Reklama

Proceder z lekami nie do końca wyjaśniony

Dyrektor Gotowała tłumaczy, że przeterminowane leki znalezione i zabrane przez wicestarostę Szarzyńskiego z gabinetu po byłym stomatologu pochodzą z zestawów przeciwwstrząsowych. Wicestarosta twierdzi, że nadal nie uzyskał wszystkich wyjaśnień w tej sprawie. Uważa, że postąpił prawidłowo. Innego zdania jest radny Chudziński: - A jaka jest pewność, że po drodze do dyrektora pan się tak nie zdenerwował, że używał pan tych leków? (...) To jest w pańskiej naturze, że wchodzi pan do cudzego gabinetu i zabiera pan sobie stamtąd coś?

     MINĄŁ MIESIĄC
     Na początku czerwca w artykule Wicestarosta zabrał relanium i adrenalinę pisaliśmy o znalezieniu 12 maja przeterminowanych leków psychoaktywnych przez wicestarostę Krzysztofa Szarzyńskiego na piętrze Przychodni Zdrowia SPZOZ przy ul. Kościuszki w Mogilnie, w pomieszczeniu po byłym gabinecie stomatologicznym (na końcu korytarza obok byłej siedziby medycyny pracy).
     Gabinet był otwarty i miały być wynoszone z niego meble. Wicestarosta przechodził tamtędy przypadkiem, zauważył przemeblowanie i zaciekawiony wszedł do pomieszczenia. Odkrył wtedy wtedy, że na jednym z biurek leży karton z przeterminowanymi lekami. Wicestarosta zabrał je.
     W budynku przychodni miało nie być nikogo z dyrekcji, więc Krzysztof Szarzyński zabrał je z sobą. Ze znaleziska wicestarosta spisał protokół, a leki zdeponował w sejfie Starostwa Powiatowego w Mogilnie przy ul. Narutowicza do czasu wyjaśnienia sprawy.
     Sytuacją wyraźnie zaskoczony był wtedy dyrektor SPZOZ Marek Gotowała, który sytuację nazywał nawet włamaniem i sugerował, że leki mogły zostać nawet podrzucone.
     - Mogło to być podrzucone, albo wzięte skądinąd, trudno mi powiedzieć. Jakby ktoś mnie tu zawołał „chodź dyrektor” czy ktokolwiek inny, z jakiś upoważnionych pracowników, proszę bardzo, jestem - widzę. Tak to się powinno odbywać, a nie, że ktoś po prostu się włamuje do pomieszczenia, do którego nie powinien włazić - mówił pod koniec maja wyraźnie zdenerwowany dyrektor.
     Wicestarosta Szarzyński na Zarządzie Powiatu 31 maja otrzymał informację od dyrektora Gotowały, że osoba odpowiedzialna za sytuację z przeterminowanymi lekami zostanie zwolniona z pracy.
     Podczas sesji Rady Powiatu 3 lipca o karton z lekami pytali prezes Stowarzyszenia Emerytów Rencistów Weterani Pracy Grzegorz Kulczycki oraz radny PO Wojciech Baran. Grzegorz Kulczycki mówił: - Na łamach gazety regionalnej w „Pałukach” pan dyrektor w sprawie tych przeterminowanych leków mówił o pseudowłamaniu i pseudopodrzucenia tych leków. Czy pan już tę sprawę wyjaśnił czy próbuje wyjaśnić?
     Z kolei Wojciech Baran dopytywał: - Co to za leki, które były przeterminowane? Proszę o konkretną odpowiedź panie dyrektorze.
     CO ZNALAZŁ WICESTAROSTA
     - Sprawa była na tyle poważna, że trzeba byłą ją wyjaśnić i moim zdaniem jest ona wyjaśniona. Nie widziałem osobiście tych leków, więc przyjąłem, że ten fakt stanowił przedmiot moich wyjaśnień, tak jak to zdarzenie miało miejsce i bardzo poważnie do tego podchodziliśmy - zaczął dyrektor Marek Gotowała. Dalej tłumaczył, że okazało się, iż leki, które zostały przez wicestarostę znalezione w gabinecie po stomatologu to po prostu tzw. zestawy przeciwwstrząsowe, które znajdują się w gabinetach zabiegowych. W razie potrzeby mogą być wykorzystane, ale takich przypadków wykorzystania tych leków - jak mówił dyrektor - nie było.
     - Te zestawy funkcjonują w ten sposób, że one muszą być. To tak, jak apteczka w samochodzie - mówił dyrektor Gotowała.
     NIE WIE, CO TO ZA LEKI I GDZIE SĄ
     Radny Wojciech Baran próbował jednak dociekać, co to były za leki. - A może pan powiedzieć, co to było konkretnie? - mówił.
     Dyrektor jednak sprytnie uciekał od odpowiedzi dalej odpowiadając o zestawach przeciwwstrząsowych.
     - Są pewne przepisy, które wskazują, co w zestawie przeciwwstrząsowym powinno być i część z tych wskazanych środków, część, bo nie mówię, że wszystkie, stanowiły element tych zestawów. Te zestawy polegają na tym, że one muszą być przedmiotem oceny co do terminów ważności środków medycznych... W tym momencie ponownie przerwał dyrektorowi radny Baran: - Ale nazwę mógłbym prosić leków? Dyrektor kontynuował: - Dokończę, dobra? One powinny być wymieniane zgodnie z tym terminem ważności. Czasami dochodziło do sytuacji, że nie było wykorzystania tych środków medycznych z tych zestawów po zamknięciu poradni stomatologicznej.
     Po raz kolejny zniecierpliwiony radny Baran próbował uzyskać odpowiedź. - Cały czas proszę o nazwę tych leków, które były przeterminowane - mówił radny.
     Okazało się, że dyrektor nie zna nazw tych leków. - Jeżeli pan o to prosi, to ja po prostu odtworzę sobie z dokumentów nazwę tych leków i przekażę, ja nie jestem lekarzem.
     Grzegorz Kulczycki dopytywał jeszcze, gdzie w tej chwili znajdują się leki. Odpowiedź dyrektora była jeszcze bardziej zaskakująca. - Nie mam zielonego pojęcia - mówił dyrektor, po chwili dodając: - Te leki zostały zabezpieczone, z pewnością spotkał je taki los, jak przepisy nakazują. Od razu dyrektor dodał, że zlecił kontrolę wszystkich miejsc, w których takie zestawy przeciwwstrząsowe się znajdują.
     Wojciech Baran jednak nie mógł odpuścić dyrektorowi braku odpowiedzi. - W skład tych leków wchodziły leki o takiej nazwie, nie wiem, czy jest to potoczna nazwa... relanium? - dopytywał radny. Dyrektor potwierdził to zdaniem: - Są to też elementy, które służą do tego... (do zestawu przeciwwstrząsowego - przyp. das).
     Po uzyskanej odpowiedzi pół żartem, pół serio Wojciech Baran mówił: - Można chyba być zadowolonym, że przed upływem terminem tych leków nie zostało to na siłę aplikowane pacjentom. Dyrektor odpowiedział już bardziej poważnie radnemu: - W gabinetach zabiegowych czasami istnieje konieczność użycia tych leków przeciwwstrząsowych.
     Jak tłumaczył dyrektor, takie zestawy przeciwwstrząsowe przynajmniej raz w roku powinny być wymieniane, a ich koszt to kwota około 300 zł.
     Później jednak radny Baran jeszcze raz zapytał dyrektora: - Sprawdzał pan wartość leków, a nie sprawdzał pan ich nazwy? Musiał pan przecież znać ich nazwy, żeby sprawdzać ich wartość. - Oczywiście, ale było ich tyle, że nie chciałbym przekręcić - odpowiadał starosta.
     Radny Baran jeszcze raz podsumował sytuację zdaniem: - Dobrze, że te leki nie zostały wykorzystane, bo byłoby ciekawie na terenie powiatu.
     WINNEGO NIE MA, DYREKTOR PRZEPRASZA
     Grzegorz Kulczycki pytał dyrektora, kto jest winny zaistniałej sytuacji. - Bo ja uważam, że pan dyrektor jest winien - mówił. Dyrektor przyznał po tym pytaniu, że w zaistniałej sytuacji powinien się inaczej zachować. Nie wskazał jednak winnego.
     - Myślę, że przy tej sytuacji było wiele takich zachowań niepotrzebnych moim zdaniem. Jeżeli ze swej strony kogoś naraziłem na złe samopoczucie lub coś w tym rodzaju, to bardzo serdecznie przepraszam. Naprawdę nie było to moją intencją. Powiem tylko, że bardzo się zdenerwowałem, że taka sytuacja w ogóle miała miejsce - mówił dyrektor.
     SZARZYŃSKI DALEJ OCZEKUJE WYJAŚNIEŃ
     Później Grzegorz Kulczycki od wicestarosty chciał się dowiedzieć, gdzie znajdują się te leki i jak wyglądała cała sytuacja.
     Wicestarosta tłumaczył, że w całej sytuacji zachował się odpowiednio, bo jako członek Zarządu ma prawo do wejścia, nadzoru czy kontroli pewnych spraw w szpitalu.
     - Będąc 12 maja w SPZOZ była taka sytuacja: gabinet był otwarty, nie było żadnego włamania, nie było żadnego podrzucania, ja wyszedłem z tym kartonikiem. Tak się zdenerwowałem, że wziąłem ten kartonik i prosto do dyrektora poszedłem. Okazało się, że nie ma dyrektora. No to do zastępcy - nie ma zastępcy. Przychodząc do Urzędu poprosiłem pana sekretarza o sporządzenie protokołu zdawczego, gdzie przekazałem tym protokołem karton z tymi lekami - opowiadał Krzysztof Szarzyński.
     Jak mówił, dyrektor Marek Gotowała wyjaśnił już mu pewne kwestie. Jednak nie wszystkie. O nich jednak wicestarosta podczas sesji mówić nie chciał.
     - Nadal oczekuję, pan wie o czym mówię, wyjaśnienia pewnych spraw, bo nie mogę przejść do porządku dziennego. Jako Zarząd jesteśmy odpowiedzialni za finanse publiczne - mówił wicestarosta. Możliwe, że chodzi o wyciągnięcie konsekwencji wobec odpowiedzialnej za sytuację osoby.
     DO CUDZEGO GABINETU SIĘ NIE WCHODZI
     Pytanie sarkastyczne zadał z kolei radny Dariusz Chudziński ze Strzelna.
     - Czy SPZOZ posiada procedury dotyczące likwidacji tego typu produktów? I czy w ramach tych procedur ma jakikolwiek udział pan wicestarosta Szarzyński? Jaki jego udział był w likwidacji tych leków? - dopytywał radny Chudziński.
     Przepisy o udziale w likwidacji leków przez wicestarostę oczywiście nie mówią. Dyrektor Marek Gotowała tłumaczył: - Oczywiście obowiązywały procedury uchwalone w 2008 r. przez pana dyrektora Krygiera, które były przedmiotem analizy i zostały troszeczkę bardziej uszczegółowione.
     Później Dariusz Chudziński zaatakował za cały proceder z lekami wicestarostę Szarzyńskiego. Rzucił poważne oskarżenia.
     - To jest w pańskiej naturze, że wchodzi pan do cudzego gabinetu i zabiera pan sobie stamtąd coś? A jaka jest pewność, że po drodze do dyrektora pan się tak nie zdenerwował, że używał pan tych leków? Pan je doniósł w całości? Zaczyna mnie to niepokoić, wicestarosta zabiera sobie z gabinetu kartonik, bo budzi to jego zaniepokojenie - mówił radny Chudziński.
     Wicestarosta tłumaczył tylko, że przez ponad rok gabinet stomatologiczny stał po prostu nieczynny.
     - To nie jest tak, że wchodzę do każdego gabinetu - mówił.

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1326 (28/2017)

Reklama

Inne teksty na ten temat:

Wicestarosta zabrał relanium i adrenalinę

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości