Reklama

Rozmyta odpowiedzialność po wypadku w lodowni

Od czasu wypadku na obiekcie lodowni znajdują się tabliczki ostrzegawcze

        fot. Roman Wolek

Trzemeszno, odpowiedzialność, odszkodowanie, gmina, wydadek
     Rozmyta odpowiedzialność po wypadku w lodowni
     Rodzice rannej w wypadku 16-latki nie mogą otrzymać odszkodowania, gdyż według gminy nastolatka sama jest sobie winna a wejście na teren lodowni było dobrze zabezpieczone. Matka nastolatki Aleksandra Szablewska uważa, że to nieprawda i złożyła skargę na burmistrza.

     KONIECZNA REHABILITACJA
     23 września ubiegłego roku z dachu lodowni w Trzemesznie, z wysokości kilku metrów, przez otwór wentylacyjny do środka wpadła 16-letnia Patrycja Szablewska z Trzemeszna, uczennica miejscowego gimnazjum. W wyniku wypadku doznała złamania kręgosłupa oraz nogi. W trakcie leczenia przez 2 tygodnie przebywała w szpitalu w Poznaniu, a później przez 5 tygodni na rehabilitacji w Kiekrzu. Aby mogła w miarę normalnie funkcjonować ma powstawiane operacyjnie tytanowe implanty. Do grudnia nie mogła chodzić. Teraz jej stan się polepszył. Może już chodzić, nie może jednak dłużej siedzieć, ani nic podnosić. Nie będzie mogła się także już nigdy normalnie schylać. Musi także zapomnieć o tańcu, mimo, że zajmowała się tym już od 6 roku życia. Należała najpierw do zespołu Świerszcze, a później do zespołu Strzecha. W związku ze skutkami wypadku Patrycja Szablewska nie chodzi z rówieśnikami do szkoły, lecz korzysta z nauczania indywidualnego.
     Aby dojść do jak największej sprawności, musi dużo ćwiczyć i poddawać się rehabilitacji. Wiąże się to jednak z kosztami. Aby zdobyć środki na ten cel rodzice nastolatki starają się otrzymać odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej, w której ubezpieczona jest gmina od odpowiedzialności cywilnej. Zabytkowy obiekt lodowni jest bowiem własnością gminy, a zarządza nimi i administruje Administracja Domów Mieszkalnych.
     KŁAMSTWO I BEZCZYNNOŚĆ
     Firma ubezpieczeniowa odrzuciła jednak wniosek o odszkodowanie, gdyż według gminy obiekt lodowni był dobrze zabezpieczony, a poszkodowana sama przyczyniła się do wypadku.
     Skargę do Rady Miejskiej na działanie burmistrza Krzysztofa Derezińskiego złożyła matka 16-latki Aleksandra Szablewska.
     Chcieliśmy zapoznać się z treścią tej skargi w biurze Rady Miejskiej. Jednak przewodniczący RM Wiesław Pokorski odmówił nam możliwości zapoznania się z tym dokumentem, bo jak tłumaczył sprawa ta będzie dopiero wyjaśniania przez radnych, a poza tym, żeby udostępnić skargę prasie trzeba by w niej zakreślić dane osobowe. Na szczęście rodzina poszkodowanej dziewczyny nie czyniła nam takich trudności i umożliwiła nam zapoznanie się z treścią skargi.
     W skardze Aleksandra Szablewska zarzuciła burmistrzowi przekazanie niezgodnej z prawdą informacji dla Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń oraz bezczynność w załatwianiu sprawy.

16-letnia Patrycja Szablewska 23 września ubiegłego roku wpadła przez otwór wentylacyjny do środka lodowni

Reklama

        fot. Roman Wolek

     SAMA SOBIE WINNA?
     Wyjaśniła, że z uwagi na to, iż teren lodowni nie był zabezpieczony, a jest on własnością gminy Trzemeszno, zwróciła się do PZU, w którym ubezpieczona jest gmina od odpowiedzialności cywilnej, o wypłatę odszkodowania i zadośćuczynienia. Firma ubezpieczeniowa zwróciła się do gminy o potwierdzenie tych informacji wysyłając formularz do wypełnienia. W odpowiedzi do PZU wiceburmistrz Dariusz Jankowski napisał, że poszkodowana sama przyczyniła się do powstania szkody, gdyż zlekceważyła tablice ostrzegawcze, pokonała ogrodzenie i odsunęła płyty przykrywające otwory wentylacyjne.
     W skardze do RM Aleksandra Szablewska zaznaczyła, że była to informacja nieprawdziwa, ponieważ z tyłu obiektu nie było ogrodzenia, a siatka leżała prawdopodobnie na ziemi, zarośnięta chwastami. Dodała, że już po wypadku pracownicy TPK podnieśli ten płot podpierając go prowizorycznie kołkami oraz zabezpieczając dodatkowo taśmą ostrzegawczą. Zaznaczyła również, iż nie było też żadnych tabliczek informacyjnych a na poparcie tych faktów ma zdjęcia oraz oświadczenia różnych osób.
     Na pytanie PZU, czy wcześniej zgłaszano uwagi co do zabezpieczenia obiektu, również odpowiedź brzmiała negatywnie, a przecież temat ten był sygnalizowany nawet na sesjach Rady Miejskiej, a także na zebraniu mieszkańców osiedla. Wnioski z zebrania były przekazywane do Urzędu - pisze w swojej skardze matka rannej dziewczyny i dodaje, że Powszechny Zakład Ubezpieczeń odmówił wypłaty odszkodowania opierając się na informacjach przekazanych przez UMiG w Trzemesznie.
     BEZ KONKRETÓW
     Rodzina poszkodowanej dziewczyny posiada m.in. oświadczenia różnych osób, które potwierdzają, że w dniu wypadku teren lodowni nie był właściwie zabezpieczony oraz nie było na nim tablic ostrzegających przed niebezpieczeństwem. Takie pisemne oświadczenie złożył m.in. Benedykt Nitka, mieszkający w pobliżu lodowni były radny kilku kadencji. Podczas swojej działalności w samorządzie Benedykt Nitka podczas sesji i komisji wielokrotnie apelował o zabezpieczenie tego obiektu przed ewentualnym wypadkiem. Pisemne potwierdzenie o braku oznakowania lodowni w dniu wypadku złożył także radny obecnej kadencji Tomasz Bauza.
     Wobec odmowy zapłaty odszkodowania mieszkanka Trzemeszna udała się do burmistrza Derezińskiego z prośbą o sprostowanie informacji przekazanych do PZU. Jednak, jak napisała w swej skardze, burmistrz zwlekał z odpowiedzią i tylko obiecywał załatwić sprawę, ale nie udzielił żadnej konkretnej odpowiedzi.

Reklama

Od czasu wypadku na terenie lodowni pojawiły się tabliczki ostrzegawcze

        fot. Roman Wolek

     SAMI MNIE ZMUSILI
     W związku z tym 6 marca wystosowała pismo do burmistrza z 4 pytaniami. Ale odpowiedź nie nadchodziła, więc znów udała się do burmistrza i ponownie nie otrzymała żadnej konkretnej odpowiedzi. Dopiero 30 kwietnia otrzymała pismo, w którym została poinformowana, że sprawa jest bardzo skomplikowana i z tego powodu została przekazana do ponownego rozpatrzenia i skierowana do kancelarii prawnej.
     W tym momencie nasuwają mi się następujące pytania. Co zrobiono w tej sprawie przez 2 miesiące? Chciałabym zapoznać się z dokumentami świadczącymi o tym, że w tym czasie, w tej sprawie robiono cokolwiek. Czego ma dotyczyć opinia prawna? Proszę osoby rozpatrujące skargę o wnikliwe zapoznanie się z moim pismem z dnia 6 marca. W mojej ocenie wszystkie pytania dotyczą stanu faktycznego, a nie prawnego. Czy kancelaria ma odpowiadać na temat płotu, tabliczek, prac wykonywanych przez TPK itp.? - pisze w swojej skardze Aleksandra Szablewska. Zastanawia się w nim także, w jakim terminie może spodziewać się odpowiedzi na swoje pismo i dodaje, że w jednej z rozmów, burmistrz Dereziński poinformował ją, że jego zastępca, czyli Dariusz Jankowski, stoi na stanowisku, że w tym przypadku Urząd nie jest związany żadnym terminem.
     Według autorki skargi odpowiedź na jej pismo zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego powinna być udzielona bezzwłocznie.
     W rozmowie z Pałukami Aleksandra Szablewska podkreśliła, że wcześniej nie miała zamiaru w taki sposób załatwiać tej sprawy. Jednak jak twierdzi, zaważyło o tym napisanie nieprawdy w piśmie do PZU oraz brak odpowiedzi ze strony burmistrza.
     - Urząd swoim postępowaniem mnie do tego zmusił - mówi mieszkanka Trzemeszna.
     ROZSTRZYGNĄ RADNI
     Wiceburmistrz Dariusz Jankowski odpowiedzialność za to, co napisano w piśmie do PZU, zrzuca na Pawła Kwiatkowskiego kierownika ADM. Jak powiedział Pałukom, wszystkie informacje, jakich udzielał w tej sprawie, otrzymał na piśmie od kierownika ADM.
     - Ja przecież nie byłem na zdarzeniu - dodaje zastępca burmistrza. Co do terminu odpowiedzi na pismo matki poszkodowanej dziewczyny, wiceburmistrz uważa, że nie można tego tematu traktować jako typowej sprawy i trzeba mieć na względzie, iż są w niej sporne kwestie, a gmina jest stroną postępowania. Podkreśla jednak, że od samego początku ze strony gminy sprawa jest prowadzona pod nadzorem kancelarii prawnej.
     Kierownik ADM Paweł Kwiatkowski łagodzi swoje stanowisko, które prezentował wcześniej. Jak powiedział, nie wiadomo czy w momencie wypadku ogrodzenie było całe i czy były tablice ostrzegawcze. Utrzymuje, że ktoś musiał zdjąć tablice i odkrył właz zabezpieczający, ale nie wiadomo, kto to zrobił i kiedy się to stało.
     Na temat tej sprawy nie udało się nam porozmawiać z burmistrzem Krzysztofem Dereziński. Skarga na burmistrza dotycząca wypadku na lodowni ma być rozpatrywana przez radnych na najbliższej sesji Rady Miejskiej 30 maja.

Reklama

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1058 (21/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości