Ludzie Pałuk
Przez 60 lat ostrzygł i ogolił 250 tysięcy mogileńskich głów
Zawodu nauczył się, gdy po wojnie rodzice i brat namówili go do pójścia do Zakładu Fryzjerskiego Feliksa Madzińskiego, by tam uczyć się fachu. Przez 60 lat był powiernikiem dla wielu mogilnian, którzy szukali u niego w trudnych chwilach wsparcia. Tam mogli się wygadać ze swoich problemów, zwierzyć z miłosnych zawodów. Zupełnie, jak u księdza w konfesjonale.
W RODZINIE NIE BYŁO FRYZJERÓW
Władysław Szczeszak urodził się w Skrzeszewie (gm. Mogilno). Jego rodzice przeprowadzili się na teren ziemi mogileńskiej z pobliskiego Inowrocławia, gdzie się urodzili. W Mogilnie kończył słynną "jedynkę" przy mogileńskim Rynku.
W czasie wojny, w latach 1942-1945, Władysław Szczeszak mając 12 lat pracował przymusowo w stodole na początku ul. Hallera w Mogilnie. Dziś w tym budynku mieści się bank Millenium, dyskont spożywczy i siedziba PSS-ów. - W tej stodole był warsztat u Niemca o nazwisku Lejman. Naprawialiśmy motocykle, samochody, akumulatory, łącznie z ich ładowaniem - wspomina reporterowi Pałuk. W 1945 r. został przeniesiony na pół roku do kopania okopów w miejscowości Lubań, pomiędzy Włocławkiem a Ciechocinkiem.
Gdy wrócił do domu, brat razem z rodzicami zaproponowali mu, żeby poszedł do szkoły i nauczył się zawodu. Przez to znalazł się w Zakładzie Fryzjerskim przy pl. Wolności w Mogilnie, w miejscu, gdzie dzisiaj jest sklep firmowy Marwoja. Zakład był własnością mistrza fryzjerstwa damsko-męskiego Feliksa Madzińskiego. Władysław Szczeszak postanowił uczyć się męskiej techniki fryzjerskiej. W 1949 r. zdał egzamin czeladniczy z dziedziny fryzjerstwa męskiego. Pracy jednak w wyuczonym fachu nie znalazł i zatrudnił się na centrali telefonicznej w Starostwie Powiatowym w Mogilnie. W 1950 r. został powołany do wojska w Rzeszowie, gdzie zostało mu również przydzielone stanowisko obsługi wojskowej centrali telefonicznej. Przez ponad 2 lata, będąc w wojsku strzygł również żołnierzy.
Po powrocie z wojska 2 lata pracował w Spółdzielni Fryzjerskiej w Bydgoszczy i z powrotem na krótko powrócił do centrali w Starostwie Powiatowym. W 1957 r. zaczął pracę jako w fryzjer nowo powstałej Wielobranżowej Powiatowej Spółdzielni, w budynku przy pl. Wolności w Mogilnie. I w tym budynku przez 43 lata mieszkańcy powiatu byli przez niego strzyżeni.
Po zmianach ustrojowych w 1990 roku, Władysław Szczeszak wraz z pięcioma fryzjerami utworzyli spółkę cywilną i przenieśli się do budynku przy ul. Jagiełły w Mogilnie. Od tej pory pracowali na własny rachunek, ciągle w tym samym budynku, dzierżawiąc go od gminy Mogilno.
NA FOTELU, JAK W KONFESJONALE
Prze 60 lat strzyżenia i golenia mogileńskich głów fryzjer może bardzo dużo powiedzieć o ludziach naszego miasta, o historii naszego miasta. Wykonując ten zawód był często powiernikiem ludzkich tragedii, tajemnic, zupełnie jak ksiądz w konfesjonale. Opowiada na przykład, że przychodzili do niego klienci, którzy podczas strzyżenia spowiadali się ze swoich problemów, na które fryzjer zawsze miał środki zaradcze. - Przychodzili czasami i mówili jak to się napili wódki i zapomnieli, gdzie zostawili swoją wypłatę. Ja im mówiłem, żeby spytali swoich żon, gdyż one mogły te pieniądze od nich dostać. Potem przychodzili i dziękowali, gdyż okazywało się, że miałem rację - mówi nam Władysław Szczeszak.
- Kiedyś przyszedł młody długowłosy człowiek z bródką i chciał ogolić się na łyso. Zaproponowałem mu, żeby bródkę sobie zostawił i klient wyszedł zadowolony - opowiada.
KIEDY "NA GOLASA", DZIŚ "NA ŁYSO"
Władysław Szczeszak wbrew temu, co by się mogło wydawać, mówi, że na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat fryzury owszem zmieniały się, zmieniały się trendy i mody, ale zawsze po jakimś czasie poprzednie mody wracały. Przypomina sobie, że kiedyś do układania włosów stosował płyn z siemienia. Potem weszła brylantyna i różnego rodzaju olejki. Tak, że nie miał on żadnych problemów, by dostosować się do nowinek fryzjerskich. - Jak trzeba było obciąć kogoś na punka i zrobić mu irokeza, to też nie miałem z tym problemów - mówi. Zdarzało mu się także obcinać kobiety, jednak z tego co pamięta tylko wtedy, gdy chciały mieć fryzury na pół męsko.
Po 60 latach pracy, tak dobrze znał mogileńskie głowy i je rozpoznawał, że jak klient siadał u niego z fotelu, nie musiał się go pytać: - Jak strzyżemy. Chyba, że chciał rozpocząć rozmowę. Mówi, że przez te wszystkie lata nie za bardzo zmieniały się fryzury i techniki fryzjerskie. Zmieniały się za to nazwy. Teraz mówi się, że golimy "na łyso", kiedyś mówiło się "na golasa". Było strzyżenie z grzywką, strzyżenie do pół głowy maszynką nas półkrótko, strzyżenie fasonowe, dłuższe włosy ze strzyżeniem nad uszami i na szyi, czy strzyżenie z wygoleniem na szyi brzytwą, na tzw. sznyt.
BRZYTWĘ ZAMIENIŁ NA ROWER
Pod koniec 2005 r. Władysław Szczeszak odszedł z pracy, z 60-letnim stażem we fryzjerskim fachu. Powiedział Pałukom, że gdyby nie wysokie wymogi sanitarne Sanepidu, które pociągają za sobą wielkie koszty modernizacji zakładu, pracowałby do dzisiaj, gdyż jak twierdzi: - Z przyjemnością wykonywałem swój zawód. Człowiek musi swój zawód polubić, gdyż z przymusu coś robić to nie ma efektu. Nie zamieniłbym tego zawodu na żaden inny. Fryzjer powiedział nam, że po zsumowaniu wychodzi mu, że dziennie strzygł średnio około 15 osób, co daje około 250 tysięcy głów przez cały okres pracy.
Obecnie 77-letni fryzjer posiada swoje hobby, którym jest turystyka rowerowa, robiąc około 20 km dziennie po terenie gminy Mogilno. - Nie mogę siedzieć bezczynnie, muszę coś robić - mówi Pałukom. Oprócz tego interesuje się sportem, gdzie żywo śledzi relacje telewizyjne z meczów piłki siatkowej, nożnej i koszykowej. Ma dwoje dzieci i wnuki, ale jak nam mówi: - Dzieci nie poszły w moje ślady i raczej nikt z wnuków nie zostanie fryzjerem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze