ja. Tylko nie mają odwagi tego zgłosić. Chciałabym, aby usunięto pana R. sprzed drzwi Urzędu.
Jerzy R. został obwiniony o to, że: Dopuścił się 8 lutego zakłócenia spokoju, wywołując zaniepokojenie i zdenerwowanie poprzez to, że przykuł się do drzwi Urzędu Miejskiego w Mogilnie czterema łańcuchami za kończy górne i dolne. Zachowanie takie w danych okolicznościach, miejscu i czasie nie jest uważane za normalne.
Sąd uznał Jerzego R. winnym zakłócenia porządku publicznego. Praktycznie od tamtego wyroku Jerzy R. nie pojawiał się już pod ratuszem. Urzędnicy ratusza przed drzwiami, gdzie się przykuwał, wystawili tablicę informacyjną o konkursie związanym z mogileńskim klasztorem, a przy furtce w ogrodzeniu postawili dwie duże tuje w donicach. Wszystko po to, by Jerzy R. - gdyby wrócił - miał ograniczone możliwości zakłócania porządku przy wejściu do ratusza.
Rozmawialiśmy przed wydaniem poprzedniego numeru Pałuk z prezesem MPGK Arturem Lorczakiem i okazało się, że Jerzy R. jak dotąd nie stawił się w firmie do pracy. Wydanie gazety, w którym napisaliśmy o wyroku ukazało się
8 kwietnia. I tego samego dnia około 1000 Jerzy R. znowu pojawił się pod ratuszem. Tym razem miał ze sobą o wiele grubszy łańcuch niż miesiąc temu i przykuł się nim do ogrodzenia ratusza. Cały czas chodzi mu o wymuszenie na burmistrzu szantażem otrzymanie komunalnego mieszkania. Gdy komendant Straży Miejskiej i strażnicy prosili go, by się odkuł, przeklinał na sąd, strażników oraz na redakcję i dziennikarzy Pałuk. Przez czwartek i piątek, 8 i 9 kwietnia protestował pod ogrodzeniem ratusza. O poniedziałku nie pojawił się - jak dotąd - pod ratuszem.
Jak się dowiedzieliśmy, Jerzy R. nie zgłasza się do pracy w komunalce, gdyż od wyroku mogileńskiego sądu odwołał się do Sądu Okręgowego. Tym samym prezes Lorczak nie otrzymał formalnie także jeszcze żadnego odpisu wyroku z sądu.
Jak nam powiedział zastępca burmistrza Jarosław Ciesielski, każdy kolejny przypadek przykuwania się Jerzego R. będzie skutkował formalnymi zgłoszeniami Straży Miejskiej o naruszeniu prawa do mogileńskiego sądu. Jak ustaliliśmy, za każdym razem Jerzy R. ma być także odcinany nożycami od ogrodzenia. Z tym może być jednak problem, gdyż bezdomny przykuwa się coraz grubszymi łańcuchami do ogrodzenia i akcja każdorazowo będzie wymagała specjalistycznego sprzętu, jaki na przykład jest na wyposażeniu strażaków.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 948 (15/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze