Reklama

Postraszyli policją za spacer nad jeziorem

Lubiń, policja, spacer, Sano
     Postraszyli policją za spacer nad jeziorem
    Spacerowicze przechodzący brzegiem jeziora w pobliżu gospodarstwa firmy Sano zostali poproszeni o opuszczenie tego terenu. Firma wyjaśnia, że brak ogrodzenia od strony jeziora stanowi okazję dla złodziei zwierząt i mienia, ale równocześnie zapewnia, iż np. turyści, rowerzyści i biegacze nie zostaną usunięci.

     TO TEREN PRYWATNY
     Do naszej redakcji zgłosiła się mieszkanka Lubinia (gm. Trzemeszno), która opisała nam zdarzenie z 8 czerwca. W godzinach popołudniowych wraz ze swoją siostrą i jej 8-letnim synem oraz szwagrem wybrali się na spacer brzegiem Jeziora Popielewskiego w Lubiniu. Gdy spacerowali brzegiem w pobliżu terenu należącego do firmy Sano spotkali kobietę, którą była, jak podejrzewają, szefową gospodarstwa Sano. Gdy powiedzieli jej Dzień dobry usłyszeli, że nie mogą tam chodzić, gdyż jest to teren prywatny. Spacerowicze odpowiedzieli, że idą w pobliżu linii brzegowej i mają do tego prawo. Jednak, gdy wracali, podszedł do nich mężczyzna, jak przypuszczają był to pracownik ochrony. Mężczyzna ten stwierdził, że otrzymał polecenie, by wezwać policję, jeśli osoby spacerujące brzegiem nie opuszczą terenu.
     Mieszkanka Lubinia powiedziała nam, że w takim razie spacerowicze chcieli poczekać na przyjazd policji, gdyż byli przekonani, iż nie zrobili nic złego przechodząc brzegiem jeziora. Informację o wezwaniu policji trochę przestraszył się jednak 8-letni chłopiec, więc pozostałe spacerujące z nim osoby ustąpiły i odeszły nie czekając na policję.
     NIE WOLNO ZABRANIAĆ
     Mieszkanka Lubinia jest oburzona całym przebiegiem zdarzenia. Jak podkreśla, nie ma pretensji do pracownika ochrony, gdyż zdaje sobie sprawę, że wykonywał on tylko polecenia. Nie może jednak pogodzić się z tym, że ktoś kto wykupił teren w pobliżu jeziora, zabrania spacerować brzegiem. Przypomina także, iż zgodnie z artykułem 27 prawa wodnego zabrania się grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar.
     Do firmy Sano skierowaliśmy pytanie, czy opisane zdarzenie rzeczywiście się wydarzyło i miało takie przebieg, jak relacjonowała mieszkanka Lubinia. Pytaliśmy także, czy w ewentualnych kolejnych podobnych przypadkach pracownicy firmy Sano będą wzywać policję.
     NIE UŻYWAĆ SŁOWA STRAŻNIK
     W odpowiedzi otrzymaliśmy mailem wyjaśnienie o następującej treści:
     Art. 27. Ust 1. Prawa wodnego mówi, że zabrania się grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Teren przy jeziorze nie jest ogrodzony a także nikt nie ustanowił tam zakazu. Ponadto przechodzenie nie oznacza przebywania, plażowania, itp. Zadaniem firmy ochroniarskiej jest ochrona mienia. Nie wyrażamy zgodny na publikację jakichkolwiek nazwisk i stanowisk (w tym także użycie słowa strażnik lub pracownik ochrony).
     TURYSTÓW NIE USUNĄ
     Na drugi dzień otrzymaliśmy od firmy Sano uzupełnienie do tych wyjaśnień. Poinformowano w nim, że linia brzegowa Jeziora Popielewskiego na długości około 1 km została całkowicie uprzątnięta. W trakcie prac porządkowych zostało wywiezionych około 15 m3 śmieci takich jak: butelki po alkoholu, plastik i popiół, a firma ta uprzątnęła teren z niewytworzonych przez siebie śmieci.
     Jest to miejsce, które celowo nie jest odgrodzone, ale stanowi ono okazję dla złodziei zwierząt i mienia (łodzi i ich wyposażenia - silników i akumulatorów, a także paliwa z terenu gospodarstwa). Wcześniej takie przypadku miały miejsce. Wg. ustaleń sprawcy przedostali się do gospodarstwa właśnie od strony jeziora. Mimo że jezioro jest przepływowe możliwość przejścia kończy się w miejscu, w którym zakończyliśmy prace porządkowe. Ponadto skarpa nad jeziorem została przez nas zagospodarowana poprzez wykonanie nasadzeń borówki amerykańskiej, jagód, malin, żurawiny. Większość została już zdewastowana. Żadna osoba, która będzie przechodziła brzegiem jeziora w dobrej wierze (turyści, rowerzyści, biegacze, itp.) nie zostanie przez nikogo usunięta - zapewnia w swoim oświadczeniu firma Sano.
     POLICJA OCENI
     Mieszkanka Lubinia, którą postraszono w ubiegłą niedzielę policją, zapowiada, że nie ma zamiaru zrezygnować ze spacerów linią brzegową Jeziora Popielewskiego, które przecież jest własnością państwową. Jak dodaje, jeśli po raz kolejny dojdzie do takiego zdarzenia ,jak w ubiegłą niedzielę, tym razem będzie czekała na przyjazd policji, gdyż jest przekonana, że zgodnie z prawem wodnym ma prawo spacerować brzegiem jeziora.
     Co zrobi policja, jeśli zostanie wezwana do takiej sytuacji? Asp. Anna Osińska, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie powiedziała, że w takim przypadku policjanci musieli by ocenić sytuację po przybyciu na miejsce i wysłuchaniu stanowisk obydwu stron.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1165 (24/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości