Reklama

Ranny jeleń biegał po mieście

     Na skrzyżowaniu ul. Piłsudskiego i ul. 900-lecia zderzył się z samochodem. Gdy znalazł się w ogrodzie jednej z posesji, weterynarze, policjanci, strażnicy miejscy i strażacy przez dwie godziny rozpatrywali różne warianty rozwiązania sytuacji. Bezpieczeństwo mieszkańców okazało się najważniejsze - Powiatowy Lekarz Weterynarii Krzysztof Kosiński zdecydował o odstrzeleniu jelenia.

Po odstrzeleniu jelenia lekarz Przychodni Weterynaryjnej w Mogilnie Stanisław Fraś ogląda obrażenia zwierzęcia, jakie odniósł przemierzając pod prąd ulice Mogilna, między innymi po zderzeniu z „fiatem stilo” fot. Joanna Świetnicka

     POD PRĄD
     W sobotę około 12:00 nasz kolega redakcyjny Robert Storozum jechał jednokierunkową ul. Jagiełły w kierunku klasztoru. W pewnym momencie zdębiał, gdy zobaczył jelenia z pięknym porożem biegnącego ulicą pod prąd. Pomyślał, że ma jakieś przywidzenia, bo Mogilno to przecież nie miejsce z serialu Przystanek Alaska. Jeleń był jednak jak najbardziej prawdziwy.
     Mniej więcej w tym samym momencie informacja o biegającym po ulicach byku jelenia wpłynęła do dyżurnego powiatowej policji. Zgłoszenie pochodziło od anonimowego rozmówcy. Jak poinformowała sierż. szt. Magdalena Pollak, zastępca oficera prasowego, zwierzę szybko przemieszczało się, dlatego policjanci namierzyli je dopiero przy ul. Piłsudskiego.
     POROŻEM W AUTO
     Zanim to się stało, jeleń zdążył narobić poważnych szkód, a sam został ranny. Wydarzenia potoczyły się tak. Ulicą Piłsudskiego jechała nomen omen od weterynarza fiatem stilo mieszkanka Mogilna Zofia H. Po drodze mijała kolumnę kibiców Unii Janikowo idących na mecz z Pogonią. Na skrzyżowaniu z ul. 900-lecia zamierzała skręcać w lewo. Nie zdążyła, spojrzała w prawo, czy ma pierwszeństwo przejazdu, usłyszała huk tłuczonego szkła i w samochodzie zobaczyła poroże jelenia. Pędzący z centrum miasta jeleń uderzył w jej samochód. Na szczęście jechała sama, w samochodzie nie było pasażera. W aucie wybita została szyba przednich prawych drzwi. Uszkodzeniu uległy: przedni prawy błotnik, przednie prawe drzwi, prawe tylne drzwi, prawe lusterko i pokrywa silnika.
     - Mnie się nic nie stało. Nikomu nic się nie stało, ale nie życzę nikomu bliskiego spotkania z takim zwierzęciem - usłyszeliśmy od kierującej. Kobieta zadzwoniła na policję.   
     Niemniej zaskoczeni byli kibice Unii Janikowo. Na ulicy przygotowani raczej byli na spotkanie z kibicami Pogoni, a nie biegającym jeleniem.

Przez dwie godziny przedstawiciele służb biorących udział w akcji zastanawiali się na podwórzu posesji przy ul. Piłsudskiego, jakie znaleźć rozwiązanie, by było bezpieczne dla mieszkańców fot. Joanna Świetnicka

     ANALIZOWALI WARIANTY
     Tymczasem wystraszony, ranny jeleń pognał na teren jednej z prywatnych posesji na ul. Piłsudskiego, tam dostał się do ogrodu. Właścicielka posesji Grażyna Sz. o tym, że obok jej domu biega jeleń, dowiedziała się od sąsiadów. Kobieta myślała, że to żart, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Także telefonicznie powiadomiła policję.
     Powiadomiony przez dyżurnego policji komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss błyskawicznie rozpoczął zabezpieczanie terenu, jak to określił: - Ze względu na duże zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców miasta. Na miejsce ze stadionu Pogoni odwołany został strażnik Grzegorz Szwarckopf. Komendant Kuss powiadomił ponadto: Powiatowego Lekarza Weterynarii Krzysztofa Kosińskiego, Lekarza Przychodni Weterynaryjnej w Mogilnie Stanisława Frasia, dyżurnego Powiatowego Stanowiska Kierowania KP PSP w Mogilnie oraz dyspozytora Ratownictwa Medycznego w Mogilnie. Na ul. Piłsudskiego poproszono pracowników Mogileńskich Domów z samochodem oraz przedstawiciela Koła Łowieckiego nr 62 Knieja w Mogilnie - dzierżawcę obwodu łowieckiego. Około 12:30 na miejsce dotarł także patrol ruchu drogowego oraz kolejnych dwóch strażników miejskich odwołanych z zabezpieczania meczu Pogoni - Krzysztof Nowaczyk i Dariusza Kruzel.
     Przedstawiciele służb przez blisko 2 godziny analizowali różne warianty i realne możliwości rozwiązania tej sytuacji. Reporter Pałuk cały czas był świadkiem dyskusji. Rozważano na przykład uśpienie zwierzęcia (zanim jednak środek zacząłby działać, jeleń znów zerwałby się i ruszył w stronę ludzi); użycie policyjnego paralizatora; wyprowadzenie jelenia ulicą 900-lecia na pola w miejscowości Iskra oraz odstrzelenie. Zwierzę obserwowano cały czas przez lornetkę. Wyczuwało ono każdy, nawet najmniejszy szmer. Reagowało na chóralne śpiewy kibiców Janikowa, które niosły się ze stadionu Pogoni.

Reklama
Jeleń porożem wpadł na tego „fiata stilo”, wybił szybę w bocznych drzwiach i poturbował auto. Gdyby na miejscu pasażera ktoś siedział, mógłby nie przeżyć. fot. Joanna Świetnicka

     DECYZJA O ODSTRZELENIU
     Zdecydowano, że ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców, najlepszym rozwiązaniem będzie odstrzelenie zwierzęcia.
     - Ostateczną decyzję w powyższej sprawie podjął Powiatowy Lekarz Weterynarii Krzysztof Kosiński i zdecydował o odstrzeleniu jelenia - wyjaśnił komendant Kuss.
     Podjęto decyzję, że z ruchu drogowego zostały wyłączone okoliczne ulice: Kasprowicza, Jana Pawła II i Piłsudskiego. W promieniu kilkuset metrów od posesji, na której przebywał jeleń, usunięto wszystkie osoby postronne. Policja ewakuowała część mieszkańców bloku przy ul. Jana Pawła II. Myśliwy strzelał z dachu budynku gospodarczego.
     - Akcja odbyła się zgodnie z procedurami i ustawą o ochronie zwierząt. Podczas prowadzonych czynności nie doszło do żadnego negatywnego zdarzenia - powiedział szef mogileńskich municypalnych.
     RANY NA KOŃCZYNACH
     Zgon zwierzęcia stwierdził lekarz weterynarii Stanisław Fraś. W trakcie oględzin medycznych zauważył u jelenia okaleczone tylne kończyny. - Te rany na pewno powstały na skutek zderzenia z samochodem. To były świeże, krwawiące rany długości 10-15 centymetrów. Puszczenie go z tym do lasu spowodowałoby to, że inne zwierzęta - jakieś drapieżniki, nawet dziki, są dla niego niebezpieczne, bo go unieszkodliwią. Wyczują krew, ranę. Dzikie zwierzęta wyczują też, że to zwierzę jest osłabione i je po prostu zjedzą. Taki byłby finał. On miał nie tylko kończyny, ale i podbrzusze skaleczone, które także krwawiło. Nie była to rana postrzałowa - wyjaśnił Stanisław Fraś.
     Weterynarz potwierdził, że odstrzelenie jelenia było jedynym możliwym rozwiązaniem w tych konkretnych warunkach - głównie ze względu na bezpieczeństwo ludzi.

Po odstrzeleniu jeleń został zabrany z ogrodu przy ul. Piłsudskiego i przewieziony do punktu skupu fot. Joanna Świetnicka

     UŚPIENIE - ZŁY POMYSŁ
     Według lekarza, usypianie zwierzęcia wchodzi w rachubę, jeżeli jest ono w terenie zamkniętym. A tam tylko od strony bloków był betonowy płot, a dookoła w trzech kierunkach zwierzę mogło swobodnie uciekać, gdzie by chciało. - Zastrzykiem usypiającym się strzela i wcale nie jest powiedziane, że za trzecim, czy czwartym razem uda się to zrobić. To tylko na filmach pokazują, ze względu na poprawność polityczną i inną, która jest w modzie - jest helikopter, jest strzał do żyrafy, czy do słonia. Widzimy, że żyrafa śpi, potem żyrafa wstaje, ma założoną obrożę z nadajnikiem i nic się nie stało. W tym przypadku takie działanie było niemożliwe, bo to zwierzę by się nam stamtąd oddaliło. Ono jakby usnęło po tych 15 minutach, to byłoby gdzieś w mieście, a może w Wiecanowie w szuwarach, czy w innym miejscu - mówi Stanisław Fraś.
     - Wyprowadzenie tego zwierzęcia graniczyłoby z cudem. Należałoby go uśpić. Ja środki miałem, byłem do tego przygotowany. Komendant Kuss miał odpowiednią broń, ale nie odważyliśmy się tego zrobić, bo w tym przypadku mogliśmy spowodować nieszczęście. I wtedy dopiero byłby problem. Wtedy pojawiłyby się komentarze, dlaczego nie zabezpieczono, nie dbano o bezpieczeństwo ludzi. Decyzja o odstrzeleniu zwierzęcia wypłynęła z naszej wspólnej narady. Lekarz weterynarii nie jest od tego, żeby podejmować decyzję, czy usypiamy, czy odstrzelamy, czy będziemy go straszyć i wypędzać. Lekarz weterynarii zgodzi się na każdą z tych możliwości, pod warunkiem, że będzie bezpieczna - stwierdził nasz rozmówca i dodał: - Nie pierwszy raz braliśmy udział z komendantem Kussem przy takim zdarzeniu. Postępowanie ze zwierzętami rannymi, śmiertelnie rannymi, z połamanymi kończynami wymaga dużego sprytu, zaangażowania, żeby rozwiązać problem. Zawsze działo się to bez teatru, a tutaj, że mamy miasto, mamy teatr. A widownia zamiast pomóc, to jeszcze przeszkadzała.
     IGNOROWANIE AUTORYTETU
     Na portalach społecznościowych decyzja o odstrzeleniu jelenia jest totalnie atakowana, a ludzie którzy uczestniczyli w akcji są obrażani. - Te komentarze mnie zaszokowały, nawet nie tyle z racji ich treści, która świadczy o nieznajomości problemu, ale te które obrażają osobiście ludzi, to są dla mnie poniżej krytyki. Tego nie powinno być, to powinno być ścigane - przyznał lekarz.
     - Świadomość społeczną mamy taką, jaką widzimy. A druga sprawa, to jest kompletne ignorowanie autorytetu. Przecież jeżeli byłby pożar, to my nie możemy zaczynać od podważania tego, co zrobili strażacy. Jakby było rozpędzanie kiboli, to nie możemy zaczynać od tego, co powinna zrobić policja. My roztrząsamy coś, co powinno być w sposób jasny przyjęte przez społeczeństwo. Skoro tak służby postąpiły i to kilka służb, to na pewno było to słuszne i właściwe. To tylko wynika z tego, że społeczeństwo wychowane jest na przykładzie filmów przyrodniczych, które pokazuje telewizja. Filmy ze względu na poprawność są pokazywane w taki, a nie w inny sposób. Przecież ten jeleń był ranny. To nie jest pies, z którym mamy kontakt i pomiędzy psem a właścicielem są relacje. Jeleń jest to dzikie zwierzę, z którym my nie mamy w ogóle kontaktu. Robienie opatrunków u takiego zwierzęcia nie wchodzi w rachubę, bo za każdym razem, codziennie trzeba byłoby go poskramiać, usypiać, pętać, wiązać. No gdyby to pokazać społeczeństwu, jak to się musi odbyć, żeby takie zwierzę poskromić, to na pewno miałoby też własne zdanie. Jak widzimy, społeczeństwo przecież wie więcej. Pies potrącony na ulicy. To zwierzę bardzo ciężko jest wziąć przy ludziach. Nikt nie pomaga, wszyscy przeszkadzają. Każdy radzi, co zrobić, a ten pies nawet właściciela by ugryzł. On jest ranny, ma na przykład złamaną kończynę, kręgosłup. Ale to zwierzę trzeba jakoś wziąć i największą pomocą społeczeństwa jest oddalić się i dowiedzieć się z prasy co było, gdzie przecież rzetelnie się ludzi informuje - podkreślił lekarz.
     DO SKUPU
     Byk - jak dowiedzieliśmy się od myśliwych - miał około 3 lat i ważył około 200 kilogramów. Trafił do punktu skupu w Ławkach (gm. Trzemeszno). Według Stanisława Frasia: - Poroże owszem można wykorzystać, ale to zwierzę było tak zestresowane, że mięso nie nadaje się już do użytku.
     Więcej zdjęć w naszej galerii.

Reklama

Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1291 (45/2016)

 

Więcej tekstów na ten temat:

Jeleń nie zostanie zjedzony

Poroże nie zawiśnie w daczy

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości