Winą za to mieszkańcy obarczają Mogileńskie Domy. Dyrektor Padoł tłumaczy z kolei, że wilgoć w niektórych mieszkaniach pojawiła się, ponieważ mieszkańcy nieprawidłowo użytkują lokale. Nie korzystają również z suszarni, tylko suszą pranie w mieszkaniach - zwiększając wilgotność.
Mieszkańcy zupełnie nie rozumieją, kto wymyślił coś takiego, aby bojler usadowić po pierwsze - częściowo w ścianie, po drugie - w korytarzu, zaraz po wejściu do mieszkania fot. Damian Stawski WYCZUWALNA WILGOĆ
2,5 miesiąca temu gmina Mogilno przekazała oficjalnie do użytkowania 6-rodzinny komunalny budynek mieszkalny w Marcinkowie. To ten budynek, który w 2005 r. za burmistrza Jacka Kraśnego Starostwo Powiatowe przekazało w stanie surowym gminie jak darowiznę. Burmistrz Leszek Duszyński po 11 latach wręczył najemcom klucze do pięciu lokali. Szósty lokal o powierzchni 42,28 m2 pozostał pusty. Gmina chciała mieć bowiem jeden lokal w rezerwie, na wszelki wypadek, gdyby z przyczyn losowych trzeba by kogoś w nim umieścić.
W ubiegłym tygodniu do reportera Pałuk zadzwoniła osoba nie mieszkająca w Marcinkowie, chcąca pozostać anonimową (nazwisko znane redakcji), która poinformowała o problemach lokatorów z grzybem i wilgocią w niektórych dopiero co oddanych mieszkaniach.
18 lutego reporterowi Pałuk udało się porozmawiać z dwiema rodzinami. W mieszkaniach widać było, że jest grzyb i wilgoć. W jednym z lokali grzyb ze względu na dzieci został już usunięty. Jeden z mieszkańców tłumaczył, że grzyb pojawił się po tym, gdy w niezamieszkałym obok mieszkaniu z bojlera leciała woda. Dyrektor Mogileńskich Domów miał zarzucać mieszkańcom, że lokale są niewietrzone. Rozmówca reportera mówił: - Robimy przy oknach tzw. mikro-szczelinę, przepływ powietrza w mieszkaniu jest. Dodatkowo, jak zwracał uwagę mieszkaniec, nieszczelne były parapety, w jednym z mieszkań miała być również taka sytuacja, że chłód czuć było prosto z kontaktu. Problemem miały okazać się również bojlery wyrównawcze. Jedna z mieszkanek taki bojler ma zamontowany w korytarzu po wejściu do lokalu. Po zagotowaniu wody w bojlerze ta ulatuje z niego na podłogę lub po ścianach. Mieszkańcy mówią, że również nie korzystają z suszarni w piwnicy. Twierdzą bowiem, że czuć tam dymem i ubrania byłyby tam zakurzone.
Jednak jeden fakt szczególnie ich zmartwił. Gdy zwrócili się do Mogileńskich Domów o rozwiązanie problemów w ich mieszkaniach, od inspektora technicznego Jana Sali mieli usłyszeć: Przez 5 lat myślałem, że nie będę musiał o was słyszeć jak dostaliście mieszkania.
KONTROLA
21 lutego dyrektora Mogileńskich Domów Jerzego Padoła poprosiliśmy o odniesienie się do powyższych spraw. Mieszkańcy przez reportera zwrócili się również z prośbą, by pracownicy Mogileńskich Domów odwiedzali ich wtedy, gdy w mieszkaniach są panowie - dlatego, że kobiety na sprawach budowlanych się nie znają i wtedy wszystko można im powiedzieć.
Jerzy Padoł tłumaczy, że pracownicy Mogileńskich Domów interweniowali w Marcinkowie już kilka razy. 17 lutego dyrektor Padoł w towarzystwie majstra budowy Adama Frankowskiego sprawdził w pięciu mieszkaniach sposób ich eksploatowania.
W lokalu nr 1: wszystkie kratki wentylacyjne były odkryte i drożne. Na ścianach mieszkania nie było żadnych plam wilgoci, także w powietrzu nie wyczuwano wilgoci. Lokal był eksploatowany prawidłowo.
W lokalu nr 2 (mieszkanie rezerwowe), nie stwierdzono żadnych plam i nie wyczuwano wilgoci w powietrzu.
W lokalu nr 3 stwierdzono w łazience wymianę bez zgody zarządcy kratki wentylacyjnej otwartej o wymiarze 12 x 12 na kratkę wentylacyjną z żaluzją 12 x 12. Kratka jest okresowo zamykana, co stwierdzono podczas wcześniejszej kontroli mieszkania. Pomimo wezwań do zmiany kratki na tą, która była zamontowana w dniu przekazania lokalu do użytku, kratki nie wymieniono. W lokalu stwierdzono również suszarkę do prania obwieszoną wypranymi ubraniami. W łazience również suszyły się ubrania. W powietrzu stwierdzono dużą zawartość wilgoci, która miała wpływ na zawilgocenie ścian. Na ścianach lokalu stwierdzono ponadto dodatkowe instalacje elektryczne (zamontowane bez uzgodnień z zarządcą), których nie zdemontowano, pomimo takiego zalecenia.
W lokalu nr 4: stwierdzono w łazience zaklejoną kratkę wentylacyjną (około 2/3) oraz suszenie ubrań na suszarce w małym pokoju. W powietrzu była duża zawartość wilgoci, która osadzając się na ściance tylnej szafy przylegającej do ściany oraz bezpośrednio na ścianie gdzie nie ma ruchu powietrza, wytworzyła ogniska pleśni. Odnośnie właśnie tego lokalu dyrektor Padoł jednoznacznie stwierdził, że nie mają one nic wspólnego z mieszkaniem rezerwowym.
Lokal nr 5, pomimo przydziału, nie został do tej pory zasiedlony. Lokal jest niesystematycznie ogrzewany. W trakcie użytkowania kotła doprowadzono do zagotowania wody w instalacji przez dłuższy czas, co spowodowało wydostanie się pary wodnej i zniszczenie malowania ścian w łazience. O ten lokal dopytywali też mieszkańcy. Miały w nim zamieszkać Małgorzata i Monika Kasprowicz. Mieszkańcy bali się, że to Mogileńskie Domy pokrywają teraz koszty utrzymania lokalu. Nic bardziej mylnego. Jak mówił dyrektor Jerzy Padoł, wszelkimi kosztami mimo niezasiedlenia zostaną obciążone mieszkanki.
TO WINA MIESZKAŃCÓW
Dyrektor Padoł kontrolę podsumował tak - lokale są użytkowane niezgodnie z instruktarzem i instrukcjami, które najemcy otrzymali w dniu przejęcia lokali. Jego zdaniem winę za panującą wilgoć ponoszą głównie mieszkańcy. - Ubytki tynku przy parapetach zostaną uzupełnione w sprzyjających warunkach pogodowych do końca lutego - tłumaczył Jerzy Padoł. Jego zdaniem nie mają one jednak większego wpływu na zawilgocenie lokali. Dodatkowo, jak mówił, lokale nie są właściwie dogrzane i właściwie wentylowane, co powoduje występowanie plam z wilgocią. Mieszkańcy tłumaczyli reporterowi, że kratki wentylacyjne zakrywają podczas kąpania dzieci, tylko dlatego, by dzieci się nie rozchorowały. Dyrektor Padoł tłumaczył natomiast, że przy większym dociepleniu mieszkań nie byłoby problemu.
Ponadto dyrektor stwierdził, że niewłaściwe użytkowanie kotła c.o. czyli doprowadzanie do zagotowania się wody i pozostawianie kotła bez nadzoru - ma wpływ na zawilgocenie powietrza w lokalu.
Dyrektor Padoł tłumaczył również słowa wypowiedziane przez Jana Salę, tym, że: - W ten sposób z naszej strony wyrażone zostało uzasadnione zdziwienie, gdy dowiedzieliśmy się o problemach z użytkowaniem lokali. Lokale do czasu przekazania najemcom były utrzymane we właściwym stanie technicznym, lokale były właściwie ogrzewane i wietrzone.
W najbliższym czasie na terenie budynku w Marcinkowie zorganizowane zostanie spotkanie z najemcami lokali odnośnie właściwego użytkowania mieszkań. Dyrektor Padoł będzie próbował również ustalić, dlaczego mieszkańcy nie korzystają z suszarni w piwnicy. Według dyrektora suszenie ubrań w mieszkaniach również ma wpływ na tworzenie się wilgoci w mieszkaniach.
- W trakcie kontroli stwierdzono, że suszarnia jest wykorzystana w bardzo małym stopniu - mówi dyrektor.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1306 (8/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze