Płaczkowo, Patryk Sz., Żaneta S., Ewelina W., wypadek
Patryk Sz. skazany
30 sierpnia 2012 r. śmiertelnie potrącił Żanetę S. oraz Ewelinę W., która wypadek przeżyła. Otrzymał 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. W sądzie przeprosił zainteresowanych.
DOPIERO ODEBRAŁ PRAWO JAZDY
7 marca w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie odbyła się rozprawa oraz zapadł wyrok w sprawie tragicznego wypadku, do jakiego doszło 30 sierpnia 2012 r. w Płaczkowie (gm. Trzemeszno). 18-letni wtedy Patryk Sz. z Kamieńca (gm. Trzemeszno) uderzył samochodem vw passat w znajdujące się na poboczu dwie 18-latki, mieszkanki Płaczkowa.
Do zdarzenia doszło około 18:00. Młody mieszkaniec Kamieńca odebrał prawo jazdy tydzień wcześniej. Samochodem vw passat należącym do jego babci jechał od swojego wujka do Wylatowa (gm. Mogilno). W Płaczkowie na poboczu drogi zauważył swoje koleżanki. Były to 18-letnie Żaneta S. i Ewelina W., które siedziały na trawie przy wejściu do ogrodu. Świadkowie zeznali później, że passat jechał szybko w terenie zabudowanym, mimo obowiązującego tam ograniczenia prędkości do 50km/h. Patryk Sz. zeznał, że był w odległości około 30-40 m od dziewczyn, gdy je zauważył. Chciał się przed nimi popisać, hamując obok z piskiem opon. Dlatego też zaciągnął hamulec ręczny. Stracił wtedy panowanie nad pojazdem. W wyniku tego samochód wpadł w poślizg, zjechał na pobocze i bokiem uderzył w obydwie nastolatki.
ZGINĘŁA NA MIEJSCU
Mieszkaniec Kamieńca wyszedł z pojazdu. Żaneta S. leżała obok samochodu. Nie dawała znaków życia. Ewelina W. była przygnieciona pod samochodem. Wystawały jej tylko nogi. Na miejsce przybiegli okoliczni mieszkańcy i pracownicy pobliskiego gospodarstwa rolnego. Z gospodarstwa szybko ściągnięto ładowarkę. Przy jej użyciu przestawiono passata i uwolniono Ewelinę W. Wkrótce na miejsce wypadku przyjechała karetka pogotowia z Mogilna i dwie karetki ze szpitala w Gnieźnie, a także policjanci i strażacy. Jak się okazało, Żaneta S. poniosła śmierć na miejscu. Ewelina W. doznała licznych obrażeń ciała, m.in. stłuczenia kręgosłupa i miednicy oraz złamania żeber.
Zdjęcie Żanety, które wisi w jej pokoju i było niesione na pogrzebie
fot. Roman Wolek
UMYŚLNIE NARUSZYŁ ZASADY
Postępowanie dotyczące tego wypadku prowadziła policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie. 26 listopada 2012 r. do Sądu Rejonowego wpłynął akt oskarżenia wobec Patryka Sz. Został on oskarżony o przestępstwo z artykułu 177 paragraf 1 i 2 Kodeksu Karnego, czyli za spowodowanie wypadku, w wyniku którego jedna z osób poniosła śmierć, a druga doznała obrażeń ciała. Za czyn ten grozi do 8 lat więzienia.W akcie oskarżenia napisano, iż Patryk Sz. umyślnie naruszył zasady ruchu drogowego, jadąc samochodem vw passat przez Płaczkowo przekroczył prędkość oraz wykonując manewr hamowania utracił panowanie nad pojazdem. Dlatego zjechał na prawe pobocze, w wyniku czego Żaneta S. poniosła śmierć, a Ewelina W. doznała licznych obrażeń ciała.
HAMOWAŁ NA RĘCZNYM
Pierwsza rozprawa w tej sprawie, na której mieli zostać przesłuchani świadkowie, zaplanowana została na 19 marca ubiegłego roku. Jednak podczas jej rozpoczęcia pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej złożył wniosek o wyłączenie ze sprawy sędziego. Wniosek ten ostatecznie został oddalony, lecz kolejny termin rozprawy wyznaczono na 19 grudnia. Proces jednak nie mógł się rozpocząć także i tym razem, gdyż zachorował sędzia prowadzący sprawę.
Na rozprawie 7 marca stawili się m.in. oskarżony Patryk Sz., ranna w wypadku Ewelina W., Marzena S. matka zabitej w wypadku Żanety oraz świadkowie: Adam S., Andrzej P., Grzegorz W., Dawid W. i Kacper W.
O przebiegu wypadku jako pierwszy opowiedział Patryk Sz. Stwierdził, że gdy zobaczył na poboczu drogi swoje dwie koleżanki, to chciał się koło nich zatrzymać. Dlatego też użył obydwu hamulców jednocześnie: ręcznego i nożnego. Prokurator Radosław Krawczyk pytał oskarżonego, dlaczego w tym celu użył hamulca ręcznego. Sprawca wypadku odpowiadał, że chciał w ten sposób skrócić dystans hamowania.
BYŁ PRZESTRASZONY
Sędzia prowadzący rozprawę Wincenty Ryngwelski odczytał zeznania Patryka Sz. złożone podczas przesłuchania w prokuraturze. Najpierw podczas przesłuchania 31 sierpnia 2012 r. zeznał on, że gdy zobaczył swoje koleżanki, to chciał się popisać i przejechać obok nich na hamulcu ręcznym. Te wyjaśnienia podtrzymał także podczas przesłuchania 15 listopada. Na piątkowej rozprawie sprawca wypadku zmienił jednak nieco swoją wersję wydarzeń i tłumaczył, że wcale nie chciał się popisywać i przejeżdżać koło koleżanek na ręcznym, a jedynie chciał się przy nich zatrzymać.
Sędzie dociekał więc, dlaczego wcześniej zeznawał, że chciał się popisać.
- Nie wiem. Byłem przestraszony - tłumaczył Patryk Sz.
- Czyli dwukrotnie był pan przestraszony - komentował pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego Marzeny S. czyli matki Żanety, która zginęła w wypadku.
TO BYŁA BRAWURA
Ranna w wyniku tego zdarzenia Ewelina W. opowiadała, że przed wypadkiem siedziały z Żanetą na poboczu drogi, przy ogrodzie. Zauważyła, iż samochodem jedzie Patryk Sz.
- To była chwila. Samochód jechał w naszą stronę i już nie mogłyśmy nic zrobić. I straciłam przytomność - opisywała moment wypadku. Dodała, iż przytomność odzyskała, gdy przyjechało pogotowie i zabrano ją do szpitala w Gnieźnie. W szpitalu była dwa tygodnie, ale kilku pierwszych dni tam spędzonych nie pamięta. Później była leczona jeszcze przez ponad miesiąc, a skutki wypadku odczuwa do dziś. Obecnie uczy się w Technikum Obsługi Turystycznej w Trzemesznie i chodzi do tej samej klasy, co oskarżony Patryk Sz.
Sędzia odczytał także jej zeznania złożone podczas przesłuchania 27 września 2012 r. Opowiadała wtedy, że tuż przed wypadkiem słyszała pisk opon i samochód jechał w ich kierunku bokiem. Stwierdziła, że przyczyną wypadku była brawura, bo kierowca chciał się popisać.
CO JA ZROBIŁEM
Adam S., 32-letni mieszkaniec Płaczkowa zeznawał podczas piątkowej rozprawy, że krótko przed wypadkiem wrócił z pracy z Poznania. Zjadł obiad i zaczął wrzucać węgiel do piwnicy. Wtedy zauważył szybko jadący samochód, a później usłyszał pisk opon i głuchy huk. Pobiegł więc zobaczyć, co się stało. Zobaczył, że samochód zawiesił się na słupku ogrodzenia, dzięki czemu Ewelina W. nie była przygnieciona całym ciężarem pojazdu. Inne osoby, które pojawiły się na miejscu, usiłowały reanimować dziewczyny, aż do przyjazdu karetki.
- Oskarżony siedział na rowie, płakał, był kompletnie załamany i mówił „Co ja zrobiłem” - zeznawał Adam S.
Opisy zdarzenia podczas piątkowej rozprawy przedstawili także: Grzegorz W., Kacper W. i Dawid W., którzy przed wypadkiem siedzieli na ławce przed blokiem oraz Andrzej P., pracownik pobliskiego gospodarstwa rolnego.
PODDAĆ SIĘ DOBROWOLNIE
Obrońca oskarżonego podtrzymał jego wniosek zgłoszony już na rozprawie 19 marca ubiegłego roku o dobrowolne poddanie się karze. Zaproponował karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat, dozór kuratora oraz zasądzenie wobec niego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na 5 lat.
Prokurator Radosław Krawczyk przyznał, że nie wyraża sprzeciwu co do wysokości proponowanej kary, gdyż podkreślił, iż sprawca wypadku jest osobą młodocianą, więc kara powinna go przede wszystkim wychowywać. Prokurator uzależnił jednak swoją zgodę na jego dobrowolne poddanie się karze od tego, czy oskarżony zgodzi się na wniosek dotyczący tej kary zgłaszany przez pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego.
ZA MAŁA KARA
Pełnomocnik stwierdził bowiem, że zaproponowany wymiar kary jest niewystarczający. Zgodził się jedynie na karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat i dozór kuratora. Wnioskował, aby wobec oskarżonego zasądzono jednak maksymalny okres zakazu prowadzenia pojazdów, czyli 10 lat oraz dodatkowo orzeczenie wobec niego zapłaty matce zmarłej Żanety S. zadośćuczynienia w wysokości 100.000 zł.
Obrońca sprawcy wypadku nie przystał na proponowany wymiar kary. Zaznaczył, że może się jedynie zgodzić na wydłużenie zakazu prowadzenia pojazdów do 6 lat. Argumentował, że zasądzenie wobec oskarżonego zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 100.000 zł byłoby rzeczą niewykonalną, gdyż sprawca wypadku nie ma żadnego majątku i jeszcze się uczy, więc nie pracuje. Wyjaśniał także, że samochód, którym jechał sprawca, był ubezpieczony, więc rodziny osób pokrzywdzonych mogą otrzymać odszkodowanie od ubezpieczyciela.
Do uzgodnienia wspólnego stanowiska co do wysokości kary nie doszło, a więc możliwość dobrowolnego poddania się karze przez pokrzywdzonego została odrzucona.
JAKIE OBRAŻENIA
W trakcie rozprawy pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego przedstawił dwa wnioski.
W pierwszym wnioskował o przeprowadzenie przez biegłego uzupełniającej opinii lekarskiej, która stwierdzi, czy obrażenia powstałe w wyniku wypadku u Eweliny W. zagrażały jej życiu, a więc czy chodziło w tym przypadku o przestępstwo z artykułu 156 Kodeksu Karnego. Przeciwko temu wnioskowi opowiedział się prokurator Krawczyk przypominając, że biegły z zakresu medycyny sądowej określił już, że obrażenia powstałe u rannej w wypadku mieszkanki Płaczkowa spowodowały naruszenie czynności narządu ciała trwające nie dłużej niż 7 dni, a więc były to obrażenia zakwalifikowane w artykule 157 Kodeku Karnego. Według prokuratora nie ma podstaw, aby kwestionować tę wcześniejszą opinię biegłego tym bardziej, że nie pojawiły się żadne inne okoliczności w tej sprawie. Z tego samego powodu o oddalenie powyższego wniosku apelował także obrońca oskarżonego.
TRAUMA EFEKTEM POŚREDNIM
Drugi wniosek pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego dotyczył przedstawienia dowodu z opinii sądowo-psychologicznej i zaświadczenia lekarskiego dotyczących Eweliny S., czyli siostry Żanety, która zginęła w wypadku. Prokurator wnioskował o oddalenie także tego wniosku, co argumentował brakiem znaczenia dla rozstrzygnięcia tej sprawy. Jak wyjaśniał, zarówno matka, jak i siostra Żanety S. doznały traumy w wyniku skutków wypadku, ale było to efektem pośrednim zdarzenia. W tym przypadku nie można więc przyjąć, że są one obie osobami bezpośrednio pokrzywdzonymi w wypadku.
Ostatecznie sędzia zadecydował o oddaleniu obydwu wniosków pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego.
CZY COŚ DOSTALI
Obrońca oskarżonego zawnioskował z kolei o zobowiązanie osób pokrzywdzonych do przedstawienia tego, czy otrzymały już jakieś zadośćuczynienie lub odszkodowanie. W związku z tym, że członkowie rodzin pokrzywdzonych w wypadku byli na sali podczas procesu sędzia postanowił przesłuchać ich na wskazaną okoliczność.
Dariusz W., ojciec rannej w wypadku Eweliny oświadczył, że sprawa o odszkodowanie nadal toczy się w sądzie. Zajmuje się tym w imieniu rodziny specjalistyczna firma z Wrocławia. Na razie wypłacone zostało odszkodowanie w wysokości około 37.000 zł, z czego 25% tej kwoty zabrała firma zajmująca się sprawą. Marzena S., matka Żanety zeznała, że ta sama wrocławska firma pozyskała dla niej odszkodowanie w wysokości 20.000 zł, z czego również 25% zabrała firma i sprawa także nadal toczy się w sądzie.
BRAWURA I LEKKOMYŚLNOŚĆ
W mowie końcowej prokurator Radosław Krawczyk podkreślił, że oskarżony swoim zachowaniem polegającym na nieprawidłowym manewrze hamowania doprowadził do wypadku. Było to zachowanie brawurowe i lekkomyślne i stanowiło ono umyślne naruszenie zasad ruchu drogowego. Prokurator zwracał uwagę, że przy określaniu wymiaru kary trzeba wziąć pod uwagę, że oskarżony jest sprawcą młodocianym i nie był dotychczas karany.
Wnosił więc o zasądzenie kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat i dozór kuratora oraz zasądzenie wobec niego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych na 5 lat.
- 5 lat da czas oskarżonemu na dorośnięcie. Żeby zrozumiał, że tego typu zachowania są niedopuszczalne - argumentował prokurator Krawczyk.
Co do roszczeń majątkowych prokurator wnioskował o podtrzymanie wniosku strony pokrzywdzonej, czyli zapłaty 100.000 zł.
MA ODCZUĆ KARĘ
Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego zwracał uwagę na to, jaką realną karę poniósłby oskarżony, gdyby zasądzono wyrok, jakiemu chciał się poddać wcześniej dobrowolnie.
Przypominał, że nie pójdzie on do więzienia, a odszkodowanie jest wypłacane z ubezpieczenia samochodu należącego do babci. Apelował także, by przy zasądzaniu zakazu prowadzenia pojazdów wziąć pod uwagę, że stopień winy oskarżonego jest wysoki.
- Powinien wiedzieć, że dopiero co zdał prawo jazdy. Powinien wiedzieć, że nie jest doświadczonym kierowcą i dopiero się uczy. I powinien wiedzieć, do czego jest hamulec ręczny. Na skutek głupoty zabija człowieka, więc nie powinien szybko jeździć samochodem - argumentował pełnomocnik i prosił o wymierzenie kary realnej, którą oskarżony jakoś odczuje. Podtrzymał swoje stanowisko, że kwota zadośćuczynienia w wysokości 100.000 zł jest kwotą adekwatną za śmierć córki.
SPRAWCA PRZEPRASZA
Obrońca oskarżonego w swojej mowie zwracał uwagę na fakt, iż nie wiadomo, czy sprawca wypadku przekroczył prędkość, gdyż takie stwierdzenia padały tylko na podstawie odczuć świadków. Przyznał, że oskarżony naruszył zasady bezpieczeństwa, ale według obrońcy było to naruszenie nieumyślne, gdyż kierowca posiadał krótko prawo jazdy. W kwestii odszkodowania podkreślił, że każda osoba pokrzywdzona otrzymała odszkodowanie, więc szkoda została naprawiona. Obrońca tłumaczył, że odszkodowanie czy zadośćuczynienie nie może być źródłem wzbogacenia. Dlatego wnioskował, aby sąd nie zasądzał kwoty odszkodowania, bo właściwie szkody już nie ma, a ewentualnych kolejnych odszkodowań osoby pokrzywdzone mogą dochodzić w postępowaniu cywilnym.
Obrońca Patryka Sz. wnioskował o zasądzenie wobec oskarżonego kary 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata oraz zakazu prowadzenia pojazdów na okres 2 lat, a także zasądzenie nadzoru kuratora.
Oskarżony Patryk Sz. podtrzymał stanowisko swojego obrońcy. Przeprosił także matkę Żanety S. i Ewelinę W. oraz jej rodziców.
ZAPADŁ WYROK
Po kilkugodzinnej rozprawie i ostatniej przerwie sędzia ogłosił wyrok.
Skazał Patryka Sz. na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat, dozór kuratora sądowego oraz zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 7 lat. Dodatkowo orzekł środek karny w postaci zadośćuczynienia za doznaną krzywdę na rzecz oskarżycielek posiłkowych: w wysokości 10.000 zł dla Marzeny S. oraz 2.500 zł dla Eweliny W., a także zapłatę kosztów postępowania w kwocie 2.405,37 zł i wymierzył opłatę w kwocie 300 zł. Sprawca wypadku ma także zapłacić na rzecz oskarżyciela posiłkowego Marzeny S. kwotę 720 zł tytułem zwrotu kosztów ustanowienia pełnomocnictwa.
Wyrok nie jest prawomocny.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1152 (11/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze