Maciej Gajewicz z Kwieciszewa, to znany działacz PSL-owski. W ostatnich wyborach samorządowych startował bez powodzenia z ludowej listy do Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego
fot. Paweł Lachowicz
Radny, Piotr Dubicki, referent, Gajewicz, kino Kujawianka, incydent
Referent Gajewicz chciał pobić dyrektora Belińskiego
Członkowie komisji dokonującej odbioru technicznego i pracownicy Domu Kultury widząc co się dzieje, pouciekali z budynku na zewnątrz. Maciej Gajewicz mówi, że poszło o brak klucza na poddasze: - Musiało być głośno i musiało mu wstrząsnąć posadami. Andrzej Beliński złożył u burmistrza Ewarysta Matczaka pisemną skargę na zachowanie Macieja Gajewicza. Mówi: - Uznałem to zachowanie za skandaliczne oraz niegodne urzędnika.
14 czerwca komisja powołana przez inwestora, czyli strzeleński ratusz dokonywała drugi raz odbioru technicznego budynku byłego kina Kujawianka (obecnie mieści się tam M-GOKiR). O pracy komisji piszemy na str. 4.
Odbiór techniczny nie obył się bez przykrego incydentu.
Według obecnych przy odbiorze osób, w pewnym momencie samodzielny referent ds. zamówień publicznych i inwestycji Urzędu Miejskiego Maciej Gajewicz wszczął awanturę. Wyzwiskami i obraźliwymi epitetami zaczął obrzucać dyrektora M-GOKiR Andrzeja Belińskiego. Dyrektor mógł poczuć się zagrożonym, gdyż urzędnik w odległości około 5 cm od jego twarzy zaczął wymachiwać pięściami. Inspektor nadzoru widząc co się dzieje z zakłopotania wyszedł z domu kultury na zewnątrz. Wyszli też pracownicy M-GOKiR. Przedstawiciel straży pożarnej słysząc co się święci, po prostu wycofał się.
Całym zajściem zażenowani byli nie tylko obecni członkowie komisji, ale także pracownicy brygady remontowej UM w Strzelnie, którzy akurat pracowali w budynku.
O zajściu dyrektor Beliński natychmiast powiadomił sekretarza strzeleńskiego urzędu Jarosława Marka, który poradził mu, by napisał oficjalną skargę.
- Dyrektor mógł poczuć się fizycznie zagrożony, bo pan Maciej Gajewicz pięściami wymachiwał mu przed twarzą. Używał przy tym gróźb karalnych, groził mu pobiciem, skoro mówił, „jak ci wyje...., to się nogami nakryjesz”. A wyzwiskami obraźliwymi to sypał jak z rękawa. Ale co to były za słowa (...), to były słowa tak niecenzuralne, że trudno je powtórzyć. Pierwsze co, to inspektor wyszedł na zewnątrz i pytał, co to w ogóle jest. Przy tej akcji było co najmniej 4 zupełnie obcych ludzi. Całe szczęście, że dyrektor nie dał się wyprowadzić z równowagi i cały czas panował nad emocjami. Bez żadnego powodu pan Gajewicz reprezentujący inwestora, czyli pana burmistrza zachował się w sposób tak skandaliczny. Pracownik urzędu, który powinien być wzorem etycznego zachowania, bo przecież to ich obowiązuje kodeks etyki pracownika samorządowego, w taki sposób się zachowuje? Tego nie da się opisać, dantejskie sceny o nic, bez powodu - powiedział podczas komisji oświaty 18 czerwca Piotr Dubicki.
SKARGA DO BURMISTRZA
We wtorek 18 czerwca Andrzej Beliński złożył do burmistrza Ewarysta Matczaka i sekretarza Jarosława Marka pisemną skargę na postępowanie Macieja Gajewicza. W złożonym w sekretariacie piśmie poinformował burmistrza oraz sekretarza o tym, że takie zdarzenie w piątek 14 czerwca miało miejsce. Przedstawił przebieg zdarzenia, tzn. to, że Maciej Gajewicz znieważył go w obecności pracowników ośrodka kultury, inspektora nadzoru budowlanego, w obecności Andrzeja Putza oraz pracowników ekipy remontowej, że używał określeń powszechnie uznawanych za obraźliwe, że groził mu użyciem siły fizycznej wymachując mu bezpośrednio przed twarzą pięściami.
- Uznałem to zachowanie za skandaliczne oraz niegodne urzędnika. W piśmie nadmieniłem, iż z rozmów z innymi pracownikami Urzędu wiadomo mi - nie wiem, czy w takiej skali i w takiej formie - ale są osoby, które twierdzą, iż spotkały się już z brakiem szacunku ze strony pana Gajewicza, i że trudno się z nim współpracuje - powiedział nam Andrzej Beliński.
W związku z tym zwrócił się do burmistrza i sekretarza z prośbą o podjęcie kroków w celu zapobieżenia kolejnym tego typu sytuacjom, które jego zdaniem kompromitują Urząd Miejski, ponieważ Maciej Gajewicz, jako pracownik burmistrza i urzędnik niejednokrotnie reprezentuje burmistrza i Urząd na zewnątrz.
RADNY CZUŁ SIĘ ZAGROŻONY
Sprawa została poruszona także podczas obrad komisji zdrowia, opieki społecznej, oświaty, kultury oraz kultury fizycznej i sportu Rady Miejskiej w Strzelnie 18 czerwca. Podczas komisji jej przewodniczący Piotr Dubicki poinformował radnych o sytuacji, jaka miała miejsce 14 czerwca i oznajmił, że jako przewodniczący komisji złoży stosowane pismo odnośnie zachowania Macieja Gajewicza do burmistrza i przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra Pieszaka.
- Do burmistrza napiszę od siebie, że byłem zbulwersowany i oburzony zachowaniem urzędnika. Dyrektor mógł zadzwonić po Straż Miejską, by tego pana wyprowadzić, bo ja też przy tym poczułem się zagrożony. Skoro z pięściami idzie na dyrektora, to dlaczego nie na mnie. Jak bije, to wszystkich. Później dowiedzieliśmy się, że pan Maciej Gajewicz stosuje także metody terroru psychicznego w stosunku do urzędniczek pracujących w urzędzie. Ten człowiek jest niezrównoważony już nie emocjonalnie, ale psychicznie. Jako przewodniczący komisji kultury nie mogę przejść obok tego tematu obojętnie i dlatego też wystosuję pismo do burmistrza, sekretarza i przewodniczącego Rady Miejskiej - powiedział Piotr Dubicki.
CHCIAŁ KLUCZ
Spytaliśmy Macieja Gajewicza, dlaczego w tak skandaliczny sposób zachował się podczas oficjalnego odbioru technicznego domu kultury.
- No tak, wziąłem się z nim, bo już dłużej tak nie można. Poszło o klucz. My tego dnia mieliśmy odbiór i on tutaj rano do mnie zadzwonił, że nie ma klucza od wejścia na poddasze, i że ja mam ten klucz jeszcze załatwić. Ja przychodzę na odbiór, a tu się okazuje, że tego klucza nadal nie ma. Przyjeżdża strażak, tu odbiór, chcemy gdzieś usiąść, a klucza nie ma. Ja się wściekłem na niego i tak od słowa do słowa poszło. Ja mówiłem „co z ciebie za dyrektor, że nic nie potrafisz zrobić”. Mówiłem, że „jak nie chce, to nie musi go tam być”. Jest inwestycja, to dyrektor też powinien się zaangażować, a tu ja mam jeszcze klucza szukać. Ja mam dosyć na głowie, mam gimnazjum, przetargi i jeszcze klucza mam szukać. To dla mnie jest już przesada. Co ciekawe, nagle się klucz znalazł i dyrektor potrafił wejść od podwórza i nam otworzyć i sprawa rozwiązana. Ale musiało być głośno i musiało mu wstrząsnąć posadami. Poszło twardo, ale czasami takie męskie rozmowy są wskazane, a Andrzej lubi dużo mówić, a mało robić - powiedział nam Maciej Gajewicz.
Andrzej Beliński potwierdził, że rzeczywiście nie miał klucza, o którym wspomniał Maciej Gajewicz, bo nie otrzymał go od właściciela firmy remontującej obiekt Andrzeja Putza, a drugie drzwi były zatrzaśnięte, a można je jedynie otworzyć tylko od środka i to kluczem, który posiadał pan Putz.
- Nie sądzę, żeby to był powód dla pana Gajewicza, żeby grozić mi pobiciem. Być może pan Gajewicz mógł się zdenerwować, ale nie mnie to oceniać, czy miał powód by się zdenerwować. Jednak bez względu na to, co by się nie wydarzyło z mojej strony, nie miał jako urzędnik prawa do tego typu reakcji. Mnie chodzi o jego zachowanie. Jeżeli uważał, że ja czegoś nie zrobiłem, coś zlekceważyłem, to mógł powiadomić o tym moich przełożonych - dodał Andrzej Beliński.
BURMISTRZ NIE SŁYSZAŁ
Burmistrz Ewaryst Matczak we wtorek 18 czerwca powiedział naszemu reporterowi, że nie słyszał nic o tej sprawie. Twierdził, że nic nie wpłynęło jeszcze od dyrektora Belińskiego.
- Co dwa tygodnie spotykamy się na naradach kierowniczych, może wtedy pan Beliński coś powie. Gdy się o tym dowiem, będę wiedział co z tym zrobić i podejmę odpowiednie kroki - powiedział burmistrz Matczak.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1114 (25/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze