Reklama

Utopione w jeziorze

Motyw zbrodni pozostaje nieznany. Trzej mężczyźni z powiatu mogileńskiego usłyszeli zarzuty podwójnego zabójstwa. - Powiedziano mi, że mam córce kupić długą sukienkę, bo jest cała sina - mówił ze łzami w oczach pan Henryk, ojciec piętnastoletniej Klaudii. Ona oraz jej 23-letnia koleżanka i sąsiadka z kamienicy przy ul. Żnińskiej w Barcinie zostały zamordowane w Chałupskach w nocy z 3 na 4 sierpnia.

Piętnastoletnia Klaudia, której pogrzeb odbył się 10 sieprnia na cmentarzu komunalnym w Barcinie, została zamordowana wraz z Patrycją nad Jeziorem Wiecanowskim w ubiegłym tygodniu. Rodzina z wielkim żalem żegnała jedyną córkę i siostrę. 11 sierpnia na cmentarzu parafialnym odbył się pogrzeb 23-letniej Patrycji. fot. Magdalena Kruszka

     Sprawa wstrząsnęła całą Polską. Sąsiedzi zamordowanych dziewcząt, ale także sąsiedzi oskarżonych, są zszokowani, że do czegoś podobnego mogło dojść w tak małym środowisku.
     OFIARY
     15-letnia Klaudia i 23-letnia Patrycja mieszkały w kamienicy przy ul. Żnińskiej w Barcinie. Młodsza mieszkała z matką na dole, starsza żyła przeważnie sama w mieszkaniu na górze. Rodzice Patrycji od wielu lat nie żyją. Ojciec zmarł na jednej z ulic Barcina. Któregoś dnia idąc nagle osunął się na chodnik i umarł. Matka zginęła w pożarze mieszkania. Początkowo Patrycję wychowywała babcia i czasem wujek. Potem dziewczyna zamieszkała sama.
     Patrycja miała swoje problemy. Kilka tygodni temu zakończyła odwyk. Po odwyku miała już nie mieszkać w kamienicy przy ul. Żnińskiej, ale w Barcinie na osiedlu. Swoje problemy sygnalizowała na swoim profilu na facebooku przytaczając różne sentencje. Czasem, kiedy mówię: „u mnie ok“, chciałabym, żeby ktoś spojrzał mi w oczy, uściskał mnie mocno i powiedział: „wiem, że wcale tak nie jest“ - napisała Patrycja w styczniu tego roku. 1 sierpnia obchodziła urodziny. Na jej profilu można znaleźć niewiele jej zdjęć. Swoje zdjęcia natomiast chętnie publikowała jej młodsza koleżanka Klaudia, a jej zdjęcia z uznaniem komentowali znajomi. Jej profil także jest wymowny. Około dobę przed śmiercią, 3 sierpnia o 0:42 udostępniła zdjęcie użytkownika Pamiętaj księżniczko, łobuz kocha najbardziej, na którym widnieje smutna dziewczyna z twarzą na podkurczonym kolanie. Klaudia w tym roku miała pójść do trzeciej klasy gimnazjum. W szkole nie sprawiała problemów. W życiu jednak nie zawsze. Jej ojciec przyznał, że w zeszłym roku po tym, jak ktoś podał jej narkotyki, trafiła do szpitala. Wtedy wszystko skończyło się szczęśliwie, choć nie ustalono, kto jej ów narkotyk podał.

Najmłodszy z oskarżonych o podwójne zabójstwo Zachariasz Z. z Mogilna ma 20 lat fot. Piotr Bembenek

     PIERWSZE ZATRZYMANIA
     4 sierpnia o 2:00 żnińscy policjanci otrzymali zgłoszenie od ojca Klaudii o jej zaginięciu. W sprawę włączyli się policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy oraz Centralne Biuro Śledcze Policji i 4 sierpnia w godzinach popołudniowych zatrzymany został 21-letni Maciej K. z Sędowa. W nocy z 4 na 5 sierpnia zatrzymano 20-letniego Zachariasza Z. z Mogilna i 17-letnią Ruth B. z Barcina, która ostatecznie została przesłuchana jako świadek i zwolniona.
     Około północy z 4 na 5 sierpnia w Chałupskach, niewielkiej miejscowości w powiecie mogileńskim policjanci znaleźli ciała dwóch kobiet: 15-latki i 23-latki i wszystko wskazuje na to, że do ich śmierci przyczyniły się inne osoby.
     Jeszcze 5 sierpnia, na podstawie materiału dowodowego zgromadzonego przez policjantów, prokurator przedstawił obu mężczyznom zarzuty zabójstwa dwóch kobiet.
     W piątkowy poranek nie były znane żadne inne szczegóły w tej sprawie. W Mogilnie na temat morderstwa kobiet policja i straż pożarna nie udzielały żadnych informacji. Podobnie w Żninie. Rzecznik prasowy powiatowej policji w Mogilnie sierż. szt. Magdalena Pollak poinformowała, że w tej sprawie nie ma i nie będzie miała nic do powiedzenia, gdyż śledztwo prowadzi policja żnińska. Asp. sztab. Robert Wróblewski z Komendy Powiatowej Policji w Żninie polecił, aby o informacje pytać przedstawicieli komendy wojewódzkiej. Oprócz ogólnych komunikatów w komendzie wojewódzkiej nie podawano jednak żadnych szczegółów.

Reklama
Po lewej stronie trzcinowiska nad jeziorem znajduje się przerażająco wyglądające bagno. Pierwsze doniesienia mówiły o znalezieniu kobiet właśnie na bagnach. fot. Damian Stawski

     MIEJSCE ZBRODNI
     Media ogólnopolskie początkowo informowały, że ciała znaleziono przy jednym ze zbiorników wodnych koło Niestronna. Tak samo twierdzili mieszkańcy Niestronna, którzy relacjonowali, że widzieli straż pożarną jadącą z motorówką w kierunku Głęboczka. Później jednak przekonani byli, że do tragedii doszło w Mielenku. Jak się jednak okazało, zwłoki kobiet zostały znalezione w zupełnie innym miejscu, nad Jeziorem Wiecanowskim w Chałupskach, nieopodal plaży, gdzie co roku harcerze rozbijają stanicę harcerską. Informacje o tragedii ogólnopolskie stacje radiowe i telewizyjne nadawały właśnie z tej plaży. Docierające do dziennikarzy informacje nadal były sprzeczne - jedne mówiły, że zamordowane kobiety znalezione zostały w Jeziorze Wiecanowskim, inne, że były one utopione w bagnach rozciągających się w kierunku Wszednia. Właśnie w tych rejonach pracowali policjanci ze strażakami, zabezpieczając różne ślady. W piątkowe przedpołudnie śledczy pracowali między Wszedniem a Chałupskami. Wszystko działo się na skraju drogi polnej należącej do rolnika Jana Błaszaka z Wszednia. Policjanci z komendy wojewódzkiej nie pozwolili nikomu zbliżyć się do miejsca pracy śledczych. Polna droga dojazdowa do tego miejsca (odległość około 0,5 km) została przegrodzona policyjną taśmą. Początkowo krążyła informacja, że śledczy szukali tam trzeciej ofiary, potem jednak okazało się, że szukali śladów przestępstwa i zabezpieczali dowody w sprawie. Około 14:00 zakończono pracę i pierwsze wozy strażackie zaczęły opuszczać miejsca oględzin. Polna droga prowadzi nad samo jezioro, gdzie brzeg porośnięty jest trzciną. W pobliżu znajdują się bagna i śródleśne oczko wodne. Obok stoi stodoła usadowiona na dwóch ścianach bocznych. Wewnątrz ułożone są baloty słomy. Trzcina nad jeziorem była wygnieciona. Jeszcze tego samego dnia na miejscu pojawił się syn właściciela pola, który twierdził, że strażacy znaleźli bluzkę jednej z ofiar oraz taśmę.

W Chałupskach przy wygniecionych trzcinach na terenie należącym do Jana Błaszaka pojawiły się znicze. Gdy reporter był na miejscu 9 sierpnia, paliło ich się w sumie 10. Dwa razy po 5, osobno dla każdej z zabitych kobiet. fot. Damian Stawski

     ZARZUTY PODWÓJNEGO ZABÓJSTWA
     W piątek wieczorem zatrzymany został trzeci podejrzany, 45-letni Sławomir G., pochodzący z Sędowa, ale zamieszkujący w Kołodziejewie, w gminie Janikowo. Jeden z jego sąsiadów relacjonuje, że akcja policji została zrobiona po cichu, Sławomir G. został zakuty w kajdanki i zabrany, a policjanci przeszukiwali m.in. garaż, w którym mieli znaleźć ubłocone buty. Sławomir G. miał tłumaczyć się, że pracował w nich u jednego z rolników. On jako trzeci usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa.
     W sobotni poranek odbyła się sekcja zwłok zamordowanych dziewcząt. Prokuratura jednak odmawia ujawniania wyników sekcji. Nie jest znana także treść zeznań trzech mężczyzn, którzy 6 sierpnia po kolei doprowadzani byli na przesłuchanie do Prokuratury Rejonowej w Szubinie co kilka godzin, kolejno o 13:00, 16:00 i 17:00. Przed sądem zgromadziła się rzesza reporterów, ale licznie przybyli także mieszkańcy zbulwersowani podwójnym morderstwem. Sami chcieli wymierzać oskarżonym karę. Niektórzy szarpali się z policjantami. Ostatecznie jeszcze tego samego dnia sąd na wniosek prokuratora i policjantów na trzy miesiące aresztował Macieja K. i Sławomira G., podejrzanych o zabójstwo dwóch kobiet, natomiast Zachariasz Z. pozostanie w areszcie przez miesiąc. Wszyscy trzej podejrzani usłyszeli prokuratorskie zarzuty podwójnego zabójstwa.

Reklama
45-letniemu Sławomirowi G. prokurator postawił zarzut podwójnego zabójstwa. Decyzją sądu mężczyzna aresztowany został na trzy miesiące. fot. Piotr Bembenek 

     PODEJRZANI
     Mężczyźni mieszkają na terenie powiatu mogileńskiego. Znali się wcześniej. Cała trójka była karana za różne wykroczenia i przestępstwa, kradzieże z włamaniami, rozboje i niszczenie mienia. Na przykład Maciej K. 4 lipca około 22:00 w Rzadkwinie nad jeziorem ukradł wędkarzowi motorower.
     21-letni mężczyzna najpierw uczęszczał do gimnazjum w Dąbrowie, a potem w Mogilnie. Często przyjeżdżał do Kołodziejewa do Sławomira G. Według naszych rozmówców, miał tam być jeszcze we wtorek w ubiegłym tygodniu i razem z nim naprawiać w garażu rowery. Sławomir G. rok temu był bohaterem artykułu opublikowanego w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej, w którym opowiadał o trudnej sytuacji po ucieczce żony. Mówił, że chce ją odnaleźć. Sławomir G. samotnie opiekował się wówczas 6-letnią córeczką Nikolą. Często u niego przebywał drugi z zatrzymanych, Maciej K. z Sędowa, który również był obecny podczas rozmowy reportera ze Sławomirem G. Wtedy Maciej K. opowiadał, że Sławomir G. jest dla niego wujem i pomaga mu w trudnej sytuacji życiowej. Dziś wiemy, że pokrewieństwa między nimi nie ma. Jak wynika z naszych informacji, córka Sławomira G. obecnie przebywa u swojej babci w Sędowie, ale jeszcze w piątek była u sąsiadów. Sąsiedzi twierdzą, że Sławomir G. był ojcem kochającym i rozpieszczającym swoje dziecko. Dla nich też był zawsze miły i uprzejmy. Dodają, że wiadomo było, iż lubił okłamywać ludzi i zmyślać różne historie, jednak nie przypuszczali, że mógłby posunąć się do czynu, o który się go oskarża.
     Mieszkańcy Sędowa podkreślali, że zarówno Sławomir G., jak i Maciej K. wydawali się być nieszkodliwi dla otoczenia. Wspominają, że w ostatnim czasie Maciej K. za kilkaset złotych kupił sobie zielonego vw golfa. Przyznają, że nie był on majętną osobą. O Sławomirze G. mówią: - To bajkopisarz, nie miał pieniędzy, a mówił, że kupi sobie co chce.
     Jednocześnie mieszkańcy Sędowa zwracają uwagę, że w ostatnich tygodniach we wsi Maciej K. był widziany z Zachariaszem Z., który jechał rowerem z jakąś dziewczyną.
     Zachariasz Z. mieszka w Mogilnie, w kamienicy obok apteki Aspirynka przy ul. Hallera. W Mogilnie chodził do gimnazjum. Dużo o nim mówi jego profil społecznościowy. Hasłem głównym profilu jest: Ludzie kpią z nas, zanim nas zdążą poznać. Biorą nas za przestępców, bo nie widzą w nas dobra. O sobie pisze: w dziale praca - szlachta nie pracuje, w dziale kwalifikacje zawodowe - karabin maszynowy RPK.
     NACISKI
     Jedna z jego sióstr w ciągu ostatnich dni dwa razy przychodziła do redakcji Pałuk w Mogilnie. Pierwszy raz była w piątek, jeszcze przed postawieniem bratu zarzutów. Straszyła wówczas i przestrzegała, by nie pisać nic o Zachariaszu. Zastrzegała, żeby nie używać jego imienia i nazwiska. Zapowiadała, że gdy ujawnione zostaną jego dane, to kontaktować się będzie z redakcją już tylko pisemnie przez adwokata i odda redakcję do sądu. Kolejny raz przyszła w poniedziałek. Tym razem już nie straszyła reporterów. Powiedziała, że zdaje sobie sprawę, iż artykuł będzie pisany. Prosiła tylko, by nie pomylić podpisów pod zdjęciami Macieja K. i Zachariasza Z., bo - jak dodała - w mediach ogólnopolskich są podpisywani odwrotnie.
     W sobotę przed południem mężczyzna przedstawiający się telefonicznie jako właściciel i zarządca kamienicy, w której mieszkały dziewczęta, zażądał, aby nie fotografować tego budynku, nie podawać adresu i nie przychodzić w to miejsce. Podkreślał, że nie interesuje go, co się wydarzyło nad jeziorem, a jedynie dobro mieszkańców. Szkopuł w tym, że w rzeczywistości kamienica ta jest zarządzana przez gminną spółkę Wodbar i nie ma prywatnego właściciela.
     TELEFON Z ŻĄDANIEM OKUPU
     Przy ul. Żnińskiej w Barcinie mieszkały Klaudia z mamą oraz Patrycja. Rodzice Klaudii są rozwiedzeni, ojciec mieszka w innym miejscu, na jednej z ulic w starym Barcinie. Byli małżonkowie mają jeszcze czterech dorosłych synów, z których najmłodszy ma 21 lat. Wszyscy oni jednak mieszkają poza Barcinem. Klaudia była ich najmłodszym dzieckiem i jedyną córką. Pan Henryk, ojciec Klaudii, jako pierwszy dowiedział się, że coś jest nie w porządku. Wspomina, że 3 sierpnia wieczorem, około 20:45 Klaudia była u niego wraz z Patrycją i dwoma kolegami. Dowiedział się, że córka ma zgodę na przebywanie poza domem do 22:00 i do tej godziny mama nakazała jej wrócić. Dał jej pieniądze na pizzę.
     - Położyłem się spać - mówi pan Henryk. - Potem dostałem telefon o 052 z telefonu komórkowego córki. Ktoś powiedział, że mam przygotować 10.000 zł, a jeśli tego nie zrobię, to córka znajdzie się w worku foliowym. Nie było sygnału już potem, gdzie te pieniądze, co i jak. Oddzwaniałem, ale telefon był już wyłączony. Zgłosiłem to na policję. Był patrol w nocy, pojechaliśmy do byłej żony. Do trzeciej nad ranem z policją szukaliśmy córki nad rzeką, na rynku, ale nie było sensu. Ten patrol nocny powiedział, żebym o 530 był na posterunku. Wtedy składałem zeznania - mówi ze łzami w oczach tata Klaudii. Wiedział, że tego wieczoru Klaudia spotkała się z Patrycją. Podkreśla, że nie podobało mu się, że jego córka spotykała się z kimś, kto jest po odwyku i kto inicjuje spotkania w różnych miejscach. Pan Henryk przyznaje jednocześnie, że pieniądze na okup byłby w stanie zebrać od rodziny, że był przygotowany na to z przedstawicielem z CBŚ, ale nikt się już nie odezwał i nie wskazał miejsca, gdzie te pieniądze zostawić.
     - Dlaczego nie oddzwonił? - pyta pan Henryk. - Przez te 20 godzin byłem na posterunku i z dowódcą CBŚ czekaliśmy na informację, gdzie pieniądze podłożyć. Pieniądze już były. Potem komórka była wyłączona, a on się nie odezwał.

Pan Henryk, ojciec zamordowanej 15-letniej Klaudii, po jej pogrzebie zamierza opuścić Barcin fot. Magdalena Kruszka

     OJCIEC
     Ojciec Klaudii ma wrażenie, że znał jednego z zatrzymanych mężczyzn. Nie jest w stanie jednak wskazać którego. Kojarzy też Ruth, choć nie przypuszcza, żeby była to koleżanka jego córki.
     - Powiedziała: „panie Heniu, ona w tym dniu była z Patrycją u mnie w domu. Byłyśmy w parku za „Tesco“. Podszedł jakiś mężczyzna, dał jakieś papierosy, dopalacze. Potem poszły na targowisko, ktoś podjechał samochodem i na tym film się urwał - mówi ojciec Klaudii.
     Jak się dowiedział, co się stało z córką, trafił do szpitala z zatorem serca. Stamtąd uciekł i został zatrzymany przez policję, bo było podejrzenie, że może chcieć popełnić samobójstwo. Sam przyznaje, że miał myśli różne, ale już się uspokoił. - Pilnują mnie na każdym kroku, ale powiedziałem, że nie zrobię sobie nic - mówi pan Henryk. - Nie ma sensu. Czekam jeszcze na pogrzeb i wyjeżdżam z Barcina do brata i do matki do Koszalina.
     Ojciec Klaudii wspomina też, że rok temu ktoś podał jego córce dopalacze, narkotyki czy kryształy, po których córka wylądowała w szpitalu. Nie może pogodzić się z tym, że wówczas nie ustalono, kto to zrobił. Podejrzewa, że mógł to być zatrzymany 45-latek. Zapowiada, że będzie dążył do tego, aby ujawnić, kto sprzedaje narkotyki.
     - Co mi pozostało, jak ona była jednym sercem dla mnie? - mówi pan Henryk i wspomina, że miał dobry kontakt z córką, choć z nią nie mieszkał. Odwiedzała go, sprzątała w jego mieszkaniu. On sam też starał się dbać o nią, dawać pieniądze, kiedy potrzebowała na buty czy inne rzeczy. Pracował za granicą na budowach. W ostatnim czasie przebywał w Niemczech cztery dni.
     Klaudia we wrześniu rozpoczęłaby naukę w trzeciej klasie barcińskiego gimnazjum. Pan Henryk mówi, że zostały już kupione książki na nowy rok szkolny.
     BRAT
     Z wielkim rozżaleniem o tym, co spotkało siostrę, opowiada także jej brat Bartłomiej, który mieszka i pracuje w Gdańsku, a do Barcina przyjeżdża okazjonalnie. Siostrę ostatnio widział jakieś dwa, trzy tygodnie temu, kiedy kładł kostkę na podwórku babci, gdy wrócił na weekend z delegacji. W poniedziałek pokazano mu zdjęcie twarzy siostry wykonane w sobotę i podano przyczynę zgonu.
     - Napisano: uduszenie przez utopienie, czy coś takiego, ale ja się z tym nie zgadzam, bo jak zobaczyłem twarz siostry, to widziałem, że jest brutalnie pobita, obydwie na pewno pobite były brutalnie - uważa brat Klaudii. - Nie powiedzieli, co wykazała sekcja zwłok. Wszystko trzyma prokurator w Szubinie. Wszystkie rzeczy zabezpieczone trzyma policja kryminalna w Żninie. Nie powiem nic więcej, bo nic nie wiem. Wiem tylko, że one zostały zabite w tym samym miejscu, w którym je znaleziono, czyli nad jeziorem. Jak oni dzwonili do ojca po okup, to ona już nie żyła. Bartłomiej nie może pogodzić się z tym, że nie można było otworzyć trumny ani zobaczyć ciała, choć nie minęło zbyt wiele czasu od śmierci. Rozpoznawał siostrę po okazanym zdjęciu.
     - Widziałem linie papilarne, twarz i rozpoznałem ją na 99%, bo siostra miała taki ładny mały nosek i po tym tylko ją poznałem - mówi brat Klaudii. - Ciało, które w wodzie leży, może trzydzieści dni leżeć i można je zobaczyć, a tu jeden dzień i nie można zobaczyć? Siostra całą twarz ma zmasakrowaną. Kliczko jak z Adamkiem walczył, to miał mniej twarz poobijaną. Mama cały czas płacze. Jest chora na serce, na tarczycę. Powiedziałem jej, jak zdjęcie wygląda. Ona go nie widziała. Jak zobaczyłem to zdjęcie, to ja sam uklęknąłem. Dla mnie to był szok. Dzień po sekcji nie można ciała na różaniec wziąć? To jest niemożliwe. Trumna i tak będzie zamknięta i dobrze, bo w horrorze nie ma takich widoków, jak ja widziałem.
     RUTH B.
     W niedzielę matka Ruth B., pani Maria nie zgodziła się porozmawiać z reporterem ani zezwolić swojej córce na rozmowę o tym, co się wydarzyło. Powiedziała wówczas, że jest zestresowana, podobnie jak jej córka, która jest chora i dodatkowo jest w ciąży.
     Przyznała jedynie, że grożono jej i jej córce na ulicach Barcina śmiercią, a jeden z samochodów próbował je przejechać. Dziwi się, że choć jej córki nie było w trakcie morderstwa na miejscu zbrodni, to została zatrzymana na cały dzień w więzieniu i pozabierano z jej domu komputer i telefon.
     W poniedziałek zgodziła się umówić na rozmowę. W trakcie uzgodnień jej córka zdążyła powiedzieć, że wszyscy oni się znali. Jednak wobec tego, że Ruth została nagrana ukrytą kamerą przez jedną z ogólnopolskich stacji telewizyjnych, a materiał został opublikowany tuż przed terminem umówionej z reporterem Pałuk rozmowy, pani Maria postanowiła nie wypowiadać się w tej sprawie więcej w mediach. Rola Ruth B. w zbrodni pozostaje dla wszystkich zagadką, a powiązanie jej z tą sprawą powoduje, że ludzie są wrogo do niej nastawieni.
     UTOPIONE, NIEZGWAŁCONE
     Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że przyczyną śmierci Klaudii i Patrycji było utopienie. Obydwie dziewczyny zostały pobite, choć nie tak drastycznie, jak opisuje to brat Klaudii. Obie też zostały znalezione w jeziorze kompletnie ubrane. Nie ma podstaw, żeby w tej chwili podejrzewać, że zostały zgwałcone, choć nie jest wykluczone, iż miał miejsce kontakt seksualny - przyznał się do niego jeden z zatrzymanych mężczyzn. Mężczyźni jednak zmieniają swoje zeznania. Nieznany pozostaje motyw mordu na dwóch młodych kobietach z Barcina. Prokuratura w Żninie i w Bydgoszczy nie potwierdza, ani nie dementuje tych informacji.
     RÓŻNE WĄTKI
     Kierownik ośrodka zamiejscowego prokuratury rejonowej w Szubinie z siedzibą w Żninie Dariusz Mańkowski poinformował jedynie, że od wtorku sprawa została oficjalnie przejęta przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy i nie wolno mu nic nam powiedzieć. Zapytaliśmy, czy prawdą jest, że nie ma śladów gwałtu, a obie dziewczyny z jeziora zostały wyciągnięte w ubraniach, prokurator nie zdecydował się jednak wypowiedzieć w tej sprawie. Te same pytania skierowaliśmy do Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. - Ustaliliśmy, że nie informujemy o przyczynach śmierci ani o obrażeniach ciała, nie będziemy się na ten temat wypowiadać - powiedziała Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Zapytana, czy mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów, czyli do podwójnego zabójstwa (taki zarzut usłyszał każdy z nich), stwierdziła, że nie można powiedzieć, aby przyznali się do winy. Składają sprzeczne zeznania.
     - Trwa śledztwo i nie można wykluczyć żadnej ewentualnej wersji zdarzenia, różne wątki są weryfikowane. Czasem potrzeba wykonać dodatkowe czynności i trudno jest określić, jak długo to może potrwać - stwierdziła Agnieszka Adamska-Okońska. Dodała, że śledztwa w sprawie zabójstwa zazwyczaj trwają kilka miesięcy. O dalszych ustaleniach będziemy informować.
      Film w zakładce Filmy.

Reklama

Magdalena Kruszka
Damian Stawski
Pałuki nr 1278 (32/2016)

 

 

 

Inne teksty na ten temat:

Barcinianie pożegnali zamordowane dziewczyny

Zachariasz Z. w areszcie na kolejne dwa miesiące

Jeszcze żyły, gdy znalazły się w wodzie

Młodsza skrępowana taśmą

Zeznał, że wysiadł przy figurze Matki Boskiej

- Proponował, żebym z nim wywoził dziewczyny do Niemiec

Oskarżony przedstawia, jak doszło do obu zbrodni

Zabójcy barcinianek wkrótce przed sądem

Brat Klaudii stroną w sprawie

Zachariasz Z. nie zabił

Maciej K. nie przyznał się do zabójstwa Klaudii

Reklama

Jest wyrok dla sprawców zabójstwa

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości