Mieszkaniec Mogilna ukarany został prawomocnym wyrokiem 1 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata i miał oddać oszukanemu mieszkańcowi Złotoryi 118.000 zł za sprzedane mu kradzione w Belgii audi A6 turbo diesel. Jednak po ponad 3 latach spłacił zaledwie 2.900 zł, co według sądu świadczy o lekceważeniu wyroku.
Skazany prawomocnym wyrokiem Aleksander G. pracując w ramach robót interwencyjnych w mogileńskiej instytucji kultury, pod koniec ubiegłego roku pomagał przy ustawianiu przez MDK podświetlonej wystawy w parku, poświęconej twórczości Andrzeja Wajdy fot. Joanna Świetnicka Z BELGII DO MOGILNA
Sprawa swój początek miała 8 lat temu w belgijskim miasteczku Le Roeulx. W nocy z 26 na 27 grudnia 2009 r. 34-letniemu Michaelowi L. skradziono nowy samochód audi A6 turbo diesel kombi koloru metalik o pojemności 2,7. Sprawca kradzieży wszedł przez okno do mieszkania i zabrał kluczyki do samochodu wziętego w leasing przez firmę, w której pracował 34-letni Belg.
Pięć miesięcy później w Złotoryi (woj. dolnośląskie) policja zatrzymała do kontroli samochód audi A6. Jak się okazało, pojazd w Systemie Informacji Schengen został zapisany jako skradziony na terenie Belgii. Był to właśnie pojazd, który zaginął w grudniu 2009 r. w Le Roeulx. Całą sytuacją zaskoczony był siedzący za kierownicą tego auta znany w Złotoryi przedsiębiorca Tomasz H., który zeznał, iż kilka dni wcześniej kupił go w Mogilnie od Aleksandra G. Pojazd został więc zatrzymany do dalszego wyjaśnienia sprawy.
35-letni obecnie Aleksander G. przed laty w Mogilnie zajmował się handlem samochodami i prowadzeniem myjni samochodowej. Odbywał później staż i był na robotach interwencyjnych w instytucji kultury, a obecnie jest pracownikiem jednej ze spółek gminnych w Mogilnie.
W toku postępowania Tomasz H. zeznał, że ogłoszenie o sprzedaży tego samochodu znalazł na jednym z portali aukcyjnych. Cena proponowana za pojazd była bardzo atrakcyjna, gdyż wynosiła 119.000 zł. Inne samochody tego modelu z 2009 roku wystawiane były za cenę około 150.000 zł.
MIAŁA BYĆ W CHINACH
W celu zakupu auta Tomasz H. kilkakrotnie przyjeżdżał do Mogilna. Towarzyszył mu zawsze ktoś z jego znajomych. Samochód został zbadany w stacji diagnostycznej i jak się okazało, jego stan był w porządku. Potencjalny nabywca zaniepokojony był tym, że samochód jest na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Wyrażał chęć jego zakupu, ale dopiero gdy zostanie on zarejestrowany w Polsce. Dziwne było to, iż sprzedażą auta zajmował się Aleksander G., a w dokumentach widniały zapisy, że samochód z Belgii zakupiła Katarzyna R., mieszkanka Gniezna. Gdy Tomasz H. chciał się z nią skontaktować usłyszał, że to niemożliwe, gdyż wyjechała ona do Chin po kolektory słoneczne. Jednak przedsiębiorca ze Złotoryi wracając do domu po drodze zatrzymał się w Gnieźnie. Zastał Katarzynę R. w domu, mimo że podobno miała być ona w Chinach.
Kobieta przyznała, że wie, iż na jej nazwisko prowadzony jest handel samochodami, ale oświadczyła, że sama się tym nie zajmuje i nie zna szczegółów. Będący wtedy z mieszkańcem Złotoryi znajomy odradzał mu zakup tego samochodu. Zwrócił uwagę m.in. na to, że wygląd Katarzyny R., jak i miejsca jej zamieszkania nie wskazują na to, aby mogła ona być właścicielką drogiego auta. Tomasz H. zdecydował się jednak na kupno audi.
27 kwietnia 2010 r. przyjechał do Mogilna i zapłacił Aleksandrowi G. za samochód 118.000 zł. Auto 11 dni wcześniej zostało już przez G. zarejestrowane po raz pierwszy w kraju w Starostwie Powiatowym w Mogilnie.
NIE ZDĄŻYŁ WYSUSZYĆ
Jak wynikało wtedy z dokumentów tego pojazdu, został on najpierw kupiony od Daniela P., obywatela Niemiec zamieszkałego w Kolonii, 27 lutego 2010 roku za 29.000 euro przez Katarzynę R. z Gniezna, prowadzącą działalność gospodarczą związaną z handlem samochodami. Natomiast 13 kwietnia audi A6 miało zostać kupione od Katarzyny R. przez firmę prowadzoną przez Aleksandra G. za 119.000 zł. Dokumenty z takimi danymi przedstawione zostały podczas rejestracji pojazdu
16 kwietnia 2010 r. w mogileńskim starostwie. Wkrótce po tym, skradzionym w Belgii a zarejestrowanym w Mogilnie samochodem zaczęły interesować się organy ścigania. Sprawą zainteresował się także Urząd Celny, gdyż Katarzyna R. - jako pierwsza właścicielka tego samochodu - powinna opłacić podatek akcyzowy.
W tej sprawie Aleksander G. po raz pierwszy przesłuchany został 14 maja 2010 r. przez policję w Mogilnie. O dziwo, podczas tego przesłuchania zeznał, że samochodu audi A6 wcale nie zakupił od Katarzyny R., ale od zajmującego się handlem pojazdami Łukasza P. z Trzemeszna za 105.000 zł. Po raz drugi zeznawał 5 listopada 2010 roku. Przesłuchującym go wtedy policjantom oświadczył, że nie może przedstawić dokumentów związanych z tą sprawą, gdyż tydzień temu w siedzibie jego firmy nastąpiło rozszczelnienie rury, więc woda zalała dokumenty, które stały na podłodze w kartonach i nie zdążył ich jeszcze wysuszyć.
23 listopada 2012 r. naczelnik Urzędu Celnego w Poznaniu powiadomił Prokuraturę Rejonową w Gnieźnie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Pod nadzorem gnieźnieńskiej prokuratury 28 grudnia 2012 roku postępowanie w sprawie podejrzenia podrobienia dokumentacji zakupu samochodu audi A6 wszczęte zostało przez Komendę Powiatową Policji w Gnieźnie.
PRZYZNAŁ, ŻE PODROBIŁ
W toku postępowania przesłuchana została Katarzyna R. z Gniezna. Gdy rozpoczęte zostało policyjne postępowanie, miała 36 lat i była osobą bezrobotną. Jej wyjaśnienia niewiele wniosły do sprawy. Stwierdziła ona bowiem, że inna mieszkanka Gniezna Joanna L. poprosiła ją o założenie firmy zajmującej się handlem samochodami. Katarzyna R. zeznała, że nie dawała jej żadnego pisemnego upoważnienia, ale Joanna L. po prostu chodziła i podpisywała wszystkie dokumenty w urzędach związane z założeniem firmy pod jej nazwiskiem. Podkreśliła, że sama nie zajmowała się w ogóle samochodami i prowadzeniem działalności.
Przesłuchana została także Joanna L., która potwierdziła, że zajmowała się prowadzeniem firmy Katarzyny R. Poinformowała, że R. otrzymała wezwanie do zapłaty akcyzy za audi A6, mimo że takiego pojazdu nie sprowadziła. Joanna L. oświadczyła, że później po sprawdzeniu w Urzędzie Celnym dokumentacji stwierdziła, że wszystkie dokumenty pojazdu były fałszywe. Fałszywe były odciski pieczęci i podpisy. Dodała również, że Aleksander G. miał jej oraz znajomej Sandrze B. przyznać, że sam podrobił dokumenty pojazdu, na podstawie których go zarejestrował.
Wyjaśnienia w sprawie dla Urzędu Celnego i policji złożył też Łukasz P. z Trzemeszna, czyli pierwszy nabywca audi A6. Oświadczył, że samochód kupił w Antwerpii w Belgii od osoby posługującego się danymi na nazwisko Daniel P. z niemieckiego miasta Kolonia. Ogłoszenie o sprzedaży znalazł w Internecie. Pojazd miał uszkodzone lewe przednie koło i błotnik. Auto sprowadził do Polski w celu tzw. uszlachetnienia w jednym z warsztatów w Trzemesznie. W warsztacie tym zjawił się też Aleksander G. i wyraził chęć zakupu tego pojazdu i do transakcji tej ostatecznie doszło.
NA KRADZIONYCH PAPIERACH
Jak ustaliła później prokuratura w niemieckiej Kolonii, Daniel P. nigdy nie był zameldowany w tym mieście.
Śledztwo, w którym jednym z wielu wątków był m.in. samochód audi A6, prowadzone było odrębnie przez inspekcję kryminalną policji w Kolonii we współpracy z policją w belgijskiej Antwerpii. Prowadzone dochodzenie dotyczyło paserstwa w celu zarobkowym w grupie przestępczej zajmującej się kradzieżą drogich samochodów. Skradzione pojazdy były oferowane na dwóch niemieckich internetowych motoryzacyjnych portalach ogłoszeniowych. Dowody rejestracyjne tych aut pochodziły m.in. z kradzieży z włamaniem do biura komunikacji miasta Kolonii w 2007 i 2009 r. Osoby zainteresowane zakupem zwabiane były głównie w rejon Antwerpii. Samochody kradzione były we Francji, Belgii i Holandii.
PROKURATORSKIE ZARZUTY
Wyjaśnienia złożone przez świadków w sprawie związanej ze sprzedażą audi A6 spowodowały, iż Aleksander G. był podejrzany o popełnienie przestępstwa z art. 286 paragraf 1 kodeksu karnego. Artykuł ten mówi o tym, że kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
25 kwietnia 2013 r. gnieźnieńska prokuratura postawiła zarzuty Aleksandrowi G. Oskarżony został o to, że od 27 lutego 2010 r. do 16 kwietnia 2010 r. w Gnieźnie i Mogilnie działając z góry powziętym zamiarem podrobił zagraniczną umowę kupna-sprzedaży samochodu audi A6 poprzez podrobienie podpisu zbywcy oraz podpisu Katarzyny R. jako nabywcy oraz fakturę VAT-marże i podpis Katarzyny R. na tej fakturze dotyczącej sprzedaży pojazdu. Następnie posługując się tak podrobionymi dokumentami wyłudził poświadczenie nieprawdy od pracownika Starostwa Powiatowego w Mogilnie w postaci pierwszej rejestracji pojazdu w kraju i działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wprowadził nabywcę Tomasza H. w błąd co do legalności zarejestrowania tego pojazdu, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 118.000 zł z tytułu nabycia pojazdu.
WINNY I SKAZANY
Aleksander G. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Wyraził żal, że to zrobił. Przyznał wtedy, iż zamknął prowadzoną wcześniej przez siebie działalność i nigdzie nie pracuje. Pouczony o możliwości dobrowolnego poddania się karze oświadczył, że chciałby z tego skorzystać. Mieszkańcowi Mogilna prokurator zaproponował karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata oraz naprawienie szkody na rzecz Tomasza H. Podejrzany oświadczył, że wyraża zgodę na taką karę.
Wyrok w tej sprawie zapadł 20 września 2013 r. w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie. Aleksander G. uznany został winnym zarzucanego mu przestępstwa i skazany został na taki wymiar kary, na jaki sam wyraził zgodę. Skazany więc został na 1 rok pozbawienia wolności. Karę tę warunkowo zawieszono na okres 4 lat próby. Sąd w swoim wyroku zobowiązał Aleksandra G. do naprawy szkody na rzecz pokrzywdzonego Tomasza H. poprzez zapłatę mu kwoty 118.000 zł. Wyrok ten uprawomocnił się 28 września 2013 r.
TRAFIŁ ZA KRATY
Jednak, jak się okazało, mieszkaniec Mogilna nie wywiązywał się z zapisów wyroku. Dlatego też 11 lipca 2017 r. Sąd Rejonowy w Mogilnie postanowił zarządzić wobec Aleksandra G. wykonanie kary pozbawienia wolności w wymiarze 1 roku orzeczonej w 2013 r. przez Sąd Rejonowy w Gnieźnie. Skazany nie wywiązywał się bowiem z obowiązku naprawienia szkody w wysokości 118.000 zł. W okresie próby skazany uiścił tylko 2.900 zł wpłacając pieniądze nieregularnie, przeważnie symboliczne kwoty na rzecz pokrzywdzonego. W ocenie sądu skazany, który dotychczas nie naprawił szkody i uregulował pokrzywdzonemu zaledwie około 2% należności, pomimo upływu ponad 3 lat od uprawomocnia się wyroku, jednocześnie nie wykonując jedynego obowiązku nałożonego na niego w wyroku, prezentuje postawę lekceważącą orzeczenie sądu. Dodatkowo zwrócono także uwagę, że po wydaniu przedmiotowego wyroku wobec Aleksandra G. zapadły trzy wyroki skazujące, w tym dwa za przestępstwa przeciwko mieniu. W orzeczeniu mogileńskiego sądu zapisano: W przekonaniu sądu należało dojść do konkluzji, że proces resocjalizacyjny w warunkach wolnościowych jest wobec skazanego nieskuteczny.
Aleksander G. pod koniec sierpnia został zatrzymany przez policję przed hala widowiskowo-sportową. Trafił najpierw do Aresztu Śledczego w Bydgoszczy, a później w celu odbycia kary do Zakładu Karnego w Inowrocławiu. Przebywał jednak w więzieniu krótko. Na swój wniosek i wniosek dyrektora tego zakładu Sąd Okręgowy w Bydgoszczy zadecydował o tym, że Aleksander G. od 19 września będzie wykonywał karę pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego.
Na jego ciele umieszczony został nadajnik w wodoodpornej opasce przypominający zegarek, który pozwala monitorować miejsce jego pobytu. Dzięki temu skazany może m.in. pracować. Dlatego też wrócił do pracy w jednej ze spółek gminnych w Mogilnie.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1339 (41/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze