Tydzień temu na naszych łamach ukazał się artykuł Lokatorzy mieszkań socjalnych nie dbają o porządek. Artykuł dotyczył rozmów, które odbyły się podczas obrad połączonych komisji Rady Gminy, podczas których radna Aneta Barczak wskazywała na zaniedbania, jakich dopuszczają się lokatorzy zajmujący mieszkania socjalne w budynku po byłej szkole w Siedlimowie (czytaj pod artykułem).
CZAD, SMRÓD, BRUD
Przypomnijmy, że radna Aneta Barczak zachęcała radnych, by przyjechali do Siedlimowa i weszli tylko na klatkę schodową mieszkań socjalnych i zobaczyli jak lokatorzy dewastują budynek. - Jaki tam jest smród. Czad, smród, brud - mówiła radna Barczak.
Po ukazaniu się artykułu w naszej gazecie z reporterem skontaktowała się mieszkanka budynku po byłej szkole Lena Klimczak, która mieszka tam na parterze i ma mieszkanie własnościowe. W budynku na piętrze budynku znajdują się 4 mieszkania socjalne. Dwa z tych mieszkań stoją puste, natomiast pozostałe dwa są w użytkowaniu. Podczas podziału klas szkolnych na mieszkania zostały do nich przygotowane kotłownie oraz łazienki. Do jednego z mieszkań łazienka została wyodrębniona z części korytarza. W związku z tym lokatorzy przechodzą do niej przez korytarz. W tej łazience znajduje się również kotłownia. Do drugiego z mieszkań kotłownia znajduje się również w części przyległej do niego i znajduje się w korytarzu. Jak się okazuje kotłownia ta nie jest zaopatrzona w wentylację.
GDZIE TUTAJ JEST SMRÓD I SYF?
Najemczyniami tych mieszkań są Ewa Hańska i Katarzyna Kaczyńska, która mieszka z córką i wnuczką.
Podczas naszej wizyty w Siedlimowie pani Ewy nie zastaliśmy, natomiast pani Katarzyna nie chciała rozmawiać. O sprawie rozmawialiśmy więc tylko z Leną Klimczak, która postanowiła stanąć w obronie swoich sąsiadek. - Jeżeli chodzi o zapach i okopcone ściany, to tutaj są piece węglowe, więc nie ma czegoś takiego, żeby raz na jakiś czas nie zakopciło się w piecu. To jest normalne. W kotłowni nie ma wentylacji. Panie zgłaszają jak jest popsuta klamka, ale one drzwi za własne pieniądze wymieniły. Wilgoci to tutaj w ogóle nie było, ona pojawiła się jakieś 5 lat temu. Dopiero, jak wilgoć weszła, to gmina pozakładała te wszystkie wentylacje. Oni myśleli, że w taki sposób to zlikwidują i niech głupot nie opowiadają i teraz szukają winnych. Gdzie tutaj jest smród i syf, a suszarki na bieliznę gdzieś postawić trzeba, bo tutaj strychu nie ma - powiedziała nam Lena Klimczak.

- "Niech wójt zadba o inne budynki, które należą do gminy. Bo te budynki za chwile będą się rozpadały i to dopiero będzie wizytówka. Bo jeżeli ktoś będzie mówił na nas, to my też mamy prawo się odezwać i coś powiedzieć" - twardo stawia sprawę Lena Klimczak fot. Paweł Lachowicz
Dodała, że gmina w ogóle o budynek nie dba. Wskazuje, że tynki z budynku same spadają. Jej zdaniem od czasu, gdy gmina zaadoptowała budynek po szkole na mieszkania nic się nie zmieniło, żadnych konkretnych remontów przeprowadzonych nie było.
- CZY MY NIE PASUJEMY JAKO NOWE WE WSI?
- Pani Aneta Barczak mówi, że smród. Malowane było 10 lat temu, to czy gmina nie mogłaby w końcu tego odświeżyć. My byśmy mogli to sobie zrobić, byśmy założyli sobie wspólnotę mieszkaniową. Byśmy sobie do swojej skarbonki zbierali pieniądze i wtedy byśmy sobie przeznaczyli na malowanie, czy zewnętrzne prace. A dziewczyny płacą czynsz, to chyba obowiązkiem gminy jest zapewnić, aby miały cokolwiek zrobione. Ale mieszkania są socjalne, dlatego powstaje taki problem. One chciałyby wykupić te mieszkania. Ja moje kupiłam w 2013 roku. Gdy się tutaj przeprowadziłam w 2016 roku, to dziewczyny już tutaj mieszkały. A jedyne co się w tym budynku zmieniło od tego czasu, to zostały wymienione okna, bo tamte same by wyleciały. Przy moim mieszkaniu znajduje się kawałek ściany. Byłam jakieś 6 lat temu u wójta i rozmawiałam z nim, że wyremontowałabym kawałek swojej ściany, to mi powiedział "po co będziesz robiła. My będziemy robić budynek, to będzie wszędzie zrobione tak samo. Dołożysz się na tą ścianę, co jest twoje i tyle". Minęło już tyle czasu. Teraz była sesja przed wyborami i była również wzmianka na sesji na temat tego budynku. "Ja widzę, że ten budynek jest w opłakanym stanie i trzeba będzie coś z tym zrobić”, mówił wtedy wójt. Tu widać ewidentnie, że to jest sól w oku, bo pani Barczak zawsze miała pretensje i problem, że tu mieszkają dziewczyny. Są mieszkania i jest problem. Czy my nie pasujemy jako nowe we wsi? Bo żeśmy tu przybyły i tutaj się wprowadziły? Ja nie powiem, że cała wieś, ale to się wyczuwa zwłaszcza od pani Barczakowej. Ona jest radną i zamiast pomagać swoim mieszkańcom, to ona próbuje nam ewidentnie zaszkodzić. Nie mówię o sobie, a o dziewczynach, bo one się boją odezwać i ja się im nie dziwię - opowiada nam Lena Klimczak.
Jej zdaniem zarówno ona, jak i dwie pozostałe lokatorki są po trudnych, życiowych przejściach. Każda z nich cieszy się, że znalazła w końcu swój kąt i spokój, a okazuje się, że nie, tego spokoju jednak nie mają. Dodaje, że budynek jest własnością gminy, więc lokatorzy sami nie mogą robić tam co by chcieli.
- Kasia powiedziała, że kupi farbę i pomaluje ten kawałek ściany, ale jak to ma być ona pomaluje w tym roku, ktoś inny w innym i jak to będzie wyglądać. Chcielibyśmy, aby wójt się zajął elewacją budynku, tak jak obiecywał kiedyś na sesji. Niech przysłałby mi pismo, zrobił jakiś kosztorys napisał, ile mam się dołożyć. Wszędzie jeszcze widać na tynkach, jak wisiały tablice, że szkoła tutaj była. Są nawet ślady po szkolnym dzwonku - dodaje Lena Klimczak.

Lena Klimczak wskazuje, że elewacja budynku po zamknięciu szkoły w Siedlimowie do dnia dzisiejszego nie została wyremontowana fot. Paweł Lachowicz
MY TEŻ MAMY PRAWO SIĘ ODEZWAĆ
Przy okazji naszej wizyty wskazała na pękniętą rynnę. Jej zdaniem cieknąca z niej w czasie deszczu woda zalewa elewację i tworzy się wilgoć. Podkreśla, że lokatorka Ewa Hańska nie jest winna, że ściany budynku są zawilgocone. - Rynna przecieka, bo jest pęknięta. Wszystko leci między tynk, a cegłę, a oni twierdzą, że to jest Ewy wina. Jak to ma wyschnąć? Jak oni by to zrobili w porę, to do tego by nie doszło. Dziewczyny dbają, bo malują mieszkania. Kasia nie ma kotłowni, bo ma piec w łazience. Oni widzą tylko nasze błędy, tylko nie widzą swoich błędów. Pani Barczak dba, ale o tamtą część wioski, bo tutaj nie wiem, jest dla niej jakaś przepaść. Remont budynku gminy rozumiem, bo jest ładnie. Słyszałam, że chodzi się tam po marmurach, ale ile razy można remontować gminę. Co roku będzie remontował. Powstają siłownie i inne rzeczy dobrze, super inwestuje i elegancko ale niech wójt nie patrzy tylko w ten sposób, że bo ja wybudowałem to, bo ja postawiłem tamto. Ale niech zadba o inne budynki, które należą do gminy. Bo te budynki za chwile będą się rozpadały i to dopiero będzie wizytówka. Bo jeżeli ktoś będzie mówił na nas, to my też mamy prawo się odezwać i coś powiedzieć. My nie chcemy i nigdy nie chcieliśmy mieć z panią Barczak i wójtem żadnej wojny. Oni sobie sami przyklepują i nieraz widziałam i powiem to głośno. Samochód pana wójta często koło pana Barczaka stoi, to przepraszam o czym oni u niego rozmawiają i omawiają. Od tego są sesje, czy komisje a nie prywatne spotkania w domu przy kawie. I wszyscy są dookoła winni, tylko nie pani Barczakowa, czy pan wójt - dodała Lena Klimczak.

Zdaniem Leny Klimczak, brak wentylacji w pomieszczeniu na klatce schodowej, gdzie znajduje się kotłownia jednego z mieszkań powoduje, że wydostający się dym z pieca brudzi ściany klatki schodowej fot. Paweł Lachowicz
Jej zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby założenie w budynku wspólnoty mieszkaniowej. Ale w chwili obecnej jest to niemożliwe, gdyż mieszkania mają status socjalnych, a żeby założyć wspólnotę musiałyby być komunalne. Wtedy lokatorzy mogliby je wykupić od gminy.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze