Reklama

Stróża prawa nikt nie pilnował

Trzemeszno, policjant, kradzież, paliwo, Rudki
     Stróża prawa nikt nie pilnował
     Według komendanta trzemeszeńskiej policji, oskarżony Andrzej B. jest człowiekiem godnym zaufania. Innego zdania jest kierownik stacji w Rudkach, która twierdzi, że funkcjonariusz ten, aby nie zwracać niczyjej uwagi tankował paliwo do kanistrów zawsze o takiej porze, kiedy na stacji następowała zmiana pracowników.

     WLEWAŁ DO KANISTRA
     9 września w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie odbyła się druga rozprawa w procesie 39-letniego Andrzeja B., funkcjonariusza policji z Trzemeszna, pełniącego wcześniej funkcję nieetatowego zastępcy komendanta tutejszego komisariatu. Policjant ten zatrzymany został 5 maja 2015 r. przez funkcjonariuszy z poznańskiego wydziału Biura Spraw Wewnętrznych i od tej pory jest zawieszony w czynnościach służbowych. Nadal jest więc policjantem, lecz nie pełni swoich obowiązków służbowych i pobiera połowę pensji. Postępowanie w tej sprawie prowadzone było przez Prokuraturę Rejonową Poznań - Nowe Miasto. Mundurowemu z Trzemeszna postawiono trzy zarzuty. Oskarżono go o to, że tankując paliwo do służbowego radiowozu na stacji Orlen w Rudkach (gm. Trzemeszno), część paliwa wlewał do zbiornika w pojeździe, a część do przygotowanego kanistra, a następnie należność regulował służbową kartą. Mogło więc dojść do popełnienia przestępstwa polegającego na przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza policji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej poprzez wprowadzenie w błąd Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, co do nabywania paliwa do radiowozu i działanie w ten sposób na szkodę interesu publicznego poprzez doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.
     POD OKIEM KAMER
     W opisywanych przypadkach trzemeszeński policjant postępował zawsze tak samo. Najpierw część paliwa wlewał do zbiornika w radiowozie. Później, nie przerywając tankowania, pistolet do tankowania przekładał do wnętrza pojazdu, za fotel kierowcy i resztę paliwa wlewał do schowanego tam kanistra.
     Do pierwszego takiego zdarzenia doszło 5 listopada 2014 r. Wtedy to Andrzej B. dokonał zakupu 29,91 litrów paliwa na rachunek policji o wartości 148,65 zł do radiowozu kia ceed. Z tego nie więcej niż 19,94 l wlał do zbiornika w radiowozie, natomiast pozostałą część w ilości co najmniej 9,97 l o wartości 49,55 zł wlał do kanistra.
     7 listopada 2014 r. na tej samej stacji w Rudkach do radiowozu fiat ducato kupił 71,02 l paliwa o wartości 352,97 zł, z czego nie więcej niż 56,82 l wlał do zbiornika paliwa, a 14,2 l o wartości 70,10 zł wlał do kanistra.
     28 stycznia 2015 r. w tym samym miejscu kupił co najmniej 52,84 l paliwa o wartości 228,27 zł do radiowozu kia ceed, z czego nie więcej niż 35,24 l wlał do zbiornika paliwa w pojeździe, a 17,6 l o wartości 94,29 zł wlał do kanistra.
     W każdym z tych przypadków za paliwo płacił kartą służbową Flota, a dokonywane przez niego czynności zostały zarejestrowane przez monitoring zainstalowany na stacji. Nagrania z monitoringu służą teraz jako dowody w sprawie.
     Według poznańskiej prokuratury, doszło więc do przekroczenia uprawnień przez Andrzeja B. i działania na szkodę interesu publicznego, czyli do przestępstwa z artykułu 231 par 2 Kodeksu Karnego. Za przestępstwo to grozi kara więzienia od roku do 10 lat. Oskarżony Andrzej B. w toku śledztwa nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa.
     SPRZECZNE ZEZNANIA
     Pierwsza rozprawa odbyła się 24 marca bieżącego roku. Oskarżony policjant utrzymał wtedy swoje stanowisko, iż nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Jak tłumaczył, tankował część paliwa do kanistrów, aby później dolewać je do radiowozów, gdyby miały one czasami tzw. przepały, czyli większe zużycie paliwa od normalnego. Wyjaśniał, iż w komisariacie były przypadki, że brakowało paliwa przy rozliczaniu pojazdu na koniec miesiąca i trzeba było zapłacić za to z własnej kieszeni. Więc gdy radiowóz zaoszczędzał paliwo, to było one wlewane w kanister i przechowywane. Jak zeznał, paliwo to chował w kanistrze w garażu komisariatu i później dolewał je do radiowozu w trakcie jego eksploatacji.
     Takiej wersji nie potwierdzili jednak w swoich zeznaniach pozostali funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Trzemesznie oraz komendant powiatowy. Policjanci wyjaśniali w pierwszym dniu procesu, że nigdy nie musieli z własnej kieszeni płacić za tzw. przepały radiowozów, ani nie słyszeli, aby musiał to robić jakiś inny funkcjonariusz. Nie słyszeli też o tym, aby ktoś inny tankował paliwo do kanistra na przepały.
     Zeznająca w tej sprawie pracownik cywilny wydziału transportu Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu w postępowaniu przygotowawczym wyjaśniała, że do kanistra można tankować tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy danym pojazdem nie można podjechać na stację. Powinno się to odbywać na polecenie przełożonego i być odnotowane w książce kontroli pracy pojazdu.
     Dwoje byłych pracowników stacji w Rudkach podczas postępowania przygotowawczego zeznało m.in., że Andrzej B. prosił ich, aby dobrze obserwowali innych policjantów podczas tankowania paliwa i zgłaszali mu, jeśli dochodziłoby do jakichś nieprawidłowości.
     WYKORZYSTYWAŁ ZMIANY
     Podczas rozprawy 9 września przesłuchanych zostało 7 kolejnych świadków. Wśród nich było 3 policjantów z trzemeszeńskiego komisariatu: Krzysztof B., Rafał D. i Dawid P. Również i ci funkcjonariusze potwierdzili, że nie słyszeli nigdy o konieczności zwracania pieniędzy za tzw. przepały radiowozów. Wyjaśnili także, iż nigdy nie tankowali paliwa do kanistrów, gdyż wiedzieli, że jest to zabronione.
     Jednym z wezwanych świadków była Barbara K., kierownik stacji Orlen w Rudkach, która zeznała, iż osoby płacące za paliwo kartą służbową Flota nie mogą nalewać paliwa do kanistrów. Mogą to robić jedynie nalewając paliwo bezpośrednio do zbiornika w pojeździe. Ograniczenia takie istnieją, aby kierowcy, pracownicy firm i instytucji, byli lojalni wobec pracodawcy. Jeśli pracownik stacji zauważyłby, że ktoś płacący tą kartą wlewa paliwo do kanistra, powinien zadzwonić do centrali firmy i zapytać, czy była wydana na to zgoda. Jeśli takiej zgody nie było, to powinien zatrzymać kartę służbową na paliwo i wysłać ją do siedziby Orlenu w Płocku. Kierownik stacji zauważyła, że trzemeszeński policjant Andrzej B. tankował paliwo do kanistrów zawsze o takiej porze, kiedy na stacji następowała zmiana pracowników. Jedni pracownicy kończyli wtedy dyżur, a kolejni przychodzili do pracy, aby ich zmienić. Według Barbary K., funkcjonariusz wykorzystywał ten moment, aby nikt nie zwrócił na niego uwagi, gdy tankował paliwo do kanistra. Kierownik stacji dziwiła się, że Andrzej B. znając pracowników stacji narażał ich na odpowiedzialność. Jak dodała, za dopuszczenie do tankowania kartą służbową do kanistra pracownikowi stacji groziła kara lub nawet wyrzucenie z pracy.
     KAZAŁ UWAŻAĆ
     Podczas piątkowej rozprawy odczytano także zeznania Barbary K. z postępowania przygotowawczego. Informowała wtedy, że gdy dowiedziała się o całej sprawie w związku z tym, że policjanci zwrócili się do stacji o zapisy monitoringu, poprosiła Andrzeja B. o wyjaśnienia. Ten miał jej wtedy wyjaśnić, że jest taki układ w komisariacie, a paliwo trafia do zbiorników. Kierownik stacji zeznała, że widziała, iż policjant kłamie, gdyż do przechowywania paliwa wymagane są specjalne zbiorniki i pomieszczenia. Przypomniała też wtedy Andrzejowi B., że sam wcześniej kazał pracownikom stacji uważać na innych policjantów, gdy tankują radiowozy, a sam zachował się w taki sposób.
     Kolejnym świadkiem na rozprawie była Janina N., pracownik stacji paliw w Rudkach. Podczas postępowania przygotowawczego zeznała ona, że gdy policjanci tankowali paliwo do radiowozów, to nikt ich nie pilnował, bo są to w końcu stróże prawa.
     NIE MA PRZEPAŁÓW
     Niekorzystne dla wersji zdarzeń przedstawianej przez oskarżonego policjanta mogą być zeznania złożone przez Arkadiusza S., pracownika cywilnego Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie, zajmującego się m.in. rozliczaniem dokumentacji transportowej. Zeznał on, że nie ma w ogóle w pracy w policji takiego określenia jak przepał radiowozu od około 10 lat, od kiedy funkcjonariusze rozliczają się za paliwo bezgotówkowo za pomocą karty Flota. Zaznaczył, że nie ma czegoś takiego, aby policjant był obciążany konsekwencjami za nadmierne zużycie paliwa. Podczas postępowania przygotowawczego pracownik ten wyjaśniał, że pracuje w KPP od ponad 14 lat i nigdy nie słyszał o tym, żeby policjanci mieli płacić za zużycie paliwa. Informował również, iż nie ma potrzeby ani warunków, aby paliwo przechowywać na terenie komisariatu.
     GODNY ZAUFANIA
     Andrzeja B. podczas piątkowej rozprawy bronił Sławomir N., komendant Komisariatu Policji w Trzemesznie. Komendant zeznał, że z Andrzejem B. przepracował pół roku i był on wtedy jego nieetatowym zastępcą. Podkreślił, że miał i nadal ma do niego pełne zaufanie. Według Sławomira N., byłoby absurdalne, aby Andrzej B. miał przywłaszczyć sobie paliwo o tak małej wartości, tym bardziej, że nie miał on problemów finansowych.
     - To jest tak absurdalne, że aż niewiarygodne - komentował szef trzemeszeńskiego komisariatu i dodał, że w jego opinii tłumaczenie Andrzeja B., iż tankował paliwo do kanistra, żeby je zaoszczędzić, a później wlać do radiowozu, jest dla niego wiarygodne.
     Prowadzący rozprawę sędzia Hubert Kozłowski dopytywał, w jaki sposób można zaoszczędzić paliwo wlewając je do kanistra. Komendant wyjaśniał, że nie jest specjalistą w takiej tematyce, ale stwierdził, iż nadwyżkę paliwa można wlać do kanistra przy tankowaniu do pełna. Sędzia pytał więc, czy jacyś inni policjanci w taki sposób też zaoszczędzają paliwo. Sławomir N. odpowiadał, że nie przypomina sobie, żeby ktoś inny postępował w podobny sposób. Dodał jednak, iż Andrzej B. ma najwyższy staż wśród innych policjantów, więc może młodsi funkcjonariusze nie mieli wyrobionego nawyku oszczędzania paliwa w ten sposób. Komendant po raz drugi podkreślił także, iż wyjaśnienia Andrzeja B. są wiarygodne, gdyż jest on człowiekiem godnym zaufania.
     GROZIŁA KŁÓDKA
     Podczas rozprawy odczytano również wcześniejsze zeznania komendanta Sławomira N. Podczas postępowania przygotowawczego trzemeszeński komendant wyjaśnił, że sprawy paliwa były dla niego drugorzędne, gdyż miał wielu funkcjonariuszy na zwolnieniach lekarskich L4 i musiał dbać o to, żeby jak się wyraził - nie wywiesić kłódki na komisariacie.
     Pod koniec piątkowej rozprawy adwokat Andrzeja B. zgłosił wniosek o przesłuchanie Rafała W., byłego komendanta komisariatu w Trzemesznie na okoliczność gospodarki paliwowej w okresie poprzedzającym zdarzenia objęte aktem oskarżenia. Sędzia przychylił się do tego wniosku. Kolejna rozprawa wyznaczona została na listopad.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1283 (37/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości