10 grudnia o 12:00 w centrum kierowania w oddziale mogileńskim „Enei” jeszcze pracowało kilka osób. Porządkowali dokumentację. Na ścianie umieszczona jest makieta odzwierciedlająca sieć energetyczną. Oprócz komputerowego systemu cały czas pracownicy wspierają się makietą
fot. Paweł Lachowicz
Huragan, telefon, mieszkańcy, energetyka, zgłoszenia
Telefon w energetyce zablokowany
W Bławatkach rolnicy nie mogli wydoić krów dojarkami na prąd. W Zbytowie ludzie marzli w domach, tam gdzie ogrzewanie jest na prąd. W Bąbowie Michał Czarnecki nie miał ciepłej wody, bo bojler działa tylko na prąd. Ludzie byli wściekli, bo w energetyce nie odbierano telefonu, także alarmowego 991. - Ilość zgłoszeń, które do nas przychodziły, była tak duża, że nie byliśmy w stanie tego opanować. Aż w pewnym momencie ta ilość zablokowała nasze centrum przyjmowania informacji - tłumaczy dyrektor Stefan Waszak.
KRÓW NIE MOŻNA BYŁO WYDOIĆ
Od ubiegłego piątku reporterzy Pałuk odebrali wiele telefonów od wściekłych ludzi skarżących się na pracę energetyki. Głównie chodziło o to, że przez te dni nikt nie odbierał w mogileńskiej siedzibie Enei telefonów. Mieszkańcy nie mieli jak zgłosić awarii i usterek.
Mieszkaniec Bąbowa (gm. Mogilno) Michał Czarnecki opowiada, że prądu nie miał już od czwartku wieczora. - Dzwoniłem, mówiłem, że mam trójkę dzieci małoletnich. Ani do szkoły nie mogli iść, ani się umyć, bo wodę również mieliśmy odciętą, bo bojler jest na prąd. Dzwoniłem do energetyki i non stop słyszałem, że za godzinę przyjadą i nic. Energetyka jeździła wszędzie, tylko nie na Bąbowo. W końcu przez policję i straż zadzwoniłem i oni to załatwiali. Żona była u kresu wytrzymałości. Jak dzwonił mój znajomy, to już po 25 minutach byli naprawić, a ja dzwoniłem i się przedstawiłem to powiedzieli mi, że są poza terenem Mogilna. Usunęli awarię w niedzielę wieczorem o 20:00 - opowiada. Sprawę w Bąbowie komplikował jeszcze fakt, że dopiero w niedzielę wieczorem odśnieżona została droga. - Po obwodnicy przejechali cztery razy w tę i z powrotem, a do mnie jest raptem 30 m. Skręciłby w bok, przejechałby raz, żeby człowiek mógł przejść. Szczęście, że nikt nie zachorował. Ja jak szedłem, wpadłem w ten rów przy obwodnicy po samą szyję. Kierowca ciężarówki podał mi linę i mnie wyciągał. Tak było nawiane - dodaje Michał Czarnecki.
Tego typu zabezpieczenia były najczęściej wymieniane przez pracowników energetyki podczas napraw awarii. Podczas akcji „Enea Operator” wyczyściła swoje magazyny z bezpieczników i wykupiła wszystkie bezpieczniki z punktów sprzedaży w Mogilnie, Strzelnie, Trzemesznie i Inowrocławiu.
fot. Paweł Lachowicz
Dzwonili do nas także mieszkańcy Bławatek (gm. Strzelno). Tam ze względu na brak prądu nie mogli uspokoić zwierząt, szczególnie krów, które trzeba było wydoić, a nie było prądu. Mieszkańcy ci też nie mogli dodzwonić się do energetyki.
Zdaniem burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka, bez prądu było 15% mieszkańców gminy oraz kilka posesji na terenie miasta. Też nie mogli dodzwonić się do energetyki.
W sobotę, 7 grudnia około 15:00 zadzwonił do nas sołtys Zbytowa (gm. Mogilno) Zdzisław Dobrzeniecki. Pytał, co mają zrobić mieszkańcy, którzy w Zbytowie od piątku nie mają prądu. Niektórzy w związku z tym marzli w domach, bo ogrzewanie mieszkania potrzebowało zasilenia energią. I tu znowu powtarza się ta sama sytuacja. Sołtys skarżył się, że w energetyce żaden numer, nawet alarmowy 991, nie odpowiadał, nikt nie podnosił słuchawki.
Sołtysa Dobrzenieckiego poinformowaliśmy, że wojewoda kujawsko-pomorski Ewa Mes zadecydowała, iż informacje o braku prądu można zgłaszać również strażakom pod numerem telefonu 998. Jednak w praktyce okazywało się, że strażacy przyjmowali interwencję, ale z energetyką też nie mogli się połączyć.
WYCZEKIWANIE NA WIATR
- My w zasadzie w czwartek nie zarejestrowaliśmy jeszcze specjalnych zakłóceń. Może troszeczkę i jeszcze w piątek rano były one troszeczkę wyższe niż normalnie. Natomiast mieliśmy sygnały od synoptyków ze Szczecina i naszej firmy, żeby się przygotować na silny wiatr o prędkości 135 km/h. Ta informacja przyszła w nocy z czwartku na piątek. Upewniliśmy się, że pracownicy, którzy mają dyżur, wiedzą o tym i będą dostępni - opowiada dyrektor Enea oddziału w Mogilnie Stefan Waszak.
Z awarii na średnim napięciu zlokalizowane były awarie w Kołodziejewie (gm. Janikowo), w Sędowie i Dąbrowie oraz na granicy powiatu w Annowie i Wiktorowie (powiat żniński).
LAWINA AWARII W POŁUDNIE
6 grudnia od rana wszystkie brygady zakładu energetycznego zostały zatrzymane i nigdzie nie wyjechały czekając na zapowiadany huragan. Od rana w piątek zarejestrowano kilka telefonów o awariach, lecz lawina zdarzeń nastąpiła w południe.
- Tutaj o 12:00 w piątek była taka kurzawa, że od strony Padniewa z okna w Centrum Kierowania Ruchem nie było nic widać. Mieliśmy na 13:00 jechać na pogrzeb kolegi i jeden z nas wybrał się, ale okazało się, że dojechał tylko do ul. Hallera, a tam w poprzek stał tir i nie szło przejechać. On wrócił. I tak się to zaczęło - opowiada dyrektor Waszak.
Od tego momentu lawinowo zaczęły napływać do energetyki informacje o awariach na telefon 991. Jak opowiada dyrektor Waszak, pod tym numerem operatorki przyjmowały informacje o zdarzeniach wypytując klientów, zbierając wszystkie informacje o miejscu i ewentualnej przyczynie awarii. Wszystkie informacje wpisywane były w system komputerowy, konfrontując w ten sposób informacje z działem usterek, czy wiadomo już o awarii w danym miejscu.
Dyrektor Waszak twierdzi, że tak wielka była dynamika zdarzeń, że mogileńska energetyka o 900 6 grudnia miała już uszkodzonych 5 linii i 118 stacji transformatorowych. O 12:00 było jeszcze gorzej - uszkodzonych stacji transformatorowych było już 150. Wyłączane były kolejne linie.
- Była wyłączona linia z Trzemeszna, w Gołąbkach leżało drzewo. Na wejściu mieliśmy wyłączonych ponad 4.000 klientów, czyli 10% klientów była wyłączona z powodu awarii sieci zasilających. Ilość zgłoszeń, które do nas przychodziły, była tak duża, że nie byliśmy w stanie tego opanować. Cały czas te telefony dzwoniły, aż w pewnym momencie ta ilość zablokowała nasze centrum przyjmowania informacji. Ponieważ firma „Enea”, a „Enea Operator” zasila 2.500.000 klientów, to nawet jeżeli u wszystkich było to 10% - było to 250.000 klientów. Jeżeli nawet co 10 klient chciał w przeciągu 10 minut zgłosić awarię, to 25.000 telefonów nikt nie jest w stanie obsłużyć. Ludzie zaczęli później wydzwaniać na wszystkie im znane numery - dodał Stefan Waszak.
Dyrektor „Enea Operator” oddziału w Mogilnie Stefan Waszak uważa, że największym problemem podczas trudnej sytuacji była ilość telefonów od zainteresowanych, co zablokowało linię telefoniczną
fot. Paweł Lachowicz
WALKA Z WIATRAKAMI
Na co dzień ruchem kierowania zajmuje się jeden dyspozytor. Od 6 grudnia na stanowisku kierowania ruchem było sześciu pracowników. Dwóch od bezpośredniego kierowania ruchem, dwóch pracowników od filtrowania wiadomości, które przychodzą z zewnątrz, ustalania ważności i kierunków działań oraz dwie osoby od ogólnego nadzoru panowania nad istniejącym chaosem komunikacyjnym. Jeszcze jedna z tych osób niezależnie od innych kompletowała brygady, prowadziła nadzór nad miejscem awarii i kierowała brygady w miejsce zdarzenia.
W terenie wozów zaopatrzonych w obsady pracowników było 14.
- Tyle zespołów jesteśmy w stanie zmontować, a zespół to przeważnie dwie osoby. Dwuosobowy zespół może wiele. Typowe wozy pogotowia wyposażone są w sprzęt, narzędzia i materiał, a tu były wozy techniczne i pracownicy tymi wozami zabrali to minimum. Tak, że tych zespołów typowo monterskich jest około ośmiu i taka jakby lekka kawaleria w tych sześciu. Była to generalnie walka z wiatrakami. Większość samochodów mamy typu lekkiego, takie jak „fiat kangoo” czy „cinquecento” - powiedział Stefan Waszak.
PIĄTEK
Ekipy jeździły do usterek od 7:00 rano w piątek, ale ze względu na krótki dzień, czas pracy był ograniczony. Awarie okazały się być mało uciążliwe, przeważnie były to przepalone bezpieczniki - wystarczało, aby ekipa dojechała i wymieniła je. Niestety silny wiatr nadal robił psikusy i w wielu miejscach trzeba było wymieniać je po raz drugi. - O 17:00 już nic nie widać i nasi ludzie o tej godzinie pracują w zasadzie po omacku. Nic na polu nie zobaczą. Działają zabezpieczenia, bezpieczniki się przepalają i przepalone bezpieczniki wymieniają, ale zdarza się, że przepala się po raz drugi i to jest pech, bo ekipa już odjechała - mówi dyrektor Waszak.
6 grudnia późnym wieczorem ekipy energetyki zakończyły pracę ze stanem wyłączonych 3 odcinków linii średniego napięcia i 24 stacji transformatorowych. Pracownicy wiedzieli, że nie jest załatwionych 130 zgłoszeń z tego dnia, czyli wyłączonych było około 600 klientów. Zespoły pracujące w dzień zakończyły pracę o 22:00. Została nocna zmiana pogotowia, która uporała się z awariami na tyle, że w sobotę 7 grudnia rano wyłączonych było tylko 10 stacji transformatorowych.
SOBOTA
7 grudnia rozpoczął się od szacunkowych obliczeń, że pozbawionych prądu jest nadal około 300 klientów.
- To było zbyt optymistycznie założenie - mówi dyrektor Waszak.
Znowu pracowało 14 zespołów i tego dnia usunięto awarie w 130 miejscach. Dzień zakończono taką opcją, że liczba klientów z awariami nadal się nie zmniejszyła, bo cały czas dochodziły nowe miejsca i z tych 130 załatwionych nadal nie było załatwionych 90 miejsc. - Cały czas przyjmowaliśmy nowe zgłoszenia - dodaje dyrektor.
NIEDZIELA
8 grudnia znowu te 14 zespołów podjęło pracę. Pracowali od 7:00 rano do 21:00. W niedzielę kończyliśmy z wiedzą, że na pewno zostało nam 67 klientów, gdyż zgłoszenia przestały napływać. W niedzielę usunęliśmy awarie w 192 miejscach - opowiada.
PONIEDZIAŁEK, WTOREK
9 grudnia energetyka usunęła awarie w 137 miejscach. I na wtorek zostało około 20 uszkodzeń, z którymi uporano się do 12:00.
- Od tej pory wróciliśmy do normalnej pracy - wylicza dyrektor Waszak.
SŁUPY I DRZEWA NIE BYŁY PROBLEMEM
9 grudnia wynajęty został zespół firmy zewnętrznej do usunięcia uszkodzonego słupa średniego napięcia w Żninie.
Stefan Waszak przedstawiając nam statystyki dodał, że przez miniony weekend poważnych uszkodzeń nie było dużo. Enea zanotowała przy tak potężnym wietrze tylko 17 złamanych słupów, z których 10 nie powodowało przerw w zasilaniu.
- To było zasilanie rezerwowe w druga stronę dla Szubina. Było uszkodzonych 6 słupów o niskim napięciu, ale były to odskoki np. do leśniczówki, albo na końcu zasilania było tylko 3 odbiorców - usłyszeliśmy.
Zdaniem dyrektora, silny wiatr powodował wyrywanie izolatorów z konstrukcji. Wówczas luźne przewody plątały się między sobą. Nie było większych problemów z drzewami. Odnotowano zaledwie 6 miejsc, w których energetyka musiała interweniować w związku z drzewami. W ostatnich 3 latach Enea wydała pół miliona zł na wycinkę drzew i gałęzi na obszarze swojego rejonu, dzięki czemu nie odnotowano w tych miejscach złamanych słupów i zerwanych przewodów.
ZATKANE CENTRUM ZGŁOSZEŃ
- Naszym głównym kłopotem było to, że zatkało się nam centrum zgłoszeń. I jeszcze na naszym terenie były trudności z dojazdami - mówi Stefan Waszak. W sobotę ekipa Enei nie mogła dojechać do Dąbrowy i Szczepanowa, później udało się im dojechać przez Parlin. W Lubiniu (gm. Trzemeszno) jazda skończyła się na wiadukcie, bo tiry nie mogły podjechać, więc towar dostarczany był przez Ławki. W Żninie samochód energetyki też utknął na pół godziny. Tam był problem, by przejechać z jednej strony miasta na drugą przez krajową 5.
- I to spowalniało nasze działania. My nie mamy wystarczającej ilości sprzętu, żeby na Ksawerego czekać co tydzień. Podziękowania się należą tym, którzy wychylili nos z domu i widzieli, że jest drzewo o słup oparte, czy leżą druty, zdarzało się, że pojechaliśmy do linii telefonicznej. Były próby zgłaszania przez straż pożarną, lecz te informacje do nas docierały niepełne. Po części można ludzi zrozumieć. Były przypadki, że z jednego domu kilka osób próbowało się połączyć telefonem komórkowym, każdy z osobna. Niestety byli i tacy klienci, którym prąd wysiadł w piątek rano, a mogli być załączeni dopiero w poniedziałek - twierdzi dyrektor Waszak.
Od piątku 6 grudnia do 11:00 w poniedziałek 9 grudnia w mogileńskiej energetyce przeprowadzono 1.114 rozmów z centrum kierowania, czyli około 300 rozmów dziennie. Dane dotyczą tylko tych osób, które się dodzwoniły do mogileńskiej energetyki. Ilu się nie dodzwoniło, tej liczby nigdy nie poznamy.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1139 (50/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze