Jeziora Wielkie, mecz, prezes, kierownik, chuligaństwo
Skopali prezesa i panią kierownik
Prezes Dębu Barcin Marcin K. i kierownik drużyny Daria W. zostali skopani i pobici. - Policja stała w pobliżu stadionu i nie interweniowała, kiedy po meczu szliśmy do busa a chuligani nas wyzywali, popychali i kopali - opowiada Daria W. Bandyci przyjechali ze Strzelna. Mecz rozgrywano w Jeziorach Wielkich.
PODCHMIELENI
Niedzielny mecz Kujawskiego Pogranicza z Dębem Barcin na boisku w Jeziorach Wielkich zapowiadał się dość jednostronnie. Jezioranie grają w tym sezonie w klasie A niezłe spotkania i byli faworytem z przeżywającym głęboki kryzys Dębem.
Na stadion w Jeziorach nie chodzi zbyt wielu kibiców, zazwyczaj jest ich garstka i to najczęściej trochę młodych chłopaków i trochę często już starszych ludzi. Do tej pory nie dochodziło tam także do żadnych ekscesów. Jak to we wszystkich mniejszych miejscowościach i na wszystkich meczach - ktoś pokrzyczał, komuś nie spodobała się praca sędziego.
Dlatego podchmieloną grupkę kilku młodych ludzi 16 września około 16:00 od razu wszyscy na stadionie zauważyli.
- Nie wiem, czy oni wszyscy w Strzelnie mieszkają, ale tak ich kojarzymy, że z tamtych stron pochodzą - mówi prezes Kujawskiego Pogranicza Krzysztof Laskowski. Dodaje: - Znamy ich z widzenia i mniej więcej wiemy, kto to jest. Przyjechali już podpici i cały czas podczas meczu sobie popijali. Generalnie to nie byli fani naszej drużyny. Jeśli już, to zapewne fani „Kujawianki” Strzelno. Oni poprzez swoich kolegów czasami nas tutaj odwiedzają.
SZUKALI ZACZEPKI
Piłkarze Dębu na początku meczu objęli prowadzenie 1:0. Już w trakcie meczu ta grupa pijanych wyrostków zaczęła się źle zachowywać. Na przykład podchodzili do ławki rezerwowych zawodników z Barcina, wyzywali ich i prowokowali. Gdy prezes Laskowski ich stamtąd przegonił, to wrócili na drugą stronę boiska. Obserwatorzy spotkania mówią, że generalnie ta grupa szukała zaczepki i zwady. Wykrzykiwała również obraźliwe epitety w kierunku sędziego.
Sytuacja była na tyle napięta, że gospodarze postanowili wezwać policję. - Coś przeczuwaliśmy i dlatego policja na 20 minut przed zakończeniem meczu się pojawiła, ponieważ była poinformowana przez nas, że może coś się dziać, ale głównie chodziło tutaj o sędziów. Oni też się trochę bali i również dzwonili na policję - mówi prezes Laskowski.
Po policję zadzwonili także goście z Barcina. Prezes Dębu Marcin K. mówi reporterowi: - Podchmielona grupa kibiców groziła piłkarzom, trenerowi i pani kierownik naszej drużyny już podczas meczu. Podobno nie byli miejscowi, tylko przyjechali ze Strzelna. Zadzwoniliśmy po policję, ale gdy przyjechali, to wcale nie interweniowali.
Policyjny radiowóz stanął przy bramie wjazdowej na stadion.
WIDOK PRZEZ OKIENKO
Dąb ostatecznie wygrał mecz 1:0. Gdy mecz się zakończył obie drużyny miały pretensje do sędziego meczu o decyzje podejmowane na boisku. - Wykrzykiwania w kierunku sędziego były z obu stron. Ci pijani swoje uwagi również mieli, ale to, że się coś takiego stanie, nikt się nie spodziewał. Coś im uderzyło do głowy i chcieli się chyba po prostu wyżyć - mówi prezes Laskowski.
Gdy Krzysztof Laskowski regulował po meczu w szatni z arbitrami spotkania należność za sędziowanie, zauważył przez okienko - z którego widok wychodzi na płytę boiska - że ci pijani bandyci zaatakowali gości z Barcina. Wybiegł razem z trenerem drużyny Kujawskiego Pogranicza Marcinem Kaźmierczakiem i jeszcze jednym kolegą, by powstrzymać napastników tak, aby nie doszło do bójki.
- W tym momencie nie potrafię powiedzieć, czy to była cała czwórka, piątka czy tylko dwójka z nich. Udało się dosyć szybko ich rozdzielić. W międzyczasie podjechała policja, która stała przy bramie wjazdowej na boisko, więc czas ich reakcji jak to zauważyli, był natychmiastowy i trwał zaledwie 40 sekund do minuty. To wszystko działo się tak szybko, że ja zdążyłem tylko jednego odciągnąć na bok z tej grupy, trener drugiego i w tym czasie podjechała policja. Być może ktoś w jakiś sposób oberwał, ale nie było to nic poważnego - twierdzi Laskowski.
ŻAL DO POLICJI
Nieco inaczej widzi przebieg zdarzeń prezes Dębu. Ma żal i pretensje do bierności policji: - Jak się mecz skończył, to biernie się przyglądali temu, co robią chuligani. Nie winimy organizatorów z takiej małej miejscowości, bo ci chuligani mogli być na każdej innej imprezie i zrobić awanturę. To nie byli kibice. Chcemy złożyć zażalenie na działanie policji, bo to jej wina, że do tego doszło przez brak jej interwencji. Wystarczyłoby, jeśli podjechaliby pod szatnie.
W tym bandyckim ataku prezes Dębu został poturbowany. Pierwszy główny atak boiskowych bandytów został skierowany właśnie w jego stronę. Został przewrócony na murawę boiska i skopany.
W trakcie bandyckiej napaści ucierpiała też Daria W., która jest kierownikiem drużyny Dębu. - W trakcie meczu były już pod naszym adresem groźby i wyzwiska, także wulgarne. Policja stała w pobliżu stadionu i nie interweniowała, kiedy po meczu szliśmy do busa a chuligani nas wyzywali, popychali i kopali. Zostałam kopnięta w kręgosłup, który miałam operowany dwa lata temu. Musiałam być odwieziona karetką do szpitala w Inowrocławiu. Okazało się, że jest to mocne zbicie miednicy i grzbietu kręgosłupa - opowiada nam Daria W.
Prezes Laskowski dodaje, że ta pani chciała rozdzielić bijącą się parę i w tym momencie ktoś ją uderzył. - Nie potrafię powiedzieć czy było to kopnięcie, czy uderzenie. Wiem, że dostała w pośladek lub w biodro. A że miała kiedyś problemy zdrowotne tej części ciała, więc to ją na tyle zabolało, że ją unieruchomiło. Czuła, że jej noga drętwieje i nie mogła chodzić, więc wszyscy radzili, żeby poczekała na karetkę - mówi.
Jeden z kibiców z Barcina tak ocenia to, co się działo na stadionie w Jeziorach Wielkich: - Fatalne zabezpieczenie meczu, żadnych porządkowych. Chuligani szykowali się do ataku już w trakcie meczu. Na trybunach wiele osób piło alkohol. Były wulgaryzmy pod adresem zawodników.
POSTĘPOWANIE O POBICIE
Prezes Laskowski wskazuje, że nie ma tu mowy o jakichś waśniach między klubami.
- Zawodnicy między sobą zachowali się fair i po meczu ze sobą normalnie rozmawiali. Nasi kibice stali z boku i się tylko przyglądali. A ci ze Strzelna byli tak upojeni, że nie widzieli nawet, że policja stoi, bo co za idiota rzuca się, gdy policja stoi w pobliżu. Gdy to opanowaliśmy oni zaczęli uciekać. I tak udało się złapać dwójkę z tej grupy, gdzie z tego co ja pamiętam właśnie ta dwójka była najbardziej agresywna. Reszcie udało się uciec i na ile oni uczestniczyli w tej bójce trudno jest mi powiedzieć - mówi.
Rzecznik mogileńskiej policji odmówił jakichkolwiek informacji na ten temat, zasłaniając się dobrem prowadzonego postępowania. Odesłano nas do rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji.
Komisarz Monika Chlebicz z KWP poinformowała nas, że po doniesieniach prasowych na zlecenie zastępcy komendanta wojewódzkiego policji wyjaśniana jest prawidłowość działania policjantów, którzy byli obecni w czasie i po meczu na stadionie Kujawskiego Pogranicza.
Rzecznik powiedziała nam także, że policja przyjęła od pobitej pani kierownik Dębu zawiadomienie o pobiciu jej w Jeziorach Wielkich na stadionie Kujawskiego Pogranicza. Tym samym toczy się postępowanie o pobicie. - Przesłuchano świadków. Nikomu nie postawiono jak na razie zarzutów - mówi komisarz Chlebicz.
Ustaliliśmy z własnych źródeł, że policja zatrzymała zaraz po burdach na stadionie jednego z uczestników zajść, 21-letniego Michała M. ze Strzelna. Policjantom miała go wskazać pani kierownik zespołu z Barcina. Mężczyzna był pijany. Po zbadaniu go alkotestem, okazało się, że miał w wydychanym powietrzu około 2 promile alkoholu. Z naszych informacji wynika, że przesłuchiwany przez policjantów nie przyznał się do kopnięcia kobiety.
Wiemy także, że organizatorzy meczu, władze Kujawskiego Pogranicza, nie wystąpili przed tym spotkaniem do policji o zabezpieczenie spotkania. Nie mają zresztą takiego obowiązku. Kluby na tym poziomie rozgrywek czynią tak tylko wtedy, gdy jest to mecz tzw. podwyższonego ryzyka. Gdy na przykład między kibicami klubu panują odwieczne animozje lub gdy działacze wiedzą, że na mecz wybiera się autobus kibiców z przeciwnej drużyny.
DZIŚ DECYZJA O KARZE
Prezes Laskowski jest zły, gdyż ekscesy wydarzyły się w momencie, gdy klub nieźle sobie radził w rozgrywkach. Po raz pierwszy od dłuższego czasu widmo spadku nie zaglądało już od samego początku rozgrywek.
- Akurat ten incydent nam trochę namiesza i zapewne zostaniemy ukarani jakąś karą przez Związek Piłki Nożnej. Nie stać nas nawet, żeby zawodnikom buty kupować, a tutaj trzeba będzie za to zapłacić. Całe szczęście, że w miarę szybko to załatwiliśmy, ale niesmak pozostaje. Oni mogą dostać dożywotni zakaz dojścia do naszego boiska. Ale myślę, że tak szybko się tutaj nie pojawią - twierdzi prezes Laskowski.
Według władz jeziorańskiego klubu, jest to niezbyt sympatyczna sytuacja dla klubu, ale nikt tego nie przewidział.
- Nie uda się jednak wszystkiego dopilnować tak, żeby wszystko odbywało się perfekcyjnie. Tego nikt nie przewidział - mówi.
Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej nie podjął jeszcze żadnych decyzji. - W czwartek zbiera się wydział gier i dyscypliny związku. Decyzja zapadnie na podstawie tego, co napisze sędzia w protokole zawodów - dowiedzieliśmy się w biurze K-PZPN.
Paweł Lachowicz
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1075 (38/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze