Zainteresowanie radnych i pytania odnośnie działalności Fundacji Powiatu Mogileńskiego, przewodniczący Rady Fundacji Mateusz Lisiecki nazwał węszeniem. Przewodniczący Rady Powiatu Tomasz Barczak reaguje i mówi: - "Nie można obrażać się na radnych, ponieważ każdy ma prawo pytać, jeżeli nie wie". Chęć zakupu przez Fundację kombajnu "lexion", Tomasz Barczak skomentował słowami: - "Jak słucham pana przewodniczącego, to aż dostaję ciarki na skórze".
CO SIĘ DZIEJE W FUNDACJI
Na sesji Rady Powiatu 26 września radny opozycji Bartosz Nowacki mówił, że na jego ręce wpływają anonimy dotyczące funkcjonowania Fundacji Powiatu Mogileńskiego: - Nie wiemy, co się dzieje w Fundacji. Dochodzą do nas sygnały, że został sprzedany bez wyceny kombajn, ciągnik. Dzieje się ogólnie źle. W tym momencie należy przypomnieć, że w Radzie Fundacji nie zasiada nikt z radnych opozycji.
Radny Nowacki prosił o zaproszenie na kolejną sesję nowego prezesa Fundacji Powiatu Mogileńskiego: (...) nie mieliśmy okazji poznać, a podobno jest byłym pracownikiem pana starosty i nie mieliśmy okazji pozadawać pytań. Był pożar w Fundacji, do tej pory nie wiemy jakie odszkodowanie uzyskała Fundacja z ubezpieczalni. Przypomnę, że straty były wyliczone na 4 miliony złotych (...) Pan przewodniczący Rady Fundacji (Mateusz Lisiecki, przyp.mah) dla nas jest też niewiarygodny, do tej pory nie udzielił nam wszystkich informacji co do funkcjonowania Zarządu i Rady Fundacji.
Przewodniczący Rady Powiatu Tomasz Barczak przypomniał, że: - Jesteśmy fundatorami tej fundacji i mamy moralny obowiązek dbać, żeby ta fundacja dobrze działała.
NAJLEPIEJ NA BENEDYKTYŃSKĄ 5
Przewodniczący Rady Fundacji Mateusz Lisiecki komentował pytanie Bartosza Nowackiego: - Domyślałem się, że takie pytania odnośnie funkcjonowania Fundacji padną, bo dostawaliśmy już przecieki, że niektórzy radni - jakby to potocznie powiedzieć - "węszyli". Radny zaczął odczytywać zaświadczenia z Urzędu Skarbowego, że Fundacja nie ma zaległości podatkowych, z ZUS o niezaleganiu w odprowadzaniu składek, że nie zalega w płaceniu podatków do gminy.
Przedstawił także dwie decyzje z PZU o wypłaceniu odszkodowań za pożar. - Bardzo bym prosił,a by powstrzymać się z jakimikolwiek opiniami, a jeżeli te osoby które anonimowo panu radnemu donoszą lub pan ma jakieś obiekcje, to na ul. Benedyktyńskiej 5 w Mogilnie jest taka instytucja jak Prokuratura Rejonowa i tam można złożyć swoje obawy - mówił radny Lisiecki do Bartosza Nowackiego.
TRZYMAĆ NERWY NA WODZY
Prowadzący obrady sesji Tomasz Barczak apelował, aby uspokoić nerwy: - Ponieważ każdy radny ma prawo pytać panie przewodniczący i wcale się nie dziwię, że chce wiedzieć. To nie chodzi o to, czy ktoś węszy czy nie węszy, tylko każdemu leży na sercu, żeby Fundacja działała jak najlepiej. Szanujmy się nawzajem, miejmy nerwy na wodzy, ponieważ jest to nasze oczko w głowie, warte do tego dużo pieniędzy. To jest prawie 300 ha ziemi i państwo wiecie, jaki to jest majątek.
Robert Musidłowski uznał, że skoro Fundacja tak dobrze działa, to zwrócił się o zaproszenie na kolejną sesję również poprzedniego prezesa Fundacji, by podziękować mu za pracę.
MAŁE ODSZKODOWANIE
Inny radny opozycji Robert Przepiórka prosił o informację o wysokości odszkodowania i miał nadzieję, że pokrywa ona straty, które oszacowano na 4 miliony zł.
Okazało się, że wypłacone przez ubezpieczyciela pieniądze w dwóch przelewach to 263.080,10 zł i 275.576 zł. - Nasz broker walczy jeszcze o ty, bo to odszkodowanie zwiększyć - mówił przewodniczący Lisiecki i dodał: - Nie pomagały nam insynuacje, że kogoś wina. Gdyby była kogoś wina nie dostalibyśmy odszkodowania. Odszkodowanie jednak jest.
- Gdybym stracił majątek 4 miliony zł i miał otrzymać z ubezpieczalni 540.000 zł, to bym tego nie przyjął - uważał Robert Przepiórka. Pytał, z czego to wynikało to, że wypłata ubezpieczenia została tak drastyczni obniżona. - Musiała tu być stwierdzona wina po stronie użytkujących i nikt otwarcie nie chce przekazać tej informacji - uważał radny.
Według starosty Tomasza Krzesińskiego 4 milion zł to była kwota początkowa szacowanych strat.
Mówił, że decyzją inspektora nadzoru budowlanego, budynek, w którym były te krowy nie został rozebrany, bo nie było takiej potrzeby. Nie doszło do uszkodzenia konstrukcji dachu i całego budynku. Na tę chwilę budynek nadaje się do użytku. - Są tam młode sztuki, obora jest w tej chwili wyremontowana i stąd uważam dużo mniejsze odszkodowanie - twierdził starosta. Dodał jednak, że na dzień dobry Fundacja straciła około 800.000 zł z samego zysku z mleka, miesięcznie było to 100.000 zł.
KOMBAJN LEXION I CIARKI NA PLECACH
Mateusz Lisiecki poinformował także radnych, że był z prezesem Fundacji oglądać nowy kombajn. Był to lexion z hederem 7 metrów. Ten poprzedni miał heder 4,7 metra i był zdaniem Mateusza Lisieckiego do tej ilości hektarów niewydajny. - Myślę, że państwo również myślą tak jak my, że taki "lexion" z hederem 7 metrów na pewno Fundacji by się przydał - pytał radny Lisiecki.
Nie wszyscy jednak myśleli tak, jak Mateusz Lisiecki.
Tomasz Barczak komentował: - Jak słucham pana przewodniczącego, to aż dostaję ciarki na skórze. Bo mając tylko 100 ha zboża, to nie rozumiem jako stary rolnik, tego, po co "lexion" z 7-metrowym hederem. Może państwo myślicie inaczej, ale przy takim areale myślę, że jest o inwestycja, która Fundacji jest niepotrzebna. Ale, że mi się nikt nie pyta, zdania mojego nie chce poznać, to tak brniecie potem w takie rzeczy, że kupić "lexiona" za grube pieniądze z 7-metrowym hederem. Panie Mateuszu, bardzo proszę, żeby jednak zaprosić na Rade Fundacji przewodniczącego Rady Powiatu i dyskutować, ponieważ tam powinno się wypracowywać kierunki.
Na koniec Tomasz Barczak powiedział Mateuszowi Lisieckiemu, że już nie udzieli mu głosu: - Ponieważ pan już dzisiaj dużo powiedział.
Marek Holak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze