Tak wygląda pierwsza propozycja/wizualizacja kładki pieszo-rowerowej przerzuconej przez Jezioro Mogileńskie, która jest w posiadaniu ratusza. Poprowadzi od ul. ks. Piotra Wawrzyniaka (ulica przy kinie „Wawrzyn” z lewej strony wizualizacji) na drugi brzeg jeziora, na wysokości PZU przy ul. Kościuszki.
fot. Damian Stawski
Koncepcja, kładka, taras widokowy, mieszkańcy, burmistrz
Pieszo lub rowerem przez mogileńskie jezioro
Drewniana kładka nad jeziorem o długości 165 m i szerokości 4 m przerzucona byłaby od zejścia z ul. ks. Wawrzyniaka do alei przy ul. Kościuszki. Pośrodku zlokalizowany byłby taras widokowy, a kładkę oświetlałyby parkowe lampy. Burmistrz ma już pierwszą wizualizację takiej kładki.
W kadencji Rady Miejskiej 2006-2010 ówczesny radny Jacek Kończal zgłosił pomysł budowy alternatywnego połączenia centrum Mogilna z ul. Kościuszki. Przy okazji obecnego remontu mostku na rzece Pannie w ciągu ul. Hallera widać, jakim utrapieniem dla mieszkańców jest to wąskie gardło. Miasto jest tak położone, że ul. Hallera jest jedynym ciągiem komunikacyjnym łączącym centrum miasta z jego zachodnią częścią. Ulokowanie miasta od czasów średniowiecznych po obu stronach jeziora spowodowało, że jest ono naturalną przeszkodą w budowie kolejnych równoległych połączeń do ul. Hallera.
Jacek Kończal proponował kilka lat temu budowę drogi/mostu nad Jeziorem Mogileńskim. Miałby się on zaczynać w miejscu, gdzie dziś jest zejście do hali Sokoła (po jej wyburzeniu) i wychodzić po przeciwległej stronie jeziora na ul. Kościuszki. Wtedy ten pomysł raczej wydawał się z gatunku mało realnych i pozostał tylko w sferze luźno rzuconej propozycji podczas obrad komisji Rady Miejskiej.
Koncepcja nie była jednak tak zupełnie futurologiczna. Nad nieco innym rozwiązaniem dotyczącym pieszych i rowerzystów od kilku lat myśli burmistrz Mogilna Leszek Duszyński.
W poniedziałek powiedział naszemu reporterowi, że mieszkańcy Sójczego Wzgórza podczas jednego ze spotkań przedstawili jedną ze swoich bolączek. Dotyczyła ona głównie starszych mieszkańców. Osoby te narzekały na to, że muszą ze swojego osiedla pokonywać tak daleką drogę w kierunku na cmentarz i pytali burmistrza, czy można by było w jakiś sposób tę drogę skrócić. W ten sposób burmistrz Duszyński mówi, że wpadł na pomysł, aby utworzyć kładkę pieszo-rowerową nad Jeziorem Mogileńskim. Kładka miałaby prowadzić od zejścia z ul. ks. Wawrzyniaka na przeciwległą stronę jeziora do alejki przy ul. Kościuszki na wysokości PZU.
- Najpierw ten pomysł chcę jednak poddać konsultacjom społecznym, zobaczyć jak przyjmą to mieszkańcy. Czy warto inwestować na ten cel środki unijne? - opowiada burmistrz Duszyński.
Pierwsza koncepcja budowy kładki jest już gotowa, wpłynęła do ratusza i przedstawiła ją jedna z firm. Burmistrz nie chciał powiedzieć, o jaką firmę chodzi, ustaliliśmy jednak, że jest to Firma Gotowski Przedsiębiorstwo Komunikacyjne i Przemysłowe sp. z o.o. Firma znana w Mogilnie, gdyż budowała wiadukt na mogileńskiej obwodnicy, a na przełomie czerwca i lipca po wygraniu przetargu rozpoczyna kapitalny remont wiaduktu kolejowego w ciągu ul. Mostowej. Burmistrz czeka także na jeszcze inną koncepcję wyglądu kładki, którą przygotowuje inna firma.
Ostateczny projekt kładki oraz wykonawca zostaną wyłonieni w przetargu.
Drewniana kładka pieszo-rowerowa nad Jeziorem Mogileńskim miałaby mieć długość 165 m oraz szerokość 4 m. W połowie długości kładki miałby być ulokowany taras widokowy. Kładka na jeziorze miałaby być usadowiona na palach z rur stalowych, przęsła miałyby rozpiętość 15 m, pomost zbudowany byłby z dźwigarów stalowych oraz podkładu drewnianego. Drewniany most nad jeziorem miałby być oświetlony lampami parkowymi. Koncepcja prezentuje kładkę usadowioną od 2 do 4 m nad lustrem wody jeziora.
Jak mówi burmistrz, orientacyjny koszt kładki to kwota około 700.000 zł. Gdyby inwestycja doszła do skutku, miałaby epokowe znaczenie. Most nad jeziorem mógłby być czymś, czym Mogilno mogłoby się pochwalić w swojej wieloletniej historii.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1211 (17/2015)
Komentarz
Most przez jezioro przerzucał już opat
Można by powiedzieć, że burmistrzowi Mogilna bliżej do igrzysk niż do chleba. Można by się zastanowić, czy budowa kładki pieszo-rowerowej przerzuconej przez Jezioro Mogileńskie to zbytek, kaprys, inwestycja pilna do wykonania, zadanie pierwszej potrzeby czy może chęć pozostawienia po sobie trwałego pomnika na wiele lat.
Można także na ten pomysł spojrzeć z dwóch innych stron. Przede wszystkim to ogromnie ciekawy pomysł, który uatrakcyjni jeszcze bardziej korzystanie z parku miejskiego i otoczenia jeziora. Szybko kładka przerzucona przez jezioro stałaby się ulubionym miejscem spacerów mogilnian i atrakcją turystyczną miasta. Już widzę przerzuconą przez jezioro kładkę przybraną na święta bożonarodzeniowe lampkami i girlandami.
To także ważny pomysł od strony komunikacyjnej. Od strony poruszania się pieszych i rowerzystów po Mogilnie. Piesi i rowerzyści w przeciwieństwie do samochodów mają większe możliwości, gdyż mogą korzystać nie tylko z ul. Hallera, ale także z mogileńskich plant a także ścieżek wokół jeziora. Kładka byłaby jednak znaczącym ułatwieniem w poruszaniu się z jednego na drugi brzeg jeziora.
I wreszcie burmistrz może narazić się na zarzut trudności inwestycji, wydatkowania tym samym niepotrzebnych środków publicznych. Argument w jakiś sposób jest zasadny, bo zawsze trzeba wybierać między jedną a drugą sprawa do wykonania.
Ja obalę ten argument jednak w bardzo prosty sposób. Burmistrz Duszyński wcale nie jest pierwszym, któremu marzy się przecieranie drogi przez jezioro. W średniowieczu, mogileński klasztor oblany był wodą, był ufortyfikowany i można było się do niego dostać od strony obecnej ul. Poznańskiej przez zatokę drewnianym mostem. Według archeologów, którzy reszki drewnianej konstrukcji mostowej odkryli w dnie jeziora (XI-XIII wiek), liczył on 160 m i prowadził od klasztoru do drogi Kruszwica - Gniezno.
Także nieco później od strony północnej do klasztoru prowadził most drewniany, nieco krótszy.
Skoro ponad 800 lat temu ówczesny opat klasztorny potrafił tak zarządzać swoimi dobrami, że nie miał problemu z wybudowaniem przeprawy przez Jezioro Mogileńskie, to nie powinno to być większym problemem obecnie dla burmistrza.
Także rola budowy przeprawy na przestrzeni wieków wcale nie byłaby inna. Kiedyś aprowizacyjna, zabezpieczająca klasztor, ułatwiająca poruszanie się wśród bagien i mokradeł. Teraz ułatwiająca robienie zakupów w centrum miasta, skracająca drogę do miasta i w kierunku cmentarza. Ułatwiająca komunikację i poruszanie się w zatłoczonym mieście.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1211 (17/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze