Reklama

Pani Maria postawiła cały blok na nogi

Zdarzenia rozegrały się w tym bloku, przy ul. Słonecznej 3, w mieszkaniu na ostatnim piętrze w drugiej klatce (od prawej)

       fot. Magdalena Lachowicz

Strzelno, blok, gaz, Pani Maria, pogotowie, Gniezno
     Pani Maria postawiła cały blok na nogi
    Za pierwszym razem wpuściła policjantów do swego mieszkania. Odwieziona do szpitala w Strzelnie - uciekła stamtąd. Za drugim razem strażacy musieli już wyważyć drzwi do jej mieszkania. Pogotowie odwiozło kobietę do szpitala w Gnieźnie.

     ODKRĘCI GAZ
     Dzień po świętach wielkanocnych, we wtorek 2 kwietnia mieszkańcy osiedla przy ul. Słonecznej w Strzelnie przeżyli chwile grozy. 64-letnia mieszkanka bloku nr 3, pani Maria, groziła, że odkręci gaz w mieszkaniu. Tym samym mieszkańcy bali się, że blok wyleci w powietrze.
     O sytuacji w mieszkaniu na ostatnim piętrze bloku, dyżurnego KPP w Mogilnie w godzinach przedpołudniowych poinformowała jej córka, na stałe mieszkająca w Bydgoszczy. Starsza kobieta groziła bowiem tym samym telefonicznie córce. Z relacji sąsiadów wynika, że pani Marii nie spodobał się przyszły zięć, którego córka przedstawiła matce podczas świąt. Miała więc zadzwonić do córki i poinformować ją, że jeśli z mężczyzną się natychmiast nie rozstanie, to ona odkręci gaz w mieszkaniu.
     Na ul. Słoneczną natychmiast udał się patrol strzeleńskiej policji, straży miejskiej oraz  karetka pogotowia ratunkowego. Kobieta nie chciała wpuścić funkcjonariuszy do mieszkania, ale rozmawiała z nimi na korytarzu. W związku z tym, że rozmowa była dość głośna słyszeli ją także sąsiedzi, którzy bardzo się zaniepokoili rozwojem wydarzeń.  
     Wtedy właśnie padły słowa o zięciu i przyczynach swojego zachowania.
     Policjanci wraz z ekipą pogotowia namówili jednak panią Marię, by ta pojechała z nimi do strzeleńskiego szpitala. Na tym policyjna interwencja zakończyła się. 64-latka trafiła pod opiekę zespołu pogotowia ratunkowego i trafiła do szpitala w Strzelnie. Sprawa ta miała jednak swój dalszy ciąg.
     UCIEKŁA ZE SZPITALA
     Mieszkanka Strzelna wykorzystując chwilę nieuwagi personelu szpitala, który decydował co dalej z pacjentką zrobić, cichaczem wymknęła się ze szpitala. Chwilę potem sąsiedzi widzieli ją, jak wchodziła do swojego mieszkania. Około 14:25 dyżurny mogileńskiej komendy otrzymał zgłoszenie od dyspozytorki pogotowia ratunkowego w sprawie podjęcia interwencji wobec pani Marii, która uciekła ze szpitala.
     WYWAŻYLI DRZWI
     Policjanci ponownie pojechali do bloku przy ul. Słonecznej. Jednak kobieta nie chciała już otworzyć im drzwi. Na miejsce wezwana została straż pożarna, najpierw ochotnicza ze Strzelna, a później powiatowa z Mogilna. Najpierw strażacy chcieli wejść do mieszkania przez balkon, jednak nie chcieli psuć okien. W związku z tym, że strażacy z Mogilna dysponowali odpowiednimi narzędziami do wyważania drzwi, stwierdzono, że drzwi do mieszkania po prostu wyważą. Po wyłamaniu zamka weszli do mieszkania, gdzie znajdowała się udająca zdziwienie lokatorka.
     Z relacji mieszkańców wynika, że lokatorka udawała, że nic się nie stało. - Czy coś się stało. Ja o niczym nie wiem - miała powiedzieć.
     ZNOWU DO SZPITALA
     Tym razem karetka pogotowia ratunkowego w asyście policjanta zabrała strzelniankę do Szpitala Psychiatrycznego w Gnieźnie.
Mieszkańcy bloku zaczęli między sobą powtarzać, iż kobieta może wysadzić blok w powietrze. Czy faktyczne zagrożenie było, czy to tylko domniemanie lokatorów - trudno powiedzieć.
     ODPOWIETRZYĆ RURY
     Faktem jest jednak, że ze względów bezpieczeństwa strażacy odcięli dopływ gazu do mieszkań w pionie bloku, czyli w trzech mieszkaniach. W związku z tym, że należało też odpowietrzyć rury w całym pionie, wezwano na miejsce pogotowie gazowe. W tym czasie poproszono mieszkańców klatki schodowej, by opuścili mieszkania i wyszli na powietrze. Jako takiej ewakuacji bloku jednak nie było.
     Na miejsce przybył także poinformowany o zaistniałej sytuacji burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak oraz kierownik referatu organizacyjnego i spraw obywatelskich Urzędu Miejskiego w Strzelnie Jarosław Marek, który na prośbę strażaków i policji zadzwonił po karetkę pogotowia. W związku z tym, że kobieta zabrana została do szpitala, a zamek w drzwiach do jej mieszkania został uszkodzony, burmistrz zadecydował, by pracownik Urzędu Roman Witczak zakupił i zamontował nowy zamek. Tak się też stało.      Klucze od nowego zamka Roman Witczak przekazał mężowi i córce pani Marii, którzy przyjechali do Strzelna.
     - Było to hipotetyczne zagrożenie, ale było. Teraz już wszystko minęło - mówił nam Jarosław Marek.
     - Teraz skończyło się wszystko szczęśliwie, ale co stanie się następnym razem, tego nikt nie może być pewien. Pani Maria była zawsze uśmiechnięta, każdemu się kłaniała, była bardzo rozmowna, ale zarazem była bardzo konfliktowa, chociaż wszyscy z nią rozmawiają. Zawsze musiała postawić na swoim. Bardzo apodyktyczna kobieta.      To jest ciężki przypadek. Gdy coś się jej nie podobało, potrafiła o piątej nad ranem walić w klawisze fortepianu. Trzeba było czasu, aby postawiła całe Strzelno na nogi, ale teraz to już przesadziła - opowiada naszemu reporterowi jedna z mieszkanek osiedla (nazwisko znane redakcji).
     TAKICH ZGŁOSZEŃ NIE BYŁO
     Komendant Straży Miejskiej Paweł Namieśnik powiedział naszemu reporterowi, że do tej pory nigdy strażnicy nie mieli zgłoszenia dotyczącego podejrzanego zachowania pani Marii.
     Chcieliśmy porozmawiać z mężem pani Marii oraz ich córką. Dzwoniliśmy do drzwi w bloku przy ul. Słonecznej kilkakrotnie, jednak nikt nam ich nie otworzył.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1103 (14/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości