Mała świetlica w Osówcu ledwo mogła pomieścić uczestników zebrania
fot. Roman Wolek
Osówiec, śmieci, przetwórnia, mieszkańcy, zebranie, zapachy
Przetwórnia śmieci podzieliła mieszkańców
Część mieszkańców Osówca nie chce, aby zwożono śmieci do ich miejscowości, na teren blisko mieszkań. Inni chcą jednak, aby firma zrealizowała inwestycję, gdyż liczą na to, że powstaną miejsca pracy. Przedstawiciele firmy Damwar nie zgodzili się na to, aby podczas zebrania mieszkańcy sprawdzili, jakie śmieci są zwożone na teren firmy. - Nie jest tak, że nie chcemy wpuścić, bo mamy tam dinozaura -tłumaczył właściciel firmy.
BOJĄ SIĘ SMRODU
Mała świetlica wiejska w Osówcu (gm. Orchowo) ledwo pomieściła kilkudziesięciu uczestników zebrania, które odbyło się wieczorem we wtorek 19 lutego. Tematem spotkania była powstająca w tej miejscowości przetwórnia odpadów w obiektach dawnej suszarni. Od początku lutego są tam zwożone tirami śmieci. Część mieszkańców przeciwko temu protestuje. Jako pierwsi sprzeciwili się mieszkańcy czterorodzinnego budynku nr 14. Ich mieszkania znajdują się po jednej stronie drogi, a po drugiej, w odległości około 20 m stoi budynek dawnej suszarni, do którego zwożone są śmieci. Teren dawnej suszarni należy do firmy Agro-Kompleks. Udostępniła ona byłą suszarnię firmie Damwar z Kleczewa. W ubiegłym roku firma ta rozpoczęła podobną działalność w Słupcy i również tam działania te spotkały się z protestami okolicznych mieszkańców oraz interwencją władz samorządowych.
Andrzej Kozłowski z firmy „Damwar” zaprezentował mieszkańcom szczegóły planowanej przeróbki odpadów
fot. Roman Wolek
PROCEDURY TRWAJĄ
Na początku stycznia firma Damwar wystąpiła do wójta Orchowa Teodora Pryki z wnioskiem o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przedsięwzięcia, które ma polegać na budowie w Osówcu instalacji do sortowania przywożonych odpadów i produkcji z nich paliw alternatywnych, które mają być następnie odstawiane do opalania pieców w cementowni. Wystąpiła także do starosty słupeckiego Mariusza Rogi z wnioskiem o wydanie pozwolenia na przetwarzanie w Osówcu odpadów z uwzględnieniem ich odzysku, zbierania i transportu. Starosta wydał takie pozwolenie wskazując wiele warunków, które powinny być spełnione. Między innymi: zakład ma prowadzić działalność polegającą na sortowaniu i rozdrabnianiu odpadów w celu uzyskania frakcji spełniającej warunki paliw alternatywnych; magazynowanie odpadów musi być prowadzone w sposób selektywny, uniemożliwiający przedostawanie się zanieczyszczeń do środowiska, nie dłużej niż przez 3 lata; odpady muszą być zbierane w sposób selektywny.
Bernard Ciechanowski odczytał treść pisma protestacyjnego
fot. Roman Wolek
ŚMIECI JUŻ WOŻĄ
Wójt natomiast 18 stycznia skierował pisma do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu i Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Słupcy z prośbą o wyrażenie opinii, czy jest potrzeba w tej sprawie przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko planowanej inwestycji w związku z tym, że rodzaj działalności, którą chce prowadzić Damwar w rozporządzeniu Rady Ministrów z 9 listopada 2010 r. zaliczony został do przedsięwzięć mogących potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko.
Odpowiedzi w tej sprawie dotarły do Urzędu Gminy w Orchowie na początku lutego, a więc wtedy, gdy firma Damwar zaczęła już prowadzić swoją działalność w Osówcu i przywozić śmieci na teren byłej suszarni. Słupecki sanepid jak i RDOŚ wyraziły opinię, że w sprawie tej wymagane jest przeprowadzenie oceny oddziaływania planowanego przedsięwzięcia w Osówcu na środowisko i sporządzenie raportu o oddziaływaniu na środowisko.
W związku z tymi opiniami wójt Teodor Pryka 7 lutego wydał postanowienie o uznaniu za konieczne sporządzenia takiego raportu.
NIE CHCĄ SZCZURA POD OKNEM
Na początku wtorkowego spotkania w Osówcu, mieszkaniec tej miejscowości Bernard Ciechanowski odczytał treść pisma do wójta i Rady Gminy przeciwko zwożeniu śmieci do Osówca, które podpisane zostało przez kilkudziesięciu mieszkańców. Jak powiedział, podpisy pod takimi pismami zbierane były przez niego oraz radnego Ryszarda Szczepańskiego. Bernard Ciechanowski zaznaczył, że zbierając podpisy nie wchodził do mieszkań pracowników firmy Agro-Kompleks, bo jak wyjaśnił, są pogłoski, że oni i tak takiego pisma by nie podpisali.
Powiedziano nam, że śmieci przywożone na ten teren są odpadami po segregacji i nie będą uciążliwe. My mamy jednak wątpliwości, gdyż większość mieszkańców mieszkających bezpośrednio przy opisywanym terenie suszarni widziało dostawę takich odpadów i według nich faktem jest, że to zwykła góra śmieci, a nie jak nas zapewniano segregowane odpady. Ponadto, już w chwili obecnej, najbliżej zamieszkujące osoby skarżą się, że w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach tych odpadów, zwykły smród stęchlizny. Nie wyobrażamy sobie, co to będzie, kiedy opisana działalność rozwinie się, a temperatura wiosną i latem wzrośnie, w konsekwencji czego smród będzie bardzo intensywny i uciążliwy, nie tylko dla pobliskich domostw, ale dla całej wsi. Chcemy również przypomnieć, że składowiska śmieci to doskonałe miejsce dla bakterii, pożywka dla wszelkiego robactwa i owadów, myszy, szczurów, itp. Ich obecność również nie pozwoli pobliskim mieszkańcom normalnie funkcjonować. Zwykłe otwarcie okna i przewietrzenie mieszkania będzie dla nich ogromnym wyzwaniem, bo jak to zrobić, kiedy śmierdzi czy szczur pod oknem grasuje - informowali w piśmie protestacyjnym mieszkańcy Osówca.
Dodali także, że zdają sobie sprawę, że powstanie miejsc pracy jest na ich terenie na wagę złota, ale umiejscowienie takiego zakładu w sąsiedztwie budynków mieszkalnych będzie mieszkańcom bardziej ciążyć niż służyć.
Sołtys Osówca Andrzej Kwiatkowski dziwił się, że osoby zbierające podpisy pod protestem omijały mieszkania osób związanych z firmą „Agro-Kompleks”
fot. Roman Wolek
BĘDĄ ZATRUDNIAĆ
Sołtys Osówca Andrzej Kwiatkowski dziwił się, że osoby zbierające podpisy pod tym pismem omijały mieszkania osób związanych z firmą Agro-Kompleks.
- Jak ktoś pracuje w Agro-Kompleks, to jest gorszy? - pytał sołtys i zapewnił, że gdyby on zbierał jakieś podpisy, to poszedłby do wszystkich mieszkańców.
Uczestnikami zebrania byli także: Damian Wardęcki właściciel firmy Damwar oraz przedstawiciel tej firmy Andrzej Kozłowski.
Andrzej Kozłowski opowiedział, na czym ma polegać działalność zakładu powstającego w Osówcu. Wyjaśnił, że ma tam powstawać paliwo alternatywne. Odpady poprodukcyjne takie jak: papier, guma, plastik i tekstylia mają być mielone i później dodawane do węgla.
- My tylko mielimy to - podkreślił. Zaznaczył również, że odpady używane do produkcji uznawane są za niezagrażające życiu i zdrowiu ludzi i zwierząt. Opowiadał także, że planuje się wykorzystać dwie maszyny do mielenia. Na jedną zmianę potrzeba będzie do pracy około 5 osób, a zakład ma pracować na dwie zmiany. Zapewnił, że po kilku miesiącach jak zakład ruszy, będzie potrzeba około 10 osób, najlepiej kobiet do sortowania przywożonych śmieci. Dlatego też docelowo planuje się zatrudnić od 20 do 25 osób z terenu Osówca i okolic.
Przedstawiciele firmy Damwar zaprezentowali także krótki film pokazujący proces technologiczny przetwarzania odpadów, który ma być stosowany z zakładzie w Osówcu. Część mieszkańców głośno przeciwko temu protestowała. Dziwili się, że film nagrany jest w innym zakładzie, a nie np. w zakładzie w Słupcy należącym do firmy Damwar.
Dlatego też emisja filmu kwitowana była np. okrzykami: - Propaganda i - Kompletne bzdury.
Milena Horbińska zwracała uwagę na to, że większość uczestników zebrania ma jakiś dochód, a ona i wiele innych osób w Osówcu potrzebuje pracy
fot. Roman Wolek
TYLKO KILKA TIRÓW
Również radny Sebastian Gonicki dziwił się, że firma nie nagrała takiego filmiku z terenu hal w Słupcy. Radny mówił także, iż nie wierzy, że do Osówca przywożone będą odpady umyte. Zaznaczył, że w każdych innych odpadach są jakieś zanieczyszczenia i dochodzi wtedy do procesów gnilnych i muszą temu towarzyszyć nieprzyjemne zapachy.
Pochodząca z Osówca Alicja Wawrzyniak zarzuciła przedstawicielom firmy Damwar, że nie szanują mieszkańców Osówca, bo najpierw zaczynają przywozić śmieci, a później dopiero jest organizowane spotkanie w tej sprawie.
- Czy wy jesteście skazani na grzebanie w śmieciach? - pytała także mieszkańców Osówca, w związku z nadziejami niektórych osób związanymi z powstaniem nowych miejsc pracy.
Andrzej Kozłowski podkreślił, że nie jest prawdą, iż firma nie szanuje mieszkańców. Pytał także, czy jeśli powstaje jakiś zakład, to jego właściciel musi pytać wszystkich sąsiadów o zgodę. Zapewniał, że gdyby zakłady takie jak ma powstać w Osówcu były szkodliwe, to nie byłoby ich nigdzie na świecie. Kilkakrotnie informował również, że do Osówca przywieziono tylko 4 lub 5 tirów odpadów.
DO ŚRODKA NIE WPUSZCZĄ
Jednak takie zapewnienia wywoływały śmiech u niektórych uczestników zebrania. Część mieszkańców mówiła o tym, że znacznie więcej tirów zwoziło śmieci do ich miejscowości. Jedna z mieszkanek zaproponowała więc, aby uczestnicy zebrania udali się na teren firmy i sprawdzili, ile jest tam obecnie śmieci. Przedstawiciele firmy Damwar zdecydowanie się jednak temu przeciwstawili. Andrzej Kozłowski odpowiadał, że mieszkańcy nie mają prawa wejść na teren firmy i kontrolować, co tam jest. Mówił, że można jedynie umówić się na jakiś inny termin, aby np. niektórzy radni mogli zobaczyć teren byłej suszarni.
Takie odpowiedzi nie spodobały się niektórym uczestnikom zebrania. Twierdzili oni, że skoro firma nie ma nic do ukrycia, to powinna pokazać, co gromadzi w budynkach, aby uspokoić mieszkańców. Jeden z mieszkańców dodał, że mogą nawet tam być narkotyki. Andrzej Kozłowski prosił, żeby się z tego nie śmiać i prosił, aby w takim razie powiadomić o tym policję.
- A co pan się tak obrusza na narkotyki? To jest słowo w obiegu - dziwił się radny Ryszard Świtek.
- Może u pana są w obiegu, u mnie nie - odparł przedstawiciel firmy Damwar.
Przewodnicząca Rady Gminy Janina Nowak zaproponowała, aby umówić się na jakiś termin, żeby zobaczyć, co jest na terenie byłej suszarni. Według niej, mogliby tam wejść radni i przedstawiciele mieszkańców. Również uznała, że nie jest zasadnym, aby wchodzić tam wieczorem, przy takiej atmosferze dyskusji.
- Jak wejdziemy wszyscy, to jesteśmy tłumem niekontrolowanym - mówiła Janina Nowak.
„Jeszcze firma nie działa, a wy już nas skazaliście” - mówił do mieszkańców Damian Wardęcki właściciel firmy „Damwar”
fot. Roman Wolek
DAĆ SZANSĘ
Roman Staszak proponował, aby pomyśleć także o miejscowej młodzieży, dla której nie ma miejsc pracy. Mówił o tym, że w każdym zakładzie produkcyjnym jest hałas i smród.
- Czemu nie dać szansy, tylko wciąż - nie, nie, nie? - pytał Roman Staszak.
Milena Horbińska zwracała uwagę na to, że większość uczestników zebrania ma jakiś dochód, a ona i wiele innych osób w Osówcu potrzebuje pracy. Prosiła, aby wziąć to także pod uwagę przy dyskusji o celowości powstania przetwórni śmieci w Osówcu.
Bernard Ciechanowski dziwił się, że właściciel firmy nie zabiera głosu w obronie swojej inwestycji. Pytał także, na jakich zasadach mają zostać zatrudnieni pracownicy.
Damian Wardęcki właściciel firmy Damwar odpowiadał, że lubi słuchać a poza tym próbował kilka razy zabierać głos, ale mu przerywano.
- Jest też takie powiedzenie, że czasami lepiej coś przemilczeć niż powiedzieć za dużo - wyjaśniał. Tłumaczył, że chce zatrudnić pracowników z Osówca na pełne etaty. Odniósł się także do zarzutów dotyczących niezezwolenia na skontrolowanie przez mieszkańców terenu zakładu.
- Nie jest tak, że nie chcemy wpuścić, bo mamy tam dinozaura - zapewnił i wyjaśnił, że jego firma wykorzystuje tylko część terenu, więc nie może wpuszczać kogoś na teren, który nie jest jej własnością.
RADNI SIĘ OBRAZILI
Wójt Teodor Pryka stwierdził, że firma, jak się wyraził, spaliła temat przywożąc śmieci już na początku lutego.
Damian Wardęcki wyraził żal, że plany inwestycji w Osówcu spotkały się od razu ze sprzeciwem.
- Jeszcze firma nie działa, a wy już nas skazaliście - mówił do mieszkańców.
Do przedstawicieli firmy z apelem zwróciła się Jolanta Rutkowska, mieszkająca w pobliżu byłej suszarni. Mówiła o tym, że cieszy się, że firma chce zatrudniać mieszkańców, ale prosiła, aby takiej inwestycji nie robić pod oknami mieszkań, tylko gdzieś dalej.
Łukasz Kwiatkowski zaznaczył, że rozumie wątpliwości osób, które mieszkają najbliżej byłej suszarni. Ale dodał, że ma takie odczucia, że niektórzy radni traktują tę dyskusję jako rozgrywkę polityczną a nie problem ze śmieciami.
W efekcie tego radny Świtek stwierdził, że został tą wypowiedzią obrażony i opuścił zebranie. W jego ślady poszedł również radny Gonicki i także wyszedł.
MAJĄ SKONTROLOWAĆ
Pod koniec zebrania sołtys Osówca podkreślił, że trzeba będzie poszukać takiego rozwiązania sprawy z inwestycją w suszarni, aby satysfakcjonowała ona wszystkich.
Przedstawiciele firmy Damwar zgodzili się, aby na drugi dzień, czyli w środę 20 lutego po południu przedstawiciele radnych i mieszkańców Osówca odwiedzili teren byłej suszarni, gdzie zwożone są odpady.
Do delegacji mieszkańcy wybrali takie osoby spośród siebie, które reprezentują przeciwników, jak i zwolenników inwestycji w Osówcu. Ostatecznie w jej skład mieli wejść: radni - Janina Nowak, Bogdan Chmielarczyk, Ryszard Szczepański i Andrzej Tomaszewski oraz reprezentanci mieszkańców - Lech Wojtasiński, Bernard Ciechanowski, Krystyna Konopka, Piotr Smykowski, Ewa Wiśniewska i Milena Horbińska.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1097 (8/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze