Szef firmy „Jan-Bud” Jan Springmann, remontującej miejski szalet na plantach w Mogilnie, najpierw mówił, że dostał mandat od strażników miejskich, choć go nie dostał. Potem mówił, że starał się w Zarządzie Dróg Wojewódzkich o zgodę na zajęcie pasa drogowego (miejsca parkingowego), choć się nie starał.
fot. Damian Stawski
Mogilno, mieszkaniec, przedsiębiorca, ZDW, materiały budowlane, Straż Miejska, szalet
Pachołki Springmanna
Przedsiębiorca z Głęboczka zablokował sobie jedno z miejsc parkingowych na pl. Wolności, by mieć blisko do noszenia materiałów budowlanych, gdyż miał remontować miejski szalet na plantach. Na postawienie pachołków nie miał jednak zgody właściciela drogi, czyli Zarządu Dróg Wojewódzkich. Straż Miejska miała związane ręce, po tym jak zlikwidowany został przepis mówiący o tym, że bezprawne zajęcie pasa ruchu jest wykroczeniem i podlega karze grzywny lub pouczeniu. ZDW mógł pobrać opłatę za zajęcie pasa drogowego, ale nie wyciągnął żadnych konsekwencji.
PACHOŁKI
Wczesnym rankiem 28 maja do reportera Pałuk zadzwonił jeden ze zbulwersowanych mieszkańców Mogilna. Sprawa dotyczyła parkingu ukośnego przy pl. Wolności w centrum miasta (koło kiosku z gazetami). O tym parkingu pisaliśmy wielokrotnie w ostatnich miesiącach ze względu na walkę właścicieli sklepów i handlowców o zamontowanie tam lustra przez Zarząd Dróg Wojewódzkich. Lustro miało pomóc przy wyjeździe z podwórka kamienicy przy pl. Wolności.
Na parkingu znajdują się 4 miejsca parkingowe: 3 ukośne zwykłe i 1 jedno ukośne szersze dla kierowców ze stopniem niepełnosprawności.
Właśnie 28 maja na środkowym miejscu parkingowym ktoś postawił pachołki, przez co inni kierowcy nie mogli już tam zaparkować.
O pachołki nasz reporter pytał jedną z pobliskich sklepikarek. Jak dowiedzieliśmy się, pachołki miały zostać tam postawione, by zająć miejsce komuś z Urzędu Miejskiego, komuś kto był odpowiedzialny za remont szaletu miejskiego na pobliskich plantach. O remoncie szaletu pisaliśmy w poprzednim numerze Pałuk. Szalet miała remontować firma Jan-Bud Jana Springmanna z Głęboczka. Do stanu miejskiego szaletu od 2013 r. uwagi miał sanepid, dlatego wymagał on gruntownego remontu. Firma Jana Springmanna ma według umowy z gminą, wyremontować szalet do końca czerwca.
Pachołki z miejsca parkingowego na pl. Wolności usunęła kobieta, która przyjechała z Janem Springmannem
fot. Damian Stawski
ŚWIĘTA KROWA I CWANIAK
Gdy reporter Pałuk czekał przy parkingu obstawionym pachołkami, pojawili się tam też strażnicy miejscy zainteresowani tym samym miejscem. Około 9:20 podjechał w to miejsce parkingowe samochód, z którego wysiadła kobieta i odstawiła na chodnik pachołki. Kierowca, którym okazał się Jan Springmann, wjechał na miejsce parkingowe.
Jan Springmann tłumaczył się strażnikom miejskim, że ma remontować szalet i nigdzie nie ma miejsca do zaparkowania. Przez park miejski nie mógł przejechać, a oprócz miejsca z pachołkami wszystkie pozostałe miejsca były zajęte. Tłumaczył również, że lada moment ma podjechać samochód z cementem, a z tego akurat miejsca, które on zablokował pachołkami jest najbliżej do szaletu, by przenieść materiał.
Reporter zapytał Jana Springmanna, czy ma pozwolenie z Zarządu Dróg Wojewódzkich na ustawienie pachołków na tym miejscu parkingowym. - Jest w trakcie załatwiania - usłyszeliśmy. Jan Springmann mówił naszemu reporterowi, że do remontu szaletu wyznaczył go Urząd Miejski. Mówił naszemu reporterowi, że został ukarany mandatem przez strażników. Zapowiedział, że on tego z własnej kieszeni nie pokryje i powinien za to zapłacić ratusz. - Ja tego tak nie odpuszczę - wygrażał się Jan Springmann.
O całej sytuacji opowiedzieliśmy burmistrzowi Mogilna Leszkowi Duszyńskiemu. Mandat dla Jana Springmanna burmistrz nazwał po prostu wypełnianiem obowiązków Straży Miejskiej i powiedział również, że nie ma świętych krów. - Straż Miejska ma swoje obowiązki i bardzo dobrze zrobiła. Nie ma świętych krów i pan Jan Springmann powinien o tym wiedzieć - mówił burmistrz.
Jan Springmann tłumaczył naszemu reporterowi, że trzeba być ludzkim i w takiej sytuacji nie mógł inaczej zrobić, skoro nie było miejsca na zaparkowanie pojazdu w okolicy szaletu. - Czasem potrzeba trochę cwaniactwa, inaczej się nie da - tłumaczył reporterowi Jan Springmann.
O PACHOŁKACH WIEDZIAŁ GROBELSKI
Jan Springmann, gdy rozmawiał z naszym reporterem mówił, że o tej sytuacji z brakiem miejsca rozmawiał wcześniej z dyrektorem z ratusza Arkadiuszem Grobelskim. Dyrektor potwierdził, że rzeczywiście jest problem z miejscem, gdzie mógłby podjechać samochód, który wywiózłby skuty gruz z szaletu. O ustawionych pachołkach Arkadiusz Grobelski też wiedział, ale by uzyskać zgodę an ich postawienie Jan Springmann miał się skontaktować z Zarządem Dróg Wojewódzkich. Jak mówił Arkadiusz Grobelski problem był też z toaletami TOI-TOI. - Nie szło tam jak wjechać, tam w ogóle nie było miejsca i zdecydowaliśmy się postawić TOI-TOI-e przy przedszkolu - tłumaczył.
JEDNAK BEZ MANDATU
Spytaliśmy komendanta Straży Miejskiej, w jakiej wysokości mandatem został ukarany Jan Springmann. Mirosław Kuss wytłumaczył, że przedsiębiorca nie otrzymał mandatu. Komendant tłumaczył, że weszły w życie przepisy, które mówią o tym, że Straż Miejska nie może wypisywać mandatów za zajęcie pasa drogowego, tak jak sugerował naszemu reporterowi Jan Springmann.
W tym konkretnym przypadku wyegzekwowanie od takiej osoby należności za bezprawne zajęcie pasa drogowego leży w gestii zarządcy drogi, w tym przypadku Zarządu Dróg Wojewódzkich. Osoba może po ustaleniu z zarządcą drogi zająć pas drogowy, uiszczając opłatę, mając także zezwolenie na ustawienie pachołków. Jeżeli osoba nie posiada zezwolenia, Zarząd Dróg Wojewódzkich może od takiej osoby ściągnąć opłatę 10-krotnie wyższą. Jak dowiedzieliśmy się, opłata za zajęcie pasa ruchu to 5 zł od 1 m2.
WAŻNIEJSZE BEZPIECZEŃSTWO
Jak dowiedzieliśmy się w Zarządzie Dróg Wojewódzkich takie sytuacje, jak w Mogilnie na pl. Wolności, zdarzają się incydentalnie. Najważniejsze jednak jest, by takim zachowaniem Jan Springmann nie naraził na niebezpieczeństwo innych uczestników ruchu. W przypadku dłuższego ustawienia pachołków (całodziennego) naliczana jest opłata. Reporter wiedział tylko tyle, że pachołki stały już w nocy 28 maja, a odstawione zostały dopiero po 9:20 rano po interwencji strażników miejskich.
- Zdajemy sobie sprawę, że na naszej sieci dochodzi do krótkotrwałych zajęć pasa drogowego. Dotyczy to między innymi dostarczania większej liczby towarów do sklepu, materiałów budowlanych, opału do piwnic itp. Drogomistrzowie jeśli stwierdzają takie sytuacje w pierwszej kolejności starają się wyjaśnić sytuację. Jeśli rzeczywiście ktoś incydentalnie korzysta z takiego rozwiązania nie stawiamy przeszkód. Warunkiem jest jednak to, by nawet krótkotrwałe zajęcie części pasa drogowego nie zagrażało innym użytkownikom ruchu. Naszym podstawowym celem jest właśnie dbałość o bezpieczeństwo. W takich incydentalnych sytuacjach nie uważamy za konieczne, by mieszkańcy występowali do nas z wnioskiem o krótkotrwałe zajęcie pasa drogowego. Jednak zależy nam, by mieszkańcy informowali nas także o takich zajęciach. Wówczas zyskają pewność, że ich zajęcie nie wpłynie na obniżenie poziomu bezpieczeństwa i nikt nie będzie nakazywał im natychmiastowego zwolnienia zajętego pasa. W przypadku całodziennego lub dłuższego zajęcia pasa drogowego należy zwrócić się do nas już z oficjalnym wnioskiem. Wówczas naliczana jest także opłata - takie oficjalne stanowisko w tej sprawie przedstawił nam Michał Sitarek, rzecznik prasowy ZDW w Bydgoszczy.
W rozmowie z rzecznikiem nasz reporter pytał również czy ktokolwiek w tej sprawie kontaktował się z Zarządem Dróg Wojewódzkich. - Nie, nikt się z nami nie kontaktował w tej sprawie - mówił Michał Sitarek.
Zezwolenie nie było zatem w trakcie załatwienia, tak jak mówił naszemu reporterowi Jan Springmann.
TELEFON W KOŃCU PRZEMÓWIŁ
29 maja próbowaliśmy do końca wyjaśnić tą sytuację. Jan Sprinngmann pierwszy telefon reportera odebrał, by po chwili się rozłączyć. Później reporter próbował z nim się kilkukrotnie połączyć, jednak Jan Springmann nie odbierał.
Telefon Springmanna przemówił dopiero 1 czerwca. Zapytaliśmy przedsiębiorcę, dlaczego twierdził w czwartek, że dostał mandat, skoro tak naprawdę nie został on wypisany. Przedsiębiorca najpierw zrzucał winę na dziennikarza, że ten próbuje mu wmówić słowa, które nigdy nie padły. Po chwili jednak potwierdził, że nie dostał mandatu. - Powiedziałem inaczej, bo byłem zdenerwowany całą sytuacją - mówi reporterowi.
PONOWNIE Z KUSSEM
1 czerwca jeszcze raz o całej sytuacji rozmawialiśmy z komendantem Straży Miejskiej Mirosławem Kussem. Okazało się, że na miejscu strażnicy miejscy wylegitymowali przedsiębiorcę i spisali notatkę z tej interwencji. Sprawę tę zgłosił strażnikom Andrzej Nowakowski, drogomistrz z ZDW.
Oficjalnie więc, pachołki stały tyle czasu, ile upłynęło od czasu interwencji Straży Miejskiej do przybycia na miejsce Jana Springmanna. Trwało to więc około pół godziny. Jak mówił nam Mirosław Kuss, drogomistrz wiedział, że pachołki tam stoją i prawdopodobnie stały tam już od 2 lub 3 dni i tak też przekazał komendantowi.
DROGOMISTRZ MÓWI 1 DZIEŃ
Andrzej Nowakowski powiedział naszemu reporterowi, że o pachołkach dowiedział się 28 maja, tak samo jak nasz reporter i Straż Miejska. Gdy reporter powiedział, że Mirosław Kuss mówił, że dostał informacje od Andrzeja Nowakowskiego jakoby pachołki stały już od 2 lub 3 dni, ten wszystkiemu zaprzeczył.
Mimo że pachołki stały na miejscu parkingowym bez zezwolenia, nie zostały wyciągnięte żadne konsekwencje tak samo ze strony Straży Miejskiej, jak i ze strony Zarządu Dróg Wojewódzkich względem Jana Springmanna. Straż Miejska ma związane ręce, po tym jak zlikwidowany został przepis mówiący o tym, że bezprawne zajęcie pasa ruchu jest wykroczeniem i podlega karze grzywny lub pouczeniu. Przepis ten był niekonstytucyjny i nakładałby na Jana Springmanna zarówno mandat ze strony Straży Miejskiej jak i wyegzekwowanie uiszczenia opłaty za zajęcie pasa drogowego przez zarządcę drogi. W tym wypadku także Zarząd Dróg Wojewódzkich nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec Jana Springmanna.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1216 (22/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze