Andrzej S. to były ksiądz, wyrzucony ze stanu kapłańskiego przez papieża Franciszka. W ostatnich miesiącach przebywał w Mogilnie. Tutaj przedstawiany był jako ksiądz-rencista i odprawiał msze święte. Rozszyfrowali go parafianie z Wszednia.
14 maja parafia pw. św. Andrzeja Boboli we Wszedniu (gm. Mogilno), podlegająca pod mogileńską parafię pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, obchodziła dzień patrona. W tym dniu odbył się parafialny odpust. Mszę św. odpustową sprawował Andrzej S., który przebywał gościnnie u proboszcza mogileńskiej parafii MBNP ks. Pawła Lewandowskiego. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż podczas uroczystości odpustowych w parafiach przeważnie eucharystię sprawuje zaproszony ksiądz z innej parafii.
Jednak w tym przypadku sprawa była o tyle dziwna, że sprawujący mszę św. - jak się później okazało - nie jest księdzem, gdyż został wydalony ze stanu kapłańskiego. Stwierdzili to dociekliwi parafianie, którzy po mszy św. odpustowej w Internecie szukali, skąd jest ksiądz, który sprawował u nich eucharystię, a który przedstawiony został jako ksiądz-rencista.
Informacje, które znaleźli w sieci, były porażające. Okazało się, że nazwisko osoby, która odprawiała mszę św. we Wszedniu, odpowiada nazwisku byłego księdza podejrzewanego o pedofilię. Andrzej S. nie jest już księdzem, gdyż usunięty został ze stanu kapłańskiego decyzją papieża Franciszka.
Idąc tropem parafian sprawdziliśmy przeszłość Andrzeja S., jeszcze jako księdza. Otóż w latach 80. XX wieku posługiwał on w parafii św. Kazimierza w Kartuzach.
Po 30 latach, w 2013 r. został oskarżony przez byłego ministranta tej parafii Marka M. o wykorzystywanie seksualne. Proces w tej sprawie rozpoczął się wówczas przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Gdy jego skłonności ujrzały światło dzienne, został przeniesiony do parafii Mszano w gminie Brodnica (woj. kujawsko-pomorskie), gdzie posługiwał 26 lat. Stało się to po liście do biskupa, napisanym przez jedną z kartuskich lekarek. Opiekowała się jednym z ministrantów, który podjął próbę samobójczą. Później pracował w Świeciu. W 2013 r. nagle zniknął, w tym też czasie został formalnie wydalony ze stanu kapłańskiego.
Głośno o sprawie Andrzeja S. zrobiło się po emisji reportażu Po prostu Tomasza Sekielskiego na antenie TVP1. W programie były rozmowy z mężczyznami, którzy twierdzili, że są ofiarami Andrzeja S., że przed laty jako młodzi chłopcy byli przez niego molestowani, a nawet gwałceni.
Jak zatem trafił do Mogilna?
Otóż Andrzeja S. poznał proboszcza parafii MBNP i parafii we Wszedniu na pielgrzymce. Przyjechał on do Mogilna i tutaj pomagał w posłudze duszpasterskiej. Z naszych informacji wynika, że mogileńscy księża nie wiedzieli o przeszłości Andrzeja S. Nie wiedzieli też, że nie jest już księdzem. Byli przekonani, że gości u nich ksiądz-rencista.
Rozmawiał natomiast z nami dziekan dekanatu mogileńskiego ks. kanonik Mirosław Kaczmarek z parafii w Dąbrowie, który potwierdził, że księża i parafianie stali się ofiarą oszusta.
- Otrzymaliśmy wczoraj zgłoszenie, że ten ksiądz podobno nie jest księdzem. Ja na początku pomyślałem sobie, że to kompletny absurd, że to niemożliwe. Ale stwierdziłem, że takie informacje trzeba jednak sprawdzić. Zadzwoniliśmy do diecezji, z której pochodził, i okazało się, że rzeczywiście nie jest on księdzem. Zgłosiłem ten fakt do naszych władz, do Kurii w Gnieźnie, sporządziłem też z tego notatkę, bo musi też pójść za tym ostrzeżenie, bo może on też ewentualnie w inne miejsca pojechać. Jesteśmy w szoku i w zasadzie bardzo zaskoczeni, bo generalnie się sprawdza - jak ktoś przyjeżdża - skąd jest. A tutaj byliśmy niejako pewni, bo nasz kolega, jeden z księży, poznał go na pielgrzymce, więc nikt nawet nie pomyślał, że coś może być nie tak. Dobrze, że taki głos otrzymaliśmy, bo nadal ten człowiek by gdzieś jeździł. Nie był to tego typu oszust, jak np. gdzieś było, że chodził po kolędzie i podawał się za księdza, tutaj tego nie było. Nawet byłoby to niemożliwe, bo nasi parafianie znają swoich księży. Teraz to nawet trudno się z nim skontaktować, bo on tutaj nie mieszka. On przyjeżdżał tutaj kilka razy na kilka dni i z tego co wiem mieszkał i gościł się u ks. Jana Buczkowskiego [w Mogilnie - przyp. pal]. Nie jestem za bardzo w tym kierunku poinformowany, bo ja nie potrzebowałem jego pomocy i do mnie nie przyjeżdżał. Ile razy tutaj przebywał, nawet nie wiem. Ja może ze trzy razy go widziałem przy różnych okazjach. A po co on to robił, to kompletnie nie mam pojęcia. Z takim przypadkiem nie mieliśmy tutaj do czynienia, dlatego jest to dla mnie całkowite zaskoczenie. Nam udało się ustalić w diecezji toruńskiej, że był kiedyś księdzem i już nim nie jest. Ponieśliśmy na pewno straty moralne, bo oszukał nas księży, ale przede wszystkich parafian, dla których odprawiał msze św. I to jest najbardziej bolesne - powiedział ks. Mirosław Kaczmarek.
Ks. proboszcz parafii MBNP w Mogilnie Paweł Lewandowski, były wikariusz kościoła mariackiego w Żninie, powiedział: - Poznałem go przez innego księdza, ale nie chcę personaliami tutaj mówić, który potwierdził, że jest to ksiądz -rencista. I chętnie nam pomoże. Nie sprawdziłem osobiście, bo zaufałem temu księdzu, który mi go przedstawił i ręczył za niego. Traktowałem go więc jak księdza. Dokładnie wczoraj [16 maja - przyp. pal] dowiedziałem się, że jest to ksiądz, który został usunięty ze stanu kapłańskiego. No cóż jest człowiek, który nagle przestał był księdzem, nic innego nie potrafi robić, wykorzystał to, że ma sutannę, on uczestniczył w kapłańskiej pielgrzymce do Medzugorie, a tam nie ma tak, że nie sprawdzają, więc musiał mieć jeszcze ważny dokument, bo nikt mu tej legitymacji kapłańskiej nie zabrał. Wykorzystał to i oszukiwał dla pieniędzy, bo jeśli odprawia msze św., to należy się mu stypendium. Naciągnął zatem mnie i nie tylko mnie, jako parafię, ale też inne parafie, w których bywał. W ten sposób chciał dorobić sobie. Moja wina, że go nie sprawdziłem, ale zawierzyłem koledze, którego znam jako księdza, a który przedstawił go jako swojego przyjaciela. Przedstawiony mi został jako rencista, człowiek chory, w tym roku skończy 64 lata. Z tego co wiem, to mieszka pod Świeciem u swojego brata. Nie mogę potwierdzić, bo jestem zobligowany milczeniem, czy w Mogilnie przebywał u ks. Buczkowskiego. W Mogilnie pojawił się latem ubiegłego roku po pielgrzymce do Medzugorie. Teraz już wiem, że nie można każdemu wierzyć do końca i trzeba wszystko sprawdzać. Inni księża też korzystali z jego pomocy, ale nie chcę mówić tutaj nazwiskami.
Paweł Lachowicz
Pałuki nr 1319 (21/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze