Reklama

Spod jego palców wychodzą fantastyczne budowle

- Mi się nie spieszy. Ze spokojem przycinam kolejne listewki
     Spod jego palców wychodzą fantastyczne budowle
     Pasję odkrył w sobie już w dzieciństwie. Ale pierwszą drewnianą budowlę zrobił dopiero jak się ożenił. Od tamtej pory pasja pochłonęła go całkowicie. - Kto raz jej posmakuje, już nigdy się od niej nie uwolni - twierdzi pan Edward.

Edward Bucholc tworzy z potrzeby serca. Kocha to co robi i niechętnie rozstaje się ze swoimi pracami. Pomimo tego wiele z nich zdobi domy całej rodziny. Na zdjęciu prezentuje część wykonanych przez siebie prac, z lewej widoczna jest miniaturka wiatraka z Ostrowa.
        fot. Joanna Świetnicka

    Zamiłowanie do rzemiosła towarzyszy Edwardowi Bucholcowi z Mogilna od najmłodszych lat. Wtedy jednak nie przypuszczał, że uda mu się w przyszłości rozwijać swoje pasje.
    - Ta pasja przyszła nagle. Pamiętam, że zobaczyłem jakąś rzecz, którą ktoś zrobił z zapałek. Wtedy właśnie postanowiłem, że też spróbuję coś zrobić - usłyszał reporter. Inspiruje go przede wszystkim własna wyobraźnia, choć czasem korzysta z gotowych wzorów. Prace jego stanowią wspaniały prezent przy różnych okazjach dla najbliższych i przyjaciół.
    Jego pierwszą budowlą był znajdujący się w Szydłowie (gm. Trzemeszno) kościół. Ciekawostką jest fakt, że zbudował go z zapałek. Tworzyć zaczął jak już był żonaty. Wcześniej, gdy był  kawalerem - jak sam przyznaje - nie miał na to czasu.
    - Mieszkaliśmy wtedy z żoną w Szydłowie. Było to w latach 70. Miałem wtedy 28 lat. Chodziłem cały czas i patrzyłem na kościół. Muszę przyznać, iż obawiałem się, żeby ktoś nie posądził mnie, że chcę coś ukraść. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i udało mi się go zrobić z zapałek. Nie mam go już, bo żona wydała go później znajomym, więc nawet nie wiem, czy on jeszcze istnieje - powiedział nam Edward Bucholc.
    Później pan Edward zrobił jeszcze z zapałek wiatraki i różnego rodzaju chatki.
    - Tworzyłem to co akurat przyszło mi na myśl. W pewnym momencie stwierdziłem, że trudno jest tak dalej tworzyć z zapałek, ponieważ trzeba je było wypalać, aby potem coś zbudować. Zajmowało to dużo czasu, w związku z tym wziąłem się za budowanie z odpadów, poprodukcyjnych odpadów ze stolarni. Listewki, listeweczki, mam ich mnóstwo w garażu. I tak zacząłem tworzyć z drewna - dodał nasz rozmówca.
    Jego prawdziwą pasją jest tworzenie budowli z drewna. Umiejętność tę opanował do perfekcji. Z jego rąk wychodzą okolicznościowe pamiątki i scenki rodzajowe obrazujące fragmenty wiejskiego życia. Jest to cicha praca i, jak twórca przyznał w rozmowie z reporterem Pałuk, nie powinna być wykonywana w zbyt dużym pośpiechu.
    W 1978 r. Edward Bucholc wraz z rodziną przeprowadził się do Mogilna, gdzie z żoną Barbarą mieszka do dziś. Od 3 lat przebywa na zasłużonej emeryturze, obaj synowie założyli już własne rodziny, ale żaden nie zaraził się pasją od ojca.
    Jego pracownia znajduje się w garażu, gdzie spędza większość wolnego czasu. - W domu nie ma miejsca na pracownię i dlatego wszystko mam w garażu - mówi. Tam też znajduje się, można powiedzieć, mała galeria z jego wyrobami, wśród których najważniejsze i najbliższe sercu twórcy są niewątpliwie wiatraki i rożnego rodzaju domki. To właśnie wiatraki i domki stanowią jego ulubiony motyw, co widać w wielu pracach, które zdobi kupionymi gotowymi elementami. W warsztacie pana Edwarda odwiedzający go znajomi mogą krok po kroku śledzić powstawanie różnorodnych wyrobów z drewna. Wszyscy zastanawiają się skąd czerpie pomysły. Zapytany o to odpowiada: - Po prostu siadam, myślę i tworzę. Niezwykłą atmosferę pracowni tworzą także barwne opowieści i dowcipy, którymi artysta urzeka swoich gości. 
    - Potrzebny mi do pracy materiał organizuję sobie w ten sposób, że idę do sklepu i pytam o niepotrzebne skrzynki po cytrusach. Część listewek, są to oczywiście odpady, dostaję od stolarza ze stolarni. Niektóre listewki, takie które mi się podobają, kupuję też w sklepie, podobnie jak elementy ozdobne do wykończenia całości. Każdy jeden kawałek, który znajduje się u mnie w garażu, jest wykorzystywany. Po prostu wszystko się przydaje. Wszystko co robię jest klejone, więc należy pamiętać, że nie można wystawiać tych rzeczy na ogród, ponieważ jak tylko zacznie padać, wszystko się rozleci - przyznał.
    Ile Edward Bucholc zbudował rzeczy w ciągu tych wszystkich lat, nie sposób zliczyć. Jedno jest pewne, oprócz tych, które znajdują się w jego pracowni oraz w domu, mnóstwo zdobi domy bliższej i dalszej rodziny oraz przyjaciół i znajomych. Jego dzieła powędrowały m.in. do Holandii, Niemiec, Piły, Torunia. Wśród rzeczy, które wykonał, są m.in.: zamki, wiatraki, duże płaskie obrazy na ścianę, żaglówki, domki, zegarki, chatki, a także wioska, wszystko własnego pomysłu. Prace te z pewnością warto byłoby pokazać na wystawie indywidualnej. Dzięki temu liczniejsza grupa osób miałaby okazję podziwiać drewniane prace twórcy.
    Pan Edward cały czas coś produkuje, ale robi to wyłącznie w okresie letnim. Zazwyczaj zaczyna w czerwcu, a kończy we wrześniu. Związane jest to oczywiście z tym, że jego warsztat pracy znajduje się w garażu. Zimą nie sposób spędzać tam czasu.
    Jedną z większych rzeczy, którą zrobił z drewna, był budynek znajdującego się nad mogileńskim jeziorem Przedszkola nr 2. To było w latach 90. - Budynek wyglądał identycznie jak ten, który stoi nad jeziorem do dnia dzisiejszego. Był oczywiście znacznie mniejszy od oryginału i zrobiony z drewna. Przed jego wykonaniem musiałem go sobie najpierw naszkicować. Zaznaczyć ile ma m.in. okien, drzwi, schodów. Jak go już wykonałem, to zapytałem panią dyrektor, czy wie, ile to przedszkole ma otworów, czyli okien, okienek, drzwi. „Zaskoczył mnie pan” odpowiedziała, gdy powiedziałem, że 32 sztuki. Potem osobiście przekazałem go do przedszkola na pamiątkę. Od tego czasu minęło już sporo lat i z tego budynku wiele już się nie zachowało. Chodzę tam czasami odbierać wnuczki z przedszkola, więc miałem okazję zobaczyć. Związane jest to z tym, że jeśli jakaś budowla z drewna nie jest konserwowana, lakierowana, odnawiana, to z biegiem czasu niszczeje  - powiedział nasz rozmówca.
    Pewnego razu wpadł na pomysł, że zrobi wioskę z prawdziwego zdarzenia. Pracę nazwał Wieś mogileńska XX wieku. Wioska składa się z trzech części. Jedna jest sakralna, z kościołem, plebanią, szkołą. W drugiej części znajdują się budynki mieszkalne, tzw. czworaki, a w trzeciej części jest m.in. cały folwark, pałac, wiatrak, gorzelnia. Wioska jest największą z budowli pana Edwarda, składa się z ponad 20 budynków. Mieszkańcy Mogilna i okolic mieli okazję podziwiać ją na Targach Rolnych w Bielicach oraz na festynie Chlebem i miodem odbywającym się na terenie Muzeum Ziemi Mogileńskiej z siedzibą w Chabsku. Potem Edward Bucholc postanowił przekazać ją na pamiątkę właśnie do muzeum.    

    Natomiast trzy lata temu przekazał jeden z własnoręcznie wykonanych wiatraków na rzecz WOŚP. Warto też dodać, że w 2008 r. Edward Bucholc wykonał również jedną rzecz nie związaną z produkcją z drewna. Jest to kamień z Trzemżala (gm. Trzemeszno) na którym przy pomocy przecinaka i młotka wykuł napis. Potem zawiózł go do Lichenia, gdzie stoi w lesie na Drodze Krzyżowej.
    Jedną z ostatnich jego prac, która z pewnością należy do najwyższych, jest wykonany w 2009 r. wiatrak. - Oryginalny stoi na polu w Ostrowie (gm. Strzelno). Kiedyś ten wiatrak został rozebrany, ale potem został odbudowany - usłyszeliśmy.
    Na zakończenie nasz rozmówca powiedział - Jeśli chodzi o najbliższe plany, to żona namawia mnie, żebym zaczął robić więcej żaglówek, więc w tym roku może uda mi się to zrealizować. Wszystko zależy od tego, czy zdrowie będzie dopisywało.

Reklama

Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 949 (16/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości