Reklama

Wicestarosta bierze się za rządzenie

Mogilno, Strzelno, SPZOZ, wicestarosta, Krzysztof Szarzyński
     Wicestarosta bierze się za rządzenie
     Według Tomasza Barczaka i Jana Barteckiego, Jacek Siekierski miał nazwać starostę bufonem. Takie słowa z ust związkowca jednak nie padły. Dyskusja wokół służby zdrowia pokazała podziały, jakie utworzyły się wewnątrz rządzącego PSL. Pępowinę od starosty usiłuje z pomocą burmistrza Ewarysta Matczaka odciąć wicestarosta Krzysztof Szarzyński i bierze, jak mówi na klatę mogileńską służbę zdrowia.

Jacek Siekierski miał już wychodzić, wyrzucony z obrad przez Jana Barteckiego. Pozostał jednak na sesji do końca. fot. Damian Stawski

     EXPOSÉ WICESTAROSTY
     Wicestarosta Krzysztof Szarzyński odpowiada za służbę zdrowia. Na sesji 9 września wygłosił 15-minutowe wystąpienie. Przypominało to coś w rodzaju exposé. Mówił o potrzebie restrukturyzacji służby zdrowia i o tym, że wraz z dyrektorem SPZOZ Markiem Gotowałą w ciągu ostatnich 2,5 miesiąca wspólnie próbowali poszukać oszczędności i częściowo - jak mówił wicestarosta - to się udało. Wypowiadał się bardzo optymistycznie i jak mówił - warto było wziąć to na klatę, bo pacjenci w powiecie mogileńskim zasługują na to, aby mieć dobrze działający szpital. Straty szczególnie przynoszą przychody, czyli tak naprawdę oznacza to, że w SPZOZ jest zbyt mało pacjentów. Wicestarosta tłumaczył, że straty wynikają też z tego, że są nadwykonania, za które trzeba płacić. - Żadnemu pacjentowi więc nie odmawiamy pomocy - mówił starosta.
     Do wystąpienia wicestarosty optymistycznie odniósł się radny Bartosz Nowacki. - Cieszę się, że w ogóle podjęliście jakieś działanie - mówił radny. Zabrakło mu jednak koncepcji wizjonerskiej na przyszłe lata, a to o czym mówił wicestarosta dotyczyło bieżącej działalności szpitala, czyli tego, czym miał zajmować się dyrektor Gotowała. We wcześniejszym etapie sesji starosta Tomasz Barczak powiedział, że czeka, aż burmistrz Ewaryst Matczak przejmie strzeleński szpital, tak jak obiecywał to jeszcze w czerwcu. Do tego również odniósł się radny Nowacki. Uważa on, że pomysł oddania filii szpitala w Strzelnie w ręce burmistrza Matczaka jest nierealny, a po drugie jest to zrzucanie odpowiedzialności na burmistrza.
     Wicestarosta Krzysztof Szarzyński mówił, że działania są podejmowane, a on nie bez kozery nawiązał w swoim wystąpieniu do podstawowej opieki zdrowotnej. - To będzie klucz do sukcesu - mówił wicestarosta. Przypomniał, że planowana reforma służby zdrowia idzie w trzech kierunkach. Będą trzy poziomy szpitali. Na pierwszym poziomie będzie szpital lokalny z czterema podstawowymi oddziałami, na drugim poziomie będzie szpital regionalny, czyli 8-10 oddziałów. Na trzecim poziomie będą szpitale wojewódzkie, czyli kliniki. Dodatkowo będą dwa typy szpitali: pediatryczne i onkologiczne.
     Z kolei Ewaryst Matczak nie odniósł się do tematu przejęcia filii szpitala. Zadeklarował jednak pomoc ze strony gminy Strzelno. W ciągu dwóch lat zapowiedział pokrycie 50% kosztów remontu sali operacyjnej.
     ZA PLECAMI BARCZAKA
     Starosta Tomasz Barczak mówił z kolei, że ostatnio był na urlopie i odniósł się do wystąpienia wicestarosty. - Nie byłbym zachwycony tak jak pan wicestarosta - mówił. Starosta dodał, że przy dobrych wiatrach skończy się to i tak dodatkowym milionem długu, jaki przyniesie SPZOZ w Mogilnie na koniec roku. To co wicestarosta mówił nie było wcześniej konsultowane z pozostałymi członkami Zarządu. Tak samo, jak rozmowy wicestarosty z burmistrzem Strzelna.
     - Myślę, że to, co mówi pan wicestarosta to też pierwszy raz Zarząd słyszał. Akurat tydzień mnie nie było, ale Zarząd również się z tym nie zapoznał. Ale myślę, że rozmowy ze Strzelnem rzeczywiście były i też Zarząd o tym nie wiedział, a przewodniczący Zarządu na pewno nie. Bardzo bym prosił, nie można rozmów prowadzić bez Zarządu, bo Zarząd jest odpowiedzialny jako ciało kolegialne - mówił starosta.
     Dodał, że cały czas czeka na deklarację burmistrza Strzelna w sprawie przejęcia szpitala strzeleńskiego i przypomniał, że burmistrz Matczak do dnia sesji nie odpowiedział na pisma Zarządu w tej sprawie.

Związkowca z Sierpnia`80” bronił radny PO Wojciech Baran. Przewodniczący Jan Bartecki nie cofnął swojej decyzji i nakazał Jackowi Siekierskiemu opuszczenie sali obrad. fot. Damian Stawski

     STAROSTA STRZELA FOCHA
     - Pieniądze na stół i wtedy możemy wspólnie rządzić. Nie ma pieniędzy to nie rządzimy - mówił dalej starosta. Następnie zaatakował związki zawodowe, które nie dopuściły do tego, aby w SPZOZ w Mogilnie pojawił się operator. Starosta mówił, że teraz one powinny poszukać rozwiązania tej sytuacji.
     - Ja myślę, że związki zawodowe, które uczestniczyły z władzami Strzelna, żeby nie dopuścić do koncepcji zarządu, to teraz też powinny przystąpić do tego. Proszę bardzo - pracownicy mówią „dobrze, zrzekamy się na rok pensji, żeby zakład pracy wytrzymał i przeżył to wszystko” - proponował starosta.
     Głos zabrał Jacek Siekierski, który czuł się urażony słowami starosty.
     - Czuje się wywołany do odpowiedzi jako ten związek, który tę cudowną wróżkę z Sosnowca panu staroście przegonił. Ja oczekiwałem bardziej podziękowania (...) bo wszędzie tam, gdzie ta pana cudowna wróżka weszła, to z lokalizacji na lokalizację wchodzi prokuratura. Przed chwilą pan wykazał, że ma pan we własnym Zarządzie maksymalne nieporozumienie. Jedni tworzą strategię, żeby ratować SPZOZ w Mogilnie, a pan starosta wrócił urlopu i dalej focha strzela, bo nie ma nic do zaoferowania dla SPZOZ - mówił Jacek Siekierski, przewodniczący Sierpnia 80.
     Dodał, że nie jest tak, że związki kolaborują z władzami Strzelna, bo związek broni interesu wszystkich pracowników SPZOZ w Mogilnie. Jacek Siekierski wypowiadał się bardzo ostro o staroście i atakował PSL.
     - To pana buta spowodowała to, że się panu rozłamał PSL i przez to poszedł się panu dymać operator. Gdyby pan nie umieścił w planie przeniesienia czterech oddziałów ze Strzelna do Mogilna, to może by się panu ślizgło. Ale to pan doprowadził do tego swoją butą, że żeście się jako PSL na pół złamali, co dalej widać jak jesteście połamani - grzmiał Jacek Siekierski.
     Oskarżeń starosty nie rozumiał również burmistrz Ewaryst Matczak.
     - Jeżeli do mnie przychodzi trzech przedstawicieli powiatu, pan wicestarosta, pan dyrektor SPZOZ i pan przewodniczący komisji rewizyjnej i zmienia plan finansowania służby zdrowia, to ja myślę, że jest to przedstawiciel legalnie wybrany przez Zarząd Powiatu, chyba że pan starosta również ma plan ratowania służby zdrowia. Jeżeli rozmawiamy, to rozmawiajmy poważnie o tych sprawach - mówił Ewaryst Matczak.
     Starosta odniósł się również do opisywanego w Pałukach zamkniętego spotkania u burmistrza Ewarysta Matczaka z posłem z partii Kukiz 15, na którym wicestarosta Krzysztof Szarzyński powiedział, że władza przez wybór operatora chciała się pozbyć problemu.
     - Jak to było gdzieś napisane, że ktoś powiedział na spotkaniu zamkniętym w gabinecie burmistrza, że władza chciała się pozbyć problemu. Nieprawda, władza chciała rozwiązać problem. I tego problemu się nie pozbędzie, bo tego problemu się nie rozwiąże - mówił pesymistycznie starosta.
     Dalej starosta Barczak atakował ponownie Jacka Siekierskiego, który wcześniej pytał dyrektora, czy pracownicy SPZOZ dostaną podwyżki.
     - Jak pan się pyta dyrektora, czy personel dostanie podwyżki, to ja bym chciał teraz od strony związkowej, która doprowadziła do tej sytuacji (...) dlatego należy się utożsamić z zakładem pracy (...) My zejdziemy tyle i tyle i będziemy pracować przez rok, żeby z tej sytuacji wyprowadzić - mówił dalej starosta. Dodał: - W tej chwili nie może być innej sytuacji, nie może być żądań płacowych.
     Według starosty, związki powinny teraz usiąść do stołu z dyrekcją szpitala i wypracować milion lub półtora miliona oszczędności. - Ktoś na tym świecie stworzył pieniądz i bez pieniądza nie da się funkcjonować - mówił Tomasz Barczak.
     SŁOWA, KTÓRE NIE PADŁY
     Dalej miała miejsce dość dziwna sytuacja. Starosta oskarżył przewodniczącego związkowców Jacka Siekierskiego o słowa, które podczas sesji nie padły.
     - Bo teraz obrażając mnie, że „bufon” przyszedł z urlopu i „bufonuje”. To pańskie obrażanie to jest obrażanie powiatu mogileńskiego, bo ja się czuje jako cały powiat mogileński. Pan obraża powiat mogileński i ciekawe, że chce pan tu budować jakieś struktury swoje, gdzie pan obraża cały powiat mogileński. Jesteśmy przedstawicielami społeczeństwa a więc mieszkańców powiatu mogileńskiego i kierując te słowa do starosty, wicestarosty, członka Zarządu, radnego pan obraża mieszkańców powiatu mogileńskiego - mówił wyraźnie wzburzony starosta.
     - Ale które słowo - pytał z sali przewodniczący Siekierski.
     - Bardzo bym prosił, o tym bufonie i innych rzeczach - dodał starosta.
     - Ale bufon to pan powiedział, ja powiedziałem, że strzela pan focha - mówił Jacek Siekierski. Zagotowało się, a ostrą dyskusję przerwał przewodniczący Rady Powiatu Jan Bartecki i ogłosił 10-minutową przerwę.
     BARTECKI TEŻ SŁYSZAŁ BUFONA
     Po przerwie Jan Bartecki przeczytał zebranym przepis nowo uchwalonego statutu i ku zdziwieniu zebranych - wyprosił z obrad przewodniczącego Jacka Siekierskiego.
     - Przewodniczący po uprzednim zwróceniu uwagi, może nakazać opuszczenie sali obrad Rady osobom, będącym publicznością, którzy swoim zachowaniem zakłócają porządek obrad lub naruszają powagę sesji. Wobec tego nakazuję panu przewodniczącemu opuszczenie sali obrad sesji Rady Powiatu w Mogilnie - mówił Jan Bartecki.
     Jacek Siekierski słysząc to ironicznie zaśmiał się pod nosem. W obronie Jacka Siekierskiego stanął radny PO Wojciech Baran, który prosił przewodniczącego, by może najpierw zwrócił on uwagę, a dopiero później stosował dotkliwszą sankcję i wyrzucał z sali przewodniczącego związkowców. Jan Bartecki jednak pozostał nieugięty.
     - Po podjęciu tak drastycznej decyzji ja bardzo cenię pańskie zdanie, niemniej pan radny na pewno pamięta, że nie jest to pierwsze takie zachowanie pana przewodniczącego na sesji, w taki sposób obrażanie, to co podkreślał pan starosta, zachowanie się wręcz niekulturalne. W związku z tym pan przewodniczący musi liczyć się z tym, że on tu przyjeżdża, ja udzielam mu głosu jako gościowi po to, żeby nam pomógł, po to żeby rozwiązał sprawy ważne dla powiatu mogileńskiego dotyczące służby zdrowia - tłumaczył swoją decyzję Jan Bartecki. Sam chwilę później powiedział wzburzony: - Pan przewodniczący zachowuje się wręcz no... niekulturalnie to mało powiedziane. On te wszystkie epitety, które kierował w kierunku starosty to on powinien do siebie skierować - zaatakował związkowca.
     - Panie przewodniczący Rady, zechce Pan powtórzyć te epitety? - mówił Jacek Siekierski.
     Dalej związkowca bronił radny Baran i sugerował, że statut jest nowy i warto by było profilaktycznie pouczyć związkowca, a potem dopiero stosować ostrzejszą sankcję. Jak Bartecki tłumaczył, że nie ugnie się.
     - Taką decyzję podjąłem, nie wycofuję się z niej - mówił Jan Bartecki.
     Całe to zachowanie skomentował Jacek Siekierski: - Nawet w komunistycznej partii Chin wolno było coś powiedzieć na wyjściu. Więc jeszcze raz proszę powtórzyć te epitety.
     Jan Bartecki nie zwracał jednak uwagi na Jacka Siekierskiego. Mimo nakazu Jana Barteckiego Jacek Siekierski pozostał na sali do końca obrad sesji.

Reklama

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1283 (37/2016)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości