Trzemeszno, inicjatorzy, referendum, Rada Powiatu, fiasko
Pytania bez odpowiedzi
Inicjatorzy przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu chętnie organizowali konferencje prasowe, na których przedstawiali swoje zastrzeżenia, co do władz powiatowych. Teraz na niektóre pytania wolą nie odpowiadać.
BYŁO FIASKO
Jak już informowaliśmy wcześniej, niepowodzeniem zakończyła się w Trzemesznie próba zorganizowania referendum w celu odwołania Rady Powiatu Gnieźnieńskiego. Grupa inicjatywna nie zebrała bowiem potrzebnej w tym celu ilości podpisów mieszkańców powiatu. Głównym powodem podjęcia prób odwołania Rady Powiatu było niezadowolenie w środowisku trzemeszeńskim z przeprowadzanych przez władze powiatu zmian w szkołach w Trzemesznie. W skład grupy inicjatywnej z gminy Trzemeszno wchodzili: Jarosław Jatczak, Eugeniusz Wojciechowski, Marek Gotowała, Maciej Adamski, Marzanna Antas i Julian Sobecki. Jarosław Jatczak pełnił także funkcję pełnomocnika grupy referendalnej.
MIAŁO BYĆ WIĘCEJ
Grupa inicjatywna zwoływała co jakiś czas w Gnieźnie konferencje prasowe, na których omawiała powody przemawiające za zasadnością odwołania Rady Powiatu. Jednak na ulicach Trzemeszna nigdy nie dało się zauważyć osób zbierających podpisy w sprawie przeprowadzenia referendum.
Jeszcze na przedostatniej konferencji prasowej 4 października Jarosław Jatczak zapewniał, że zebrano około 8 tysięcy podpisów za organizacją referendum, czyli około 2/3 wymaganych, gdyż minimum ustawowe wynosi 11.365 podpisów. Podkreślał także, że dla pewności zebranych zostanie nieco więcej podpisów, czyli ponad 12 tysięcy. Jednak już na konferencji 18 października, w której wzięli udział: Jarosław Jatczak, Eugeniusz Wojciechowski, Marek Gotowała i były starosta gnieźnieński Krzysztof Ostrowski, poinformowano przedstawicieli mediów, że potrzebnej ilości podpisów nie udało się zebrać.
LISTY NIE DO ZOBACZENIA
Jarosław Jatczak deklarował wtedy, że udało się zebrać około 9 tysięcy podpisów na 11.365 wymaganych, czyli około 80% potrzebnych, aby referendum mogło się odbyć.
Pod koniec konferencji reporter Pałuk zapytał, czy można zobaczyć listy z 9 tysiącami podpisów za przeprowadzeniem referendum. Pytanie to oburzyło Jarosława Jatczaka i Krzysztofa Ostrowskiego. Obydwaj zdecydowanie odmówili, argumentując m.in. tym, że listy te zawierają przecież nazwiska i numery PESEL. Gdy inny z dziennikarzy tłumaczył, że być może kolega z Pałuk ma wątpliwości, czy zebrano 9 tysięcy podpisów, Jarosław Jatczak odparł, że w takim razie kolega ten będzie musiał żyć z tymi wątpliwościami. Zadeklarował jedynie, że za około 2 tygodnie przedstawione zostaną zbiorcze wyniki akcji zbierania podpisów z informacjami dotyczącymi m.in. liczby podpisów zebranych z poszczególnych gmin.
BEZ ODPOWIEDZI
Danych tych jednak nigdy nie otrzymaliśmy. Dlatego też 25 listopada wysłaliśmy maila do Jarosława Jatczaka. Poprosiliśmy w nim o możliwość zapoznania się ze zbiorczymi wynikami zbierania podpisów. Pytaliśmy także, czy inicjatorzy referendum złożyli w Krajowym Biurze Wyborczym arkusze z zebranymi podpisami, a jeśli tak się nie stało, to czy arkusze te zostały już zniszczone, gdzie i kiedy się to odbyło oraz kto w tym uczestniczył.
Gdy długo nie otrzymywaliśmy odpowiedzi na maila, próbowaliśmy porozmawiać o tym z Jarosławem Jatczakiem. Jednak pełnomocnik grupy referendalnej nie odbierał telefonu ani nie zareagował, gdy reporter nagrał mu się na poczcie głosowej telefonu z przypomnieniem i prośbą o odpowiedź na pytania przesłane w mailu.
NIE BURZYĆ KONWENCJI
Próbowaliśmy dowiedzieć się w tej sprawie czegoś od innych uczestników ostatniej konferencji prasowej w sprawie referendum.
Eugeniusz Wojciechowski powiedział, że nie interesował się tą sprawą odkąd dowiedział się, że nie udało się uzyskać odpowiedniej ilości podpisów. Marek Gotowała odpowiedział, iż nie powinno się burzyć konwencji, więc w tej sprawie wypowiadać powinien się Jarosław Jatczak.
- Ja nie chcę się wcinać - dodał Marek Gotowała.
Jak udało się nam dowiedzieć w Krajowym Biurze Wyborczym w Poznaniu, do biura tego nie dostarczono do zniszczenia podpisów zebranych w sprawie przeprowadzenia referendum, lecz grupa inicjatywna mogła to zrobić, lecz nie miała takiego obowiązku. Nadal nie wiadomo więc, co stało się z zebranymi podpisami.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1140 (51/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze