Józef Rosiak czuje się oszukany, bo stan kupionego przez niego elektrycznego wózka inwalidzkiego różni się od oferty prezentowanej przez sprzedawcę w Internecie fot. Roman Wolek
Trzemeszno, wózek inwalidzki, Józef Rosiak, transakcja, Internet
Przejechał się na kupnie używanego wózka inwalidzkiego
Stan zakupionego wózka elektrycznego różnił się od oferty przedstawionej w Internecie. Mimo złożonej deklaracji sprzedawca przez pół roku nie wywiązał się ze zobowiązania wymiany niektórych elementów wózka.
BY UŁATWIĆ ŻYCIE
67-letni Józef Rosiak pochodzi z Płaczkowa (gm. Trzemeszno). Od ubiegłego roku mieszka w Trzemesznie. Jest osobą niepełnosprawną. W 1974 r. wskutek wypadku w pracy doznał złamania kręgosłupa i od tamtej pory nie może chodzić. W 2002 r. w wyniku złamania i wdania się infekcji amputowano mu lewą nogę. Latem ubiegłego roku Józef Rosiak, aby ułatwić sobie nieco życie, postanowił zakupić używany elektryczny wózek inwalidzki, który pozwoliłby mu na poruszanie się po najbliższej okolicy. Zakupu wybranego wózka dokonał za pośrednictwem jednego z internetowych serwisów ogłoszeniowych.
Był to elektryczny wózek inwalidzki Meyra Optimus sterowany joystickiem, zasilany dwiema bateriami żelowymi. Sprzedający zapewniał w swojej ofercie, że urządzenie jest po przeglądzie, w 100% sprawne, z nowymi bateriami oraz że wystawia fakturę VAT.
Józef Rosiak obejrzał dokładnie wózek na zdjęciach i stwierdził, że z wyglądu może być on w dobrym stanie. Dlatego też zdecydował się go zamówić. Sprzedającym okazała się firma PHU Profil Bogdan Briss z Chodzieży.
NIE TAK JAK W OFERCIE
21 lipca ubiegłego roku zamówiony wózek został przywieziony do niepełnosprawnego mieszkańca Trzemeszna. Józef Rosiak zapłacił za niego 2.100 zł oraz 50 zł za dowóz. Jego żona Lucyna wprowadziła wózek do garażu i dopiero wtedy mieszkaniec Trzemeszna dokładnie go obejrzał. Okazało się, że dość znacznie różni się on od oferowanego w Internecie i prezentowanego na zdjęciach. Opony na zdjęciu były w dobrym stanie, a w zakupionym wózku były łyse. Pas bezpieczeństwa był zniszczony i nie dawał się zapiąć. Baterie miały być nowe, a były z 2011 r. i dość szybko się rozładowują. Dodatkowo zamiast faktury VAT mieszkaniec otrzymał tzw. fakturę pro forma. Za pośrednictwem wiadomości przesyłanych w internetowym serwisie ogłoszeniowym dość długo prosił sprzedawcę o przesłanie obiecanej faktury VAT i otrzymał ją, ale dopiero po dwóch miesiącach. Tą samą drogą domagał się wymiany sprzętu na zgodny z ofertą prezentowaną w ogłoszeniu internetowym. Ze sprzedawcą wymienił kilka wiadomości, w których właściciel firmy zobowiązał się, że prześle opony w lepszym stanie i pas bezpieczeństwa do wymiany, jeśli będzie je miał na stanie. Później przestał odpowiadać na wysyłane wiadomości. Jednak minęło już pół roku i ciągle się nie wywiązał ze swoich deklaracji. Józef Rosiak także dzwonił w tej sprawie do sprzedawcy, ale usłyszał te same zapewnienia. Kolejnych telefonów sprzedawca wózka już nie odbierał.
CZUJE SIĘ OSZUKANY
Niepełnosprawny mieszkaniec Trzemeszna ocenia, że wymiana opon i pasa bezpieczeństwa to koszt kilkuset złotych. Co najmniej kilkaset złotych kosztują też nowe baterie.
- Czuję się oszukany. Ten człowiek co innego wystawił w Internecie do sprzedaży, a co innego mi przywiózł - uważa Józef Rosiak.
O sprawie tej powiadomił Powiatowego Rzecznika Praw Konsumentów w Gnieźnie. Tam dowiedział się, że powinien sporządzić pismo, w którym przedstawi niezgodności w ofercie sprzedaży z tym co otrzymał z żądaniem naprawienia tej szkody i dokument ten ma przesłać na adres firmy. Tak też uczynił, ale wkrótce otrzymał tylko informację, że przesyłka nie została odebrana pod wskazanym adresem. Od Powiatowego Rzecznika Praw Konsumentów w Gnieźnie usłyszał więc, że rzecznik też może skierować takie pismo do firmy, która sprzedała mu wózek, ale jeśli ono także nie zostanie odebrane, to nie da się w tej sprawie nic więcej zrobić i pozostaje mu dochodzić swoich praw na drodze sądowej. Józef Rosiak nie skieruje jednak tej sprawy do sądu, bo zdaje sobie sprawę, że musiałby w związku z tym ponieść koszty.
NIE JESTEM OSZUSTEM
Skontaktowaliśmy się w tej sprawie ze sprzedawcą wózka Bogdanem Brissem z Chodzieży. Podkreślił on, że od 15 lat handluje używanym sprzętem dla niepełnosprawnych, nie jest oszustem i zdaje sobie sprawę, że taki sprzęt to nie zabawki.
Jak powiedział, opony w wózku, który sprzedał, nie były łyse, tylko mogły mieć około 3 mm bieżnika i dodał, że jeśli kupuje się używany samochód na giełdzie, to też nie ma on nowych opon. Sprzedawca przyznał, że po uwagach dotyczących ich złego stanu zadeklarował, iż czasami w Niemczech gdzie jeździ po sprzęt, otrzymuje dodatkowe opony w gratisie i jeśli tak się stanie, to prześle je Józefowi Rosiakowi. - Ale od tej pory byłem z 10 razy w Niemczech, ale takich opon nie dostałem. Gdy je dostanę, to zgodnie z umową mu je dostarczę - deklaruje Bogdan Briss. Jak dodaje, tak samo wygląda sprawa z pasem bezpieczeństwa.
- Ale skoro jest taka afera w tej sprawie, że ten pan poszedł nawet do gazety, to nawet dzisiaj mogę wymontować pas bezpieczeństwa z innego wózka i mu przesłać - stwierdził sprzedawca z Chodzieży.
Co do baterii, to wyjaśnił, że nie wie, skąd mieszkaniec Trzemeszna wziął, iż są one z 2011 r., bo gdy bierze on wózki w Niemczech, to ma tam zapewnienie, że baterie są nowe.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1251 (5/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze