Place zabaw, Rzeszynek, Kościeszki, Jeziora Wielkie, Kuśnierz, Wójcin, Przyjezierze
Place zabaw nie trafiły tam, gdzie obiecano
Plac zabaw z Rzeszynka miał trafić do Kościeszek, plac zabaw z Jezior Wielkich do Kuśnierza, a plac zabaw z Wójcina na plażę do Przyjezierza. Stało się to możliwe, gdy w ramach projektu Przedszkolaki z Nadgoplańskiej Paki II przy tych szkołach powstały nowe place. Jednak mieszkańcy Wójcina protestują, chcą mieć obydwa place u siebie.
30 kwietnia ubiegłego roku radni jeziorańscy jednogłośnie wyrazili zgodę na przystąpienie gminy do realizacji projektu Przedszkolaki z Nadgoplańskiej Paki II. Gmina zgłosiła projekt do programu, do którego nabór prowadził Urząd Marszałkowski w Toruniu. Projekt przeszedł pozytywnie procedurę i znalazł się na opracowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej liście. Dofinansowanie trafi między innymi na remonty pomieszczeń, organizację placów zabaw, a także zakup sprzętu, wyposażenia oraz zabawek i pomocy dydaktycznych do trzech oddziałów przedszkolnych przy szkołach w Wójcinie, Rzeszynku i Jeziorach Wielkich. Maksymalna kwota dofinansowania do każdego z tych oddziałów to 87.270,05 zł.
Podczas realizacji pierwszego projektu Przedszkolaki z Nadgoplańskiej Paki przy wyżej wymienionych placówkach powstały place zabaw. Dlatego wójt Zbysław Woźniakowski zaproponował, aby place z poprzedniego projektu trafiły do innych miejscowości w gminie, gdzie dzieci takich miejsc do zabawy nie miały. I tak plac zabaw z Rzeszynka miał trafić do Kościeszek, plac zabaw z Jezior Wielkich miał trafić do Kuśnierza, z kolei plac zabaw z Wójcina miał trafić na plażę do Przyjezierza. Uchwałą jeszcze poprzedniej Rady Gminy przeznaczono pieniądze na budowę ogrodzeń nowych placów. Do dnia dzisiejszego żaden z tych placów nie trafił w zaplanowane miejsca.
W czerwcu, podczas komisji Rady Gminy, radna Jolanta Toda zwróciła uwagę, że w Przyjezierzu na plaży jest ogrodzony teren pod plac zabaw. - Czy będzie zrobiony ten plac, czy nie? - pytała. Wójt tłumaczył, że przeniesienie placu spotkało się ze sprzeciwem mieszkańców Wójcina.
- Mieszkańcy chcą mieć obydwa place. Zadawałem pytanie, czy te dwa place są im potrzebne, ale taka wola jest mieszkańców. Jaki będzie tego finał, sam nie wiem - tłumaczył wójt Zbysław Woźniakowski.
Radna Wanda Krzesińska z Kościeszek pytała, kiedy w końcu plac zabaw pojawi się w jej miejscowości. Twierdziła, że nie trzeba ludziom obiecywać, bo teraz mieszkańcy dopytują się i domagają realizacji obietnicy wójta.
Radna Toda pytała, jakie kryteria były brane pod uwagę przy decydowaniu o przeniesieniu placów zabaw właśnie w te konkretne miejsca. - Czy była to ilość dzieci? Czy jak zmieni się pan wójt, to znowu plac będzie gdzie indziej. A ile mamy dzieci w Woli Kożuszkowej i naprawdę te dzieci uczestniczą w zabawach. Nie chodzi o to, aby coś dostały. Trzeba stawiać tam, gdzie życie tętni - mówiła radna.
Według radnej Anety Bemke, najlepszym rozwiązaniem byłoby przeniesienie demontowanego placu zabaw z Wójcina do Woli Kożuszkowej
Dla mieszkańca Wójcina, przewodniczącego Rady Gminy Dariusza Ciesielczyka powód protestów mieszkańców z jego miejscowości jest zrozumiały. Jego zdaniem nowe place zabaw nie są przystosowane do zabaw dla przedszkolaków. - Jeżeli chodzi o małe dzieci, plac nie spełnia warunków. Nie mają się jak tam bawić - mówił. Wtórowała mu radna Elżbieta Liczbińska: - To nie są urządzenia, które służą małym dzieciom. One nie są przystosowane do wieku przedszkolnego. Dla przedszkola są te stare place zabaw.
Sekretarz gminy Grażyna Leśniewska twierdziła, że gmina zamówiła takie place, jak były przewidziane w projekcie i są one zgodne z certyfikatem. - Trzeba by zadać pytanie, czy warto było przygotowywać tereny pod te place - mówiła sekretarz gminy. Okazało się, że nawierzchnia pod jeden plac kosztowała około 61.200 zł. Na trzy wydano w sumie ponad 180.000 zł. Wójt dodał, że za taką kwotę gmina postawiłaby 15 placów zabaw. - Wyobraźcie sobie państwo, ile można kupić elementów na plac zabaw za 180.000 zł. W całej gminie byłoby full placów zabaw. Ale co mieliśmy z tego nie skorzystać. Tutaj ani złotówka nie była zapłacona z pieniędzy samorządu - tłumaczyła sekretarz Leśniewska.
Radni pytali też, czy demontowane place zabaw są bezpieczne dla dzieci. - Obiecał pan, że place zabaw się pojawią i trzymam pana za słowo. Miejmy nadzieję, że nadzór budowlany dopuści te place do użytku - mówił radny Jerzy Burzyński. Wójt tłumaczył: - To jest wszystko rozbieralne. Te place są kontrolowane przez nadzór budowlany i nadzór uznaje, że te urządzenia są bezpieczne.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1222 (28/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze