Robert Zdunek zaprowadził nas w miejsce, gdzie swobodnie drogą płynęła gnojowica, która wydostała się
z szamba na terenie gospodarstwa Andrzeja Konieczki
fot. Paweł Lachowicz
Mieszkańcy, Marcinkowo, niepokój, właściciel, hodowla, świnie
Sylwestrowa gnojówka
Właściciel hodowli świń Andrzej Konieczka twierdzi, że sytuacja tylko chwilowo wymknęła się spod kontroli, bo jedno z szamb przymarzło i nastąpił wyciek. Zapewnia, że wszystkie zalecenia, jakie otrzymał pół roku temu odnośnie funkcjonowania szamb, wykonał. Mieszkańcy zgodnie mówią, że nie chcą likwidacji hodowli świń, tylko dostosowania jej do odpowiednich standardów. - Ja myślałem, że świński problem powróci w maju, a tu powrócił jeszcze pod koniec roku - komentuje wyciek gnojowicy Robert Zdunek.
GNOJÓWKA I FETOR
Mieszkańcy Marcinkowa (gm. Mogilno) zamieszkali w budynku byłego pałacu, w pobliskim bloku i okolicznych zabudowaniach twierdzą, że od kilku lat borykają się z fetorem, który dochodzi do ich mieszkań z pobliskiej chlewni. Właścicielem chlewni jest Piotr Konieczka, natomiast hodowlą tuczników zajmuje się Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe KON-AGA, jego brata Andrzeja Konieczki, sołtysa Gębic.
O problemie fetoru pisaliśmy w 25/2014 numerze naszego tygodnika z 18 czerwca, w artykule Wasze świnie i zysk, nasz smród i choroby.
Mieszkańcy zgodnie twierdzą, że szczególnie intensywny smród zaczął dochodzić z chlewni od kwietnia ubiegłego roku. Ponieważ liczne uwagi mieszkańców skierowane do właścicieli gospodarstwa nie skutkowały, wnieśli oni skargę do mogileńskiej Straży Miejskiej, inspekcji weterynaryjnej, do ochrony środowiska oraz innych instytucji. Przypomnijmy, że mieszkańcom nie przeszkadza chów świń, jaki prowadzi Andrzej Konieczka. Przeszkadza im odór, który temu towarzyszy, głównie - jak mówią - z wycieków gnojówki do gruntu z nieszczelnych zbiorników. Na spotkaniu w czerwcu burmistrz Leszek Duszyński zaproponował, aby poczekać na kontrolę Nadzoru Budowlanego oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Andrzej Konieczka prosił mieszkańców o wyrozumiałość i cierpliwość w usuwaniu przez niego usterek. W czerwcu ubiegłego roku sołtys Konieczka zapewniał, że kompletowana jest dokumentacja i zbudowane zostanie kolejne szambo, które będzie gromadziło nadwyżkę wody i nie będzie żadnych wylewów. Jego zdaniem mieszkańcy dobrze znają układ terenu i wiedzą doskonale, że płynąca woda deszczowa przepływała przez płytę gnojową.
Sołtys Marcinkowa Małgorzata Źrałka powątpiewa, aby od czerwca coś się zmieniło w obejściu chlewni. Stwierdziła, że jak nie będzie konkretnej interwencji ze strony Urzędu Miejskiego, to sprawa trafi do WIOŚ.
fot. Paweł Lachowicz
SĄSIEDZI ODCZULI NAJBARDZIEJ
Sprawa smrodu i cieknącej gnojowicy powróciła ponownie 28 grudnia wieczorem. Zdenerwowani mieszkańcy zadzwonili do reportera. Spotkaliśmy się z nimi w Marcinkowie 29 grudnia rano. Rozmawialiśmy z Robertem Zdunkiem, którego sprawa dotyczy bezpośrednio, gdyż mieszka tuż za chlewniami na niżej położonej działce.
- Wczoraj po południu zaczęło cieknąć. Dziś rano była Straż Miejska i pomogło o tyle, że właściciel Andrzej Konieczka zasypał to piaskiem. I co z tego, jak to zostało i po zmianie temperatury rozmięknie. Oczywiście pan Konieczka tłumaczył się, że opady były, a co mnie to obchodzi, przecież jakieś prawo obowiązuje i te zbiorniki powinny być szczelne. Nie powinno z nich nic wypływać - mówi. Zastanawiał się również, gdzie w takiej sytuacji zawartość zostanie wywieziona, wskazując na przepisy, które zabraniają wywozu zawartości szamba w okresie zimowym, a każdy hodowca ma obowiązek zabezpieczyć na ten okres szamba o takiej pojemności, aby pomieściły gnojowicę z całego okresu.
Zdaniem Roberta Zdunka, na hodowanych 1.000 świń nie wystarcza szambo o pojemności 60 m3. - Wiem, że są gospodarstwa gdzie na 400 świń mają dwa szamba po 200 m3. Zbiorniki na gnojownicę z zasady powinny być szczelne, a do czerwca, jak była interwencja, w ogóle szamba nie wywoził, dopiero po niej co dwa tygodnie wywozili - mówi Robert Zdunek.
- Miało być szambo wybudowane i gdzie ono jest. Konieczka tłumaczył, że oni je pogłębili. Teraz spływa to wszystko na moje pole, ktoś by powiedział, że użyźni, a okazuje się, że spali to wszystko. Powiedziałam mu, że gnojowica stoi tutaj od listopada. Niech zrobi takie odpływy szamba, żeby nam nie spływało. Sam sobie siedzi w czystym, a tutaj, żeby tak ludziom utrudniać życie - mówi zdenerwowana Władysława Kałamaja.
MIESZKAŃCY MAJĄ WĄTPLIWOŚCI
Sołtys Marcinkowa Małgorzata Źrałka powątpiewa, aby od czerwca coś się zmieniło w obejściu chlewni. - Jak by nie było przepełnione, to by nie leciało. Czy cokolwiek od czerwca robił, my nie wiemy, bo nikt nas o tym fakcie nie informował - usłyszeliśmy.
Pani sołtys twierdził, że o całym problemie miał być powiadomiony Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. Jej zdaniem pismo miało zostać tam złożone przez Urząd Miejski w Mogilnie. - Mieli oni poczynić jakieś kontrole, ale my nie jesteśmy bynajmniej o niczym informowani. Teraz jedynie można się udać do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Jeżeli wówczas wywoził i okazało się, że nie było czuć smrodu, to znaczy, że można coś z tym zrobić. Raz po raz, jak byłam w Urzędzie pytałam się co nadzór zlecił w tej sprawie, to mówili, że jeszcze nic im nadzór budowlany nie odpowiedział - mówiła Małgorzata Źrałka.
Właściciel chlewni poinformował mieszkańców, iż obliczenia wskazują na to, że szambo jest wystarczające i na cztery miesiące powinno wystarczyć. Zdaniem mieszkańców, szambo nie jest wystarczająco duże, skoro na koniec grudnia i tylko po 3 dniach mrozu szambo się wylewa. - Gdzie tutaj mówić o wystarczającym szambie. Jak się nie zna na hodowli, to przede wszystkim nie powinien jej w ogóle zaczynać. Powiedział, że będzie wywoził, to ciekawe gdzie to wywiezie. Przyjdzie odwilż, to my będziemy w tym błocie siedzieć i dzieci do szkoły będą chodzić po gnojowicy. Takie zasypanie nic nie daje, bo przecież cały czas leci. Ciekawe, jak wjadą po śmieci po takiej ślizgawce - mówiła Władysława Kałamaja.
Władysława Kałamaja stojąc na przymarzniętej i przysypanej piaskiem gnojowicy zdenerwowana pytała, gdzie jest to szambo, które obiecał pobudować Andrzej Konieczka. Jej zdaniem, obecne szambo jest zbyt małe na tak dużą hodowlę.
fot. Paweł Lachowicz
TELEFON DO GROBELSKIEGO
Mieszkańcy wspólnie ustalili, że o całym zajściu poinformują dyrektora wydziału infrastruktury mogileńskiego ratusza Arkadiusza Grobelskiego. Jeszcze w czasie, kiedy reporter był na miejscu, sołtys Marcinkowa Małgorzata Źrałka zadzwoniła do dyrektora, poinformowała go o sytuacji, przypominając o tym, że sprawa miała być zgłoszona w nadzorze budowlanym. Mówiła, że mieszkańcy nic nie wiedzą o tym, by jakiekolwiek zalecenia były wykonane. - Prosiłabym o jakąś interwencję ze strony Urzędu, bo jak nie, to dzwonimy do WIOŚ i interweniujemy dalej - mówiła sołtys Źrałka przez telefon do dyrektora Gobelskiego.
Dyrektor miał powiedzieć, że w danym momencie jest zajęty i nie przyjedzie do Marcinkowa. Obiecał, że przyjedzie następnego dnia. - Powiedział, że zorientuje się czy nadzór budowlany coś zlecił i co zostało w tym kierunku zrobione - mówiła Małgorzata Źrałka.
CHWILOWO POZA KONTROLĄ
Sołtys Gębic Andrzej Konieczka reporterowi Pałuk powiedział, że sytuacja tylko chwilowo wymknęła się spod kontroli. Jego zdaniem, z jednego z szamb nastąpił wyciek, ponieważ przymarzło. - Opanowaliśmy na tyle sytuację, że usunęliśmy z jednej z płyty obornik i póki co gnojowica zostaje na miejscu i postaramy się to przymarznięcie do końca zlikwidować. To był nasz cały problem. Jeżeli chodzi o drogę, to póki co zasypaliśmy piaskiem, a jak puści mróz, to oczyścimy to. Do tej pory wszystko było w porządku i wydawało się, że będzie to funkcjonować jak należy, lecz ostatnie mrozy spowodowały, że przymarzło w jednym miejscu i poszło bokiem no i poszło na drogę zamiast do szamba - tłumaczył Andrzej Konieczka.
Twierdzi, że wszelkie zalecenia, które otrzymali w czerwcu ubiegłego roku, zostały wykonane. Szamba zostały wyczyszczone i pogłębione. Jedno z nich zostało podmurowane. Inne zalecenia były zaleceniami porządkowymi wokół obejścia. Wykoszenie traw i tym podobne.
Zdaniem Andrzeja Konieczki przez przeprowadzone zabiegi kubatura szamb się zwiększyła i do tej pory problemu nie było, a zawartość szamb była wywożona regularnie tak, jak było ustalane.
- Wybraliśmy wszystko do samego dna. Jeżeli to okaże się niewystarczające, planujemy wybudować następne szambo. Mimo że nie było zaleceń co do budowy kolejnego szamba. Ponadto mamy możliwość przepompować zawartość z mniejszego szamba do większego tego przemurowanego. Ostatnie słowo jeszcze nie zostało powiedziane w tym temacie. Rozbudujemy te szamba. Na razie nie chcemy przeinwestować, bo jest to kwestia pieniędzy. Na razie unormowaliśmy sprawę deszczówki, aby nie wpływała nam do szamb. Będę teraz na tyle mądrzejszy i będę zwracać większą uwagę, aby na płycie było więcej miejsca. W firmę będziemy inwestować i modernizować, tylko potrzebujemy na to czasu, aby nie przeinwestować - mówił Andrzej Konieczka.
W planach właściciele mają także wykonanie nasadzenia roślinności, która będzie miała za zadanie filtrowanie oraz oddzielenie gospodarstwa betonowym murem.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1195 (1/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze