Reklama

- Te wyziewy nas zabiją

Tuczniki w chlewni Piotra Rychlewskiego 

       fot. Magdalena Lachowicz

Jeziorki, wyziewy, gospodarstwo, chlewnia
     - Te wyziewy nas zabiją
     Mają dość warunków sanitarnych w wiosce, w jakich przyszło im żyć po uruchomieniu na dużą skalę hodowli świń przez Piotra Rychlewskiego. - Czy my musimy siedzieć cicho i się dusić, a pan sobie tyłek zabierze i pojedzie do swojego domku w Strzelnie Klasztornym? - pyta Bogumiła Kwiatkowska. Piotr Rychlewski zapewnia, że wszystko odbywa się w chlewni zgodnie z przepisami i normami. Zapachy jego zdaniem mogą pochodzić ze złej jakości jęczmiennej słomy - bo pszenna wymarzła.

     W ubiegłym tygodniu, w rubryce Naszym zdaniem, zamieściliśmy taką informację od naszego czytelnika ze wsi Jeziorki (gm. Strzelno): Od kilku miesięcy fetor z gospodarstwa po byłym SKR, gdzie hodowane są świnie, jest okropny i roznosi się po całej okolicy. Nie wspomnę już o roju much. Tutaj zostały chyba przekroczone jakieś normy. Nie można otworzyć okna, żeby wywietrzyć pomieszczenia, nie można wywiesić prania, by nie prześmierdło. Nie możemy też posiedzieć sobie przed domem. Mieszkańcy nie kryją oburzenia całą tą sytuacją. Każdy, kto wjeżdża do Jeziorek zostanie przywitany tym okropnym zapachem.
     - Ale smród nie jest winą mieszkańców, tylko jednej osoby, która wprowadziła do naszej wsi tę plagę fetoru i much. Zresztą całe obejście tego gospodarstwa mówi samo za siebie. Powybijane szyby w oknach, bałagan i zielsko na pół metra. Tak jeszcze nigdy tutaj nie było. Jak mamy w tym smrodzie żyć? To jest niechlujna wizytówka naszej wsi.
     ZAGROŻENIE Z CHLEWNI
     Informacja odniosła na tyle pozytywny skutek, że już nazajutrz w piątek rano wykoszona została wysoka trawa i chaszcze. Zamurowywane są powybijane okienka.
     - Okazuje się, że jednak można coś zrobić - twierdzą mieszkańcy Jeziorek.
     Opowiadają, że w tym miejscu zawsze prowadzona była hodowla zwierząt gospodarskich. Kiedyś gospodarstwo należało do SKR Strzelno. Po upadku SKR kupił je Piotr Rychlewski, który mieszka w Strzelnie Klasztornym i jest tam sołtysem. Od początku prowadził w tym miejscu chów świń. Jednak nikomu to nie przeszkadzało, bo była to mała hodowla i nie było wokół niej tyle smrodu, nie była uciążliwa dla mieszkańców.

Bogumiła Kwiatkowska została wybrana przez mieszkańców, jako osoba, z którą będą się kontaktowały ewentualne instytucje, do których trafił protest mieszkańców Jeziorek przeciwnych uciążliwym warunkom, jakie powstały w ich miejscowości w związku z działalnością gospodarstwa rolnego Piotra Rychlewskiego

Reklama

       fot. Magdalena Lachowicz

     - Pan Rychlewski latem dobudował tam dwie dodatkowe chlewnie. Ogacił je eternitem. W tym miejscu nie było chlewni. Tam za czasów SKR był tylko betonowy fundament z zadaszeniem, gdzie stawiane były maszyny i składowana była słoma. Dodatkowo w jednym ze stojących budynków też nigdy nie było hodowanych zwierząt, ten budynek służył jako miejsce dla maszyn rolniczych. On wszystkie pomieszczenia zaadoptował na chlewnie. Ale czy czuwał nad tym nadzór budowlany, czy są tam spełnione wszystkie dopuszczalne normy? Czy my musimy siedzieć cicho i się dusić, a pan sobie tyłek zabierze i pojedzie sobie do domku w Strzelnie Klasztornym? - pyta mieszkanka wsi Bogumiła Kwiatkowska.
     Zdaniem mieszkańców przy prowadzonym tam intensywnym chowie trzody chlewnej przekroczone są dopuszczalne normy emisji odrażających zapachów amoniaku, siarkowodoru, metanu, itp. Efektem emisji wymienionych gazów są odczuwalne przez dorosłe osoby oraz dzieci bóle głowy, napięcia mięśni, podrażnienia śluzówki oka i dróg oddechowych. - Moje dzieci odczuwają już bóle głowy, których dotychczas nie miały, zaczynają się migreny. Jednego dnia czternastoletnia córka Marta mi powiedziała, że tak się źle czuje, że chyba zemdleje - opowiada pani Bogumiła.
     Zagrożone są także warunki wodno-glebowe, zanieczyszczana atmosfera.
     W wiosce, w domach wszyscy mają pozamykane okna, bo nie można normalnie oddychać. - Gdy przychodzą do mnie goście, od razu wręczam im klapki na muchy, bo jest ich tu normalny rój - dodaje Bogumiła Kwiatkowska.
     ZEBRANIE BEZ BURMISTRZA
     1 października odbyło się we wsi zebranie mieszkańców.
     Mieszkańcy nie ukrywali zdziwienia, że na zebranie nie przyjechał burmistrz Ewaryst Matczak. Ich zdaniem wiedział doskonale, że podczas poniedziałkowego zebrania sołeckiego będzie poruszony temat Piotra Rychlewskiego. - Niestety nie przyjechał, przysłał tylko swoich pracowników - mówią rozżaleni mieszkańcy.
     Tymczasem chcieli zapytać burmistrza, czy w związku z tym, że w gospodarstwie przejętym po SKR została zmieniona intensyfikacja produkcji oraz dokonana została zmiana przeznaczenia budynku i dobudowano kolejne dwie chlewnie, Piotr Rychlewski otrzymał ze strzeleńskiego ratusza decyzję o warunkach zabudowy oraz decyzję o postępowaniu rolno-środowiskowym.

Reklama

Piotr Rychlewski ma duże pretensje do ludzi i sąsiadów przede wszystkim o to, że nie przyszli z tą sprawą najpierw do niego, jako osoby najbardziej zainteresowanej. Nie powiadomili go o niczym.
O wszystkim, jak twierdzi, dowiadywał się od osób trzecich.  

         fot. Magdalena Lachowicz

     PISEMNY PROTEST
     49 mieszkańców Jeziorek podczas zebrania 1 października złożyło protest w sprawie śmierdzącego gospodarstwa, które nie pozwala im żyć we wsi, na ręce kierownika referatu organizacyjnego Urzędu Miejskiego w Strzelnie Jarosława Marka. Mieszkańcy spośród siebie wybrali osobę, która będzie odpowiedzialna za kontakty w tej sprawie z rożnymi instytucjami. Tą osobą została Bogumiła Kwiatkowska, mieszkająca w najbliższym sąsiedztwie uciążliwego gospodarstwa.
2 października rozmawialiśmy z burmistrzem Matczakiem. Powiedział, że sprawa gospodarstwa Piotra Rychlewskiego docierała do niego już wcześniej. - Poprosiliśmy tego pana na spotkanie do Urzędu i po naszej rozmowie stwierdził, że zrobi w swoim gospodarstwie porządek, tak, by nie zakłócać normalnego życia mieszkańców Jeziorek. Powiedział, że postara się ograniczyć wyziewy, ale produkcji nie zamknie - powiedział burmistrz Matczak.
     O tym, że nadal istnieje w Jeziorkach problem z tym gospodarstwem dowiedział się, gdy wpłynął protest mieszkańców. W związku z tym, że to gmina wydaje decyzje o uwarunkowaniach środowiskowych, o warunkach zabudowy oraz decyzje o zmianie przeznaczenia zabudowy, spytaliśmy burmistrza, czy takie decyzje gmina wydała Piotrowi Rychlewskiemu. Po sprawdzeniu na zlecenie burmistrza dokumentacji w Urzędzie Miejskim przez pracowników Referatu Rolnictwa Gospodarki Przestrzennej i Rozwoju Gospodarczego okazało się, że ani w 2011 r., ani w 2012 r. żadna decyzja na nazwisko Piotra Rychlewskiego nie została wydana.
     CHCĄ POMOCY, OFERUJĄ POMOC
     Włodarz dodał także, iż w tej sprawie gmina niewiele może pomóc mieszkańcom. - Można zrobić tam pomiary smrodu, hałasu, ale to jest prywatna działalność i my możemy ograniczyć się tylko do zlecenia wykonania - my możemy sobie tylko pogdybać. Gdyby były to nasze grunty, moglibyśmy coś tu konkretnie zadziałać, a to jest prywatne - dodał burmistrz Matczak.
     Protest mieszkańcy wysłali także do Starostwa Powiatowego w Mogilnie. Ponadto sprawą zainteresowany został poseł Krzysztof Brejza, którego reprezentował Wojciech Baran, radny powiatowy. Swoją pomoc mieszkańcom zaoferował także radny powiatowy Przemysław Zowczak. Poseł Krzysztof Brejza obiecał sprawą zainteresować odpowiednie instytucje, które sprawdzą, czy działalność gospodarska Piotra Rychlewskiego może mieć negatywny wpływ na zdrowie mieszkańców. Poinformowany zostanie m.in. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, który jest autorem rządowego projektu ustawy zakładającej przeciwdziałanie uciążliwości zapachowej, która towarzyszy produkcji zwierzęcej.
     NIE DOBUDOWYWAŁ CHLEWNI
     Wczoraj, w środę 3 października rozmawialiśmy z Piotrem Rychlewskim. Powiedział nam, że prowadzi produkcje zwierzęcą od 2000 r. w budynkach kiedyś użytkowanych przez SKR na tuczarnię i nic tutaj nie zmieniał. Wszystkie budynki na terenie gospodarstwa są obsadzone w ten sposób, jak funkcjonowało to w SKR, nie ma tutaj żadnych zmian.Zdziwiony jest jak mówi posądzeniami mieszkańców.
     - Nie wykonywałem tutaj żadnych przeróbek. Budynek, o którym mówią mieszkańcy, że ja rzekomo dobudowałem jest w takim stanie, jak ja to kupiłem w 2000 r.  - opowiada Piotr Rychlewski. Dodał, że rzeczywiście stawiał szczyty w dwóch budynkach, ale przywracał je do pierwotnego kształtu. Nie ma tutaj żadnej zmiany przeznaczenia budynku, więc nie potrzebne były żadne zezwolenia.
     - W tej chwili sam sprzęt, w tym nową wentylację. Zakupiona zostało tylko po to, żeby nie uprzykrzać życia mieszkańcom i zmniejszyć powstające wyziewy. Co prawda ze względu na firmę elektroniczną trochę one słabo działają, bo rozregulowali mi sterownik. Czekam na serwis, aby zrobili to tak, żeby wentylatory działały sprawnie. Ja tutaj zainwestowałem ponad 80 tys. zł. Kto, jeżeli ja to zamknę mi za to zapłaci. Te świnie utrzymują cztery rodziny. Moją oraz trzech zatrudnionych tutaj pracowników - mówi Piotr Rychlewski.
     ZAPACH ZE SŁOMY
     Ma duże pretensje do ludzi i sąsiadów przede wszystkim o to, że nie przyszli z tą sprawą najpierw do niego, jako osoby najbardziej zainteresowanej.
     - Jesteśmy otwarci na rozmowy, jesteśmy w stanie się dogadać pod kątem ograniczenia przykrych zapachów. Jeżeli mieszkańcy mają duże pretensje, a ja dzierżawię od jednego z tych mieszkańców pole, to nie ma problemu, mogę obsiać to pole np. kukurydzą i ona zablokuje docierające do ich posesji zapachy. Mogę postawić tam nawet duży stóg i to też zablokuje przedostawanie się zapachów. Nie mówię, że nie ma problemu - dodaje Piotr Rychlewski.
     Intensywny zapach z gospodarstwa, jego zdaniem, spowodowany jest przede wszystkim tym, że nie mają dobrej jakości słomy. Używają teraz słomy z jęczmienia, bo wszystko wymarzło, a słoma jęczmienna jest mało chłonna. - Musimy to przetrzymać do przyszłego roku, gdzie będzie słoma pszenna, która jest bardzo chłonna i zawsze takiej używaliśmy i do tej pory było wszystko ok - dodaje.
     WSZYSTKO POD KONTROLĄ
     - Jesteśmy pod ścisłym monitoringiem powiatowej weterynarii, regularnie raz, dwa razy do roku jest pobierana krew. Mam kontrole z Agencji, mam umowę na utylizację martwych zwierząt, nie ma tutaj jakiś rzeczy nielegalnych. Ja nie mogę sobie pozwolić, nawet nie odważyłbym się w centrum wsi robić coś wbrew prawu.

Reklama

     Ja nie robię tutaj nic nikomu po złości. Lato było, jakie było. Były wieczne skoki temperatur. Chlewnia, świnie małe do 6 kg. Musimy utrzymywać temperaturę 28 stopni Celsjusza. Przymykamy okna, okazuje się, że w nocy robi się strasznie gorąco, no i niestety rano trzeba uchylić okna, bo przecież nie mogę tych zwierząt podusić - tłumaczy Piotr Rychlewski.
     Produkcja w jego gospodarstwie zamyka się w granicach 1.800 sztuk tuczników, dlatego przy tak prowadzonej produkcji jego zdaniem nie musi mieć pozwolenia zintegrowanego. Zwierzęta hodowane są od prosiaka, część odhodowanych odjeżdża, reszta zostaje. - Przyjmujemy 3.600 sztuk po 6 kg każda. Prosiaczka hodujemy do wagi 50 kg. Połowę wywozimy i zostaje tutaj 1.650 szt. Dzisiaj zaatakowano mnie ze wszystkich stron, ale nikt wcześniej nie przyszedł, tak jak wy i nie próbował porozmawiać, o tym, czy można coś tutaj zmienić. Mogę ludzi przeprosić za pewne niedociągnięcia, za te chwasty, ale ludzie zapomnieli też o tym, że niejednokrotnie człowiek za friko np. odśnieżał, ale tego się nie pamięta, ale pamięta się to co jest dzisiaj, bo komuś coś zaśmierdziało. Nie wiem, czy mam jeszcze z tymi ludźmi rozmawiać, bo jeśli ktoś ma odwagę i wygłasza takie opinie, że mam takie znajomości, że mnie wykończy, to ja nie mam już chyba o czym rozmawiać - dodaje Piotr Rychlewski.
     DOSTAŁ PROTEST
     Chwilę przed oddaniem artykułu do druku zadzwonił do nas Piotr Rychlewski i poinformował nas, że chwilę po naszej wizycie u niego w Jeziorkach zjawiła się u niego Bogumiła Kwiatkowska i przekazała protest mieszkańców.
     - Spytałem, dlaczego nikt wcześniej do mnie nie przyszedł. W rozmowie usłyszałem, że wiedziałem, iż jest organizowane zebranie. Ja jednak oficjalnie nic o zebraniu i tym, że na tym zebraniu będzie omawiany punkt dotyczący mojego gospodarstwa nie wiedziałem - powiedział Piotr Rychlewski.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1077 (40/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości