Reklama

Radni zdecydują, jaka powstanie spółka na bazie przychodni

Budynek Trzemeszeńskiej Przychodni Lekarskiej. Jaka spółka lekarska i przez kogo założona znajdzie tutaj swoją siedzibę, zdecydują radni trzemeszeńscy. Dziś o 1400 w Domu Kultury będą właśnie o tym dyskutować. 
              fot. Roman Wolek

Konflikt między lekarzami a zastępcą dyrektora TPL w Trzemesznie
     Radni zdecydują, jaka powstanie spółka na bazie przychodni
     5 lekarzy chce zawiązania na bazie TPL spółki partnerskiej. Zastępca dyrektora TPL i 4 lekarzy proponuje inną spółkę lekarską w miejsce TPL. Co ciekawe, w obu spółkach chce być Beata Byttner. "Pałukom" powiedziała, że została zastraszona przez zastępcę dyrektora Zbigniewa Olesińskiego i dlatego także u niego złożyła swój podpis. Dodała też, że musi wyłączyć domowy telefon, bo zastępca dyrektora nęka ją telefonami.

     LEKARZE CHCĄ SPÓŁKI PARTNERSKIEJ
     W ostatnim numerze "Pałuk" informowaliśmy o tym, że lekarze z Trzemeszeńskiej Przychodni Lekarskiej chcą zawiązać spółkę partnerską i przekształcić TPL w Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Przypomnijmy, że jak dotychczas  TPL jest jednym z nielicznych w kraju i jedynym w Wielkopolsce publicznym zakładem opieki zdrowotnej. Chęć przystąpienia do spółki wyraziło 5 lekarzy TPL: Dorota Białek, Rafał Białek, Jan Jara, Edward Załęski i Beata Byttner. W razie powstania spółki partnerskiej na bazie TPL, usługi lekarskie byłyby nadal wykonywane bezpłatnie w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia w pomieszczeniach przychodni, a budynek TPL byłby nadal własnością gminy. Do spółki nie przystąpił zastępca dyrektora przychodni Zbigniew Olesiński.
     ZASTĘPCA DYREKTORA KONTRAATAKUJE
     Po kilku dniach od wyrażenia chęci przez 5 lekarzy na powołania spółki partnerskiej do władz samorządowych wpłynęło pismo o powołaniu drugiej spółki lekarskiej. Organizatorem tej spółki jest zastępca dyrektora TPL Zbigniew Olesiński. W piśmie zawarto zapis, że organizatorzy tej spółki chcą zatrudnić dotychczasowych pracowników TPL w szczególności wszystkie pielęgniarki oraz personel administracyjno-gospodarczy. Zawarto także zapewnienie chęci zatrudnienia pozostałych lekarzy TPL. Do drugiej spółki mieli by przystąpić oprócz zastępcy dyrektora TPL, jego żona Danuta Olesińska oraz dwaj lekarze spoza przychodni: Jacek Paszkowiak i Piotr Żyliński. O dziwo, chęć przystąpienia do spółki potwierdziła także swoim podpisem i pieczątką Beata Byttner, która wcześniej wyrażała wolę przystąpienia do spółki partnerskiej z pozostałymi 4 lekarzami z TPL.
     NIE KAŻDY RÓWNY
     Według 5 lekarzy pracujących w TPL, którzy chcąc powołać spółkę partnerską, Zbigniew Olesiński nie chciał przystąpić do ich spółki, gdyż w spółce tej wszyscy byliby traktowani na zasadach partnerskich. Uważają oni, że dotychczas zastępca dyrektora miał bardzo duże przywileje w porównaniu do innych lekarzy TPL. Był zatrudniony na umowę o pracę, a inni lekarze na kontraktach, które są korzystne dla pracodawców a nie dla pracowników. Poza tym mógł korzystać z płatnych delegacji i urlopów szkoleniowych, które jak twierdzą lekarze udzielane były mu szeroką ręką w przeciwieństwie do pozostałych lekarzy. Lekarze TPL powiedzieli nam także, że Zbigniew Olesiński podczas pracy w przychodni nie pełnił żadnych dyżurów nocnych oraz do tej pory nie pełni dyżurów popołudniowych, pomimo wniosków pacjentów o zmianę takiego stanu rzeczy. Podkreślają także, że mimo, iż zastępca dyrektora przyjmował zdecydowanie mniej pacjentów od innych lekarzy to jednak zarabiał od nich dużo więcej.
     NA INNYCH WARUNKACH
     W rozmowie z nami część lekarzy TPL stwierdziła, że istnieje obawa, iż Zbigniew Olesiński zgłosił do swojej spółki lekarzy z Gniezna tylko fikcyjnie, gdyż lekarze ci pracują już w innych miejscach na stałych etatach oraz robią specjalizację więc tym samym nie będą mieli czasu, aby przyjmować pacjentów w Trzemesznie. Według lekarzy TPL, być może celem utworzenia spółki przez zastępcy dyrektora przychodni jest utrudnienie zawiązania spółki partnerskiej przez pozostałych lekarzy TPL, a następnie zatrudnienie tych lekarzy w swojej spółce na podyktowanych przez niego warunkach.
     PODPIS PO ZASTRASZENIU?
     W rozmowie z "Pałukami" chcący założyć spółkę partnerską lekarze TPL stwierdzili, że są oburzeni okolicznościami nakłonienia ich koleżanki Beaty Byttner do złożenia podpisu pod ofertą zawiązania spółki przez Zbigniewa Olesińskiego. Lekarze uważają, że zastępca dyrektora TPL wykorzystując zależności służbowe, poprzez zastraszanie wymusił złożenie podpisu przez Beatę Byttner. Beata Byttner w rozmowie z "Pałukami" potwierdziła, że była zastraszona przez zastępcę dyrektora TPL, aby złożyła swój podpis i zgodziła się przystąpić do jego spółki. Stwierdziła też, że musi wyłączać telefon, gdyż zastępca dyrektora przychodni ciągle do niej wydzwania.
     NIECH DECYDUJE PACJENT
     Według lekarzy TPL sytuacja w przychodni stała się chora, a personel średni się już w tym pogubił. Wyrażają oni nadzieje, że decyzja o przekształceniu przychodni nie będzie decyzją polityczną. Chcą także, aby głos decydujący mieli w tej sprawie pacjenci. Lekarze TPL twierdzą, że swoich pacjentów znają od lat i chcą ich nadal leczyć oraz uważają, że istnieje możliwość, aby powstały dwa NZOZ, bo wtedy to pacjent zadecyduje gdzie chce być leczony.
     WIĘCEJ OBOWIĄZKÓW
     Zastępca dyrektora przychodni Zbigniew Olesiński, odpowiadając na zarzuty pozostałych lekarzy powiedział reporterowi "Pałuk", że to nie od niego zależało na jakich warunkach został zatrudniony w TPL. Twierdzi, że zarobki pozostałych lekarzy są na bardzo wysokim poziomie i są one jedne z najwyższych w powiecie gnieźnieńskim. Uważa on, iż można stwierdził, że ma mniej obowiązków od innych lekarzy, tylko jeśli patrzy się na to mało wnikliwie. Według Zbigniewa Olesińskiego ma on tyle obowiązków co inni lekarze a może nawet więcej gdyż m.in. opisuje badania EKG innych lekarzy, przeprowadza badania EKG oraz ma także dodatkowe obowiązki wypływające z faktu pełnienia funkcji zastępcy dyrektora. Jak twierdzi Zbigniew Olesiński, wcześniej dyrektor Kostka miał pomysł stworzenia spółki pracowniczej z udziałem miasta, jednak pozostali lekarze TPL odrzucili tą propozycję.
     PODSUNIĘTO KARTKĘ
     Według zastępcy dyrektora TPL pozostali lekarze nie przedstawili mu propozycji przystąpienia do tworzonej przez nich spółki. - "Pierwszy raz dowiedziałem się o tym od pacjentów, że jest jakieś zebranie lekarzy z dyrektorem. Poszedłem więc sam na to spotkanie. Tam podsunięto mi kartkę z pytaniem czy się podpisze i też przystąpię do spółki. Nie traktuje więc tego jako propozycji. Wtedy doktor Białek stwierdził, że jeśli nie chce to oni załatwią to sami. Poza tym byłem świadkiem wymuszenia podpisu na dyrektorze Kostce na to, że wyraża zgodę na stworzenie nowej spółki i na tworzenie nowych list pacjentów. Lekarze stwierdzili, że nie przyjdą do pracy jeśli dyrektor tego nie podpisze" - powiedział "Pałukom" Zbigniew Olesiński.
     GROŻĄ KONFLIKTY
     Jak twierdzi zastępca dyrektora przychodni, nie mogąc znaleźć wspólnego języka z pozostałymi lekarzami postanowił stworzyć konkurencyjna spółkę która przejęłaby działalność TPL
     - "Sądzę, że nie jest możliwe, aby dwie spółki istniały, gdyż grozi to wiecznymi konfliktami. Zapewniam jednak możliwość pracy wszystkim pracownikom także tym, którzy nie widzieli możliwości pracy dla mnie. Jestem człowiekiem wielkiego serca" - powiedział "Pałukom" zastępca dyrektora TPL Zbigniew Olesiński.
     PODPIS BYŁ DOBROWOLNY
     Zbigniew Olesiński zaprzeczył temu, aby zmuszał Beatę Byttner do przystąpienia do tworzonej przez niego spółki. Twierdzi, że doktor Byttner stwierdziła, że złożona przez niego oferta jest lepsza i dobrowolnie złożyła swój podpis, a później się z tego wycofała pod presją innych lekarzy. Przyznał także, że dzwonił w piątek i sobotę do Beaty Byttner, gdyż chciał poznać jej ostateczną decyzje o przystąpieniu do spółki. Według Zbigniewa Olesińskiego nie jest też prawdą, że lekarze z Gniezna, którzy chcą przystąpić do tworzonej przez niego spółki nie będą mieli czasu przyjmować pacjentów w Trzemesznie.
     - "Te zarzuty są wyssane z palca" - komentuje zastępca dyrektora TPL.
     NIE CHCIELI ODEJŚĆ OD PACJENTÓW
     W rozmowie z "Pałukami" Rafał Białek powiedział, że nigdy lekarze nie wymuszali na dyrektorze Kostce podpisu grożąc, że nie przyjdą do pracy. - "Nie jest to prawdą. Nigdy nie mieliśmy zamiaru odejść od pacjentów. Zresztą nie mieliśmy przecież powodów, aby tak ostro stawiać sprawę, gdyż dyrektor Kostka pozytywnie podszedł do naszej propozycji" - stwierdził Rafał Białek. Dodał także, że lekarze dowiedzieli się od dyrektora Kostki o propozycji utworzenia spółki z udziałem miasta dopiero we wtorek a nie jeszcze przed zamiarem tworzenia własnej spółki partnerskiej.
     ZADECYDUJE SAMORZĄD
     Dyrektor TPL Tadeusz Kostka uważa, że ostateczną decyzję w sprawie przyszłości przychodniu musi podjąć samorząd. - "Konkurencja jest rzeczą dobrą. Powinno to poprawić jakość obsługi pacjenta" - uważa dyrektor TPL Tadeusz Kotka. Dyrektor TPK nie chciał komentować zarzutów, które są formułowane w powstałym sporze, gdyż jak stwierdził nie chce być stroną tego konfliktu.
     Burmistrz Marek Gotowała uważa, że Rada Miasta będzie musiała zadecydować w jakiej formie przychodnia lekarska ma działać dalej. - "Formalnie jest możliwe, żeby dwa podmioty istniały w przychodni. Ale sytuacja, że 10 lekarzy świadczyłoby swoje usługi dla 12.000 osób to chyba byłoby jednak trochę za dużo" - stwierdził burmistrz Marek Gotowała.
     Dziś (w czwartek) o 1400 w Domu Kultury odbędzie się posiedzenie połączonych komisji Rady Miasta na temat ostatnich wydarzeń w przychodni lekarskiej. Na obradach mają być obecni między innymi lekarze z obu powstających spółek, pielęgniarki oraz dyrekcja TPL.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 713 (41/2005)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości