- „Dzisiaj tego nie widać, bo jest ładna pogoda, ale sobie państwo możecie wyobrazić jak tu wygląda, gdy popada deszcz” - mówił Krzysztof Sitarz, pokazując drogę dojazdową do zabudowań w Szerzawach naszemu reporterowi. Na zdjęciu Krzysztof Sitarz z dziećmi. Z tyłu między drzewami znajduje się wysypisko komunalne w Szerzawach.
fot. Magdalena Lachowicz
Droga do osiedla domków jednorodzinnych nad jeziorem w Szerzawach
Przez pole jak przez mękę
Jak pada deszcz to polna droga zamienia się w bajoro i bagno. Jak jest sucho, to kurzy się jak na pustyni. Dodatkowo od wysypiska śmieci do osiedla domków nie ma ani jednej lampy. Nawet szkolny autobus nie ryzykuje wjazdu do wioski.
BŁOTNISTY TRAKT
Mieszkańcy Szerzaw (gm. Mogilno) mają już dość drogi, której stan niszczy ich samochody i sprawia, że dojazd do domu staje się udręką. Mieszkańcy od kilku, a nawet kilkunastu lat bezskutecznie walczą o utwardzenie drogi dojazdowej do zabudowań. W końcu zwrócili się o pomoc do naszej redakcji.
- Od początku do naszych domów brak jest utwardzonej drogi dojazdowej. Jeździmy po prawdziwych wertepach, niszczymy zawieszenia samochodów, wymieniamy amortyzatory. Zadaję sobie pytanie, jak długo to może trwać? Wizyty w Urzędzie Miejskim nie przynoszą skutku. Chodzimy, jeździmy po błocie i narzekamy - mówi Krzysztof Sitarz. - To jest tragedia. Gdyby to był jakiś nieuczęszczany odcinek, to pół biedy, ale przecież tu co chwila jeżdżą samochody. Mało tego, tu dzieci chodzą do szkoły - irytują się mieszkańcy Szerzaw. Droga aż do wysypiska śmieci komunalnych - a jest to spory kawałek od zabudowań w Szerzawach - jest na domiar złego w ogóle nieoświetlona. Mieszkańcy skarżą się, że zimą, gdy dzieci wracają ze szkoły, to nie dość, że muszą brnąć po kostki w błocie, to jeszcze po ciemku. - Już dwa lata temu obiecywano, że będzie tutaj oświetlenie, ale do tej pory nic się nie dzieje - mówi Krzysztof Sitarz. Dziury i błoto - tak najczęściej wygląda droga prowadząca do rozbudowujących się w szybkim tempie Szerzaw.
JUŻ NIE DO BABY
Bardzo ważną sprawą dla mieszkańców jest autobus, który dowozi dzieci do szkoły. Otóż ze względu na stan nawierzchni drogi zatrzymuje się on przy wysypisku, a to jest spory kawałek od zabudowań. Wioletta Sitarz mówi, że sprawę kursu autobusu załatwiali w Wydziale Oświaty. Mówią, że tylko dzięki uprzejmości dyrektora ZOSiP Jarosława Lorka i Marka Chudyszewicza autobus w ogóle zaczął podjeżdżać bliżej zabudowań, czyli do wysypiska. Wcześniej dzieci musiały dochodzić aż do miejscowości Baba. - Co roku załatwialiśmy, żeby autobus tutaj przyjeżdżał po nasze dzieci. Ciężko było załatwić, nawet nam samym kazano załatwiać pozwolenie w „komunalce”, żeby autobus mógł zawrócić na wysypisku. Dzięki uprzejmości pana Artura Lorczaka autobus tam zawraca. Gdyby podjeżdżał bliżej naszych domów to, jak mówią w Urzędzie, przy zawracaniu zakopałby się w tym błocie - opowiada Wioletta Sitarz.
Natomiast rodzina państwa Taciaków dodaje: - My wyraziliśmy chęć i powiedzieliśmy, że autobus jak podjedzie bliżej zabudowań, to może zawracać u nas na podwórzu, ale powiedzieli, że nie, bo ta droga nie jest utwardzona i nie ma prawa autobus wjeżdżać. I może tylko i wyłącznie dojechać do śmietniska.
Mieszkańcy Szerzaw zwracają uwagę, że ich dzieci na autobus szkolny muszą dojść tą drogą około jednego kilometra do wysypiska. W Szerzawach ciągle przybywa mieszkańców, powstają nowe domy i wprowadzają się nowi ludzie i oni też najprawdopodobniej będą mieli dzieci. W ten sposób problem rozrasta się do wielkich rozmiarów. - Gdy mówiliśmy sołtysowi Janowi Zielińskiemu z Padniewka, żeby nam pomógł, powiedział, że już nieraz rozmawiał o tym z burmistrzem, i że teraz to my powinniśmy trochę chodzić - kontynuuje Wioletta Sitarz.
ANI JEDNEJ LAMPY
Mieszkańcy mówią, że równie ważną sprawą jest wycięcie chociażby z jednej strony zarośli i krzewów rosnących przy drodze na wysokości wysypiska śmieci. - Przy drodze, gdzie rosną akacje, też jest ciężko przejechać. Droga jest bardzo wąska i z obu stron rosną drzewa i krzewy. Tutaj, jakby ktoś jechał z dużą prędkością to nie ma szans, żeby uciec i może stać się nieszczęście. Ojciec mój kiedyś monitował i prosił, żeby te drzewa wycieli chociaż z jednej strony i żeby zrobili jakieś pobocze, niestety do dzisiaj tego nie zrobiono - opowiada Krzysztof Sitarz.
Przez te kilkanaście lat, gdy mieszkańcy walczą o utwardzenie drogi, sami w możliwy sposób próbują sobie radzić. Sami i we własnym zakresie po każdych opadach, gdy drogą nie można przejść, nawożą na nią ziemię z pól, a dziury zasypują nawiezionym kamieniem. - Trzeba sobie jakoś radzić. Tu chyba każdy sobie zdaje sprawę jak ta droga, która jest drogą polną, wygląda po deszczu, kiedy woda z pól spływa. My przeprowadziliśmy się tutaj z Poznania. Można sobie wyobrazić, jak wygląda mój syn idąc tą drogą do szkoły po tym błocie. Gdy znajdzie się już w szkole, to jak on wygląda, całe buty wybrudzone - opowiada Maciej Przybylski - To, że ja sobie coś urwałem przy samochodzie jadąc tą drogą to nic, ja sobie to naprawię, to nie jest dla mnie najważniejsze. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby moje dziecko miało dobrą drogę do szkoły. Parę lat wstecz, jak miał tu swoją działkę Eugeniusz Pokorski, to już nieraz starał się, żeby tę drogę doprowadzono do stanu używalności. My jako mieszkańcy podpisywaliśmy się pod taką petycją. Było to w 2006 r. albo w 2007 r. I wtedy pisane też było o oświetlenie i niestety nic się nie dzieje - mówi Maciej Przybylski.
Mieszkańcy podkreślają, że nie oczekują od razu złotych gór. Ale pragną chociaż odrobiny zainteresowania ze strony władz Mogilna. Mówią, że mieszkańcy wioski niczym nie różnią się od mieszkańców miasta, ale jednak to o nich zazwyczaj się zapomina. Niby w planach jest założenie oświetlenia. Miało być zakładane w zeszłym roku, ale podobno zabrakło pieniędzy w budżecie i niby w tym roku ma być coś realizowane. - My rozumiemy, że od razu się tu niczego nie zrobi, bo są to jakieś koszty, ale chociaż etapowo w jakiś odcinkach zrobić tę drogę, żeby zaczęto działać w tym kierunku - kontynuuje Maciej Przybylski.
ZAPOMNIANI?
Podobnie sprawa wygląda z odśnieżaniem. - Jak kończy się granica Mogilna, to od tego miejsca nie ma śladu, żeby ktoś drogę odśnieżał. A że przyjeżdżają tutaj samochody na wysypisko śmieci i przyjeżdża autobus po dzieci, to nieważne. Powinni wziąć to pod uwagę i odśnieżać tę drogę, bo tu chodzi o bezpieczeństwo dzieci - mówi Magdalena Taciak. Mieszkańcy Szerzaw czują się zapomniani przez władze Mogilna. - My jesteśmy przyszłymi wyborcami. A o elektorat trzeba zabiegać i dbać - dodał Krzysztof Sitarz. Mieszkańcy Szerzaw mają nadzieję, że władze zainteresują się ich problemem i nie będą czekać w nieskończoność.
GMINA CHCE POMÓC
Burmistrz Leszek Duszyński mówi, że z podobnymi problemami w gm. Mogilno zwraca się do niego wielu mieszkańców. Mówi, że gmina jest po przetargu na remonty dróg gminnych i burmistrz sprawdzi, czy istnieje możliwość takiego zadziałania w sprawie tej drogi, by doraźnie w jakiś sposób utwardzić ją, tak by mieszkańcy mogli przy niesprzyjającej pogodzie mieć lepsze warunki do jazdy. - Będę miał także na uwadze założenie choć jednego puntu świetlnego. Akurat w tej materii potrzeby gminy są ogromne, znacznie przekraczające możliwości finansowe gminy. Poza tym wydłużyła się teraz cała procedura budowy takiego punktu - mówi burmistrz. Dodaje także, że zamierza się spotkać z mieszkańcami Szerzaw, by porozmawiać o tych sprawach i ich rozwiązaniu w perspektywie najbliższych kilku lat.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 895 (14/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze