Dariusz Chudziński nie kryje zadowolenia z wyroku sądu, który jest dla niego pozytywny
fot. Magdalena Lachowicz
Sąd Pracy, wyrok, prokuratura, Dariusz Chudziński, starosta, Dom Pomocy Społecznej
Starosta bezprawnie odwołał Dariusza Chudzińskiego
- Słuchając zeznania Tomasza Barczaka w sądzie można by pomyśleć, że starosta jest świętym człowiekiem. Nie chciał mnie skrzywdzić, chciał mnie tylko wyrzucić w sposób najmniej dla mnie trudny. Chciał dokonać uboju rytualnego na człowieku, żeby go nie bolało - komentuje całą sytuację były dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Siemionkach Dariusz Chudziński. Sąd nałożył na DPS wypłatę dla byłego dyrektora odszkodowania w kwocie kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Zarząd Powiatu powoływał się na negatywny wynik przeprowadzonej w DPS w 2011 r. kontroli wojewody kujawsko-pomorskiego. Zarzuty dotyczyły nieprawidłowości odnoszących się do depozytów mieszkanek Domu Pomocy Społecznej, nieprawidłowości w gospodarce materiałowej i w środkach żywnościowych.
Dariusz Chudziński nie mógł być rozwojem wydarzeń zaskoczony. Ostatecznie w 2010 r. wystartował na fotel burmistrza Strzelna przeciwko Ewarystowi Matczakowi. Niewiele brakowało, żeby wygrał. Sam mówi, że od tej pory liczył się z zemstą kolegów Matczaka z PSL-u.
IDZIE DO SĄDU PRACY
Dariusz Chudziński był przekonany, że uchwała Zarządu Powiatu o jego odwołaniu podjęta została niezgodnie z prawem. Wraz ze swoim adwokatem Maciejem Skwierczyńskim z Bydgoszczy, w grudniu 2012 r. złożył pozew do Sądu Pracy w Inowrocławiu o uznanie za nieważną uchwałę Zarządu Powiatu. Sprawa toczyła się blisko dwa lata.
PROKURATURA UMARZA
W międzyczasie toczyło się też postępowanie karne. Toczyło się w sprawie, a nie przeciwko Dariuszowi Chudzińskiemu. Trwało ono prawie dwa lata i obejmowało protokół z kontroli DPS i wszystkie aspekty, które były tam poruszone. Postępowanie prokuratorskie zostało w tym roku prawomocnie umorzone. Wcześniej jednak odwołała się od niego wojewoda Ewa Mes, która złożyła zażalenie do sądu, ale sąd podtrzymał decyzję prokuratury o umorzeniu tego postępowania i stwierdził, że w Domu Pomocy Społecznej nie dochodziło do żadnych przestępstw i do czynów zabronionych. W tym postępowaniu Dariusz Chudziński nie był przesłuchiwany nawet jako świadek. Powołano szereg biegłych, którzy wyjaśniali i potwierdzali, że nie było żadnych naruszeń prawa zarówno w kwestii zamówień publicznych, czy też dysponowania depozytami mieszkanek i żywienia mieszkanek.
INNE KONTROLE
Po tej kontroli Urzędu Wojewódzkiego odbyła się kontrola audytora zewnętrznego starosty, która zakończyła się stwierdzeniem: Pozytywnie oceniam działalność kontrolowanej jednostki. Przeprowadzona została kontrola Sądu Okręgowego, gdzie dwóch sędziów Sądu Rejonowego na zlecenie Sądu Okręgowego stwierdziło: Nie ma podstaw do wydawania dodatkowych zaleceń jeśli chodzi o działalność DPS.
ZLECENIE POLITYCZNE
- Wielokrotnie powtarzałem, że kontrola w DPS przeprowadzona przez Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki miała charakter stricte polityczny. Miała charakter zlecenia politycznego na dyrektora. Protokół z kontroli miał charakter powieści kryminalnej, a nie protokołu z kontroli. Fajnie się to czyta, szczególnie urywki umiejscowione w Internecie, natomiast nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, prawdą i profesjonalnym podejściem do kontroli. Tylko pani wojewoda dopatrzyła się czynów zabronionych, łącznie z rzekomymi przestępstwami. Moje słowa były wtedy gołe. Można mówić tutaj tylko o drobnych uchybieniach w pracy administracyjnej niektórych pracowników. Dzisiaj poza „Pałukami” nie ma innych mediów, które chciałyby poważnie o tym napisać - mówi Dariusz Chudziński.
CHCIELI BY RATOWAŁ SPZOZ
Sprawa przed Sądem Pracy toczyła się aż do 3 września. Przesłuchani zostali wówczas starosta Tomasz Barczak, wicestarosta Tadeusz Szymański, członkowie Zarządu Wiesław Gałązka i Robert Musidłowski.
Dariusz Chudziński zwraca uwagę szczególnie na wypowiedzi w Sądzie wicestarosty Szymańskiego i starosty Barczaka.
- Są one bardzo ciekawe. Ci panowie nie mieli zielonego pojęcia co się dzieje. Tak naprawdę czytając ten protokół, czy słuchając ich wypowiedzi można odnieść wrażenie, że oni nie przeczytali nic, żadnych wyjaśnień z wyjątkiem kawałków protokołu z kontroli - mówi.
Starosta Barczak tłumaczył się w Sądzie, że miał porozumienie z panem Chudzińskim, że on sam opuści stanowisko w czerwcu 2012 r, a potem we wrześniu 2012 r. - My już nie mogliśmy dłużej czekać na dobrowolne opuszczenie stanowiska przez powoda i w listopadzie podjęliśmy uchwałę - mówi podczas przesłuchania starosta Barczak. W tym też momencie potwierdził, że proponował Dariuszowi Chudzińskiemu inne stanowiska pracy, na przykład stanowisko asystenta lub doradcy starosty w zakresie służby zdrowia i przebudowy szpitala w Mogilnie i Strzelnie. Pojawiła się także propozycja objęcia funkcji dyrektora lub wicedyrektora SPZOZ.
Sąd Pracy, jak mówi Dariusz Chudziński, zupełnie nie mógł zrozumieć, co się stało, że zwalnia się go z DPS Siemionki, które posiadają budżet 3.000.000 zł i przerzuca się go do SPZOZ, który ma budżet 24.000.000 zł.
- Sąd nie mógł tego zrozumieć, a starosta nie umiał na to odpowiedzieć. Dla mnie zeznania starosty były bulwersujące, gdy ten mówił, że on nie chciał mnie skrzywdzić. Słuchając zeznania Tomasza Barczaka w sądzie można by pomyśleć, że starosta jest świętym człowiekiem. Nie chciał mnie skrzywdzić, chciał mnie tylko wyrzucić w sposób najmniej dla mnie trudny. Chciał dokonać uboju rytualnego na człowieku, żeby go nie bolało. W tym momencie przypomina mi się sytuacja doktora Bardonia. To jest dramat dla człowieka. W międzyczasie starosta dawał mi cały czas nadzieję. Wyglądała tak, że „Tak Darek jesteś potrzebny, bo inaczej oddamy pieniądze marszałkowi na szpital. Nikt tego nie zrobi lepiej od ciebie. Nie było mowy, że Chudziński nie możesz pracować w DPS, bo sprzeniewierzyłeś pieniądze, bo wszyscy doskonale wiedzieli, że to jest jedna wielka bańka mydlana. Starosta próbował mnie wmanewrować w sytuację, z której później kulała się głowa pana Ogrodowicza. Po prostu próbowano wmanewrować mnie w sytuację, że skoro nic nie wyszło z prokuratorskim postępowaniem, bo już pachniało, że będzie to umorzone, to trzeba Chudzińskiego wpakować w kanał, który nazywa się SPZOZ i może wtedy coś wyjdzie. Jednak i to chłopcom nie wyszło - mówi Dariusz Chudziński.
ODSZKODOWANIE
Wyrok, który zapadł 7 listopada jednoznacznie stwierdza, że Dariusz Chudziński został zwolniony z pracy bezprawnie i bezzasadnie. Dlatego sąd postanowił, co bardzo wyraźnie uzasadniał sędzia obciążyć Dom Pomocy Społecznej potężnymi kosztami, czyli zasądził na rzecz Dariusza Chudzińskiego odszkodowanie zgodne z prawem plus do tego odsetki ustawowe za cały okres pozostawania bez pracy i obciążyć DPS kosztami postępowania. Uzbierała się z tego potężna kwota, kilkudziesięciu tysięcy złotych.
- Za błędy popełnione przez Zarząd Powiatu, przez starostę Tomasza Barczaka, Dom Pomocy Społecznej będzie musiał wydać te pieniądze z własnego budżetu. Za ich błędy zapłacą mieszkanki DPS. I to jest największy dramat. Czyli tak naprawdę starosta odstawiając głupoty i chcąc politycznie pozbyć się rywala swojego kolegi (Ewarysta Matczaka - przyp. mal), wpakował na minę biedne mieszkanki. Boli to tym bardziej, że starosta był przeze mnie informowany, że popełnia błąd - mówi Dariusz Chudziński.
AWANSE
Bardzo ciekawą rzeczą jest też to, co wielokrotnie analizował Sąd pytając o to głównie Szymańskiego i Barczaka, że za czasów, gdy dyrektorem DPS w Siemionkach był Dariusz Chudziński za depozyty, które były bardzo mocno krytykowane przez kontrolujących z Urzędu Wojewódzkiego odpowiedzialna była Monika Grabowska, która została natychmiast po odwołaniu Dariusza Chudzińskiego pełniącą obowiązki dyrektora. Kolejnym problemem, który rzekomo wychwycili kontrolujący w Urzędu Wojewódzkiego, to były zamówienia publiczne. A kto został dyrektorem DPS po Monice Grabowskiej - Adam Tomaszewski, który za Chudzińskiego był odpowiedzialny za zamówienia publiczne.
W tej kwestii na pytanie Sądu podczas posiedzenia 3 września starosta Tomasz Barczak odpowiedział: - Ja nie wiem kto był odpowiedzialny za zamówienia publiczne w DPS. Ja również nie wiem, kto zajmował się z ramienia DPS depozytami. Podczas przesłuchania starosta przyznał, że wie, iż toczące się również postępowanie karne zostało umorzone. - Obecnie ja nie widzę możliwości zatrudnienia powoda gdziekolwiek w jednostkach organizacyjnych powiatu mogileńskiego. Jest nowy dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Siemionkach - mówił starosta.
NIE ZNA DYREKTORA
Jednak najbardziej zdumiewające było zeznanie wicestarosty Tadeusza Szymańskiego, który na pytanie sędziego mówił np., że nie wie kim jest Adam Tomaszewski, obecny dyrektor DPS.
- Pan starosta w mojej obecności proponował panu Chudzińskiemu, aby objął on inne stanowisko. To były dwie propozycje - jedna dotyczyła objęcia stanowiska asystenta, doradcy do spraw SPZOZ, a drugie stanowisko dotyczyło kontroli inwestycjami w SPZOZ (...) Jeśli chodzi o pana Chudzińskiego, to rozważając powierzenie mu takich stanowisk jak wskazałem wyżej starosta miał na uwadze to, że pan Chudziński jako dyrektor DPS dał się poznać jako sprawny organizator. My mając te zastrzeżenia chcieliśmy jednak, aby pan Chudziński nadal pracował i dlatego składane były mu propozycje. My mając te zastrzeżenia nie mieliśmy pewności, czy na tych innych stanowiskach on również nie będzie popełniał uchybień. Taka była wola starosty (...) Ja wiem, że była planowana i przeprowadzona kontrola audytorska. Ja nie znam jej wyników. Ja nie pamiętam kto sprawował nadzór nad depozytami za dyrektora Chudzińskiego (...) Ja nie wiem kto zajmował się zamówieniami. To był chyba Adam Tomaszewski. Ja nie wiem jaką funkcję pełni obecnie Adam Tomaszewski. Ja prostuję - jestem zdenerwowany - pan Adam Tomaszewski jest obecnie dyrektorem DPS - gubił się w zeznaniach Tadeusz Szymański.
NIE ZNAŁ WYNIKÓW AUDYTU
Członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka zeznawał m.in.: (...) Ja nie mam wiedzy na temat audytu i jego wyników w stosunku do DPS w Siemionkach (...) W związku z tym, że my planowaliśmy rozbudowę szpitali byliśmy skłonni powierzyć panu Chudzińskiemu nawet samodzielne stanowisko związane z realizacją tego projektu. Chodziło o pozyskiwanie środków finansowych, nadzór nad pracami, również w zakresie zamówień publicznych mógłby pracować. Ja nie umiem powiedzieć czy faktycznie taka propozycja padła. Moim osobistym zdaniem pan Chudziński nadawałby się do takiej pracy (...) - mówił Wiesław Gałązka.
JEDYNY MIAŁ WĄTPLIWOŚCI
Natomiast również powołany, jako świadek Robert Musidłowski zeznawał m.in. - Ja wstrzymałem się od głosu. W momencie podejmowania decyzji o odwołaniu pana Chudzińskiego nie było stanowiska prokuratury. Ja przez to chcę powiedzieć, że na Zarządzie Powiatu nie było w tym zakresie informacji. Ja uznałem, z uwagi na to, że znam osobiście powoda od 1992 r., iż jest to niewystarczająca podstawa sam tylko protokół pokontrolny aby odwołać powoda z funkcji dyrektora (...) Na moje pytanie czy są dokumenty z policji i prokuratury uzyskałem odpowiedź, że ich nie ma. Inni członkowie zarządu nie mieli takich wątpliwości jak ja.
Wyrok jest nieprawomocny.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1187 (46/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze