Reklama

Ważniejsza trzoda chlewna czy jakość życia mieszkańców

Inwestorzy budowy chlewni w Łąkiem Paweł Kaszkowiak i jego brat Jarosław Kaszkowiak fot. Magdalena Lachowicz Inwestorzy budowy chlewni w Łąkiem Paweł Kaszkowiak i jego brat Jarosław Kaszkowiak fot. Magdalena Lachowicz

Strzelno, Łąkie, inwestycja, chlewnia, trzoda, mieszańcy
     Ważniejsza trzoda chlewna czy jakość życia mieszkańców
     Decyzją 9 radnych Rady Miejskiej w Strzelnie, gmina przystąpiła do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego terenów położonych w Łąkiem i Jeziorkach, w tym spornych działek, na których miałaby powstać ogromna chlewnia. Inwestor Paweł Kaszkowiak stwierdził, że działania burmistrza polegające na wprowadzeniu tej uchwały do programu sesji są tylko i wyłącznie spowodowane chęcią zablokowania ich inwestycji.

     MAILE DO REDAKCJI
     Wracamy do tematu planowanej budowy chlewni w Łąkiem (gm. Strzelno), o której szczegółowo pisaliśmy w ubiegłym tygodniu w artykule Plany z chlewnią wywołują protesty (założenia, patrz ramka). Od opublikowania artykułu sprawa nie schodzi z ust mieszkańców zarówno Łąkiego, pobliskich wiosek, jak i Strzelna. Do naszej redakcji napłynęły kolejne informacje od mieszkańców. Jako wasz czytelnik piszę do was zaniepokojony planami budowy przemysłowej chlewni, ponoć na 3 tysiące świń, niemalże w granicach miasta dosłownie o 1,5 km. Uważam, że tego typu inwestycje, które mogą być bardzo uciążliwe dla mieszkańców nie tylko miasta, ale i okolicznych wsi, powinny być przedmiotem publicznych konsultacji. To nie mogą być wyłącznie decyzje lokalnych władz, ale przede wszystkim nas, mieszkańców miasta. Będę zobowiązany, jeśli zechcecie dalej interesować się tą potencjalnie „najbardziej śmierdzącą” inwestycją - napisał jeden z mieszkańców, na prośbę którego jego nazwisko zostaje do wiadomości redakcji. To tyko jeden z maili, jakie otrzymaliśmy po ubiegłotygodniowym artykule.
     Przypomnijmy, że gmina wydała inwestorowi Pawłowi Kaszkowiakowi z Łąkiego negatywną decyzję o warunkach zabudowy. Samorządowe Kolegium Odwoławcze jednak ją uchyliło po odwołaniu się inwestorów.
     OPRACOWAĆ PLAN
     Na spotkaniu 7 stycznia, w którym uczestniczył też urbanista Rafał Łucki, by zablokować budowę chlewni mieszkańcy zaproponowali opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego terenów w Łąkiem i Jeziorkach obejmujących także działkę, na której ma powstać inwestycja budowy chlewni. Burmistrz Ewaryst Matczak podjął decyzję, że jeżeli do końca stycznia mieszkańcy złożą takie wnioski, to gmina przystąpi do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego.
     Wnioski wpłynęły, dlatego na sesję Rady Miejskiej, 23 lutego burmistrz przygotował projekt uchwały. Główny specjalista do spraw gospodarki przestrzennej Urzędu Miejskiego w Strzelnie Hanna Zebel wytłumaczyła, że jeśli Rada Miejska uchwali przystąpienie do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, to w ciągu 9 miesięcy plan musi zostać opracowany. Jeśli gmina nie zdąży, to będzie zobligowana wydać decyzję o warunkach zabudowy panu Kaszkowiakowi.

Wojciech Woźniecki, wydzierżawiający inwestorowi 20 ha ziemi, mówił, że nie zgodzi się, by wylewać na nią gnojowicę fot. Magdalena Lachowicz

     BURZLIWA KOMISJA
     Przed sesją odbyły się dwa wspólne posiedzenia komisji Rady Miejskiej. Pierwsze w środę 17 lutego przełożono na 22 lutego, dlatego, że burmistrz przebywał na urlopie. W poniedziałek na posiedzenie przybyła blisko 30-osobowa grupa mieszkańców Łąkiego, Ziemowit i Strzelna sprzeciwiających się planowanej inwestycji. W komisji uczestniczyli też inwestorzy Paweł Kaszkowiak i jego brat Jarosław. Obrady były bardzo burzliwe, przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Pieszak wielokrotnie hamował emocje mieszkańców.
     Radna Lucyna Hełminiak dziwiła się, że na komisji rolnej, której jest członkiem o inwestycji padły w ostatnich miesiącach zaledwie dwa zdania. Tym bardziej, że przewodniczącym komisji jest sołtys Łąkiego Kazimierz Łojewski.
     Burmistrz tłumaczył, że: (...) Były kilkakrotne spotkania z rolnikami i okolicznymi mieszkańcami i zaproponowano, aby przystąpić do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego tych terenów. Ja w tym kierunku zmierzam, aby doprowadzić do opracowania tego planu, gdyż powstała tam nowa droga, blisko miasta, powstają tam nowe domki mieszkalne, dlatego jest to powód, aby taki plan zrobić. To właściwie konflikt między sąsiadami do tego doprowadził. Każdy ma swoje racje, a jakąkolwiek decyzję podejmiemy będzie ona niewygodna dla jednej ze stron konfliktu. Jednak w demokracji należy opowiadać się za większością. Ja też uważam, że w takim kształcie, ta inwestycja może być szkodliwa dla mieszkańców.
     Radny Kazimierz Łojewski mówił, że był u rolników z nakazami płatniczymi. Część mieszkańców miała pytać: - Czy ważniejsza jest w tej chwili trzoda chlewna, czy jakość życia mieszkańców. Tym bardziej, że powstało na terenie naszego sołectwa w ostatnim czasie kilka domów mieszkalnych i są jeszcze chętni, którzy na tych terenach chcą się budować. Ludzie, ci co kupili, czy wybudowali domy pytają, czy ktoś od nich te domy kupi, bo z chwilą kiedy zapadnie decyzja, że chlewnia będzie budowana, to oni z tych swoich mieszkań zrezygnują i będą chcieli to sprzedać. Ja myślę tak, jak ci mieszkańcy, my mieszkamy blisko miasta, blisko szpitala, kościoła, czy my nie możemy oddychać czystym powietrzem. Uważam, że ta inwestycja będzie dla nas mieszkańców negatywnym przedsięwzięciem.
     Radny Kazimierz Chudziński pytał, czy na początku, jak panowie Kaszkowiak wystąpili z dokumentami, czy chcą budować chlewnię, czy gmina powiadomiła sąsiadów i ich uświadomiła, co im grozi. - Czy sąsiedzi odpowiedzieli pozytywnie, czy negatywnie. Bo jeżeli odpowiedzieli negatywnie, to dzisiaj by nas tutaj nie było. Bo wystarczył jeden sprzeciw mieszkańców i decyzja nie zostałaby wydana. Czyli mieszkańcy nie zostali o tym powiadomieni - mówił radny Chudziński.

Reklama
Zbigniew Leszczyński z ul. Miradzkiej apelował do radnych o podjęcie mądrej decyzji fot. Magdalena Lachowicz

     NIE WIEDZIELI, NIE ZDAWALI SOBIE SPRAWY
     Młodszy referent ds. ochrony środowiska Paulina Nawrocka powiedziała, że o wszczęciu postępowania dotyczącego wydania decyzji środowiskowej zostali powiadomieni mieszkańcy bezpośrednio sąsiadujący z gospodarstwem panów Kaszkowiaków. - Nikt się od tego nie odwołał - zapewniła. Hanna Zebel dodała, że po otrzymaniu wniosku o wydanie decyzji środowiskowej było wszczęte postępowanie i zawiadomienie o wszczęciu tego postępowania zostało wywieszone na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego, opublikowane na BIP oraz otrzymali je sąsiedzi - Paweł Janowski i Tadeusz Mularczyk.
     Pozostali mieszkańcy dowiedzieli się o planowanej inwestycji dopiero, gdy w gminie toczyło się postępowanie o wydanie decyzji warunków zabudowy. Wtedy złożyli protest. - Nikt tego nie wytłumaczył mieszkańcom, dlatego nie protestowali, bo nie wiedzieli. Później wyszło szydło z worka - dodał radny Łojewski.
     - Ja dzwoniłam do pana Pawła Kaszkowiaka i prosiłam, żeby przyszedł nam wytłumaczyć, gdzie dokładnie ma to być pobudowane, jakie będą warunki, czy cokolwiek. Córka obok mnie mieszka z zięciem, mają trójkę dzieci, też przyjdzie, będzie też moja mama i wytłumaczysz nam wszystko. Powiedział, że przyjdzie. Minęło jednak pięć dni i w ogóle nie przyszedł. Później zbieraliśmy już podpisy. Paweł zgadza się? - pytała Małgorzata Mularczyk.
     Paweł Kaszkowiak odpowiedział, że Małgorzata Mularczyk jest stroną postępowania i na każdym etapie mogła przyjść do Urzędu i zajrzeć w dokumenty. - My jesteśmy też stroną postępowania i potem coś powiemy źle i obróci się to przeciwko nam - mówił.
     Jeden z nowych mieszkańców Łąkiego Krystian Lewandowski zaznaczył, że panowie Kaszkowiakowie chcą budować bardzo dużą inwestycję. Twierdził, że zamieszkał w Łąkiem dopiero niedawno, ale gdyby wiedział, że planowana jest tam taka inwestycją nigdy nie kupiłby posiadłości w tym miejscu. - Podejmując decyzję o tak dużej inwestycji powinna działać w zgodzie ze społeczeństwem, a nie w zgodzie z jednostką, bo to będzie rozwój tylko jednego gospodarstwa. A gdzie tutaj cała reszta mieszkańców - mówił Lewandowski. Druga sprawa, którą poruszył dotyczyła tego, że nikt nie wytłumaczył mieszkańcom kwestii jednostek przeliczeniowych (DPJ). A jedna jednostka przeliczeniowa, to według tabelki jest to 10 tuczników o masie powyżej 30 kg. - Panowie zadeklarowali, że chcą mieć tutaj 150 macior, gdzie w przeliczeniu, to jest 50 jednostek. Ponad 200 jednostek to są tuczniki, to jest już w przeliczeniu ponad 2 tysiące świń dodatkowo i to w cyklu zamkniętym. A tego i tak nikt nie będzie w stanie skontrolować po ruszeniu całej produkcji. Wybudowanie chlewni, to nie jest tylko budynek, to jest także odór, to jest gnojowica. Są też przepisy, które mówią, że od obszaru „Natura 2000” musi być zachowany przynajmniej kilometr - mówił Lewandowski.

Krystian Lewandowski zamieszkał w Łąkiem niedawno. Mówi, że nie kupiłby tu nieruchomości, gdyby wiedział o planach z chlewnią fot. Magdalena Lachowicz

     TRUDNO MÓWIĆ BEZ EMOCJI
     Mieszkaniec Łąkiego Henryk Borowski powiedział, że nie da się o tej sprawie mówić bez emocji. Podziękował burmistrzowi, że zwołał zebrania. - Bo według inwestora Kaszkowiaka, wszystko cokolwiek jest robione, robione jest bezprawnie. A my właśnie tam po raz pierwszy mogliśmy się wypowiedzieć, to tam po raz pierwszy poruszono wszystkie uciążliwości. Pan Kaszkowiak budował kiedyś świniarnię, obecnie istniejącą i nikt z nas sąsiadów nie protestował. Mówiliśmy, niech się chłopacy rozwijają. Teraz, gdy tylko o coś pytamy odpowiedź pana Kaszkowiaka jest jedna, „są dokumenty możecie sobie zobaczyć”. Taka jest rozmowa z inwestorami. W związku z tym, że na początku mówiono nam, że to tylko rozbudowa istniejącej chlewni, nikt nie protestował i nie występowaliśmy wtedy o opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego. To niej jest na złość inwestorom, tylko jeśli ja mam w zamierzeniach podzielić działki pod turystykę, a w zapewnieniu, iż w planach budowy tak dużej chlewni nie ma, a teraz okazuje się coś zupełnie innego, to co nam teraz pozostało, skoro wszystkie nasze działania są zaskarżane. Dlatego bardzo dziękuję, że tygodnik lokalny „Pałuki” zainteresował się tę sprawą. To właśnie tam wyczytałem, że inwestor opowiada, że wszystko jest na tip top i na 100% zgodne. Dla mnie jest też niejasna sprawa długości i wysokości budynku. My z sąsiadami dopiero od 14 listopada 2014 r. jesteśmy ujęci, jako strona w sprawie i mamy wgląd do dokumentów. Do tej pory mieliśmy tylko zapewnienia ustne. Inwestycja ma powstać 450 metrów od granic Strzelna, ja mieszkam 90 metrów, mając w sąsiedztwie w tej chwili 62 duże jednostki przeliczeniowe, ja już mam smród. Skoro państwo podajecie do gazety 150 sztuk, a na zebraniu 175 sztuk, to ktoś tutaj kłamie. Jeżeli państwo radni nie uchwalicie opracowania planu, to proszę dać sobie sprawę, że każdy z nas mieszkańców zgłosi się do gminy po odszkodowanie - mówił Henryk Borowski.
     Apelował do radnych, aby przemyśleli, czy wydane pieniądze na opracowanie planu nie będą mniejsze, niż odszkodowania dla mieszkańców, jak ich wartość działek spadnie. - A mamy takie prawo wystąpić do gminy o odszkodowanie - dodał.
     WIECIE, JAK GŁOSOWAĆ
     Mieszkaniec ul. Miradzkiej w Strzelnie Zbigniew Leszczyński podkreślał, żeby nie było mowy, że mieszkańcy nic w tej sprawie nie robią. - Teraz chodzi o to, by radni dobrą decyzję podjęli. Bo to, co się do tej pory działo, to żebyśmy niepotrzebnie czasu nie stracili, po co wzajemnie sobie nerwy szarpać. Jeśli chcecie mieć zaufanie u wyborców, to wiecie jaką decyzję podjąć - mówił.
     JAK SIĘ ROZWIJAĆ
     Radna Emilia Walkowiak z Bławatek, jako rolniczka zadała pytanie obecnym na sali, gdzie ci młodzi rolnicy mają się rozwijać. - Ja wiem, co znaczy smród, bo ja przez 30 parę lat mieszkałam w bliskim sąsiedztwie wysypiska w Bławatach, gdzie wyrzucano odpady z Krochmalni w Bronisławiu. Ja was rozumiem, ale proszę powiedzieć mi, gdzie młodzi rolnicy, nie mówię tu o panach Kaszkowiak, ale o wszystkich - mają inwestować, jak nie na wsi, przecież z czegoś muszą żyć - mówiła.
     W tym momencie Małgorzata Mularczyk wtrąciła: - Ale przecież oni już mają chlewnię i odór jest ogromny. Moja córka nawet z dziećmi nie może wyjść na podwórko, bo zaraz kaszlą.
     GNOJOWICY NIE WYLEJĄ
     Wojciech Woźniecki z Rzadkwina, który wydzierżawia blisko 20 ha swojej ziemi w Łąkiem panu Kaszkowiakowi komentował, że w innych wioskach też powstawały chlewnie, obory, ale wszystko budowane było na obrzeżach, na boku, a nie w centrum wsi. Pytał inwestorów, czy to prawda, że na swoją inwestycję, jeśli powstanie mają mieć pieniądze unijne. Pytanie zostało zadane celowo, gdyż słychać wśród mieszkańców już pogłoski, że może stać się tak, że Paweł Kaszkowiak otrzyma pozytywną decyzję, a grunt wydzierżawi kapitałowi zagranicznemu i będzie tylko z tego czerpał zyski.
     Jarosław Kaszkowiak odpowiedział: - Jeśli będzie taka możliwość to tak. Wojciech Woźniecki podkreślił też, że nie zgodzi się w żadnym wypadku na to, by gnojowica była przez panów Kaszkowiaków wylewana na jego ziemię.

Reklama
Henryka Borowskiego z Łąkiego cieszy to, że mieszkańcy nareszcie mogą się swobodnie wypowiedzieć w sprawie chlewni fot. Magdalena Lachowicz

     CO KIERUJE BURMISTRZEM
     Burmistrz próbował zakończyć dyskusję. - Ja myślę, że jutrzejsza decyzja Rady Miejskiej będzie korzystna dla większości mieszkańców. My jako samorząd w dobie demokracji musimy stanowić za większością, a pan Kaszkowiak będzie miał prawo się odwołać - mówił podczas komisji 22 lutego.
     Wówczas Jarosław Kaszkowiak spytał burmistrza co zatem nim kierowało, kiedy wydawał im pozytywną decyzję środowiskową, skoro było tyle wątpliwości. Pytał też, co stało się z pismem wysłanym do przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra Pieszaka 14 stycznia o objęcie kontrolą działań burmistrza.
     Burmistrz stwierdził, że decyzja środowiskowa rzeczywiście wydana została pozytywnie, ale oparta była na tym, co inwestorzy we wniosku zawarli. Później na zebraniu wiejskim wypłynęły informacje, że dane zawarte we wniosku pana Kaszkowiaka są nieprawdziwe. - Chodziło szczególnie o podane ilości hektarów, które inwestorzy podali, że podsiadają pod gnojowicę. My później dowiedzieliśmy się, że tych hektarów macie mniej, sprawdziliśmy to w naszych podatkach i okazało się, że ilość hektarów w waszym wniosku była znacznie zawyżona. Poprosił o udokumentowanie, jednak inwestor takich dokumentów nie dostarczył. Dlatego było to podstawą do wydania warunków zabudowy negatywnie. Właściwie to teraz gmina powinna iść do sądu i tą decyzję podważyć, bo została ona wydana na podstawie nieprawdziwych danych - tłumaczył Ewaryst Matczak.
     Jarosław Kaszkowiak twierdził, że SKO uchylając postanowienie burmistrza wyraźnie mówiło, że oni jako inwestorzy nie muszą podawać ilości areału, jaki posiadają na wylewanie gnojowicy. - Tak samo ja nie muszę mieć chlewni, żeby nawozić swoje grunty nawozami organicznymi - komentował Jarosław Kaszkowiak.
     - To my mamy rozumieć, że chlewnię też pobudujesz na tych fikcyjnych hektarach - pytała Małgorzata Mularczyk wzbudzając ogólny śmiech wśród pozostałych mieszkańców.
     9 RADNYCH ZA
     Nazajutrz, podczas wtorkowej sesji, 23 lutego radni większością głosów zadecydowali o przystąpieniu gminy do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego terenów w Łąkiem i Jeziorkach obejmującym także działkę, na której ma powstać inwestycja budowy chlewni. Przed podjęciem uchwały Paweł Kaszkowiak stwierdził, że działanie burmistrza polegające na wprowadzeniu uchwały o przystąpieniu do planu zagospodarowania jest tylko i wyłącznie spowodowane chęcią zablokowania ich inwestycji.
     - My do zawieszenia postępowania przez burmistrza złożyliśmy zażalenie do SKO. Teraz w ciągu dwóch, trzech tygodni spodziewamy się odpowiedzi. Jeśli odpowiedź SKO będzie dla nas korzystna, to czy państwo uchwalicie dzisiaj przystąpienie do planu zagospodarowania, to pan burmistrz będzie zobligowany wydać nam te warunki zabudowy - mówił Paweł Kaszkowiak. Pytał też burmistrza, z jakich inwestycji w gminie zrezygnuje na rzecz opracowania tego planu. - Według mojej wiedzy ten koszt nie będzie mały. Burmistrz odpowiedział, że prognozowany koszt opracowania planu sięga kwoty 30.000 zł. Ale dokładna kwota znana będzie po rozpatrzeniu zapytania o cenę, potem będziemy myśleć skąd wziąć na to pieniądze, czy z rezerwy burmistrza czy z inwestycji.
     Radny Piotr Dubicki pytał inwestora co będzie się działo z tymi hektolitrami gnojowicy, skoro inwestorzy twierdzą, że nie muszą posiadać gruntów: - Co w takim razie będzie się z tą gnojowicą działo. Paweł Kaszkowiak odpowiedział, że przy obiekcie ma powstać atestowany zbiornik na gnojowicę, który ma pomieścić gnojowicę z półrocznej produkcji.
     Natomiast mieszkaniec Łąkiego Henryk Borowski przywołał ustawę o nawozach i nawożeniu, gdzie przepis tej ustawy mówi, że istnieje wymóg opracowania planu nawożenia dla hodowli świń powyżej 2.000 o wadze powyżej 30 kg. Ponadto istnieje wymóg zagospodarowania nawozu w odpowiednich proporcjach tj. na 70% gruntów własnych i maksymalnie 30% gruntów należących do innych rolników. Podważał tym samym słowa Pawła Kaszkowiaka, który stwierdził, że nie musi posiadać żadnych gruntów własnych, by wywozić gnojowicę. Następnie Henryk Borowski w imieniu swoim, jak i mieszkańców apelował do burmistrza, by ten zaskarżył wydaną wcześniej decyzję środowiskową, gdzie jak później się okazało wydana została na podstawie nieścisłych informacji w dokumentacji złożonej przez inwestora.
     Ostatecznie podczas sesji na 13 obecnych radnych, 4 radnych - Dawid Nowak, Emilia Walkowiak, Magdalena Harasimowicz-Zawodniak, Lucyna Hełminiak wstrzymało się od głosu, a 9 radnych - Piotr Dubicki, Piotr Cieślik, Piotr Pieszak, Robert Pruczkowski, Sławomir Wójcik, Kazimierz Łojewski, Zofia Borowska, Ryszard Chudziński, Ryszard Kotliński głosowało za przystąpieniem do opracowania planu zagospodarowania przestrzennego. W sesji nie uczestniczyli Bartłomiej Zbytniewski i radna Irena Mohylowska, która na ten dzień miała wyznaczony zabieg operacyjny w szpitalu.
     Podczas następnej sesji radni będą rozpatrywać wniosek Pawła Kaszkowiaka z 14 stycznia, który wpłynął do przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra Pieszaka o objęcie kontrolą działań burmistrza, który jego zdaniem w toczącym się postępowaniu dokonał naruszenia obowiązujących przepisów prawa.

 

Reklama
     SZCZEGÓŁY PLANOWANEJ INWESTYCJI
     Sprawa ciągnie się od 27 marca 2014 r., kiedy to inwestor Paweł Kaszkowiak wystąpił do burmistrza Ewarysta Matczaka z wnioskiem o ustalenie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu dla budowy chlewni na terenie istniejącego gospodarstwa rolnego w Łąkiem. Rozbudowa gospodarstwa ma polegać na budowie chlewni na 193 DJP (dużych jednostek przeliczeniowych) wraz z niezbędną infrastrukturą. Budynek podstawowy ma mieć pow. 1.890 m2. W budynku będą: odchowalnia prosiąt, dwie komory po 420 miejsc (łącznie 840) oraz trzy komory tuczu po 420 miejsc (łącznie 1260). Chów zwierząt prowadzony będzie w technologii bezściołowej. Obecnie w gospodarstwie prowadzony jest chów trzody chlewnej w ilości 62 DJP. W wyniku inwestycji obsada wzrośnie do łącznej ilości 255 DJP. Projektowana chlewnia przeznaczona będzie do prowadzenia tuczu trzody chlewnej od prosięcia do warchlaka. Następnie warchlaki przeniesione zostaną do sąsiedniego, istniejącego budynku inwentarskiego, gdzie będzie odbywał się ich tucz do fazy tucznika.
     Paweł Kaszkowiak zapewnia, że powstająca w wyniku procesu technologicznego gnojowica zostanie w pierwszej kolejności zagospodarowana na jego gruntach rolnych, jako nawóz naturalny. Z danych podanych przez Pawła Kaszkowiaka wynika, że dysponuje on areałem ok. 43,5 ha gruntów własnych oraz 99 ha dzierżawionych. (mal)

 

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1254 (8/2016)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości