35-letni Daniel M. z Kwieciszewa jako strażak ochotniczej jednostki z tej miejscowości w przeszłości reprezentował ją podczas zawodów sportowo-pożarniczych
fot. Joanna Świetnicka
Kwieciszewo, fałszywy alarm, telefon, 998, Daniel M.
Strażak prawdziwy, alarm fałszywy
35-letni Daniel M. z Kwieciszewa zarzeka się, że stało się to przypadkowo podczas zabawy w strażaków w domu z 5-letnim synem. Zgłoszenie o wypadku odebrał dyspozytor KP PSP w Mogilnie i uruchomił wszystkie służby ratownicze. Telefon strażaka ochotnika namierzyła po kilkunastu dniach policja. Grozi mu za to kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1.500 zł i pokrycia kosztów akcji ratowniczej.
SZUKALI POTRĄCONEGO
W niedzielny wieczór 8 listopada dyżurny Powiatowego Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Mogilnie odebrał zgłoszenie, z którego wynikało, że na drodze krajowej nr 15 pomiędzy Kwieciszewem, a Strzelnem - w okolicach Czerniaka miało dojść do potrącenia pieszego. Informację o potrąceniu dyżurny KP PSP przekazał natychmiast dyżurnemu powiatowej policji. Zaalarmowano także pogotowie oraz strażaków ochotników.
- Na miejsce udali się policjanci, którzy sprawdzili wskazywany teren i nie znaleźli rzekomo potrąconej osoby, ani też zgłaszającego, czy innych rzeczy, które mogłyby sugerować, że w tym miejscu stało się coś niepokojącego. Uznaliśmy zatem, że był to fałszywy alarm - przekazał nam mł. asp. Tomasz Bartecki, oficer prasowy w KPP.
Akcja poszukiwawcza trwała w okolicach krajówki ponad godzinę. Postawiła na równe nogi wszelkie służby: policjantów, strażaków PSP i OSP (w sumie 4 zastępy) oraz pogotowie ratunkowe. Przeszukiwano pobocza oraz przeczesano okoliczne pola na odcinku Kwieciszewo - Strzelno.
ODZYWA SIĘ WINOWAJCA
Ciekawy telefon reporter Pałuk odebrał 25 listopada.
W tym dniu nic nie wiedzieliśmy jeszcze o poszukiwaniach potrąconej osoby, do których miało dojść 8 listopada.
Osobą, która do nas zadzwoniła był Daniel M. z Kwieciszewa. Powiedział reporterowi, że chce wyjaśnić pewną sytuację. Daniel M. opowiadał, że 8 listopada około 21:00 w domu podczas zabawy ze swoim 5-letnim synem jego telefon komórkowy trzymał w ręku jego syn i przypadkowo wykręcony został numer alarmowy na straż pożarną. Daniel M. opowiadał reporterowi, że sam jest strażakiem ochotnikiem w miejscowej OSP i bawił się właśnie z dzieckiem w strażaków. Sytuacja według niego wyglądała dość niefortunnie i przypadkowo, gdyż wykręcony telefon miał odebrać dyspozytor powiatowej straży pożarnej. Daniel M. mówi, że nie zdawał sobie sprawy z wykręcenia numeru i jednocześnie w tym samym momencie miał mówić do 5-letniego syna, że na drodze od Kwieciszewa do Czerniaka jest potrącona osoba. Cały czas zaznaczał reporterowi, że to była zabawa.
Mówi, że nie wiedział i nie zdawał sobie sprawy z tego, że w słuchawce słucha tego dyspozytor KP PSP i przyjmuje zgłoszenie. Opowiedział reporterowi, że o całym zamieszaniu jakie omyłkowo zrobił dowiedział się dopiero, gdy zgłosiła się do niego we wtorek 24 listopada policja.
Nasz reporter miał spotkać się z Danielem M. 26 listopada. Ten jednak przysłał reporterowi Pałuk SMS-a, w którym napisał, że nie może się spotkać, bo musiał wyjechać. Mówił, że całą sprawę będzie chciał jak najszybciej załatwić. Przekonywał reportera, że zależy mu na tym, by przeprosić wszystkie służby zaangażowane w akcję. Mówił, że i tak się dowiedzą kto jest sprawcą. Opowiadał, że sam jest strażakiem i wie ile taka akcja kosztowała strażaków stresu. Później jednak Daniel M. nie odbierał przez wiele dni od reportera Pałuk telefonu.
WYŁĄCZYŁ TELEFON
Gdy jednak zaczęliśmy całą sprawę badać na policji, okazało się, że przebieg zdarzeń wyglądał nieco inaczej, jeżeli chodzi o to co się działo z telefonem Daniela M. wieczorem 8 listopada po wybraniu już numeru 998.
Policja potwierdziła nam informację, że mężczyzna dowcipniś dzwonił z telefonu komórkowego na bezpłatny numer alarmowy straży pożarnej - 998, który jest wykorzystywany przy interwencjach z realnym zagrożeniem dla życia czy zdrowia ludzkiego, nie należy go więc używać bezpodstawnie. Dyżurny mogileńskiej komendy próbował po pierwszym telefonie - wielokrotnie nawiązać kontakt z numerem, z którego dzwonił mężczyzna. Niestety bezskutecznie. Telefon był już wyłączony, włączała się tylko poczta głosowa.
Z tego wynika, że Daniel M. zorientował się, że został wybrany numer 998 i telefon wyłączył. Mieszkając w Kwieciszewie musiał także słyszeć sygnały alarmowe jadących do akcji ratowniczej pojazdów.
NAMIERZYLI TELEFON
Policja tymczasem postanowiła podjąć kroki w kierunku namierzenia mężczyzny (m.in. sprawdzała miejsce logowania telefonu).
- Na trop sprawcy policjanci wpadli w drugiej połowie listopada po przeprowadzeniu analizy zebranego materiału dowodowego. Wtedy okazało się, że tym mężczyzną jest 35-letni mężczyzna, mieszkaniec Kwieciszewa - wyjaśnia mł. asp. Tomasz Bartecki.
35-letni Daniel M., pracownik ochrony jednego z mogileńskich marketów 24 listopada wezwany stawił się w komendzie policji, gdzie został przesłuchany w charakterze osoby podejrzewanej o popełnienie wykroczenia. Przyznał się do winy. Tłumaczył policjantom, że do zdarzenia doszło podczas zabawy z jego 5-letnim synem.
Z naszych informacji wynika także, że mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu. 9 grudnia spytaliśmy Daniela M. o ten wątek. Potwierdził: - Byłem po dwóch piwkach, ale to nie miało wielkiego znaczenia.
BĘDZIE SĄD
Teraz żartownisiem zajmie się sąd.
Zgodnie z art. 66 § 1 Kodeksu Wykroczeń, osoba, która ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1.500 złotych.
- Każdy podobny żart lub bezpodstawne wezwanie służb ratowniczych może kosztować ludzkie życie. Policjanci reagują na każde zgłoszenie, a wszystkie niepotwierdzone interwencje absorbują cenny czas, którego może zabraknąć dla osób mogących być naprawdę w niebezpieczeństwie. Dlatego apelujemy o rozważne i odpowiedzialne korzystanie z numerów alarmowych - dodaje oficer prasowy KPP Mogilno.
Tydzień temu do mogileńskiej redakcji Pałuk przyszła jakaś kobieta i zamieściła ogłoszenie o treści: Dnia 8 listopada 2015 r. w godzinach wieczornych, podczas zabawy z dzieckiem doszło do powiadomienia straży pożarnej o wypadku w Kwieciszewie, którego nie było. Wszystkie służby ratunkowe serdecznie przepraszam.
Jak ustaliliśmy, służby biorące udział w akcji ratowniczej mogą także zwrócić się do Daniela M. o pokrycie kosztów udziału w akcji ratunkowej.
Wczoraj Daniel M. zabronił nam pisania artykułu na temat zdarzeń w Kwieciszewie z 8 listopada, i zabronił nam pisania o jego osobie. Mówił, że gdy będzie już wyrok sądu to on poinformuje reportera i dopiero wtedy będzie można o nim pisać.
PREZES OSP ZASKOCZONY
Także wczoraj rozmawialiśmy o zdarzeniu z prezesem OSP w Kwieciszewie Markiem Langnerem. Ten potwierdził reporterowi, że OSP w Kwieciszewie brała udział w akcji z 8 listopada. O tym, że fałszywy alarm wszczął Daniel M. czyli strażak OSP Kwieciszewie, Marek Langner dowiedział się zdziwiony od reportera Pałuk. Opowiadał, że w tej sprawie nie dostał żadnej informacji ani z policji, ani z PSP w Mogilnie. Jak mówił, w tej chwili Daniel M. nadal jest strażakiem ochotnikiem OSP Kwieciszewo, ale nie może brać udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych z powodu stanu zdrowia. Jak mówił, jeszcze kiedy Daniel M. mógł uczestniczyć w akcjach był dobrym strażakiem.
Na razie OSP w Kwieciszewie nie będzie wyciągało w związku z tą sprawą żadnych konsekwencji względem Daniela M. ponieważ nie ma żadnych oficjalnych informacji na ten temat.
Joanna Świetnicka
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1243 (49/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze