Po sobotniej tragedii w Katowicach dla wielu osób hodowla gołębi przybierze inną barwę. Hodowca gołębi ze Żnina Dariusz Bykowski na swoje gołębie będzie patrzył już nieco inaczej. Ptaki będą zawsze przywoływać na myśl wydarzenia z 28 stycznia 2006 r. Postanowiliśmy porozmawiać z hodowcami gołębi z naszego terenu o ich odczuciach na temat sobotnich wydarzeń.
Dariusz Bykowski ze Żnina z dumą prezentuje swoje gołębie wysokolotne fot. Arkadiusz Majszak Dariusz Bykowski ze Żnina hoduje gołębie od 27 lat. Hobby to przejął po ojcu. Ma nadzieję, że jego syn również będzie w przyszłości hodował gołębie.
NIEDOWIERZANIE
Dariusz Bykowski hoduje gołębie rasowe. W minioną sobotę w Katowicach odbywała się wystawa gołębi pocztowych i rasowych. To jedna z największych wystaw w Europie.
Dariusz Bykowski przed dwoma i trzema laty jeździł z kolegami do Katowic i wystawiał gołębie. Już o 7:00 rano w dniu wystawy nie było gdzie zaparkować samochodu. Przyjeżdżali tam bowiem hodowcy z całej Europy. - W tym roku nie zdążyliśmy się skrzyknąć - wyjaśnia.
30 stycznia dzwonił do kolegi z Katowic. Bardzo się cieszy, że kolega przeżył. - Powiedział, że nie wejdzie do dużej sali i marketu przez najbliższych kilka lat. Kolega jest współorganizatorem tych wystaw. Jest też hodowcą. W czasie, gdy zawalił się dach, był wewnątrz hali. Powiedział, że nagle zrobiło się ciemno. Zaraz potem było słychać krzyki i jęki. Udało mu się wydostać na zewnątrz i ratował innych ludzi. Zdarzenie miało miejsce o 17:00. Gdyby to się stało o 11:00 lub 12:00 byłaby masakra. W tych godzinach było kilka tysięcy ludzi. Apogeum zwiedzania zawsze przypada między 10:00 a 14:00 - opowiada Dariusz Bykowski.
Hodowca gołębi ze Żnina oglądał relacje telewizyjne z Katowic z niedowierzaniem. Zadawał sobie pytanie, jak dach tak wielkiej hali, w której odbywały się już setki wystaw, mógł runąć? Bywał w tej hali, więc nie mógł sobie wyobrazić. w jaki sposób taka budowla mogła się zawalić. - Czuje się wówczas żal, smutek, rozpacz. To mógłby być każdy z nas. Hodowcy gołębi są wielką rodziną. Myślałem sobie, że dzieci zostały bez ojców i matek, rodziny zostały bez sióstr, braci, żon, mężów. Hodowla gołębi przechodzi z ojca na syna, więc najczęściej na wystawy jeżdżą całe rodziny. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się hodowla na Śląsku. Myślałem także, że to równie dobrze mogliśmy być my. Mogliśmy też tam pojechać i zginąć - mówi Dariusz Bykowski.
Tuż po pierwszych informacjach o zdarzeniu, w sobotę do 21:00 bez przerwy dzwonił telefon. Znajomi i rodzina Dariusza Bykowskiego znający jego pasję, jak również inni hodowcy chcieli się upewnić czy nie pojechał do Katowic na wystawę. Uspokajał wszystkich, że został w Żninie, więc nic mu się nie stało. Sam dzwonił, by również upewnić się, czy jego znajomi nie wyjechali do Katowic.
HODOWLA W INNYCH BARWACH
Dariusz Bykowski zwraca uwagę, że hala w Katowicach była nową konstrukcją. Z zewnątrz wyglądała bardzo brzydko. Miała mało okien i małe drzwi. Przypominała market. W centrum targowym w Poznaniu hala wygląda zupełnie inaczej. Konstrukcja jest starsza i mocniejsza.
Na wystawę do Poznania Dariusz Bykowski wybiera się w najbliższą sobotę. Nie wie jeszcze w jaki sposób hodowcy będą chcieli pomóc poszkodowanym. Jest przekonany, że temat wydarzeń z Katowic będzie się na wystawie przewijał. - Po tej tragedii dla wielu hodowla gołębi przybierze inne barwy. Zawsze już na te gołębie będę patrzył trochę inaczej. Te gołębie będą przypominać tę tragedię i dzień 28 stycznia, w którym będziemy wspominać nieżyjących kolegów - mówi Dariusz Bykowski.
NIE POJECHAŁ PRZEZ OPERACJĘ
Prezes żnińskiej sekcji hodowców gołębi pocztowych Sylwester Bzdak powiedział nam, że nikt spośród żninian nie pojechał na wystawę do Katowic. Z okręgu bydgoskiego pojechało jedynie 4 hodowców. - Gdybym nie musiał jechać do szpitala na operację, to na wystawę bym pojechał. Przez operację nie było wyjazdu. Trzy razy z rzędu byliśmy na wystawie w Katowicach. Zawsze jechało około 8 osób - wyjaśnia Sylwester Bzdak.
Po powrocie ze szpitala prezes żnińskiej sekcji hodowców gołębi zwoła zebranie, na którym członkowie sekcji zastanowią się nad formą pomocy poszkodowanym i rodzinom ofiar katastrofy. Prawdopodobnie będzie to zbiórka pieniędzy. - To co się wydarzyło jest przykre. Szkoda ludzi i ptaków. Gdy dowiedziałem się o tragedii natychmiast obdzwoniłem swoich znajomych. Oni z kolei dzwonili do mnie - mówi Sylwester Bzdak.
ZGINĘŁY DWA NAGRODZONE PTAKI
Wiceprezes do spraw lotowych oddziału hodowców gołębi w Szubinie, mieszkaniec Złotowa w gminie Barcin Józef Kowalczyk powiedział, że żaden z członków oddziału zrzeszającego sekcje w Szubinie, Łabiszynie, Barcinie i Żninie nie pojechał na wystawę. - Byłem w Katowicach 2 lata temu. Potem nie jeździłem, bo jestem po szpitalu. Zaraz po tragedii dzwoniłem, żeby dowiedzieć się czy nie było kogoś z naszych hodowców. Słyszałem tylko, że z Nakła był jeden poszkodowany. Mieliśmy zebranie sekcji i uczciliśmy minutą ciszy pamięć ofiar. 7 lutego na posiedzeniu zarządu również będziemy o tej sprawie mówić - dodał Józef Kowalczyk.
Jak się dowiedzieliśmy z oddziału szubińskiego na wystawie znajdowało się 5 ptaków. Dwa gołębie należące do prezesa oddziału szubińskiego Witolda Laube z Łabiszyna zajęły I i II miejsce. Jak się dowiedzieliśmy, ptaki te zginęły podczas katastrofy. Witold Laube nie zawiózł ptaków na wystawę. Pojechały z członkami okręgu bydgoskiego.
WYJECHALI O 14:00
W Międzynarodowych Targach Gołębi Pocztowych w Katowicach uczestniczyło 8 hodowców gołębi z Mogilna i okolic. Jak opowiada nam Robert Musidłowski, wyjechali już o 2:00 w nocy z piątku na sobotę busem. W tragicznym dniu wyjechali do Mogilna już o 14:00. W samochodzie, od telefonujących do nich rodzin i znajomych, dowiedzieli się o tragedii. Robert Musidłowski mówił, że nikt nie zdawał sobie sprawy z jej ogromu. Hodowca dodaje, że w tym dniu, w momencie ogłaszania wyników wystawy w hali mogło być około 10.000 ludzi. On sam miał numer biletu 5.416. Jak i inni zwrócił uwagę na to, że w pewnym momencie w hali zaczęła kapać z sufitu woda.
W niedzielę, 29 stycznia w intencji hodowców gołębi modlił się w kościele pw. MBNP w Mogilnie znany mogileński hodowca gołębi pocztowych ks. Eugeniusz Jaworski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze