W piątkowy poranek, 20 września Straż Leśna Nadleśnictwa w Miradzu (gm. Strzelno) patrolowała tereny leśne w Przyjezierzu. Podczas patrolu natrafili na dwa granaty z czasów wojny.
Strażnicy leśni p.o. komendanta Straży Leśnej Ewaryst Drzazgowski i strażnik leśny Edward Olejnik podczas rutynowych prac polegających na patrolowaniu terenów leśnych, w piątek, 20 września natrafili na niewypały z II wojny światowej.

Wielkość znalezionego granatu strażnicy leśni zmierzyli miarą fot. Edward Olejnik
Okazały się nimi 2 granaty ręczne typu F-1. Miejsce, w którym znaleziono niewypały zwane jest Łysa. Jest to teren za leśniczówką i dwoma blokami mieszkalnymi w Przyjezierzu.

Na miejscu znaleziska pracowali saperzy z Patrolu Saperskiego w Inowrocławiu pod dowództwem mł. chor. Sławomira Deruckiego fot. Edward Olejnik
Strażnicy poinformowali o znalezisku policję. N miejsce przybyło dwóch funkcjonariuszy, w tym dzielnicowy Posterunku Policji w Jeziorach Wielkich mł. asp. Grzegorz Głowacki. Policjanci zabezpieczyli wstępnie teren. W międzyczasie na miejsce dojechał policyjny sztabowiec st. asp. Jarosław Bonkowski z KPP w Mogilnie, który dokonał wstępnych oględzin znaleziska, po czym powiadomiony został Patrol Saperski w Inowrocławiu. Po przybyciu na miejsce saperów pod dowództwem mł. chor. Sławomira Deruckiego granaty zostały zabrane, a teren został dodatkowo sprawdzony, czy nie znajdują się tam jeszcze inne niewypały. Na szczęście innych materiałów wybuchowych i niebezpiecznych saperzy nie znaleźli.

Saperzy zabezpieczyli znalezione granaty fot. Edward Olejnik
Mieszkający w Przyjezierzu, leśnik Ewaryst Drzazgowski opowiedział reporterowi historię miejsca znaleziska, która może mieć związek ze znalezionymi tam granatami.

Historię związaną z miejscem, gdzie znajdowały się granaty z czasów wojny opowiedział nam komendant Straży Leśnej, mieszkający w Przyjezierzu Ewaryst Drzazgowski fot. Paweł Lachowicz
Spytaliśmy, dlaczego to miejsce nazywane jest Łysa. Z opowieści pana Ewarysta wynika, że nazwa tego terenu została nadana po II wojnie światowej, kiedy to na tym terenie swoje koszary uruchomili Niemcy - W czasie II wojny światowej jak Rosjanie szli od Strzelna w kierunku Orchowa zatrzymali się w Ostrowie na krzyżówce. Wysłali 2 swoich na koniu, aby sprawdzili teren, a na tej ścianie lasu byli Niemcy. Dwóch Niemców pilnowało i obserwowało teren. Jeden z nich się skusił i zastrzelił jednego Rosjanina. Drugi się wrócił i wówczas przyjechali tutaj czołgami z ciężkim sprzętem i ostrzelali cały las. Tak ostrzelali, że wszystkie drzewa skosili. Większość zginęła, a reszta chciała uciekać przez jezioro. Był mróz i lód, ale nie był on aż tak gruby, a mieli jeszcze jakieś działko i lód na jeziorze się załamał i większość się potopiła. Konie i całe wozy się potopiły. Tu było około 130 Niemców i oni siedzieli w lesie i czekali. Przypuszczam, że gdyby ten jeden nie zastrzelił tego Rosjanina, to Rosjanie by przeszli, a ci później by się rozproszyli, a tak to sami się wydali. Oni jak byli zakopywani, to ich rozbierali nawet zabierali im ubrania. Taką opowieść usłyszałem od mojego ojca, który tu w tamtym czasie przebywał i ja tak przekazuję. Nawet poszukiwacze artefaktów, jak tu byli parę lat wstecz, to wykopali jakieś szkielety i wysłali do Poznania, ale jeszcze wcześniej Roman Szargan, który się historią II wojny pasjonował, to poszukiwał ze swoją ekipą tych zatopionych działek w Jeziorze Ostrowskim, ale nic nie znaleźli - opowiedział nam Ewaryst Drzazgowski.
Paweł Lachowicz
fot. Edward Olejnik, Jarosław Bonkowski, Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze