2,5-hektarowa działka należy do Skarbu Państwa. Dwa lata temu chciał ją przejąć burmistrz Mogilna i zrobić mieszkańcom drogę oraz boisko lub plac zabaw. Wojewoda nie wyraził zgody. Od 16 lutego przejazd tamtędy jest niemożliwy. Odwilż zamieniła plac w błotne grzęzawisko. Mieszkańcy chcieliby, aby urzędnicy z Mogilna im rzeczywiście pomogli, a nie tylko taką pomoc obiecywali.
Transport na pace, to w tej chwili jedyny sposób dojazdu do gospodarstwa Dariusza i Aleksandry Kapłoniaków w Czerniaku. Na pace jedzie sąsiad Sławomir Ziółkowski. W taki sposób właściciel gospodarstwa transportował kilka dni temu pielęgniarkę z Gębic do jego chorych dzieci. fot. Damian Stawski BŁOTNISTY PLAC
20 lutego do redakcji Pałuk zadzwonili Dariusz i Aleksandra Kapłoniakowie z Czerniaka koło Kwieciszewa. Aby dojechać do ich posesji, należy zjechać z drogi krajowej w prawą stronę do Czerniaka, a następnie przy figurze skręcić w lewo. Słowo dojechać ma tutaj jednak znaczenie umowne. Dlatego, że dojazd do rodziny jakimkolwiek samochodem osobowym jest praktycznie niemożliwy. Aby tam dotrzeć, należy przeprawić się przez ogromny błotny plac. Przyszła odwilż, mróz puścił i przejechanie przez błoto samochodem stało się niemożliwe. Jedynym pojazdem, jakim poruszają się mieszkańcy, jest ciągnik rolniczy.
O budowę drogi na działce o wielkości około 2,5 ha, należącej do Skarbu Państwa, mieszkańcy walczą już od kilku lat - bezskutecznie.
Pojawiła się jednak nowa okoliczność, która zmusiła mieszkańców do bardziej stanowczych starań. Pielęgniarka nie mogła dotrzeć z zastrzykami do chorych dzieci państwa Kapłoniaków. Błoto było nie do pokonania. Pielęgniarka dotarła do chorych dzieci, ale tylko dlatego, że Dariusz Kapłoniak wyjechał po nią swoim ciągnikiem.
WOJEWODA NIE ODDA DZIAŁKI
Reporter Pałuk zjawił się w Czerniaku 21 lutego. Na miejscu była też sołtys z Kwieciszewa i jednocześnie radna miejska PSL Halina Gajewicz, członek Rady Sołeckiej w Kwieciszewie Grzegorz Andrzejewski oraz koledzy Dariusza Kapłoniaka - Sławomir Ziółkowski i Włodzimierz Ziółkowski. Radna mówiła: - Ja już wielokrotnie byłam w tej sprawie w gminie. Kwestia dróg gminnych to jest problem w całej gminie. My z funduszu sołeckiego przeznaczamy w tym roku nawet pieniądze na kamień, żeby wspomóc gminę. Co jest w mojej gestii, to ja w tej sprawie robiłam.
Tak wygląda teraz działka stanowiąca dojazd do posesji rodziny Kapłoniaków w Czerniaku, którą gmina starała się przejąć od wojewody. Na zdjęciu z lewej Sławomir Ziółkowski, obok rozkłada ręce Dariusz Kapłoniak. fot. Damian Stawski Mieszkańcy mówili, że zaprosili również tego samego dnia urzędników z Urzędu Gminy w Mogilnie. Nikt nie przyjechał. - Co oni sobie robią z mieszkańców, jak oni nawet nie raczyli przyjechać porozmawiać z mieszkańcami - mówił zdenerwowany Włodzimierz Ziółkowski. Urzędników o tym, aby zjawili się we wtorek o 12:00 w Czerniaku informował Grzegorz Andrzejewski.
Sołtys Gajewicz tłumaczyła, że gmina próbowała przejąć plac w Czerniaku, który służy jako dojazd do pól i posesji mieszkańców, ale właściciel gruntu, czyli wojewoda, nie wyraża na to zgody. Halina Gajewicz pokazała korespondencję z 2015 r. między gminą Mogilno a wojewodą kujawsko-pomorskim.
21 kwietnia 2015 r. burmistrz Leszek Duszyński zwrócił się z prośbą do wojewody o wydanie decyzji komunalizacyjnej na działkę nr 33 o powierzchni 2,5025 ha położonej w Czerniaku w trybie artykułu 13 ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Jak argumentował burmistrz: obecnie nieruchomość jest niezagospodarowana, część tej działki użytkowana jest jako droga dojazdowa do zabudowań gospodarstw rolnych, oraz część jako plac do gry w piłkę i zabaw (...) Uregulowanie stanu prawnego wymienionej nieruchomości pozwoliłoby gminie Mogilno na utwardzenie drogi dojazdowej, urządzenie boiska do gry w piłkę oraz placu zabaw.
Odpowiedź wojewody nadeszła 14 maja 2015 r. Była negatywna: W wyniku analizy przesłanych dokumentów tut. Organ stwierdza brak podstaw prawnych do wydania decyzji o nabyciu przez gminę Mogilno.
Jak mówiła Aleksandra Kapłoniak, w walce o tę drogę motywuje ją fakt, że mieszkają tu dzieci. Walczy o drogę dla nich. Na zdjęciu ze swoją 4-letnią córeczką Julką. fot. Damian Stawski PIELĘGNIARKĘ NA PAKĘ
Reporter dotarł do posesji Kapłoniaków tak samo, jak pielęgniarka, na pace. W domu czekała Aleksandra Kapłoniak i jej małe dzieci.
- No chodź Julka, powiedz panu, jakie dzisiaj mamy błoto. Nie dosyć, że błoto, to jeszcze wody nie było na dodatek - zwracała się do swojej 4-letniej córki. Ta jednak zawstydzona poszła przytulić się do taty. Jak powiedziała Aleksandra Kapłoniak, wszystko zaczęło się 16 lutego. To wtedy puściły mrozy. Dzieci Aleksandry Kapłoniak, 4-letnia Julka oraz 3-miesięczna Natalka były chore już od dwóch tygodni. W piątek do Kapłoniaków przyjechała po raz pierwszy pielęgniarka z Gębic, aby zrobić dzieciom zastrzyki. Wtedy jeszcze udało się jej dojechać. Gorzej już było w kolejnych dniach.
- Pielęgniarkę wzięliście na pakę traktora? Aleksandra Kapłoniak tłumaczyła: - No jakoś ją trzeba było przywieźć do dziecka. Ona tak samo mówiła, że gdzieś będzie dzwonić w tej sprawie, bo to jest nienormalne, bo chce do dzieciaków przyjechać, a nie może - opowiadała mama dziewczynek. Mieszkańcy obawiają się, żeby tylko nie wydarzyło się nic takiego, co będzie musiało ich zmusić do wezwania pogotowia. Karetka nie ma szans, by przejechać błotnisty plac.
Sąsiad Kapłoniaków produkuje mleko i co dwa dni przyjeżdża do niego cysterna po odbiór. Dariusz Kapłoniak już opowiadał o tym, co wydarzy się tego dnia o 16:00. - Będziemy musieli wyciągać tira znów ciągnikami, a jak sąsiadowi raz, drugi, trzeci tego mleka nie odbierze, to jakie to są koszty? Osobowym nie można tu przejechać, a gdzie tir, jak to jest taki ciężar - mówił Dariusz Kapłoniak.
Sołtys Halina Gajewicz tłumaczy, że w tej sprawie robi wszystko co może i często upomina się w gminie o naprawę drogi w Czerniaku. Obok stoi Grzegorz Andrzejewski z Rady Sołeckiej Kwieciszewa. fot. Damian Stawski OBIETNICE
Mimo że to niekoniecznie gmina jest odpowiedzialna za obecny stan placu (bo nie jest jego właścicielem), to mieszkańcy mają ogromny żal do urzędników i do burmistrza. Głównie o składane obietnice i rozpalanie u nich nadziei na poprawę sytuacji.
- Tak jest co roku. Przyjeżdżają urzędnicy, jakieś wielkie obietnice składają „tak będzie zrobione”, a ile ludzie mogą tak wytrzymać. Już kilka lat o tę drogę walczymy - grzmiała Aleksandra Kapłoniak. Teraz ich walka toczy się głównie o poprawienie warunków dla dzieci. Z jednej strony chodzi o zapewnienie bezpiecznego dojazdu do nich pracowników służby zdrowia, a z drugiej strony o dotarcie dzieci na przystanek, skąd dojeżdżają do szkoły. Siostrzenica Sławomira Ziółkowskiego chodzi do I klasy szkoły podstawowej w Kwieciszewie. Jej wyjście do szkoły wygląda tak, jak opowiada Sławomir Ziółkowski: - Siostrzenica, jak wychodzi, zakłada tutaj buty gumowe, a buty do szkoły zabiera w reklamówce i dopiero potem je przebiera.
Sławomir Ziółkowski również nie przebierał w słowach, kierując je głównie pod adresem burmistrza. - Jakby burmistrz był w Czerniaku wybrany, to ciekawe, kiedy by tę drogę zrobili? Zrobili by ją natychmiast - mówi.
Cały temat beznadziejnej sytuacji z przejazdem podsumował śmiejąc się Dariusz Kapłoniak. - Nawet psu się nie chce teraz na dwór wychodzić. Małżonka dodała: - Nasz pies, jak sobie lubił polatać, to teraz jak jest to błoto, ciągle w kotłowni siedzi i się grzeje.
PYTANIA
Wczoraj wysłaliśmy w tej sprawie wysłaliśmy pytania do burmistrza oraz do wojewody. Burmistrza pytaliśmy, jakie gmina zamierza podjąć kolejne działania w tej sprawie. Wojewodę pytaliśmy z kolei, czy w obliczu przedstawionych przez mieszkańców faktów zgodzi się na to, aby gminie ten teren przekazać.
Dyrektor wydziału gospodarki przestrzennej i komunalnej Arkadiusz Grobelski powiedział: - Temat jest nam znany. Niestety podjęte próby przejęcia drogi na stan gminy nie powiodły się. Informowaliśmy o tym na bieżąco panią radną, jak również zainteresowanych mieszkańców. W tej chwili sprawa wygląda zatem tak, że gmina nie odpowiada za stan techniczny wspomnianego dojazdu do posesji. Oficjalnie w rejestrach jako właściciel działki figuruje Skarb Państwa. Zwrócić również należy uwagę na fakt, że o tej porze roku stan większości tego typu dróg jest podobny. Ocieplenie spowodowało roztopy na powierzchni, natomiast głębiej grunt jest jeszcze zamarznięty. Woda nie ma gdzie spływać, nie może również wsiąkać w grunt. W efekcie na drodze powstaje błoto, które utrudnia w znacznym stopniu możliwości poruszania się pojazdów. Niestety jakiekolwiek próby wyrównania takich dróg np. kamieniem nie poprawią sytuacji. Grunt nadal będzie odmarzał, a kamień utonie pozostawiając błoto. Efekt będzie niewspółmierny, a wręcz żaden, do poniesionych nakładów. Z jakimikolwiek robotami należy poczekać do wiosny.
Odpowiedź od wojewody do chwili zamknięcia numeru gazety nie nadeszła.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1306 (8/2017)
Inne teksty na ten temat:
Burmistrz zapewni dojazd do Kapłoniaków
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze