Ulica Świerkowa w Przyjezierzu, będącą drogą powiatową po deszczu zalana jest całkowicie wodą. Jednym z czynników są zapchane studzienki, które od lat nie były czyszczone. Mieszkańcy od lat monitują o naprawę drogi i wykonanie odpowiedniego odwodnienia.
Od wielu lat mieszkańcy oraz letnicy korzystający z uroków ośrodka wypoczynkowego w Przyjezierzu (gm. Jeziora Wielkie) borykają się z problemem zalanej drogi powiatowej biegnącej wzdłuż ośrodka. Jest to główna droga przejazdowa w kierunku Konina.
Podczas intensywnych opadów woda, która zbiera się na jezdni nie ma gdzie odpłynąć. Często spływa w zaniżonych wjazdach na leśne dróżki prowadzące do domków letniskowych i całkowicie je zalewa. Często przebywający w domkach mieszkańcy nie mogą wyjść z domku i czekają, aż ziemia wchłonie nagromadzoną wodę. Ci, którzy są zaopatrzeni w buty gumowe zmuszeni są je włożyć, ci, którzy nie mają odpowiedniego obuwia brną przez kałuże na bosaka. Jak się okazało studzienki znajdujące się na drodze powiatowej nie spełniają swojej funkcji, gdyż są zamulone po jesiennych opadach liści, igieł, czy żołędzi. Studzienki od kilku lat nie były w ogóle czyszczone.
\
Jerze Kłosowski pokazuje reporterowi jak wyglądają zapchane studzienki przy drodze powiatowej wzdłuż ul. Świerkowej w Przyjezierzu fot. Paweł Lachowicz
Po ostatnich opadach deszczu na problem zwrócili uwagę przebywający na terenie letniska do późnej jesieni mieszkańcy. Krystyna Zglińska powiedziała naszemu reporterowi, że doznała ostatnio niechcianej kąpieli. Przejeżdżające szosą samochody ochlapały ją od stóp do głowy. Zadzwoniliśmy w tej sprawie do dyrektorki Zarządu Dróg Powiatowych Edyty Głodek informując ją o problemie. Okazało się, ze właśnie w tym czasie przebywała na inspekcji w pobliskim Wójcinie, więc w drodze powrotnej zatrzymała się w Przyjezierzu, obejrzeć jak to wszystko wygląda - Jak pada deszcz i ja idę sobie drogą do sklepu, to nagle miałam darmowy brudny prysznic. Jak samochody się mijają jest tragedia. Jak byliśmy na zebraniu w Jeziorach Wielkich mówiłam wójtowi, aby nam pomógł z tymi odpływami. Ja idę po zakupy i niejeden kierowca jest w porządku, bo ominie kałuże, ale jak dwa jadą z naprzeciwka, to mamy prysznic za darmo – skarżyła się Krystyna Zglińska.
Z kolei Jerzy Kłosowski zaznacza, że wystarczy mały deszczyk i na drodze zaraz pojawiają się kałuże. Spacerując sobie po drodze wejrzał do studzienki i to zobaczył od razu nasunęło mu odpowiedź dlaczego tak szybko pojawiają się na drodze kałuże. Studzienki są totalnie zamulone. Tym bardziej, że nad wieloma z nich rosną potężne dęby - Przecież tutaj większość liści, które spadną a wraz z nimi żołędzie trafiają do tych studzienek. Ja mieszkam tuż obok i jesienią , jak z tego jednego dębu liście i żołędzie, to sam z działki co dwa tygodnie wynoszę po 8 do 10 worków żołędzi i liści. – opowiada Jerzy Kłosowski. Mieszkańcy dodali, że w okresie letnim zarządca ośrodka zamiata chodniki, ale w okresie jesiennym nikt o to nie dba, a liście pokrywają cały chodnik, tak, że trudno oddzielić chodnik od ulicy.
Edyta Głodek wysłuchała skarg mieszkańców. Stwierdziła, że samo oczyszczenie studzienek zbyt dużo nie da i pomoże tylko na chwilę - Nie unikniemy tego, żeby to się nie zapychało. Na chwilę obecną na pewno zostaną wyczyszczone studzienki i od tego zaczniemy, żeby to gdzieś spływało. O reszcie muszę trochę pomyśleć, lecz w tym roku pieniędzy na takie rzeczy brak. Jeżeli chodzi o wykopanie rowów przy drodze, to również nie wiemy, czy tam nie ma jakiejś infrastruktury podziemnej. Ja przyślę tutaj pana, który u nas odwodnieniami się zajmuje, aby coś tutaj zaradził – obiecała Edyta Głodek.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze