Reklama

Tankowanie do kanistra było obyczajem

     Innego zdania byli przesłuchiwani na wcześniejszych rozprawach policjanci, którzy zeznawali, że wlewali paliwo tylko bezpośrednio do zbiornika w radiowozie. Oskarżony Andrzej B. i jego obrońca wnoszą o uniewinnienie. Prokuratura domaga się dla policjanta zasądzenia pół roku więzienia w zawieszeniu i 3.000 zł grzywny. Wyrok za tydzień.

     TRZY ZARZUTY
     4 listopada w Sądzie Rejonowym w Gnieźnie odbyła się już ostatnia rozprawa w procesie 39-letniego Andrzeja B., funkcjonariusza policji z Trzemeszna, pełniącego wcześniej funkcję nieetatowego zastępcy komendanta tutejszego komisariatu. Półtora roku temu został on zatrzymany przez policjantów z poznańskiego wydziału Biura Spraw Wewnętrznych i od tej pory jest zawieszony w czynnościach służbowych. Nadal jest policjantem, lecz nie pełni obowiązków służbowych i pobiera połowę pensji. Postępowanie w tej sprawie prowadzone było przez Prokuraturę Rejonową Poznań - Nowe Miasto. Policjantowi z Trzemeszna postawiono trzy zarzuty. Oskarżono go o to, że tankując paliwo do służbowego radiowozu na stacji Orlen w Rudkach (gm. Trzemeszno) część paliwa wlewał do zbiornika w pojeździe, a część do przygotowanego kanistra, a następnie należność regulował służbową kartą. Mogło więc dojść do popełnienia przestępstwa polegającego na przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza policji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Zarzuty dotyczą wprowadzenia w błąd Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, co do nabywania paliwa do radiowozu i działanie w ten sposób na szkodę interesu publicznego poprzez doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. 

     POD OKIEM KAMER
     Trzemeszeński mundurowy postępował zawsze tak samo. Najpierw część paliwa wlewał do zbiornika w radiowozie. Później, nie przerywając tankowania, pistolet do tankowania przekładał do wnętrza pojazdu, za fotel kierowcy i resztę paliwa wlewał do schowanego tam kanistra.
Do pierwszego takiego zdarzenia doszło 5 listopada 2014 r. Wtedy dokonał zakupu 29,91 litrów paliwa na rachunek policji o wartości 148,65 zł do radiowozu kia ceed. Jednak nie więcej niż 19,94 l wlał do zbiornika w radiowozie, natomiast pozostałą część w ilości co najmniej 9,97 l o wartości 49,55 zł wlał do kanistra.
     7 listopada 2014 r. do radiowozu fiat ducato kupił 71,02 l paliwa o wartości 352,97 zł, z czego nie więcej niż 56,82 l wlał do zbiornika paliwa, a 14,2 l o wartości 70,10 zł wlał do kanistra.
     28 stycznia 2015 r. kupił co najmniej 52,84 l paliwa o wartości 228,27 zł do radiowozu kia ceed, z czego nie więcej niż 35,24 l wlał do zbiornika paliwa w pojeździe, a 17,6 l o wartości 94,29 zł wlał do kanistra.
     W każdym z tych przypadków za paliwo płacił kartą służbową, a dokonywane przez niego czynności zostały zarejestrowane przez monitoring zainstalowany na stacji Orlen w Rudkach. Nagrania z monitoringu służą teraz jako dowody w sprawie.
     Oskarżony Andrzej B. w toku śledztwa nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa.
     NA PRZEPAŁY
     Wcześniej odbyły się już dwie rozprawy w tej sprawie.
     Oskarżony policjant podtrzymał swoje stanowisko, iż nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Jak tłumaczył, tankował część paliwa do kanistrów, aby później dolewać je do radiowozów, gdyby miały one czasami tzw. przepały, czyli większe zużycie paliwa od normalnego. Tłumaczył, że w komisariacie były przypadki, iż brakowało paliwa przy rozliczaniu pojazdu na koniec miesiąca i trzeba było zapłacić za to z własnej kieszeni.
Wersji tej nie potwierdziło 8 przesłuchanych policjantów z komisariatu w Trzemesznie. Funkcjonariusze wyjaśniali, że nigdy nie tankowali paliwa do kanistrów, poza jednym przypadkiem, gdy w ten sposób zakupiono paliwo do zepsutego radiowozu. Nie słyszeli też o tym, żeby mundurowi kiedykolwiek byli rozliczani za nadmierną ilość zużytego paliwa do radiowozów oraz by ponosili za to konsekwencje finansowe.
     STRÓŻÓW PRAWA NIE PILNOWALI
     Podczas dwóch wcześniejszych rozpraw zeznawali również pracownicy stacji paliw w Rudkach. Relacjonowali oni, że gdyby zauważyli, iż ktoś wlewał paliwo do kanistra płacąc służbową kartą, musieliby zatrzymać tę kartę i powiadomić centralę firmy Orlen. Dwoje z pracowników stacji wcześniej podczas postępowania przygotowawczego zeznało m.in., że Andrzej B. prosił ich, aby dobrze obserwowali innych policjantów podczas tankowania paliwa i zgłaszali mu, jeśli dochodziłoby do jakichś nieprawidłowości.
     Kierownik stacji w Rudkach zauważyła, że Andrzej B. tankował paliwo do kanistrów zawsze o takiej porze, kiedy na stacji następowała zmiana dyżuru pracowników. Według niej, funkcjonariusz wykorzystywał ten moment, aby nikt nie zwrócił na niego uwagi, gdy tankował paliwo do kanistra. Kierownik dziwiła się także, że Andrzej B., znając pracowników stacji narażał ich na odpowiedzialność, bo za dopuszczenie do tankowania kartą służbową do kanistra pracownikowi stacji groziła kara lub nawet wyrzucenie z pracy. Jedna z pracowniczek stacji paliw w Rudkach podczas postępowania przygotowawczego przyznała, że gdy policjanci tankowali paliwo do radiowozów, to nikt ich nie pilnował, bo są to w końcu stróże prawa.
     ZA PRZEPAŁY NIE PŁACILI
     Bardzo rozbieżne od wersji zdarzeń przedstawianych przez oskarżonego policjanta były zeznania złożone przez pracownika cywilnego Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie, zajmującego się m.in. rozliczaniem dokumentacji transportowej. Zeznał on, że nie ma w ogóle w pracy w policji takiego określenia jak przepał radiowozu od około 10 lat, od kiedy funkcjonariusze rozliczają się za paliwo bezgotówkowo za pomocą karty Flota. Podczas postępowania przygotowawczego pracownik ten wyjaśniał, że pracuje w KPP od ponad 14 lat i nigdy nie słyszał o tym, żeby policjanci mieli płacić za zużycie paliwa.
     Podobne informacje przedstawiła pracownica cywilna wydziału transportu Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu zajmująca się gospodarką paliwami w poznańskim garnizonie policji. W postępowaniu przygotowawczym wyjaśniała ona, że do kanistra można tankować tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy danym pojazdem nie można podjechać na stację i powinno się to odbywać na polecenie przełożonego.
     Jednym z przesłuchanych świadków był były komendant powiatowy policji w Gnieźnie, który potwierdził, że tankowanie do kanistra było możliwe tylko w wyjątkowych sytuacjach i zaznaczył, iż od kilku lat nie było przypadków, aby policjanci płacili za zbyt dużą ilość zużytego paliwa.
     Kolejny ze świadków, komendant Komisariatu Policji w Trzemesznie podkreślił, że miał i nadal ma pełne zaufanie do Andrzeja B. i uważał, iż byłoby absurdalne, aby miał on sobie przywłaszczyć paliwo o tak małej wartości, tym bardziej, że nie miał on problemów finansowych. W jego opinii, tłumaczenie Andrzeja B. jest wiarygodne, iż tankował paliwo do kanistra, żeby je zaoszczędzić, a później wlać do radiowozu.
     SPRZECZNE ZEZNANIA
     Na rozprawie w ubiegłym tygodniu przesłuchanych zostało tylko dwóch świadków. Jako pierwszy zeznawał funkcjonariusz trzemeszeńskiej policji Norbert K. Tak jak poprzednio zeznający funkcjonariusze, on także potwierdził, że zawsze tankował radiowóz do pełna i nigdy nie wlewał paliwa do kanistra. Nie słyszał także o tym, aby policjanci mieli być obciążani za nadmierne zużycie paliwa.
     Ostatnim ze świadków był Rafał W., były komendant komisariatu w Trzemesznie. Wniosek o jego przesłuchanie na wcześniejszej rozprawie złożył adwokat oskarżonego Andrzeja B.
     Rafał W. był komendantem trzemeszeńskiego komisariatu do 30 września 2014 r., a więc przed okresem dokonania czynów, o które podejrzany jest Andrzej B. Oskarżony był wtedy jego nieetatowym zastępcą. Były komendant przedstawił zupełnie inną wersję prowadzenia polityki paliwowej w komisariacie niż zeznający wcześniej funkcjonariusze. Wyjaśnił bowiem, że policjanci tankowali do kanistrów nadwyżkę paliwa, którą udało się osiągnąć podczas bardziej ekonomicznej jazdy. Jak zeznał, były to śladowe ilości od 1 do 5 litrów, a policjanci mieli go o tym informować. Później paliwo to miało być wlewane do radiowozów. Takie sytuacje według Rafała W. zdarzały się kilka razy w roku. Były komendant potwierdził jednak także, że policjanci nigdy nie ponosili odpowiedzialności materialnej za niedobory paliwa. Informował również, że były okresy, gdy komendant powiatowy zarządzał zakaz tankowania do kanistrów.
     ZAPADNIE WYROK
     Prokurator pytał byłego komendanta, czy było możliwe, aby osiągnięte nadwyżki paliwa były wielkości: 10, 14 i 17 litrów (czyli tyle, ile tankował do kanistrów Andrzej B.). Odpowiedział on, że jednorazowe nadwyżki nie przekraczały 10 litrów. Prokurator dociekał także, skąd policjant tankujący do radiowozu wiedział, że ma nadwyżkę paliwa. Z wyjaśnień Rafała W. wynika, że funkcjonariusze wiedzieli o tym z analizy przebiegu radiowozu. Prowadzący rozprawę sędzia Hubert Kozłowski dopytywał, czy takie praktyki polegające na tankowaniu części paliwa do kanistrów miały jakieś umocowania prawne, czy też był to tylko taki obyczaj. Były komendant odpowiadał, że raczej był to obyczaj. Jak wyjaśniał, nadwyżki paliwa do kanistrów wlewał nie tylko oskarżony, ale także inni funkcjonariusze z dłuższym stażem w policji. Wskazał, że byli to także: Sebastian K., Artur G. i Grzegorz K. 

Reklama

     W swojej mowie końcowej prokurator wnioskował o uznanie Andrzeja B. winnym stawianych mu wszystkich trzech zarzutów i wymierzenie mu kary 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem kary na okres 3 lat oraz zasądzenie kary grzywny w wysokości 3.000 zł i obowiązku naprawy wyrządzonej szkody, a także zasądzenie pokrycia kosztów sądowych. Andrzej B. i jego obrońca wnosili o uniewinnienie.
Wyrok ma zostać ogłoszony za tydzień.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1291 (45/2016)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości