Strzelno, syrena, hałas, radna, straż pożarna
Uciszyć wyjącą syrenę
Radna Mohylowska chce, by w dobie powiadamiania strażników-ochotników o zdarzeniu SMS-em, wyłączyć lub ściszyć syrenę na maszcie przy płocie siedziby OSP, bo powoduje u mieszkańców odczucie lęku, utrudnia wykonywanie pracy. Hałas jest dla mieszkańców uciążliwy.
Po 2,5 roku na sesję Rady Miejskiej powróciła sprawa syreny alarmowej. Chodzi tu o syrenę znajdującą się przy płocie siedziby strzeleńskiego OSP na maszcie, blisko domów mieszkalnych.
Radna Irena Mohylowska apelowała na sesji 24 września o wyłączenie jej lub ściszenie. Tłumaczyła, że strażacy, którzy mają jechać do pożaru, i tak otrzymują wiadomość SMS-ową. - Włączanie syreny powoduje u mieszkańców odczucie lęku i utrudnia też wykonywanie pracy. Ludzie, którzy chcą odpocząć np. w okresie letnim w swoich ogrodach, muszą stamtąd uciekać. Ten hałas jest dla mieszkańców uciążliwy. W tej chwili może nas to śmieszyć, ale w Anglii w XVI wieku zabroniono bicia żon o godzinie 6:00 rano i 23:00, bo tak hałasowały. Rozmawiałam z panem burmistrzem i panem starostą - powiedział, że pomoże - mówiła radna Mohylowska.
Burmistrz Ewaryst Matczak nie chciał deklarować, że syrena zostanie wyłączona, bo jego zdaniem większości mieszkańców ona nie przeszkadza. - Gdy syrena wyje, to wiedzą, że coś się w Strzelnie, czy okolicy dzieje. Także przejezdni słysząc sygnał, starają się tereny zagrożone omijać - mówił.
Według radnego Piotra Dubickiego, używanie syreny jest stanem wyższej konieczności: - To jest alarmowanie w sytuacji, gdzie liczy się każda sekunda.
Mieszkaniec Strzelna Jerzy Budzich przypomniał, że już na początku poprzedniej kadencji Rady w jego imieniu zajmował się tą sprawą ówczesny radny Henryk Trawiński. - Wtedy składano obietnice, że będzie to załatwione, że ta syrena nie będzie hałasować. Proszę państwa, żyjemy w XXI wieku, w wieku elektroniki i to, czy pan Dubicki jest fanem hałasu, nie ma większego znaczenia - mówił Jerzy Budzich.
Piotr Dubicki stwierdził jednak, że jednostka straży pożarnej w Strzelnie jest jednostką ochotniczą. Strażak - ochotnik na co dzień pracuje w jakieś firmie, czy przedsiębiorstwie i często telefon komórkowy zostawia w szatni. - W jaki sposób taki strażak przyjmie alarm SMS-em. Takie alarmowanie zawsze i wszędzie się odbywało i powinno się odbywać w sposób zrozumiały dla wszystkich. Jeśli jest to zawodowa straż pożarna owszem, syrena nie musi wyć, bo strażacy w jednostce czekają na zdarzenia. U nas jest OSP. Gdyby pana, panie Budzich, dotknęła tragedia i przez SMS straż dojechała z 10-minutowym opóźnieniem, na pewno zmieniłyby pan zdanie - mówił radny Dubicki.
Radny powiatowy Dariusz Chudziński ze Strzelna uważał, że syrena wyjąca w środku miasta w XXI wieku, to jest totalny archaik. - Ja się w zupełności przyłączam do apelu pani Mohylowskiej - mówił Dariusz Chudziński.
Radny Dubicki w dalszym ciągu nie mógł zrozumieć, jak komukolwiek może przeszkadzać wycie strażackiej syreny. Pytał, czy taka syrena wyje trzy razy dziennie lub codziennie przez cały rok, że jest tak bardzo uciążliwa. - Ja nie odważyłbym się robić takiego eksperymentu, że odłączamy wszystkie syreny i czekamy, co się będzie działo, czy straż będzie sprawniejsza, czy mniej sprawna. Eksperymenty będziemy robili? Syreny są niezbędne i nie ma o co tutaj kopii kruszyć - mówił radny Dubicki.
Atmosferę uspokoił strażak-ochotnik i sołtys Ostrowa Józef Gacek. Jego zdaniem SMS nie załatwia wszystkiego, dlatego syrena alarmowa jest bardzo potrzebna. - Były chociażby przypadki w Ostrowie. Paliło się zboże, wyje syrena. Nie tylko strażacy są informowani przez SMS. Ale dzięki syrenie sami rolnicy zaczynają ciągnikami nadjeżdżać, pomagają w gaszeniu. Mieszkańcy tak samo jak strażacy bronili to zboże przed ogniem. Jeżeli pali się też np. dom, to wycie syreny mobilizuje mieszkańców, którzy przybiegają i pomagają strażakom. Syreny wyją od kilkudziesięciu lat i jakoś ludzie wytrzymywali. Dzisiaj widocznie ludzie są bardziej delikatni i nawet ten jeden raz na dwa, na trzy dni szkodzi im syrena - powiedział sołtys Gacek. Wypowiedź nagrodzona została oklaskami.
Według przewodniczącego Piotra Pieszaka, na komisję ładu i porządku należy zaprosić strażaków, którzy odpowiedzą, jak ten problem można inaczej rozwiązać.
Przypomnijmy, że w lutym 2013 roku gościem radnych był już w tej sprawie komendant gminny miejscowej OSP Włodzimierz Jopek. Wyjaśnił wtedy procedurę włączania się sygnałów alarmowych. - To nie my strażacy z terenu Strzelna włączamy syrenę, która wyje w kilku punktach miasta. My pracujemy w tzw. Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. Syrena jest załączana drogą radiową, selektywną, z powiatowego stanowiska kierowania. My możemy ją dopiero wyłączyć po krótkim czasie, ale celowo jej czasami nie wyłączamy, bo syrena powiadamia naszych strażaków, którzy muszą dojechać na akcję - mówił Włodzimierz Jopek. Obiecał też, że po wprowadzeniu elektronicznego systemu informowania strażaków o akcji, każdy strażak otrzyma wiadomość o treści Alarm i dzięki temu zostanie powiadomiony o zdarzeniu. Nie mówił, że całkowicie wyeliminuje to wycie syreny, a będzie ona wyła krócej.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1233 (39/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze