Mieszkający niedaleko chlewni Paweł Marciniak jest najbardziej zdeterminowanym z mieszkańców walczących z dokuczliwym fetorem. Na zdjęciu wskazuje 30 kwietnia, wybite okna świniarni, które w 2014 r. nakazywał przecież wymienić kontroler z weterynarii. Mieszkańcy czują się bezradni, bo walczą bezskutecznie już od 2 lat. fot. Damian Stawski
Marcinkowo, Kon-Aga, tuczniki, hodowla, smród, środowisko
Urzędnicy smrodu nie widzą
Sterta płyt azbestowych, kałuża z gnojowicą, powybijane okna w chlewni, niezabezpieczone zbiorniki z szambem i wszechobecny smród - taki obraz zastał reporter Pałuk na terenie firmy zajmującej się hodowlą tuczników.
30 kwietnia obok siedziby Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowo-Usługowego Kon-Aga, które zajmuje się hodowlą tuczników, zebrali się mieszkańcy Marcinkowa z tzw. pałacu, mieszkańcy pobliskiego bloku oraz pobliskich zabudowań. Obecna była sołtys Marcinkowa i radna Rady Miejskiej w Mogilnie Małgorzata Źrałka. Od kilku lat mieszkańcy walczą z fetorem dochodzącym z chlewni. Właścicielem chlewni jest Piotr Konieczka, natomiast właścicielem przedsiębiorstwa jest jego brat Andrzej Konieczka, były sołtys Gębic. Grupę mieszkańców udało się zebrać w jednym miejscu, głównie dzięki zaangażowaniu w sprawę Pawła Marciniaka - mieszkającego w sąsiedztwie chlewni.
Mieszkańcy okolicznych miejscowości czują się bezradni w walce ze smrodem dochodzącym z chlewni fot. Damian Stawski NAKAZY BURMISTRZA WYKONANE
13 lipca 2015 r. burmistrz Leszek Duszyński wydał decyzję nakazującą wykonanie czynności mających na celu zapobieżenie szkodom w środowisku oraz przywrócenie jego stanu do poprzedniego. W decyzji nakazano szczelne zamknięcie zbiorników na gnojowicę, opróżnienie pełnych zbiorników na gnojowicę, skuteczne usunięcie wycieku gnojowicy znajdującej się na terenie ww. nieruchomości, rekultywację gleby w miejscach, w których doszło do wycieku gnojowicy (rekultywacja na głębokości 2 m pod poziomem terenu zabezpieczenie płyty obornikowej przed odciekami obornika, usunięcie obornika składowanego poza płytą obornikową, pomieszczenia dla zwierząt gospodarskich, teren chowu i bezpośrednie otoczenie utrzymać w należytej czystości.
17 lipca i 23 lipca 2015 r. dokonano oględzin na terenie nieruchomości i co ciekawe stwierdzono, że właściciel posesji wykonał nakazy zawarte w decyzji burmistrza Mogilna.
Gospodarstwo wyglądało na dość zaniedbane. Na zdjęciu widoczny jest azbest, a w oddali po lewej stronie zdjęcia są umieszczone w ziemi zbiorniki z szambem, które nie były zabezpieczone. fot. Damian Stawski NIE BĘDZIE KONFRONTACJI
Podczas spotkania przed chlewnią, zadzwoniliśmy do Piotra Konieczki z pytaniem co on na to, że pod jego gospodarstwem zjawili się mieszkańcy Marcinkowa, protestują i mają dużo zastrzeżeń co do prowadzonej tam świniarni i wydobywającego się stamtąd fetoru.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz proszę pana (...) to co było powiedziane to jest powiedziane, to co miało być zrobione, jest zrobione - tłumaczył właściciel nieruchomości. - To jest ich prawo tak twierdzić, że nie zostało nic zrobione. My wiemy co zrobiliśmy i to wszystko - mówił Piotr Konieczka, który powiedział, że na miejscu się nie zjawi.
REPORTER WSZEDŁ NA TEREN
Mieszkańcy mówili reporterowi, że wszelkie służby i urzędnicy ciągle informują, że w gospodarstwie wszystko jest w porządku. Wielokrotnie mówili pod chlewnią o koleżeńskich powiązaniach Piotra Konieczki z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim.
Od mieszkańców reporter się dowiedział, że to jak wygląda gospodarstwo można zobaczyć z tyłu, gdzie nie jest ono ogrodzone. Reporter wszedł więc z tyłu na kilkumetrową skarpę, aby zobaczyć z bliska gospodarstwo Konieczki. Na miejscu znajdował się azbest, dość spora kałuża z gnojowicą oraz niezabezpieczone zbiorniki z szambem. Reporter zadzwonił do Piotra Konieczki i poinformował, że na terenie jego gospodarstwa widzi kałużę z gnojowicą, a przecież sam właściciel zapewniał wcześniej, ze wszystko jest w porządku. Piotr Konieczka mocno się tym zirytował. - Czyli rozumiem, że wszedł pan na teren tak? Proszę pana, pan chyba się nie orientuje, gdzie teren firmy jest. Bo teren firmy jest jak droga przebiega do państwa Kałamajów. Czyli pan wszedł na firmę? - mówił zdenerwowany Piotr Konieczka. Reporter powiedział tylko, że nie musi udzielać odpowiedzi na takie pytanie. O tym, gdzie jest teren gospodarstwa reporter dowiedział się właśnie od Piotra Konieczki. Poza tym z tyłu gospodarstwo nie było ani ogrodzone, ani nie znajdowała się tam tabliczka informująca, że jest to teren prywatny.
Piotr Konieczka wpuszcza strażników miejskich na teren posesji. Odmówił wejścia główną bramą reporterowi „Pałuk”. fot. Damian Stawski STRAŻ I KONIECZKÓW DWÓCH
O zastanym w gospodarstwie stanie, reporter powiedział rozmawiając z komendantem Straży Miejskiej Mirosławem Kussem. Ten oznajmił, że w ciągu pół godziny na miejsce przyśle patrol strażników.
Chwilę później po przyjeździe Straży Miejskiej pojawił się właściciel nieruchomości Piotr Konieczka. Na pytanie reportera czy też również może wejść na teren gospodarstwa, Piotr Konieczka powiedział: - Nie ma takiej opcji. Kilkanaście minut później po wejściu strażników z Piotrem Konieczką, na miejscu zjawił się również Andrzej Konieczka. Poproszony przez reportera o rozmowę powiedział tylko, że w tej chwili nie może rozmawiać. Gdy już strażnicy wrócili z oboma panami z oględzin, wszyscy wsiedli do swoich samochodów i bez słowa odjechali. Samochód strażników zatrzymał jeden z mieszkańców. Reporter usłyszał wtedy, że nie są oni uprawnieni do udzielania informacji i trzeba kontaktować się w tej sprawie z komendantem. Wcześniej jeden ze strażników mówił mieszkańcom: - Jeżeli chodzi o smród to dopóki będzie gospodarstwo to nic państwo nie zrobicie.
Chwilę później przyjechał na teren chlewni Andrzej Konieczka fot. Damian Stawski NIEPRAWIDŁOWOŚCI
Jeszcze przed przybyciem strażników mieszkańcy zwracali uwagę, że nie zostały spełnione nakazy przedstawione przez burmistrza. Mieszkańcy wskazywali na niekompetencję jednego z pracowników Urzędu Miejskiego, który miał okłamywać burmistrza. Jak wskazywał Paweł Marciniak, jego zdaniem ziemia na terenie nieruchomości nie była rekultywowana, dodatkowo jak widać było na załączonych obrazkach, na terenie po sesji jest gnojowica i azbest. Dodatkowo, pojemniki były niezabezpieczone. Okna świniarni były powybijane, na co wskazywał Paweł Marciniak.
Przypomnijmy, że kontrola z 26 maja 2014 r. przeprowadzona przez starszego kontrolera weterynarii Władysława Trudzińskiego wykazała kilka uwag co do prowadzonego chowu trzody. Odnotowano brak maty dezynfekcyjnej na wypadek zagrożenia epidemiologicznego, brak szyb oraz siatki przeciw owadom w kilku oknach chlewni, stwierdzono również na ścianach oraz sufitach brud oraz brak tablic ostrzegawczych o treści Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Teraz przed wejściem na gospodarstwo znajduje się taka tablica.
4 maja Mirosław Kuss przedstawił nam sporządzoną przez strażników miejskich notatkę służbową.
Na miejscu zastano grupkę osób, wśród których była osoba zgłaszająca. Osoby te mówiły, że z chlewni wydobywa się nieprzyjemny zapach, wycieka szambo i są odkryte zbiorniki od szamba i mogą tam wpaść dzieci. W trakcie rozmowy na miejsce przybył właściciel Piotr Konieczka wraz z którym udałem się na teren chlewni na którym dokonano oględzin - pisano na początku sprawozdania z patrolu co też wiedzieli mieszkańców. Ciekawe jest jednak co było dalej w sprawozdaniu. Nie było już tak kolorowo jak opisywali chociażby, rok wcześniej gminni urzędnicy.
Tę kałużę z mieszanką wód opadowych z gnojowicą reporter pokazywał strażnikom miejskim fot. Damian Stawski Stwierdzono brak pokryw na zbiornikach od gnojowicy. Zauważono kałużę cieczy o wymiarach około szerokość 2 metry, długość 4 metry, głębokość 5 cm oraz płyty azbestowe, które są składowane na paletach i częściowo leżą na ziemi. Nie stwierdzono wycieku gnojowicy z szamba, podczas oględzin szamba nie były pełne. W trakcie oględzin obecny był również Andrzej Konieczka. Pan Piotr Konieczka oznajmił, że obecnie posiada 1000 sztuk trzody chlewnej i usunięcie nieprzyjemnego zapachu jest niemożliwe. Kałuża jest to woda opadowa, która spłynęła po płycie gnojowej, z której został wywieziony obornik. Płyty azbestowe zgodnie z ustaleniami układa na paletach, które następnie zabezpieczy (...) Nakazano, aby do 2 maja usunął powstałą kałużę oraz zabezpieczył zbiorniki (...) 2 maja ponownie udano się do miejscowości Marcinkowo 33, zastano pana Piotra Konieczkę, który pokazał częściowo usuniętą kałużę lecz pompa, którą posiada nie jest w stanie zebrać wszystkiego, gdyż zapycha się błotem. Ustalono, że dnia 4 maja przyjedzie specjalistyczna beczka asymilacyjna, która usunie całkowicie kałużę.
JAK WALCZYĆ?
Jak wskazywał komendant Mirosław Kuss, potrzebna jest odpowiednia podstawa prawna.
- Ja nigdy się takiej nie doczytałem, wioska jest taka, że te zapachy będą czy są dwie świnie czy tysiąc - tłumaczył komendant. Z kolei burmistrz w piśmie do Pawła Marciniaka z 28 stycznia pisał, że jednym z rozwiązań na walkę z tym problemem jest wystąpienie na drogę postępowania cywilnego przeciwko gospodarzom. Inny problem wskazywała sołtys Małgorzata Źrałka. - Tam nie ma ściółkowania, stąd ten zapach - tłumaczyła.
Do tematu powrócimy w kolejnych numerach Pałuk. Jak mówił nam Paweł Marciniak, mieszkańcy nie widzą wsparcia dla swoich działań w lokalnej władzy.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1264 (18/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze