Prezes Marek Mądrowski tłumaczył, że zawiódł się na swojej pracy i na podejmowanych ostatnio przez siebie decyzjach
fot. Damian Stawski
Noteć Gębice, zawodnicy, Prezes Mądrowski, Tomasz Wonorski, klub sportowy
Prezes Mądrowski przeprasza, przyszłość Wonorskiego niepewna
Według Romana Wódkiewicza, Tomasz Wonorski jest trenerem na miarę klasy A, a nie klasy okręgowej. - Pan by chciał być w tym klubie prezesem, kierownikiem, trenerem, mieć o 60 lat mniej i zawodnikiem. Niestety, nie da się. Powinno się robić to, do czego ma się kompetencje i nie wtrącać się innym w ich pracę, mało tego - nie robić chłopakom wody z mózgu - apelował Wonorski. Trener Wonorski nie wyklucza, że ten znany działacz sportowy może być odpowiedzialny za obecny kryzys w klubie.
Trener „Noteci” Tomasz Wonorski nie rozumiał, co tak naprawdę było przyczyną jego zawieszenia
fot. Damian Stawski
Były już (podał się do dymisji) członek zarządu klubu Roman Wódkiewicz wytykał błędy obecnemu zarządowi i trenerowi Wonorskiemu
fot. Damian Stawski
Na spotkaniu nie zabrakło też mieszkańców, jednocześnie rodziców zawodników
fot. Damian Stawski
Przypomnijmy, co działo się w ostatnich tygodniach w klubie sportowym Noteć Gębice. Przede wszystkim prezes Marek Mądrowski pod presją części zawodników drużyny (spotkanie takie odbyło się 7 listopada) zawiesił w obowiązkach trenera Tomasza Wonorskiego. Drużynę prowadził w ostatnich trzech spotkaniach rundy jesiennej klasy okręgowej Krzysztof Kowalski, akceptowany przez buntowników. W trzech meczach zdobył 4 punkty. 10 listopada odbyło się spotkanie zarządu klubu, ale poza rezygnacją z członka zarządu Romana Wódkiewicza (popierającego zmianę trenera), żadnych innych decyzji nie podjęto. Jak nam tłumaczono, decyzję co dalej z trenerem miał już podjąć nowy zarząd klubu w styczniu 2015 roku.
Pisaliśmy o tym w Pałukach dwa tygodnie temu w artykule Zawodnicy się zbuntowali, trener Wonorski zawieszony.
14 PUNKTÓW TO NIE PROBLEM
5 grudnia w siedzibie gębickiego Sokoła (pomieszczenie po byłej bibliotece przy Rynku) działacze i zawodnicy spotkali się, by podsumować miniony rok. Był to rok udany, bo zespół awansował z klasy A do klasy okręgowej. Drużyna zakończyła rundę jesienną na przedostatnim miejscu z dorobkiem 14 pkt. Prezes Mądrowski jest jednak optymistą.
- Patrząc obiektywnie nie jest to jeszcze trudna sytuacja, ponieważ tak się ułożyła punktacja w naszej grupie, że wystarczy się zebrać i jest możliwość spokojnego bytu - uważa prezes. Mówił, że na przygotowanie do rundy wiosennej są 3 miesiące, a jest to wystarczająco dużo czasu.
PRZYZNAJE SIĘ DO BŁĘDU
Marek Mądrowski całe spotkanie chciał jednak poświęcić sytuacji kryzysowej w klubie, do której doszło w ostatnim miesiącu.
Prezes przyznał, że zawiódł się na swojej pracy, a decyzja podjęta na wniosek zawodników o zawieszeniu trenera była najgorszą, jaką podjął przez 4 lata pracy w klubie.Prezes dzisiaj zdaje już sobie sprawę z tego, że nie powinien słuchać tylko jednej strony (zbuntowanych piłkarzy), powinien tę decyzję skonsultować z innymi osobami działającymi w klubie. Dlatego całą odpowiedzialność za sytuację - jak to określił - bierze na klatę.
- Odsunąłem trenera na ostatnie 3 mecze, nie mając informacji czy decyzji drugiej strony, nie było konfrontacji, że nie było rozmów, dialogu. Być może nie spowodowałoby to takiej sytuacji, jaka miała miejsce - mówił prezes Mądrowski. Pozostali członkowie zarządu z decyzji prezesa nie byli zadowoleni, ale uznali, że trudno - stało się. Mówił o tym między innymi Bernard Łaganowski. Inny z członków zarządu i jednocześnie sołtys Gębic Andrzej Konieczka mówił również o tym, że prezes został podstawiony przez zawodników pod ścianą, i z tego też wynikała jego decyzja.
- Przymusiliście go, dobrze. Pewnie za to, że za dużo zrobił. Powiedział dla świętego spokoju. Sam przyznał, że to był jego błąd - komentował sołtys w kierunku zawodników, którzy na spotkanie przyszli. Część zawodników, jak Piotr Pacia, Marcin Jankowiak czy Daniel Aleksandrowicz, na spotkaniu nie pojawiła się.
WONORSKI NIE SIAŁ FERMENTU
Po decyzji zawodników trener Tomasz Wonorski nie chciał siać jeszcze większego zamieszania. Mówił, że mógł przecież przyjść na to spotkanie 7 listopada, ale nie chciał, by to zostało źle odebrane. Mógłby nawet wejść do szatni, ale jak uważał, zostałoby to odebrane tak, że chce zaszkodzić.
Trener Wonorski przez ten cały czas interesował się drużyną, podpatrywał, jakim składem grała. Zwrócił się też na spotkaniu
5 grudnia do obecnych w siedzibie klubu zawodników, że przed wyjazdowym meczem z Markowicami (rozegranym 11 listopada), rozmawiał z Krzysztofem Kowalskim - i nie wtrącał się w jego kompetencje, bo to on wtedy prowadził drużynę. Przed meczem z Markowicami powiedział Krzysztofowi Kowalskiemu: - Tylko zdobądźcie co najmniej 1 punkt. Mówił mu również, że ten punkt będzie bardzo ważny w kontekście rundy rewanżowej - na koniec sezonu klasy okręgowej Noteć podejmie u siebie Kujawy Markowice.
Na spotkaniu trener Wonorski podał również terminy sparingów, które obiecał przygotować, aby nie zostawić drużyny z niczym w razie zmiany trenera. Przy późniejszym przygotowaniu sparingów przez nowego szkoleniowca, na ustalanie meczów przygotowawczych byłoby już za późno.
Na spotkaniu obecna była tylko część zawodników seniorskiej drużyny „Noteci”. Główni buntownicy zajść klubowych sprzed tygodnia nie przyszli.
fot. Damian Stawski
WÓDKIEWICZ NASILAŁ KONFLIKT
Roman Wódkiewicz na spotkaniu szukał winy u wszystkich innych, oprócz zawodników. Ogromne pretensje miał do trenera Wonorskiego, mówił, że jest trenerem na A-klasę, ale w V lidze się pogubił. Powiedział również, że zawodnicy nie chcieli jeździć na mecz, bo mieli pretensje do trenera.
Na te słowa zareagował Tomasz Wonorski. - Zawodnicy mieli pretensje do trenera, że nie trenując - nie grają, a przecież on ma takie nazwisko, że on powinien grać. Niestety, jak ktoś z 26 jednostek treningowych jest na 4 treningach, to nie ma opcji. U mnie nie będzie grał - grzmiał Wonorski.
Roman Wódkiewicz próbował również wytknąć trenerowi, że ten nie trzyma się tej zasady, i mimo że 74 dni Krystian Łuczak nie trenował, to grał. Trener tłumaczył, że to dlatego, że był chory, gdy tylko wrócił - zaczął grać. - Jak zawodnik jest chory, to nie gra, jeśli zagrał dobry mecz, to gra - tłumaczył.
Wódkiewicz mówił, że mimo wszystko Łuczak nie powinien grać, jak nie miał siły nawet kopnąć piłki dośrodkowując z rzutów rożnych, i że lepiej zagrałby bramkarz.
- To co, ja miałem mu powiedzieć, słuchaj stary, masz siedzieć na ławce, bo bramkarz będzie grał, bo ty nie masz siły. Dla mnie to jest chore, to jest farsa, to są jaja - komentował trener Wonorski.
Kolejną osobą, która usłyszała ostre słowa od Romana Wódkiewicza był sołtys i członek zarządu Andrzej Konieczka. Wódkiewicz powiedział mu, że przez cały okres jego działania w klubie ani jeden raz nie sięgnął za łopatę i nie pomagał. Andrzej Konieczka co prawda przy pracy fizycznej nie pomagał, ale jak mówił, każdy w klubie ma swoją działkę, a on zajmował się rozliczeniami, dotacjami, chodził z prezesem Mądrowskim na rozmowy do burmistrza Leszka Duszyńskiego.
Zachowanie Wódkiewicza podsumował trener Wonorski. Powiedział mu, że powinien się zająć własną pracą i działaniami podejmowanymi w klubie. Wskazał jednocześnie, że to Wódkiewicz mógł być odpowiedzialny za podżeganie do konfliktu z zawodnikami.
- Pan by chciał być w tym klubie prezesem, kierownikiem, trenerem, mieć o 60 lat mniej i zawodnikiem. Niestety, nie da się. Powinno się robić to, do czego ma się kompetencje i nie wtrącać się innym w ich pracę, mało tego - nie robić chłopakom wody z mózgu - apelował Wonorski.
ZAWODNICY NIE BYLI ŚWIĘCI
Podczas spotkania wyszło na jaw kilka sytuacji, gdzie zawodnicy nie zachowywali się odpowiednio, rozgoryczeni złymi wynikami.
Przykładem miało być zachowanie Piotra Paci podczas meczu ze Startem Radziejów. Tam zawodnik nie wykorzystał rzutu karnego, a potem miał mieć pretensje do wszystkich tylko nie do siebie. Ten przykład podał Andrzej Konieczka. - Sytuacja, kiedy Piotr Pacia nie strzela „jedenastki”, rzuca butami o ścianę, po 45 minutach schodzi. Piotr powinien zadać sobie pytanie, czy tak się powinien zachować zawodnik. Powinien myśleć o drużynie - komentował Konieczka.
Trener Wonorski o tej sytuacji wypowiedział się równie ostro, i mówił, że Pacia po meczu z Radziejowem powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności i nie powinien zagrać w meczu z Lipnem (trenerem w meczu z Mienią Lipno był już Krzysztof Kowalski). Trener dziwił się też, że nikt na to nie zareagował.
Tę sytuację wytłumaczył Marcin Konkolewski. To, że Piotr Pacia zagrał w kolejnych meczach było decyzją Krzysztofa Kowalskiego, on wtedy prowadził drużynę, on chciał go widzieć w składzie, a reszta zawodników nie chciała ingerować w ten wybór.
Na spotkaniu zawodników z prezesem 7 listopada zawodnicy przyznali się, że była też inna sytuacja, którą wytknęli trenerowi. O niej mówił trener Wonorski. Po jednym z nieudanych meczów, młodemu zawodnikowi Noteci Tomaszowi Borysowi miało się mocno oberwać od trenera. Trener powiedział, że z tego co sobie przypomina, to najbardziej młodego zawodnika zganił inny z jego kolegów z zespołu, i na spotkaniu 5 grudnia trener zapytał Tomasza Borysa, kto dzwonił do niego po jednym z meczów. Zawodnik odpowiedział krótko: - No, trener.
- Dzwonienie po zawodników, a interesowanie się nimi jak zawodnik się czuje po meczu, bo coś spieprzył, ale to co zrobił ma go wzmocnić, a nie żeby to rozpamiętywał - komentował Wonorski, odnosząc się też do sytuacji, kiedy Wódkiewicz mówił, że trener powinien dzwonić do zawodników i pytać, kto będzie na meczu. Trener mówił tylko, że to zawodnicy sami powinni przychodzić na mecze, na tym powinno im zależeć.
Bernard Łaganowski odniósł się natomiast do sytuacji z 7 listopada. - Gdyby wtedy głosowanie było tajne, to nie wszyscy byliby przeciwko trenerowi Wonorskiemu - mówił Łaganowski. Zwrócił się on również do młodych zawodników, by ci nie ulegali wpływom, i mieli swoje zdanie.
WSZYSTKO JASNE OD 21 GRUDNIA
Po licznych konfliktach na linii trener - zawodnicy - zarząd więcej wyjaśni się 21 grudnia. Wtedy o 1300 przewidziane jest kolejne spotkanie, tym razem przedświąteczne. Prezesowi Mądrowskiemu zależy na tym, aby atmosfera w klubie się oczyściła. Andrzej Konieczka mówił, że przy niepowodzeniach wszyscy na gwałt szukali winnego, zamiast patrzeć na siebie.
Dlatego podjęto decyzję, że 21 grudnia na spotkaniu mają zjawić się ci wszyscy zawodnicy, którzy zagrają bez względu na to, kto będzie dalej ich trenerem.
Trener Tomasz Wonorski mówi, że ludzie po tym co się wydarzyło zwracają się do niego: - Chłopie, rzuć to wszystko w cholerę. Trener mówił również, że nie wie jeszcze co z jego przyszłością, ponieważ ma już propozycję z innego klubu.
Do zawodników na spotkaniu 5 grudnia zwracał się też jeden z mieszkańców, który chciał pozostać anonimowy. - Trener Wonorski jest 4 lata trenerem, każdego zawodnika zna na wylot. Przyjdzie jakiś nowy, co będzie wiedział o zawodnikach? Z pogłosek? Zastanówcie się panowie - grzmiał.
Na spotkaniu sołtys Konieczka mówił również o tym, żeby każdy zajął się swoją działką w klubie:
- Zawodnicy treningiem i wygrywaniem spotkań, trener - porządnym przygotowaniem zawodników i obmyślaniem taktyki, zarząd - tym, żeby cała ta struktura trzymała się kupy.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1191 (50/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze