- „Ja te pieniądze pożyczyłam, zaufałam i ten ktoś mi ich nie oddał. Nie powiem komu. Oddam te pieniądze panu Pawłowi i rezygnuję” - krzyczała w stronę emerytów Irena G. W tym momencie na sali rozległy się oklaski aprobaty.
fot. Magdalena Lachowicz
Irena G., emeryci, pieniądze, turnus, policja
Szefowa emerytów przywłaszczyła sobie 21.855 zł
Irena G. na spotkaniu seniorów chciała biesiadować. Seniorom nie było do śmiechu, gdyż szefowa zdefraudowała ich pieniądze. Wpłacali jej na turnus w Krynicy Zdroju, a ona nie zapłaciła właścicielowi pensjonatu za pobyt. Właściciel pensjonatu przyjechał do Strzelna, by odzyskać pieniądze. Emeryci zawiesili swoją szefową w obowiązkach i wezwali policję. Irena G. obrażona założyła kurtkę i wyszła.
Emeryci opowiadają policjantowi Tomaszowi Skruszewiczowi, w jaki sposób zostali oszukani i okradzeni przez Irenę G.
fot. Magdalena Lachowicz
WPŁACALI NA ZESZYT
53 członków strzeleńskiego oddziału Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów wypoczywało od 9 do 19 września w Ośrodku Wypoczynkowym Tęcza w Krynicy Zdroju. Pisaliśmy o tym w numerze Pałuk z 3 października.
Pierwszy sygnał, że coś jest nie tak z pobytem seniorów w Krynicy Zdroju, otrzymaliśmy kilka dni później. Anonimowy rozmówca poinformował nas telefonicznie, że prawdopodobnie przy okazji wyjazdu doszło do zdefraudowania pieniędzy.
Telefony do reportera zaczęły się urywać 16 października. Dzwoniący pytali, co mają zrobić, bo okazało się, że szefowa strzeleńskich emerytów Irena G. nie wpłaciła zebranych na turnus pieniędzy. Z należnej właścicielom pensjonatu kwoty 31.855 zł, wpłaciła tylko w ramach przedpłaty 10.000 zł. Pozostałej kwoty, czyli 21.855 nie uiściła. Do uczestników turnusu zaczęły przychodzić pisma od właściciela pensjonatu.
Emeryci i renciści na planowany wyjazd do Krynicy Zdroju płacili Irenie G. raty od początku tego roku. Każdy wpłacił 650 zł. Szefowa wpłaty zapisywała w zeszycie. Nie dawała żadnych pokwitowań. Nie była to pierwsza organizowana przez Irenę G. wycieczka. Do tej pory nie było z tym żadnych problemów.
- Już w maju powiedziała mi, że muszę wpłacić ostatnią ratę na wycieczkę, bo jak mówiła musi już zapłacić w pensjonacie. A tu się okazuje, że ona te pieniądze ukradła. My nigdy nie wołaliśmy dowodów zapłaty. Ale się przeliczyliśmy. Ona nas po prostu oszukała - powiedziała jedna z emerytek.
PISMO DO WŁADZ ZWIĄZKU
Pierwsze pismo z Krynicy Zdroju z 27 września adresowane było do Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów Oddział w Strzelnie oraz do przewodniczącej Ireny G. Każdy z 53 uczestników turnusu otrzymał ksero tego pisma.
Było to wezwanie do zapłaty wystawione przez reprezentującego właściciela pensjonatu radcę prawnego z Nowego Sącza. W imieniu właścicielki Małgorzaty Węglarz radca prawny wzywał do zapłaty kwoty 21.855 zł. Należność ta - jak zaznaczono w wezwaniu - objęta jest fakturami z 19 września. Jedna na kwotę 30.000 zł, z której do zapłaty zostało 20.000 zł, a druga na kwotę 1.855 zł.
Seniorzy próbowali skontaktować się z Ireną G., ale bez skutku. Ta albo nie otwierała im drzwi mieszkania, albo mówiono, że nie ma jej w domu.
- Jakby zapadła się pod ziemię. Nie odbierała telefonów. Nikogo nie wpuszczała do domu. Część z nas zgłosiła to na policję, ale nikt nie złożył oficjalnego doniesienia. Później jednym udało się z nią skontaktować, to powiedziała, że ona to zapłaci. Ale my już wtedy mieliśmy podejrzenia, że ona te pieniądze sprzeniewierzyła, że ich nie ma. I z czego zapłaci? - opowiadają emeryci.
W końcu udało im się uzyskać od Ireny G. pokwitowania wpłat pieniędzy, które wpłacali jej na wycieczkę. Takie dowody wpłaty Irena G. wystawiła 8 października na kwotę 650 zł. Na odwrocie blankietu napisała, że wpłata dokonana została przed wyjazdem.
GROŹBA PŁACENIA DWA RAZY
Temperaturę podniosły emerytom kolejne pisma z 9 października od właścicielki pensjonatu, które każdy z uczestników wycieczki otrzymał listem poleconym na adres domowy. Okazało się, że należność za pobyt w Ośrodku Wypoczynkowym Tęcza nadal nie została uregulowana w całości. Nadal do zapłaty pozostawała kwota 21.855 zł, co daje na jednego uczestnika wycieczki 400 zł opłaty za pobyt oraz 35 zł należnej opłaty klimatycznej.
Płatnikiem należności miał być zgodnie z oświadczeniem Ireny G. Polski Związek Emerytów, Inwalidów i Inwalidów Oddział w Strzelnie. Jednakże podmiot ten wezwany do zapłaty, wpłaty tej nie dokonał.
Mając to na uwadze bardzo proszę o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Uprzejmie proszę o potraktowanie tej sprawy, jako nie cierpiącej zwłoki, albowiem z uwagi na łączną sumę zaległości poważnie rozważam podjęcie działań prawnych - czytamy w nadesłanym piśmie. Pod pismem podpisała się Małgorzata Węglarz, a do kontaktu podała swojego syna Pawła Węglarza.
Po otrzymaniu tego pisma emeryci zaczęli poważnie bać się, że będą musieli drugi raz zapłacić za pobyt w Krynicy Zdroju. Skontaktowali się w tej sprawie z Pawłem Węglarzem i prosili, by ten wytłumaczył im, co się właściwie stało. Poinformowany o zaistniałej sytuacji został też przewodniczący Zarządu Oddziału Okręgowego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Bydgoszczy Zdzisław Tylicki.
Trwa odtwarzanie listy osób, uczestniczących w turnusie wypoczynkowym w pensjonacie w Krynicy Zdroju, by przekazać ją strzeleńskiej policji
fot. Magdalena Lachowicz
Właściciela rodzinnego pensjonatu w Krynicy Zdroju Pawła Węglarza
(w niebieskiej koszulce) nie interesowało, kto komu i gdzie wpłacał pieniądze. On chce odzyskać należną mu kwotę, gdyż jego pensjonat wywiązał się z umowy i zapewnił emerytom dziecięciodniowy wypoczynek.
fot. Magdalena Lachowicz
PRZED BIESIADOWANIEM
18 października seniorzy emeryci spotkali się na wcześniej zaplanowanej biesiadzie z okazji Światowego Dnia Seniora. Zaplanowany był słodki poczęstunek oraz tańce. Na spotkanie przyjechał pokonując ponad 1.000 km w dwie strony Paweł Węglarz. Emeryci chcieli, by uczestniczył w nim także burmistrz Ewaryst Matczak. Zamierzali zażądać wyjaśnień od swojej szefowej
Gdy Irena G. zobaczyła reportera Pałuk, zdziwiona pytała: - Chyba nie będziecie o tym pisać. Ja już wcześniej myślałam o samobójstwie, byłam taka załamana, że mówiłam, że się powieszę. Teraz, jak napiszecie to w gazecie, to naprawdę to zrobię. Spytaliśmy, czy to jest jakiś szantaż. Irena G. odpowiedziała: - Nie szantaż, ale i tak całe Strzelno o tym wie. Ja już ich od dwóch tygodni przepraszam. Pytam się, czy mi przebaczycie, czy mam ich jeszcze na kolanach błagać, ale jest jedna pani, która całą sprawę nagłaśnia.
Zanim rozpoczęło się biesiadowanie, Irena G. poprosiła wszystkich uczestników wycieczki i właściciela pensjonatu z Krynicy Zdroju do osobnej sali.
- Wiecie, jak sprawa stoi, co narozrabiałam. Tylko jest jedna rzecz i to mnie najgorzej boli, że przedstawiciele związku zaprosili pana właściciela. Mi się zdaje, że przedstawicielami związku jest zarząd i coś powinien zrobić zarząd - rozpoczęła Irena G.
Na jej słowa zareagował Zdzisław Szajda: - Jaki zarząd? Przecież tu zarządu nie było oprócz ciebie. Przypomnijmy, że w skład zarządu strzeleńskiego koła wchodzą: zastępca przewodniczącej Barbara Śliwińska, skarbnik Helena Pawlak, sekretarz Regina Pawlak i członek zarządu Mścisława Piotrowicz.
Tego, co dalej działo się za zamkniętymi drzwiami sali M-GOKiR, nie da się opisać w szczegółach. Był jeden krzyk i żądanie emerytów wyjaśnień od Ireny G. Pokrzywdzeni uczestnicy wycieczki zarzucali Irenie G., że ich okradła, pytali, gdzie ma te pieniądze, co z nimi zrobiła, zdenerwowani pytali, co dalej mają robić. Twierdzili, że drugi raz płacić nie będą. Za zaistniałą sytuację obwiniali też resztę członków zarządu strzeleńskiego oddziału. Zarzucali im, że tak naprawdę nigdy nie kontrolowali poczynań szefowej.
PO EMERYTACH NIE SPODZIEWAŁ SIĘ
- Nie wierzę w to po prostu, bo pracuję w tej branży już 15 lat. Często naszymi gośćmi są związki emerytów z całego kraju. Nigdy, z żadnym związkiem emerytów nie było problemów z zapłatą. Nasza firma jest firmą rodzinną i często robimy tak, że najpierw jest zaliczka, później jest przelew z resztą należnej gotówki. Tutaj zaliczka była wpłacona, a reszty pieniędzy do dnia dzisiejszego nie otrzymałem - mówił zdenerwowany Paweł Węglarz.
Irena G. nie próbowała nawet tłumaczyć swojego zachowania. Nie mówiła, co zrobiła z pieniędzmi emerytów. Była zła, że wszyscy mają do niej pretensje. Wykrzykiwała, że wszystkim emerytom dziękuje za 11 lat pracy dla nich.
- Wiem, że zawiniłam, upokarzam się od miesiąca przed wami, błagam o wybaczenie, a wy cały czas mieszacie. Wczoraj rozmawiałam z prawnikiem. Miałam wziąć pożyczkę, lecz nie dałam rady. Do środy mam wpłacić 5.000 zł, a resztę po 1.500 zł mam wpłacać w ratach, tak mi powiedział przewodniczący z Bydgoszczy, który rozmawiał z panem Pawłem - tłumaczyła. Jej słowom zaprzeczył Paweł Węglarz, stwierdził, że takie ustalenia były, ale wcześniej. Irena G. się z nich nie wywiązała i dziś nie ma już o tym mowy.
- Mój ojciec kazał mi iść na policję, a mnie przez głowę nawet nie przeszło, że seniorzy mogą mi nie zapłacić. Nie chciałem robić awantury - mówił właściciel pensjonatu. Tłumaczył emerytom, że jego nie obchodzi komu oni zapłacili, on chce odzyskać należne mu pieniądze.
Seniorzy twardo twierdzili, że zapłacili już za wycieczkę i sygnalizowali, że nic więcej nie zapłacą, że sprawa niezapłaconej należności za ich pobyt w górach, to nie jest już ich sprawa.
- Co mamy teraz zrobić? - pytała Mirosława Nowak.
Paweł Węglarz próbował tłumaczyć, że przejechał ponad 1.000 km w dwie strony do Strzelna i nie rozumie, dlaczego emeryci twierdzą, że ich ta sprawa nie dotyczy.
- Czyli takim sposobem można by wszystkich dookoła oszukiwać. Ja już konsekwencje tego ponoszę i nigdy nie myślałem, że emeryci, koło i taka organizacja, o takim zaufaniu może mnie tak oszukać. Ja jestem w stanie ponieść konsekwencje i jakoś się dołożyć. Zaufałem emerytom. Myślałem, że ten koszmar się dzisiaj skończy, a widzę, że będzie to trwało i to bardzo długo. Potraktowałem was wszystkich, jako ludzi uczciwych, a państwo zadecydujecie co dalej z tym zrobić. Ja jestem skory na różne ustępstwa. Ja w tej chwili nie chcę zarobić, ale również nie chce dołożyć do tego - mówił.
Oburzeni emeryci cały czas twierdzili, że nie zapłacą już ani złotówki, że pieniądze musi mu zapłacić Irena G.
- Dlaczego my mamy ponosić konsekwencje? Jeżeli postąpimy tak, jak pan chce, to damy przyzwolenie na dalszą korupcję. Ta pani mnie nie oszukała. Mam pokwitowanie, że wpłaciłem i nic więcej płacić nie będę. Ona oszukała pana. A pan powinien spisać dokumenty i sprawdzić, czy jest wpłacone, czy nie - mówił Jerzy Skoczek.
STRASZONY PRAWNIKAMI
Przysłuchujący się kłótniom burmistrz Ewaryst Matczak zaproponował, że w razie potrzeby służy pomocą prawników Urzędu Miejskiego. - Ci ludzie zapłacili należne pieniążki - mówił burmistrz.
Paweł Węglarz nie mógł pojąć, że nie dość, że to on jest pokrzywdzony, to jeszcze straszony jest przez burmistrza prawnikami.
- Rany boskie, gdzie ja jestem. Jak tak można mówić do niewinnego człowieka? Powiem państwu, że fatalnie się czułem, ale po dzisiejszym spotkaniu czuję się koszmarnie. Pan, który posiada władzę, pieniążki i możliwości. Ja wiem, że ci ludzie, to pańscy wyborcy i zrobi pan wszystko - mówił zdenerwowany Paweł Węglarz.
- Przed przyjmowaniem takiej dużej grupy spisuje się umowę z człowiekiem odpowiedzialnym. Pan tej umowy nie sporządził - kontynuował burmistrz Matczak.
Jerzy Skoczek twierdził, że sprawa musi być załatwiona między właścicielem pensjonatu a Ireną G. Obok w czerwonym żakiecie stoi Stanisława Kacprzak, która poinformowała wojewódzkie władze związku z Bydgoszczy o sytuacji w strzeleńskim kole emerytów.
fot. Magdalena Lachowicz
KOMUŚ POŻYCZYŁA KASĘ
Z sali w tym czasie padały głośne okrzyki emerytów w kierunku Ireny G.: - Ty nie przepraszaj, tylko oddaj nasze pieniądze.
Irena G. przyznała wówczas, że pieniądze, które zebrała od emerytów po prostu komuś pożyczyła. Nie chciała powiedzieć komu.
- Ja te pieniądze pożyczyłam, zaufałam i ten ktoś mi ich nie oddał. Nie powiem komu. Oddam te pieniądze panu Pawłowi i rezygnuję - krzyczała Irena G. W tym momencie na sali rozległy się oklaski aprobaty. Paweł Węglarz zaproponował wówczas, że jego firma prawnicza wystawi weksel in blanco na kwotę, jaką Irena G. jest dłużna jego rodzinnej firmie. Taki weksel ma być podpisany przez żyrantów Ireny G. Pytał, czy ma takie osoby, które będą jej żyrować. Irena G. odpowiedziała, że będą to jej dzieci. Było to na sali przez emerytów głośno i negatywnie komentowane.
Przekrzykiwania emerytów w kierunku Ireny G. trwały jeszcze długo. Jedni mówili, że nie będą fundować jej i jej rodzinie takich prezentów, że sama musi wszystko spłacić.
W tym czasie wyszła na jaw kolejna nieprawidłowość. Otóż już w ubiegłym roku podczas organizacji wycieczki emerytów do Dźwirzyna, Irena G. wpłaciła tylko zaliczkę, a resztę miała wpłacić podczas pobytu. Jednak nie kwapiła się z wpłatą reszty należności. Wówczas właścicielka pensjonatu przy śniadaniu ogłosiła, że jak natychmiast nie zostanie wpłacona reszta należności, to obiadu emeryci już nie dostaną. Pieniądze wówczas zostały przez Irenę G. wpłacone. Jednak po rozliczeniu miało zostać na każdego uczestnika wycieczki po 30 zł, których do dnia dzisiejszego Irena G. nie oddała emerytom. Dopiero przy tegorocznej aferze wszystkim, którzy uczestniczyli w ubiegłorocznej wycieczce do Dźwirzyna, na dowodach wpłaty doliczyła 30 zł i na ich blankietach widnieje kwota wpłaty w wysokości 680 zł.
Ostatecznie Paweł Węglarz stwierdził, że i tak nie dogada się z emerytami i sprawę zamierza skierować na drogę sądową.
NIE TAŃCZYLI, ZAWIESILI SZEFOWĄ
Po burzliwej dyskusji wszyscy przeszli na dużą salę, gdzie rozpoczęły się obchody Światowego Dnia Seniora. Po życzeniach Ireny G. i po życzeniach burmistrza miała rozpocząć się wspólna zabawa.
Jednak emerytom nie było ani do śmiechu, ani do tańca. W związku z tym członkini koła Stanisława Kacprzak stwierdziła, że piątkowe popołudnie nie jest dobrym czasem na huczną zabawę z tańcami, co potwierdzili też pozostali emeryci.
Jednogłośnie podjęli uchwałę o zawieszeniu Ireny G. w obowiązkach przewodniczącej związku. Do czasu zwołania walnego zebrania, które wstępnie zaplanowano na połowę listopada, związkiem kierują pozostali członkowie zarządu.
ZADZWONILI NA 112
Irena G. obrażona założyła kurtkę i opuściła spotkanie. Natomiast emeryci przy kawie i ciastku zadecydowali, by złożyć doniesienie na policję o popełnieniu przez Irenę G. przestępstwa. Zadzwonili na numer alarmowy 112 i poprosili, by funkcjonariusze strzeleńskiej policji przybyli do Domu Kultury i spisali ich zeznania. Po niespełna 15 minutach w sali M-GOKiR pojawił się mieszany patrol policji i straży miejskiej. Policjant sierż. sztab. Tomasz Skruszewicz i strażnik miejski Tomasz Młynarek wysłuchali skarg emerytów.
Policjant przyjął zgłoszenie i poinformował, że delegacja emerytów powinna zgłosić się na posterunku, bo tylko tam można spisać protokolarnie zeznania.
BABCI NIE MA
W czasie, gdy emeryci odtwarzali listę uczestników wycieczki, by dodać ją do zeznań na policji, patrol pojechał do mieszkania Ireny G., by przywieźć ją do Domu Kultury. Jednak drzwi jej mieszkania otworzyła wnuczka, która poinformowała, że babci nie ma w domu. Emeryci sprawę zdefraudowania ich pieniędzy przez Irenę G. zgłosili oficjalnie na posterunku policji w Strzelnie.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1132 (43/2013)
Więcej informacji:
Irenę G. zastąpił Zdzisław Szajda
Prokuratura przesłuchuje świadków
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze