O tragedii, jaka dotknęła całą ich rodzinę, opowiada Halina Kozicka fot. Paweł Lachowicz
Siedlimowo, pożar, dom jednorodzinny, Patryk Kozicki, apel, pomoc
Patryk uratował nam życie
Siedmioosobowa rodzina zawdzięcza życie 14-letniemu Patrykowi Kozickiemu. Chłopak obudził rodziców, bo usłyszał hałas na poddaszu. Wybuchł tam pożar. Rodzina zdążyła się ewakuować. Dom aktualnie nie nadaje się do zamieszkania. Wielu sąsiadów pośpieszyło z pomocą.
COŚ STRZELA NA STRYCHU
Do zdarzenia doszło 9 stycznia w Siedlimowie. O 7:45 dyżurny Powiatowego Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Mogilnie otrzymał zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego.
- My z mężem spaliśmy w pokoju na dole. Słychać nic nie było, bo to paliło się na poddaszu. Najstarszy syn spał najbliżej miejsca, gdzie się zapaliło. Jest najstarszy i dlatego chyba spał czujniej. Prawdopodobnie nawet wyszedł do ubikacji i zszedł na dół i powiedział „Mama, wiesz co, coś zaczęło strzelać tam na górze, nie wiem co się dzieje, ale jakby się paliło”. Szybko pobiegliśmy na górę. Otworzyłam właz ze schodami na stryszek. Tam już się paliło, zaraz zamknęłam. Zawołałam do męża, aby szybko przyszedł, bo się pali. Mąż przyszedł i zaczął gasić, lecz to nie było takie łatwe, bo węże pękały od mrozu - opowiada nam Halina Kozicka.
Roman Kozicki natychmiast podjął akcję gaśniczą. - Ja lałem delikatnie wodę w to miejsce, gdzie się jeszcze nie paliło, aby zabezpieczyć. A cały ogień był już na szczycie. Wiedziałem, że tam jest przyłącz prądu, dlatego polewałem ostrożnie. Później spadł właz schodowy ze schodami i je zagasiłem, bo gdybym nie zgasił, to reszta domu by się zapaliła - opowiada Roman Kozicki
W tym samym czasie pani Halina zaalarmowała służby dzwoniąc na numer 112. W domu podczas wybuchu pożaru spała cała rodzina, państwo Koziccy, ich czwórka dzieci: najstarszy 14-letni Patryk, 11-letnia Nikola, 10-letnia Martyna, 8-letnia Katarzyna oraz babcia dzieci, mama pana Romana. - W nerwach się nie myśli i zapomniałam w tym momencie, gdzie mam dzwonić. Wiadomo, że ratowaliśmy dzieci. Były przerażone, była panika i płacz. Dziewczynki zdążyłam ubrać, a syn można by powiedzieć prawie w pół nago wybiegł z domu. Dopiero, gdy dzieci wyszły na zewnątrz trochę się uspokoiłam. Na szczęście te najmłodsze dzieci nie widziały ognia ani tego, co już się spaliło - opowiada pani Halina.
Dla państwa Kozickich był to najbardziej tragiczny poranek w życiu. W jednej chwili stracili dach nad głową. Pożar wybuchł na poddaszu, ale zniszczeniu uległ też dach i pokoje na pierwszym piętrze budynku. Dach budynku pokryty jest blachą. Blacha została przez ogień i temperaturę zniszczona, ale pozostała na dachu pokrywając jego całą powierzchnię co obecnie zabezpiecza budynek przed opadami. Poddasze budynku państwo Koziccy wyremontowali około 4 lat temu. Instalacja elektryczna była tam nowa. Przyłącze budynku jednak pozostało stare. Roman Kozicki wskazuje, że to właśnie przyłącz mógł być miejscem powstania pożaru. - Nad belką jest przyłącz od prądu. Kiedyś to inaczej wyglądało tutaj. Zapaliło się to od prądu. Tu i tak dobrze, że była wata szklana na płytach gipsowych, bo inaczej ogień szybko by się rozprzestrzenił - dodaje Roman Kozicki.
OPARZENIA NA DŁONIACH
Na miejsce zdarzenia przybyło 7 zastępów z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Mogilnie oraz Ochotniczych Straży Pożarnych z terenu powiatu mogileńskiego - OSP Jeziora Wielkie, OSP Wójcin i OSP Strzelno. Miejsce akcji zostało natychmiast przez strażaków zabezpieczone. Działania zastępów polegały na podaniu dwóch prądów wody. Jeden prąd podano na palący się dach, a drugi wprowadzono wewnątrz budynku na poddasze. Ratownicy pracowali w sprzęcie ochrony dróg oddechowych. W celu odłączenia prądu w budynku konieczne było wezwanie pogotowia energetycznego. W międzyczasie jedno z dzieci źle się poczuło. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Po dojeździe zespołu pogotowia ratunkowego u pana Romana stwierdzono na dłoniach oparzenia II stopnia. Pomocy panu Romanowi oraz jego dziecku udzielił ratownik medyczny. Mieszkańcy domu na czas prowadzenia działań znaleźli schronienie u sąsiadów. Strażacy dokonali ewakuacji mienia z poddasza przed dom, a następnie pomocą służyli też sąsiedzi.
Roman Kozicki pokazuje skalę zniszczeń poddasza domu po pożarze fot. Paweł Lachowicz PRZYGARNĄŁ ICH SĄSIAD
Na miejsce przybył też wójt Zbysław Woźniakowski, który natychmiast podjął rozmowy celem zapewnienia schronienia i tymczasowego pobytu pogorzelcom. Uzgodnił z burmistrzem Strzelna Ewarystem Matczakiem, by pogorzelcy na czas remontu mogli zamieszkać w Zakładzie Aktywności Zawodowej w Przyjezierzu. Jednak ze względu na inwentarz oraz psy w gospodarstwie rodzina Kozickich zatrzymała się u sąsiadów.
- Mieszkańcy Siedlimowa szybko zareagowali. Mieliśmy propozycję od wielu sąsiadów, aby u nich zamieszkać. Wybraliśmy najbliżej, przebywamy u Piotra i Marka Rachuba, bo trzeba do gospodarstwa codziennie zaglądać. Trzodę trzeba obejść. Wczoraj świniaki nam zachorowały, trzeba było szczepić, trzeba dać im jeść - mówi Halina Kozicka. Pan Roman, jak i jego żona są wdzięczni wójtowi za zaoferowaną pomoc. - Wójt zaproponował nam lokum w Przyjezierzu, ale musiałbym codziennie z Przyjezierza przyjeżdżać do gospodarstwa, a tam został nie tylko osprzęt. Od szóstej rano tu jestem i gnój wyrzucam i nie mogę skończyć, bo non stop ktoś jest do pomocy. Gdybym był w Przyjezierzu, to ciężko by było, a jak jestem u sąsiada, to czy coś zjeść, czy się ogrzać, to mam blisko - dodaje pan Roman.
NADZÓR BUDOWLANY NIE POZWALA
Dom decyzją nadzoru budowlanego nie może być zamieszkiwany. Jak się okazało, państwo Koziccy prawdopodobnie będą musieli wymienić piec centralnego ogrzewania oraz przemurować komin. Straty oszacowano na około 60.000 zł. - Inspektor z Nadzoru Budowlanego powiedział, że nie można tutaj mieszkać, bo wystarczy mocniejszy wiatr i cały dach może spaść, bo wszystko jest tam do góry popalone. Do tego prawdopodobnie piec jest pęknięty, bo jest woda koło pieca oraz mokre palenisko, co wskazuje na to, że jest wyciek. Teraz po kilku dniach jeszcze wiele wychodzi. Na sufitach plamy, ściana zaczęła pękać. Jest niby ciepła, ale w niedzielę był mróz i teraz wszystko wychodzi - mówi pan Roman.
Domu nie udało się uratować. Udało się natomiast uratować coś znacznie cenniejszego, bo zdrowie i życie. A to dzięki 14-letniemu chłopcu. - Nie ulega wątpliwości, że Patryk uratował nam wszystkim życie - mówi wzruszona Halina Kozicka.
O wielkiej dzielności Patryka mówią też strażacy, którzy uważają go za bohatera. - Dzięki temu chłopcu nie doszło do jeszcze większej tragedii - mówią.
Jak usłyszeliśmy od Romana Kozickiego, dom jest ubezpieczony, ale jaką kwotę odszkodowania otrzyma rodzina okaże się po wizycie rzeczoznawcy. Remont budynku ma rozpocząć się jeszcze w tym tygodniu. - Najgorzej teraz z pogodą, żeby dopisała, tak by ci ludzie, jak będą remontować nie namarzli zbyt mocno. Jak tylko będzie zrobiony komin, elektryka i dach. Jak zostanie to odebrane przychodzimy tu mieszać i resztę robimy już z miejsca. Zabezpieczenie prądu mamy osobne na górę, więc będzie ona odcięta - dodaje Roman Kozicki.
DZIECI WYJECHAŁY
Na dzień dzisiejszy dzieci państwa Kozickich mają wydłużone ferie, gdyż po pożarze nie poszły już do szkoły. Rodzice odwieźli je do najbliższych. Dzieci przebywają 24 km od domu, w miejscowości Szewce koło Piotrkowa Kujawskiego u dziadków, rodziców pani Haliny. Na co dzień dziewczynki są uczennicami Szkoły Podstawowej w Wójcinie, a Patryk Kozicki uczęszcza do gimnazjum w Jeziorach Wielkich z siedzibą w Strzelnie. Babcia dzieci, mama pana Romana na czas remontu przebywa w Holendrach Brzezińskich koło Konina u córki.
POMOC
Państwo Koziccy nie pozostają w tragedii sami. Pomagają im sąsiedzi oraz znajomi, ale potrzebne są też materiały budowlane. W akcję pomocy włączyła się też gmina poprzez Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. 12 stycznia rodzina otrzymała 6.000 zł. Jest to zasiłek celowy na częściowe pokrycie wydatków powstałych w wyniku zdarzenia losowego, w tym przypadku pożaru. Ponadto otrzymali też 2.360 zł zasiłku szkolnego z powodu zdarzenia losowego. W akcję angażują się mieszkańcy sołectw z terenu gminy. - Sołtysi już się pytali i będą prowadzić na terenie sołectw zbiórkę pieniędzy. Na dzień dzisiejszy sołectwo Siedlimowo i Nożyczyn przekazało pieniądze poszkodowanym - powiedziała nam kierownik GOPS Marlena Kantanista.
GOPS przygotował też apel z prośbą o pomoc, w którym czytamy: W wyniku pożaru rodzina straciła dach nad głową. Spaleniu uległo poddasze domu, natomiast dół domu został częściowo zalany podczas akcji ratowniczo-gaśniczej. Gorąco apelujemy i prosimy wszystkich, którzy chcą i mają możliwość przyjścia z pomocą poszkodowanym, zarówno w formie rzeczowej (m.in. materiały budowlane), jak i finansowej, abyśmy nie pozostali obojętni na los ludzi dotkniętych nieszczęściem. Wsparcia w formie rzeczowej można udzielać po uprzednim skontaktowaniu się z GOPS w Jeziorach Wielkich pod nr. tel. 52-318-72-20 wew. 13. Natomiast wsparcie finansowe można przekazać na specjalnie utworzone konto bankowe BS Strzelno 59 8159 0003 2002 0014 5280 0005.
- Mamy nadzieję, że mieszkańcy okażą się hojni i pokażą swoje gorące serca, tak jak w przypadku pożaru domu w Jeziorach Wielkich. Wówczas też chętnie podążyli z pomocą - dodała Marlena Kantanista.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1248 (2/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze