Dom nadaje się tylko do rozbiórki. Nawet nie można się w tej chwili do niego zbliżać, bo według Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego - grozi zawaleniem. Dom należy do prywatnego właściciela. Czy gmina pomoże jakoś rodzinie Ciszewskich, która tam mieszkała? - nie wiemy, ponieważ sekretarz gminy odsyłał nas do burmistrza a burmistrz do sekretarza. W końcu Jarosław Marek poprosił wczoraj o pytania na piśmie.
Na dzień dzisiejszy dom podparty jest stemplami i odgrodzony taśmą. Na teren posesji oraz do domu obowiązuje zakaz wstępu. Pojawiła się też w kilku miejscach informacja, że budynek grozi zawaleniem fot. Magdalena Lachowicz W nocy 14 lipca około 2:00, gdy domownicy spali, zawalił się dach nad budynkiem, w którym mieszkali. Zdarzenie miało miejsce w Stodólnie (gm. Strzelno). Na miejsce udali się strażacy z OSP w Strzelnie i PSP w Mogilnie. Na miejscu okazało się, że nikomu nic się nie stało. Natomiast w wyniku zawalenia dachu zerwana została linia energetyczna biegnąca nad drogą krajową nr 62, na którą wjechał przejeżdżający tamtędy samochód ciężarowy. Strażacy podjęli natychmiast akcję polegającą na ewakuacji mieszkańców domu i wyznaczeniu strefy niebezpiecznej. Zerwaną sieć energetyczną usuwało pogotowie energetyczne.
Rano na miejscu pojawił się Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, który nakazał zamknięcie budynku i wydał decyzję o zakazie zbliżania się do posesji, gdyż grozi ona całkowitym zawaleniem. Budynek zabezpieczono tymczasem drewnianymi stemplami. 16 lipca strażacy z OSP w Strzelnie wynosili wyposażenie, meble itp. z budynku.
Powiadomiony o tragedii mieszkańców burmistrz Ewaryst Matczak już w piątek wraz z inspektorem nadzoru budowlanego spotkał się z właścicielem nieruchomości. Ponieważ obecny właściciel budynku zakupił go od Skarbu Państwa wraz z lokatorami, to na nim spoczywa konieczność zapewnienia lokalu zastępczego poszkodowanej rodzinie. Burmistrz miał zaproponować rodzinie tymczasowy dach nad głową w miejscowej szkole podstawowej, jeśli właściciel posesji nie będzie w stanie zapewnić zastępczego lokalu.
W budynku mieszkała rodzina Ciszewskich: Jarosław, jego żona Emilia i jeden z synów. Poszkodowana rodzina znalazła tymczasowe schronienie u matki pana Jarosława - Marianny Ciszewskiej. Pani Marianna zajmuje mały lokal należący do jej kuzyna, również w Stodólnie, niedaleko miejsca zdarzenia. Na dzień dzisiejszy państwo Ciszewscy poszukują na własną rękę mieszkania do wynajęcia. W mieszkaniu pani Marianny nie ma miejsca na dwie rodziny. Wszyscy gnieżdżą się w tej chwili w jednym pokoju z kuchnią.
Pojechaliśmy do Stodólna, na miejscu obecnego pobytu państwa Ciszewskich zastaliśmy tylko panią Mariannę, państwo Ciszewscy byli w Strzelnie. - Oni cały czas myśleli, że ten dom należy do matki mojej synowej, do Ireny Mendel, bo podobno to ona płaciła podatki i wszystko opłacała, a okazuje się coś innego. Chodzą teraz i na własną odpowiedzialność szukają mieszkania. Teraz też pojechali do Strzelna. Meble z tego zawalonego domu powywozili do rodziny. Teraz są u mnie, ale nam jest ciężko, bo tu ani pralki, ani nic nie ma - powiedziała Marianna Ciszewska. Zostawiliśmy w Stodólnie, u pani Marianny numer telefonu do reportera z prośbą, by pani Emilia bądź pan Jarosław się z nami skontaktowali. Do chwili oddania artykułu do druku nie zadzwonili.
Natomiast Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Maciej Matuszkiewicz powiedział naszemu reporterowi, że dom nadaje się tylko do rozbiórki. - Pewne elementy konstrukcji dachu po prostu przegniły i to było wynikiem wieloletnich zaniedbań. Nie nadaje się do remontu i nie nadaje się do zamieszkania. Zdaniem rzeczoznawcy i moim zdaniem budynek należy rozebrać - powiedział.
W środę 19 lipca w siedzibie PINB odbyło się spotkanie z trzema z kilkorga właścicieli budynku mieszkalnego. Na tym spotkaniu Maciej Matuszkiewicz poinformował przybyłych właścicieli budynku o podjętej decyzji o konieczności rozbiórki domu. - O zamieszkaniu w tym budynku nie ma mowy. Tam jest jeszcze bałagan własnościowy. Ci właściciele, którzy u mnie byli do jutra do 14:00 mają mi podać adresy pozostałych współwłaścicieli - powiedział Maciej Matuszkiewicz.
Spytaliśmy pana Macieja, czy orientuje się, czy rodzinie, która pozbawiona została dachu nad głową, właściciele budynku zapewnią inny lokal do zamieszkania. - Z tego co słyszałem podczas spotkania u burmistrza Matczaka, to jakieś lokale tymczasowe zastępcze burmistrz poszukuje. Problem polega na tym, że gdyby był tak jeden właściciel, to poczucie obowiązku zapewnienia lokalu rodzinie byłoby też inne. A tak, jak tych współwłaścicieli jest jeszcze masa i to rozsianych nie tylko po Polsce, to każdy będzie mówił dlaczego ja, a nie reszta. Tam jest problem z tym, że nic nie zrobiono w sprawie podziału spadku. Ja powiedziałem temu panu, co kupił ten dom, że odpowiada się za dobrodziejstwo z całym bagażem, z tym dobrym i tym złym. On jest tego świadomy, że ludzie od niego będą wołać, ale co on zrobi, nie wiadomo - usłyszeliśmy.
W związku z decyzją PINB o rozbiórce domu, skontaktowaliśmy się z sekretarzem Urzędu Miejskiego Jarosławem Markiem. Pytaliśmy, czy gmina jest w stanie zapewnić lokal mieszkalny tej rodzinie. - Nie potrafię powiedzieć, bo zajmowałem się tą sprawą bardziej pod kątem administracyjnym niż pod kątem mieszkańców. To burmistrz się tą sprawą zajmował i z nimi rozmawiał - usłyszeliśmy.
Gdy zadzwoniliśmy do burmistrza Ewarysta Matczaka, ten skierował nas do sekretarza. - Sekretarz prowadzi tę sprawę, proszę rozmawiać z sekretarzem - przerwał nam w połowie zdania. Powiedzieliśmy, że sekretarz skierował nas do burmistrza. - Proszę do sekretarza - uciął burmistrz.
Gdy zadzwoniliśmy ponownie do sekretarza, z informacją, że burmistrz skierował nas właśnie do niego, usłyszeliśmy od Jarosława Marka: - W takim razie proszę o takie zapytanie na piśmie i odpowiemy wtedy.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1327 (29/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze