- „Nas nie interesują pańskie świnie. Nas interesuje smród, który się stamtąd wydobywa. I nie ze świniarni, lecz z okolicznego terenu. Niech pan trzyma nawet 20.000 sztuk, tylko żebyśmy mogli normalnie egzystować jak ludzie. Wyjść, posiedzieć, otworzyć okna, a nie spodziewać się jakichś lokatorów typu wielkich much” - mówiła Elżbieta Śmigielska do prowadzącego hodowlę sołtysa Gębic Andrzeja Konieczki. Obok z założonymi rękami Aleksandra Robaczyńska, z tyłu Marzena Smółka.
fot. Paweł Lachowicz
Marcinkowo, mieszkańcy, fetor, świnie, chów, smród, choroby
Wasze świnie i zysk, nasz smród i choroby
Mieszkańcom nie przeszkadza chów świń, jaki prowadzi sołtys Gębic Andrzej Konieczka w chlewni w Marcinkowie należącej do jego brata Piotra Konieczki. Przeszkadza im odór, który temu towarzyszy, głównie - jak mówią - z wycieków gnojówki do gruntu z nieszczelnych zbiorników. Burmistrz Leszek Duszyński zaproponował, aby poczekać na kontrole Nadzoru Budowlanego oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Andrzej Konieczka prosił mieszkańców o wyrozumiałość i cierpliwość w usuwaniu przez niego usterek.
SPOTKANIE PRZY PAŁACU
Mieszkańcy Marcinkowa (gm. Mogilno) zamieszkali w pałacu, w pobliskim bloku i okolicznych zabudowaniach twierdzą, że od kilku lat borykają się z fetorem, który dochodzi do ich mieszkań z pobliskiej chlewni. Właścicielem chlewni jest Piotr Konieczka, natomiast hodowlą tuczników zajmuje się Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe KON-AGA, jego brata Andrzeja Konieczki, sołtysa Gębic.
Mieszkańcy zgodnie twierdzą, że szczególnie intensywny smród zaczął dochodzić z chlewni od kwietnia tego roku. Ponieważ liczne uwagi mieszkańców skierowane do właścicieli gospodarstwa nie skutkowały, postanowili oni wnieść skargę do mogileńskiej Straży Miejskiej, inspekcji weterynaryjnej, do ochrony środowiska oraz innych instytucji.
Bracia Andrzej Konieczka i Piotr Konieczka. Andrzej Konieczka zadeklarował, że będzie podejmował kroki, aby wycieków nie było i prosił mieszkańców o więcej cierpliwości.
fot. Paweł Lachowicz
Skontaktowali się także z naszą redakcją. - Sprawa może być dość interesująca ze względu na liczne uchybienia w prowadzeniu tejże działalności, przede wszystkim związane z ochroną środowiska i porządkiem na posesji - płynąca wręcz wszędzie gnojowica, zbiorniki na gnojówkę bez zezwolenia i jakiejkolwiek izolacji oraz wycieki z tych zbiorników do i na grunt - poinformował nas jeden z mieszkańców Robert Zdunek.
16 czerwca przy pałacu w Marcinkowie z inicjatywy mieszkańców doszło do spotkania, w którym uczestniczyli z ramienia mogileńskiego ratusza: burmistrz Leszek Duszyński, komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss, dyrektor wydziału infrastruktury drogowej i ochrony środowiska Urzędu Miejskiego Arkadiusz Grobelski oraz Dominika Wieczorek z wydziału gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska.
KONTROLE WETERYNARYJNE
Po złożonej oficjalnej skardze gospodarstwo braci Konieczków zostało skontrolowane w maju trzykrotnie przez mogileńską Straż Miejską oraz Państwowy Inspektorat Weterynarii, Inspekcję Weterynaryjną w Mogilnie. W dniu kontroli weterynaryjnej w gospodarstwie znajdowało się 1.017 tuczników.
16 czerwca w chlewni znajdowało się ponad 100 tuczników. Około 10 czerwca pozostałe zostały sprzedane. W protokole z kontroli z 26 maja przeprowadzonej przez starszego kontrolera weterynarii Władysława Trudzińskiego znalazło się kilka uwag co do prowadzonego chowu trzody. Odnotowano brak maty dezynfekcyjnej na wypadek zagrożenia epidemiologicznego, brak szyb oraz siatki przeciw owadom w kilku oknach chlewni. Stwierdzono również na ścianach oraz sufitach brud oraz brak tablic ostrzegawczych o treści Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony.
Podczas kontroli, według sporządzonego protokołu, Andrzej Konieczka oświadczył, że po każdorazowej sprzedaży świń pomieszczenia chlewni są czyszczone oraz dezynfekowane, a następnie białkowane. Andrzej Konieczka podczas kontroli oświadczył też, że obok płyt gnojowych znajdują się 3 szamba na gnojownicę o łącznej wielkości 60 m3. W protokole też czytamy, że 24 maja w związku z gwałtowną burzą woda deszczowa przepełniła płyty gnojowe i nastąpił wyciek gnojownicy poza płyty gnojowe.
CHÓW TAK, SMRÓD NIE
Mieszkance pałacu Aleksandrze Robaczyńskiej nie przeszkadza chów świń, lecz odór, który temu towarzyszy. - Niech on ma nawet 10.000 świń, ale on będzie pieniądze zbierał, a my będziemy w smrodzie siedzieć. Winiecki [Bartosz Winiecki, Powiatowy Inspektor Sanitarno-Weterynaryjny - przyp. pal] był i czuł smród, ale co do ilości sztuk i innych spraw mówił, że wszystko jest w porządku. Powiedział, że tylko tym może się zajmować. Szamba były odkryte i gnojówka ciekła w dół i wieczorem potrafił przyjechać i wiadrami jeszcze wylewać. A teraz przez trzy dni zrobili trochę porządku. Śmierdziało tutaj niesamowicie. W te upały ani okna nie można było otworzyć, ani drzwi. Nie można było wyjść przed dom i sobie posiedzieć, ani rano, ani za dnia, ani wieczorem. Na okrągło był smród. Jak nic z tym nie zrobią, to Warszawę się ruszy - mówiła Aleksandra Robaczyńska.
ZIEMIA JAK GĄBKA OD GNOJOWICY
Jej zdanie podziela inna mieszkanka pałacu Halina Rosińska. Potwierdza, że mieszkańcom nie chodzi o to, by Andrzej Konieczka zaniechał hodowli. - On nie jest taki zły i niech ma, tylko chcemy, żeby coś zrobił, żeby tak nie śmierdziało - mówi Halina Rosińska. Zdaniem mieszkańców, powodem wycieku gnojowicy nie jest wcale padający deszcz, o którym wspomniał Andrzej Konieczka. Ich zdaniem wyciek powstaje na skutek zaniedbań osób prowadzących hodowlę
Odór unoszący się z chlewni najbardziej dokucza rodzinie Zdunek, którzy mieszkają w nisko usytuowanym budynku tuż za chlewnią. Robert Zdunek twierdził, że od dłuższego czasu ziemia wokół chlewni nasiąka gnojowicą przez nieszczelne szamba. - Przecież to wszystko jest tam jak gąbka nasiąknięte. Zapewne nikt nie przewidział, że będzie tam tyle świń i że one tyle piją i tyle sikają. - powiedział Robert Zdunek.
Sołtys Marcinkowa Małgorzata Źrałka trzyma stronę mieszkańców. Rozumie, że hodowla świń na taką skalę nie jest łatwa. - Nie dziwię się tym ludziom, bo okna otworzyć nie mogą. Tutaj nikt z mieszkańców nie powiedział, żeby zaniechali hodowli, bo przecież nie jest to łatwa praca. Tym bardziej, że kontrahent wstawia im tutaj te świnie. Niech pracuje, tylko niech da ludziom mieszkać tutaj, bo mieszkają od 50 czy więcej lat. Wcale się nie dziwię, zwłaszcza tym ludziom co mieszkają na dole, bo oni najbardziej to odczuwają - mówiła sołtys Marcinkowa.
W dzień ustalonego spotkania, czyli 16 czerwca z władzami Mogilna fetor właściwie zniknął z okolicy. Zdaniem mieszkańców, tylko dlatego, że gospodarze przez ostatnie dni usuwali nieprawidłowości po kontroli inspekcji sanitarnej. - Dzisiaj smrodu nie czuć i myślę, że idzie to wszystko w dobrym kierunku. Z tego co się orientuję, w ostatnim tygodniu zostały tutaj poczynione pewne prace, które idą ku dobremu - mówiła sołtys Marcinkowa. Twierdziła, że mieszkańcy chcą żyć w zgodzie z Andrzejem Konieczką i chcą, aby ich dobro było tak samo ważne, jak dobro chowanych zwierząt.
Zbigniew Bakalarski miał wątpliwości co do tego, czy szamba w ogóle są opróżniane
fot. Paweł Lachowicz
DEZYNFEKOWALI KARETKĘ
Marzena Smółka twierdziła, że smród jest na tyle silny, że wystarczy kilka minut, aby ta nieprzyjemna woń spowodowała nawet konieczność dezynfekcji.
- Tydzień temu przyjechało tutaj pogotowie po mojego podopiecznego. Stało tutaj 40 minut i potem musieli dezynfekować karetkę jadąc do Inowrocławia, bo nie byli w stanie kolejnej osoby przewieść. Taki zapach wszedł do karetki. Mówili „ludzie, jak wy mieszkacie”. Ja choruję na płuca i jest to stwierdzone, że to od tego zapachu. Lekarze mówią „ludzie, wy tutaj poumieracie”. Ja mogę to udokumentować zaświadczeniami lekarskimi. Lekarz w Inowrocławiu stwierdził, że podopieczny dusił się fetorem - mówiła Marzena Smółka.
BUDYNEK WYMAGA NAPRAW
Andrzej Konieczka przyznał że było w gospodarstwie kilka uchybień, które zostały w ostatnim czasie usunięte. Prosił mieszkańców o cierpliwość, gdyż potrzeba czasu na usunięcie większości usterek. Ustalono, że gospodarstwo wybudowane zostało pod koniec lat 60. poprzedniego wieku i prowadzono tu różne chowy. - Była tutaj odchowalnia kurcząt i warchlaków, były maciory z małymi - tłumaczył Andrzej Konieczka.
- Czy może nas pan zapewnić, mieszkańców, że budynek, w którym znajduje się ta trzoda, spełnia w stu procentach wymogi, jakie są dzisiaj wymagane? - pytała Elżbieta Śmigielska. Zwróciła uwagę na powybijane szyby w oknach. Twierdziła, że to zapewne nie spełnia wymogów. Andrzej Konieczka dementował te informacje twierdząc, że w oknach nie ma wybitych szyb. Mówił, że jest to naturalna wentylacja.
Komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss mówił o regularnych kontrolach strażników miejskich na każdy sygnał od mieszkańców
fot. Paweł Lachowicz
BĘDZIE KOLEJNE SZAMBO
Podczas spotkania mieszkańcy kładli szczególny nacisk na nasiąknięty gnojownicą grunt wokół chlewni. Twierdzili, że z szamb wypływała gnojownica. Ich zdaniem szamba na terenie chlewni są nieszczelne, a gnojownica płynęła strugami.
- Rów był taki, że nie szło przejść. I ciekawe, jak te szamba są opróżniane - komentował Zbigniew Bakalarski.
Andrzej Konieczka prosił mieszkańców o wyrozumiałość: - Zaczynamy się tutaj w pewien sposób licytować. My przyznajemy, że zdarzało się, że płyty gnojowe ze względu na opady się przelewały. Ja mogę powiedzieć, że poczyniliśmy kroki i stare studzienki, które zbierały wodę z dachu, zostały zasypane. Notabene dostawała się tam również gnojowica. Szykujemy teraz odpływ w drugą stronę - mówił Andrzej Konieczka.Zapewnił, że kompletowana jest dokumentacja i zbudowane zostanie kolejne szambo, które będzie tą nadwyżkę wody gromadziło i nie będzie żadnych wylewów. Jego zdaniem, mieszkańcy dobrze znają układ terenu i wiedzą doskonale, że płynąca woda deszczowa przepływała przez płytę gnojową.
KONTROLE STRAŻNIKÓW
Mirosław Kuss na prośbę burmistrza przedstawił, jak wyglądały ze strony Straży Miejskiej zalecenia co do prowadzonego chowu. - Jest to trudna sytuacja dla państwa, ale śmierdzi i śmierdzieć będzie. Te zezwolenia, które na dzień dzisiejszy są wymagane, pan Konieczka spełnia. Były trzy kontrole. Pierwsza 6 maja i zgłoszenia były tego typu, że odstojniki na gnojownicę są poodkrywane i rzeczywiście były. 10 maja powtórzyliśmy kontrolę i odstojnik był zakryty, lecz w sposób niezadowalający zgłaszającego, gdyż był w pokrywie otwór. Ponownie przyjechaliśmy na kontrolę 19 maja i to zostało zabezpieczone fachowo - mówił Mirosław Kuss.
BĘDZIE KONTROLA NADZORU BUDOWLANEGO
Dominika Wieczorek z ratusza stwierdziła, że Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego może stwierdzić, czy szambo jest szczelne, czy nie. I ewentualnie, jeżeli nie byłoby szczelne, to od tego jest Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który może zrobić odpowiednie badania.
- Wówczas my możemy wydać decyzję nakazującą przywrócenie stanu środowiska do poprzedniego. Wówczas możemy coś zrobić - mówiła Dominika Wieczorek. Poinformowała, że jeżeli gospodarstwo było odkupione i nowy właściciel posiada niezbędne dokumenty, w tym decyzje o warunkach zabudowy, to decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach już nie potrzebuje. Gdyż raz już została wydana decyzja na prowadzenie hodowli.
Burmistrz Leszek Duszyński zaproponował, aby poczekać na inne kontrole, w tym Nadzoru Budowlanego oraz WIOŚ i wówczas po wynikach kontroli będzie można pojąć konkretne kroki. Burmistrz zadeklarował, że sam zadzwoni do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego Macieja Matuszkiewicza i spyta, kiedy taką kontrole przewiduje. - To nam ułatwi podjąć decyzję i będziemy wówczas wiedzieć, czy budowla spełnia przepisy. Musimy poczekać na WIOŚ i wówczas my będziemy mogli podjąć decyzję, gdyż to są właściwe instytucje, które mają w swoich zadaniach statutowych właśnie takie działania. Musicie państwo poczekać. Ja wierzę, że pan Konieczka będzie pilnował tych spraw i dotrzyma obietnicy - mówił Leszek Duszyński.
W INTERESIE WŁAŚCICIELI
Andrzej Konieczka zadeklarował, że będzie podejmował kroki, aby wycieków nie było i prosił o więcej cierpliwości. Mieszkańcy sugerowali, że jest skażona gleba i należałoby ją wymienić. Piotr Konieczka złożył mieszkańcom deklarację: - Jeżeli okaże się, że ziemia jest zanieczyszczona, to się ją usunie.
Komendant SM Mirosław Kuss podkreślał, że Andrzej Konieczka współpracuje i stosuje się do zaleceń. - W interesie pana Konieczki jest zrobić to jak najszybciej, bo jak przyjadą służby z Bydgoszczy i Powiatowego Nadzoru Budowlanego, a będzie coś tam nie tak, to będą na pewno jakieś konsekwencje, więc musi coś zrobić - powiedział Mirosław Kuss.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1166 (25/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze